Monika Pacyfka Tichy

5. runda Gymkhana GP - piękny występ Mai, Amalka startuje w ciąży! Relacja i galeria

01 października 2014
208
Na piątej, finałowej rundzie Gymkhana GP rywalizowało sześćdziesięciu zawodników, w tym osiem kobiet. Ten sezon jest zdecydowanie lepszy od poprzedniego, w sumie 17 zawodniczek brało udział w zawodach co najmniej raz (na 133 startujących w ogóle).

W czasie szczecińskiego finału faworytką wśród kobiet była startująca w klasie amatorów Maja Staniszewska z Wrocławia. Maja nie opuściła żadnej rundy, ale z powodu różnych problemów technicznych z motocyklami w ciągu sezonu startowała na czterech różnych maszynach. Były to: Yamaha Fazer 400 (1. runda), Suzuki GSXR 600 K3 (2. i 3. runda), Suzuki GSXR SRAD 750 (4. runda) a na finale - Suzuki GSXR 600 K1. Wcześniej Maja już trzy razy stawała na szczycie kobiecego podium, w 4. rundzie zdobywając 5. miejsce w klasie amatorów i dwukrotnie otrzymując punkty do klasyfikacji generalnej za 15. czas zawodów bez podziału na klasy.

Grzanka - Agnieszka Jaszewska

fot. Monika Pacyfka Tichy

Tuśka Marta Maczan ze Szczecina (Suzuki Freewind 650) również stawiała sobie za cel miejsce w pierwszej dziesiątce (udało się jej już raz w Łodzi być na miejscu 9. w klasie amatorów). Na zawody przybyła liczna reprezentacja Czeskiej Republiki w sile sześciorga zawodników, wśród nich Amalka Radka Landova, startująca regularnie w czeskim Motoslalomie od początku jego istnienia. Amalka kilkakrotnie ścigała się również w Polsce, natomiast w tym roku jej występ był bezprecedensowy w historii Gymkhana GP, gdyż Amalka jest w piątym miesiącu ciąży. Był to jej 5. start w tym stanie, gdyż nie odpuściła również sezonu Motoslalomu.

Trasa ułożona na szczecińskim kartingu należała do tych bardziej szybkich, a mniej technicznych, a warunki atmosferyczne były idealne. Mimo to niemal połowa zawodniczek zaliczyła wywrotki. Totka Agata Rozmus (Yamaha XJ600) upadła na przedostatniej rotacji pod koniec drugiego przejazdu, ale z determinacją błyskawicznie podniosła motocykl i dokończyła przejazd, zajmując miejsce 37. w amatorach i 4. wśród kobiet. Amalka w drugim przejeździe przewróciła się dwukrotnie i dwa razy szybciutko pozbierała siebie i swą ażurową, leciutką, 35-letnią Jawę 175/350 w dwusuwie, odpaliła ją ponownie i dokończyła rywalizację na miejscu 41. (6 wśród kobiet). Szkoda, bo czas z 1. przejazdu dawał jej możliwość walki o miejsce w drugiej dziesiątce. Najbardziej niepocieszona była Tuśka - gleba w drugim przejeżdzie zrzuciła ją z miejsca 17. na 34. w klasie amator, ale świetny czas pierwszego przejazdu (4,5 sekundy za Mają) wystarczył by utrzymać się na podium pań. Ania Skorupińska (Honda CBR 500), która po 1. przejeżdzie była piąta w klasyfikacji kobiet, wskoczyła na drugie miejsce damskiego podium.

Najbardziej spektakularnie pojechała Maja - w pierwszym przejeździe miała czas 1:01,90, czyli czwarty pośród amatorów. Bardzo dzielnie walczyła o podium w tej klasie - mając stratę zaledwie półtorej sekundy do Kyo, który był trzeci po 1. kolejce, w drugim podejściu pojechała jeszcze szybciej, osiągając czas poniżej minuty (59,91). Oprócz niej, udało się tego dokonać tylko dwóm amatorom - byli czeski zawodnik Mišak i szczecinianin Dragon, którzy zajęli 1. i 2. miejsce na podium tej klasy. Kyo w drugim przejeździe miał czas słabszy od Mai, ale przewaga z 1. kolejki pozwoliła mu utrzymać trzecią pozycję w klasie amator, i potrącony przez wrocławiankę pachołek, co oznacza sekundę kary, nic tu już nie zmienił. Maja zatem była czwarta - co było jej najlepszym rezultatem w sezonie, tym bardziej że czas był 13. wynikiem zawodów, co przyniosło kolejne punkty do klasyfikacji generalnej. W podsumowaniu sezonu Maja zajęła 26. miejsce (ex aequo z zawodnikiem ze Skoczowa Dybusem) co jest najwyższą lokatą w tabeli zdobytą przez debiutanta tego sezonu (bez względu na płeć).

