300 km/h po Nurburgringu w Audi R8 z babcią na „prawym”

Pewien youtuber, który na co dzień jest kierowcą pełniącym usługi „taksówkarskie” na Nurburgringu, tym razem przejechał tor z bardzo nietypowym gościem. Własną babcią.

Jeśli chcecie poznać Nurburgring, ale brakuje wam umiejętności odwagi lub odpowiedniego auta (albo problem leży we wszystkich trzech aspektach), to zawsze możecie skorzystać z usługi „taksówkarskiej”. Profesjonalny kierowca w odpowiednio przygotowanym samochodzie zapewni wam niezapomnianą przejażdżkę po Zielonym Piekle.

Jednym z takich kierowców jest Misza, który postanowił zrobić prezent swojej babci i przewieźć ją po Nurburgringu. Wybrał do tego celu samochodów bardzo wyjątkowy – jadowicie żółte Audi R8. Czy to czasem nie jest zbyt szybki samochód dla starszej pani?

Okazało się, że nie i 80-latka bawiła się naprawdę dobrze. Podziwiamy i gratulujemy nie tylko zdrowia, które pozwoliło mierzyć się z tak dużymi przeciążeniami, ale przede wszystkim odwagi. Wiele osób bałoby się szybkiej jazdy R8 w każdych warunkach, a co dopiero na mającym ponad 20 km długości torze!

Najnowsze

Wypadki drogowe kosztują nas więcej, niż 500+ albo wydatki na wojsko!

Wypadek na drodze to nie tylko problemy, a czasem i tragedie, osób biorących w nich udział. To także ogromne straty dla naszego państwa, które musimy pokrywać z własnej kieszeni. Tak wynika z raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, który potrafi zaszokować.

55,6 miliarda złotych – tyle Polska straciła w wyniku wypadków, jakie miały miejsce w 2018 roku. To ogromna suma, szczególnie kiedy zestawimy ją z innymi wydatkami państwa. Przykładowo w 2020 roku na program 500+ przeznaczone będzie „tylko” 41,2 mld zł. Pojawia się przy tym pytanie – co sprawia, że zdarzenia drogowe tak bardzo obciążają budżet?

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego swoje obliczenia przeprowadziła bardzo kompleksowo. Wbrew pozorom największy wpływ mają tu nie straty materialne (21 proc. kosztów), administracyjno-operacyjne (17 proc. kosztów), czy niematerialne (4 proc. w tym 1 proc. kosztów leczenia). Aż 58 proc. to straty państwa w związku ze śmiercią bądź niezdolnością do dalszej pracy ofiar wypadków..

A ile wynoszą poszczególne koszty? Śmiertelna ofiara wypadku to 2 392 125 zł, a ofiara ciężko ranna oznacza stratę 3 309 300 zł. W przypadku osoby lekko rannej, wartość ta spada do „zaledwie” 48 165 zł. Według wyliczeń KRBRD jednostkowy koszt wypadku to 1 420 191 zł, a kolizji 26 736 zł.

Równie mocno na wyobraźnię działają obliczenia dotyczące kosztów ponoszonych przez poszczególne instytucje, zaangażowane w wypadki drogowe. Praca policji i straży pożarnej przy tych zdarzeniach, została „wyceniona” na 8,9 mld zł. Koszty hospitalizacji ofiar wypadków to 346,5 mln zł, a postępowań karnych związanych z tymi zdarzeniami to 434,5 mln zł.

Straty materialne powstałe przy zdarzeniach drogowych zostały wycenione na 12,1 mld zł, a koszty ubezpieczenia na 1,79 mld zł. Największa wartość to tak zwana strata gospodarcza, czyli straty jakie ponosimy z uwagi na śmierć lub niezdolność do pracy ofiar wypadków – oszacowano to na 32,9 mld zł.

Najnowsze

Belgijska policja uziemiona przez normy emisji spalin?

Walka z samochodami, jako z głównym źródłem zanieczyszczenia w miastach, osiąga coraz wyższe poziomy absurdu. Tym razem zakazy wjazdu do miast zaczęły wpływać nie na wygodę ich mieszkańców, ale na bezpieczeństwo. Chyba.

Wyobraźcie sobie taką sytuację: dzwonicie na policję i prosicie o jak najszybszą interwencję. Może ktoś was napadł, albo byliście świadkiem przestępstwa, którego sprawca nie zdążył jeszcze uciec. W odpowiedzi słyszycie, że funkcjonariusze właśnie wybiegli z komisariatu i kierują się w waszą stronę. Jak to wybiegli? Ano muszą dotrzeć na piechotę, ponieważ ich radiowóz nie spełnia odpowiednich norm emisji spalin.

Brzmi absurdalnie? To rzeczywistość, z którą musi się mierzyć belgijska policja. A przynajmniej tak to przedstawia. Od 1 stycznia w życie weszły bardziej restrykcyjne przepisy, dotyczące norm emisji spalin, jakie muszą spełniać pojazdy, aby mogły poruszać się po niektórych miastach. Abstrahując od sensu wprowadzania zakazów wjazdu dla niektórych pojazdów, jak to możliwe, że spod tego prawa nie zostały wyjęte wszelkie służby? Przecież policja