Kobiety w klasyfikacji amatorów i w konkursie GP8:

1. Maja Staniszewska, Wrocław - 4. - 34

2. Ania Skorupińska, Szczecin - 33.  - 44

3. Tuśka Marta Maczan, Szczecin - 34.  - 32

4. Totka Agata Rozmus, Szczecin - 37.  - 31

5. Grzanka Agnieszka Jaszewska, Wrocław - 39.  - 47

6. Amalka Radka Landová, Czechy - 41. - 27

7. Aleksandra Pindras, Wrocław - 42.  - 48

8. Wioletta Sala, Szczecin - 44.  - 49

Totka już nie po raz pierwszy najlepiej spośród pań poradziła sobie z figurą osiem - tak samo było na 1. i 2. rundzie. We Wrocławiu zajęła 14. miejsce i był to najwyższy w tym roku osiągnięty przez kobietę wynik w GP8, czyli pięciokrotnym przejechaniu dwunastometrowej ósemki na czas.  W konkurencji tej nie ma podziału na klasę amatorską i PRO. Tym razem Totka pojechała z czasem 36,45 sek. Najlepszy czas osiągnięty w tym roku przez kobietę należy jednak do Mai: 35,25 - na 4. rundzie w Warszawie.

Dzięki 4. miejscu Maja weszła do prestiżowej rozgrywki pucharowej, w której przyszło jej się zmierzyć ze zdobywcą 2. miejsca Dragonem. Pojechała doskonale i zabrakło jej tylko 0,68 sekundy, by przejść do półfinału!

Maja Staniszewska

fot. Monika Pacyfka Tichy

A tak wspomina swój występ i czwarte zwycięstwo najlepsza zawodniczka tego sezonu, Maja Staniszewska:

- Po udanych zawodach w Warszawie, tradycyjnie... umarł motocykl, którym jeździłam. W tym roku przez pięć rund startowałam na czterech różnych maszynach, na trzech z nich siedząc po raz pierwszy w życiu rano w dniu zawodów. Tym razem stała się rzecz, która nie śniła się mechanikom - pękł łańcuszek rozrządu. Mam nadzieję, że klątwa po Szczecinie zostanie przełamana, bo słyszałam, że organizatorzy w przyszłym roku przymierzają się do wprowadzenia ograniczenia ilości silników w sezonie, rodem z MotoGP :P W każdym razie bardzo długo nie byłam pewna występu w zawodach zorganizowanych w stolicy polskiej gymkhany. Na szczęście udało się zorganizować nowy motocykl. Piąte miejsce w ostatnich zawodach i kolejny punkt do generalki nakręciły mnie na dalsze sukcesy, więc jadąc do Szczecina postanowiłam mierzyć w podium amatorów. Na miejscu okazało się, że zadanie to będzie znacznie trudniejsze niż przewidywałam, bo oprócz czołówki polskich zawodników przyjechali też Czesi, którzy zakończyli już sezon gymkhany w swoim kraju. I faktycznie, wygrał Misak, a czwarte miejsce po pierwszym przejeździe dzieliłam z Krupicem, który jednak pomylił się w drugiej rundzie. Ostatecznie uplasowałam się więc tuż za podium, z czego jestem bardzo zadowolona, choć wiem, że mogłam pojechać jeszcze szybciej. To jednak plan na przyszły sezon, w którym na pewno wystartuję, tym razem na solidnym i własnym motocyklu.

Wioletta Sala

fot. Monika Pacyfka Tichy

Niezwykle ciekawa była historia występu najstarszej zawodniczki biorącej udział w gymkhanie: Wioletty Sali:

- Wystartowałam niechcący. Przyjechałam na karting na zupełnie inną imprezę, bo pomyliłam jej godzinę rozpoczęcia, a w zawodach startował mój siostrzeniec Miłosz i kazał mi się zapisać. Byłam w strachu, bo znalazłam się pośród profesjonalistów, a już zupełnie się przeraziłam jak zobaczyłam Tomka Smelkę [Mistrz Polski Gymkhana GP 2014 - przyp. M.P.T.]. Ale przejechałam ósemkę i skoro mi się to udało, to w slalomie też wystartowałam. Chciałam pojechać najgorzej, żeby nikomu z tych wspaniałych zawodników nie było przykro, że jest ostatni, ale niestety mi się to nie udało, mimo że robiłam przejazd spacerowym krokiem. Przepraszam, nie wykonałam zadania!

I powiem tak - jak mnie nie chcecie w gymkhanowym świecie w przyszłym sezonie, to będę się pchała drzwiami i oknami!!! Jestem zachwycona organizacją imprezy. Jesteście młodzi ludzie z jajami i mam ogromny szacunek dla was za to, że wam się chce!

- To szczególny komplement, zwłaszcza że większość organizatorów i wolontariuszy to kobiety...

- Ale uwielbiam też Rufiego [wybitny zawodnik, na tej edycji sędzia - przyp. M.P.T], mimo że nie jest kobietą. Dziękuję Adamowi, który startował zawodników, za wyrozumiałość dla mnie. To wszystko jest dla mnie szczególne chociażby dlatego, że mam prawo jazdy dopiero od 10 maja.

- Naprawdę? Jak to się stało, że trafiłaś do motocyklowego świata?

- Naprawdę, a mam 47 lat. Od kiedy tylko pamiętam, gdy w pobliżu przejeżdżał motocykl, to koleżanki wiedziały że muszą zatykać uszy, bo zaraz wydrę ryja z zachwytu. Jak tylko widziałam którąś z tych cudownych maszyn, to byłam usikana po same kolana i na czterdzieste urodziny zażądałam od rodziny by mi kupili motocykl. Ale zaraz zaczęło się gadanie: a gdzie go będziesz trzymać, a to takie niebezpieczne, a tylu motocyklistów ginie... ale wróciłam do tematu pięć lat później. Na 25 rocznicę ślubu zobowiązałam koleżanki, by zrzuciły się na prawo jazdy dla mnie. One wciągnęły w ten plan również rodzinę - dostałam prezent w formie kartki podpisanej także przez moją matkę. Prawko robiłam rok i dwa miesiące i zdałam za czwartym podejsciem - i jeżdżę! Zawsze robiłam szalone rzeczy - wcześniej szalałam na snowboardzie, rolkach. Marzeniem mojego męża był skok ze spadochronem - i zrelizował je. Ale on miał jednorazowy wybryk, ja mam swój wybryk między między nogami!

Amalka

fot. Monika Pacyfka Tichy

A tak opowiada o swoich wrażeniach Amalka:

- Ja i motocykle to długa historia. Mam prawko od 15 lat, ale nie jeździłam dużo. Kiedy miałam 17 lat, zdałam egzamin i zaczęłam jeździć na Amalce [Jawa Amalki ma na imię tak samo jak Amalka - przyp. M.P.T.] ale tak raczej dla przyjemności albo do szkoły czy pracy czy coś. W 2010 roku mój brat [Maty Landa - pionier Motoslalomu, mistrz lub wicemistrz Czech we wszystkich sezonach - przyp. M.P.T.] zapoznał mnie z ideą motogymkhany i obojgu nam się to spodobało, a od 2011 zaczęliśmy ten sport propagować i organizować w Czechach. Przez to że jesteśmy organizatorami, niestety nie możemy się tak bardzo poświęcić treningowi. Dlatego tak uwielbiam startować w Polsce gdzie mogę po prostu cieszyć się zawodami tylko jako widz i uczestnik...  Niestety jest to zbyt daleko, by być na wszystkich edycjach w ciągu sezonu.

Co do wrażeń z imprezy, po prostu kocham tę atmosferę, tę adrenalinę. Ale w waszych przepisach mi przeszkadza sumowanie czasów dwóch przejazdów. [w Czechach są dwa lub trzy przejazdy konkursowe i liczy się najlepszy czas - przyp. M.P.T.]. Trzy razy startowałam w Polsce i za każdym razem upadłam w drugim przejeździe. W pierwszym piękny wynik, a drugi zawsze zepsuję... Zawsze jestem strasznie wkurzona i smutna. Ale bardzo się cieszę, że przyjechałam! U was jest zawsze świetnie. Piękna pogoda, mnóstwo kibiców którzy robią świetną atmosferę, dziennikarze z radia i telewizji... u nas tego wciąż brakuje. Fajna, chociaż trochę za łatwa trasa konkursowa. Wszystko super, mogę narzekać tylko na wasz regulamin. Mam nadzieję że w nastąpnym sezonie będzie wszystko w porządku i mimo dzieciątka dam radę wziąć udział. GYMKHANA FOREVER!

- No właśnie. Jak to jest startować w ciąży?

- Mój przyjaciel Ondrej Kroupa Krupič, który również startował w Szczecinie, powiedział mi: jeśli na jakiejkolwiek stronie dla ciężarnych napiszesz, że jeździsz na motocyklu spodziewając się dziecka, to powiedzą, że jesteś szalona, będą cię potępiać i krytykować... Więc za dużo o tym nie opowiadam. Ale moi prawdziwi przyjaciele i rodzina podchodzą pozytywnie. Mój chłopak, ojciec dziecka, jest trochę przestraszony, ale nie zabrania. I ginekolog też się zgodził. Powiedział że najważniejsze jest dobre samopoczucie psychiczne. A gdybym się stresowała że nie mogę jeździć, byłoby gorzej. Lekarz mówi że jeśli kobieta robi coś całe życie, powinna to robić również w ciąży, jeśli się dobrze czuje. A ja się czuję dobrze, jak jeżdżę motocyklem. Czy to jest niebezpieczne? Nie sądzę. Tak samo ryzykowne jak jeżdzić samochodem lub chodzić, albo jeżdzić rowerem, albo wychodzić z wanny. I tak dalej. Zaszłam w ciążę tuż przed pierwszym startem w tym roku. W czasie drugiego już wiedziałam, w czasie trzeciego wiedział brat i kilku ludzi. Dopiero przy czwartym gymkhanerzy się dowiedzieli. Codziennie jeżdżę motocyklem do pracy. W weekendy robię z bratem kursy dla motocyklistów. Zawody to taka nagroda. Jeździłam kilka razy na torze w tym sezonie. Oczywiście - nie chcę się przewracać. I normalnie się nie przewracam. Tylko w Polsce, w drugiej kolejce przejazdów. Nie boję się. Jakbym się bała, albo źle czuła, to bym nie jeździła. Dziecko też się dobrze czuje, zarówno gdy mama siedzi na kanapie i je, jak i wtedy gdy chodzi, jeździ czy pływa. Kto mnie zna, wie że bez motocykli nie istnieję. Nikt mnie nie krytykuje. Tylko mówią "uważaj". Niektórych spodni nie mogę już założyć. Ze szwagierką żartujemy, że jest luka na rynku. Nikt nie produkuje ciążowych spodni motocyklowych. Chyba jestem jakimś wyjątkiem. No ale już pogoda się zaczyna pogarszać, więc zanim będę dużo większa, skończy się sezon. Będę miała co opowiadać dziecku. Twoja mama była trochę szalona i ciągała cię w brzuchu na motocykl... Dzieci zasypiają najlepiej przy dźwięku, który znają z czasów gdy były w brzuchu mamy. Więc moje będzie zasypiać przy dźwięku motocykla odpalanego na kopa. Wniosek - mój: nie ma nic złego w jeżdżeniu w ciąży. Może to jest trochę rzadko spotykane, ale nie jest złe. Zawodowe sportsmenki również startują, a świat dopinguje. Na przykład nasza lekkoatletka Barbora Špotáková, rywalizująca w rzucie oszczepem. Może to będzie dziewczynka. Doktor robił USG i mówi że nie widzi, żeby był chłopiec...

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!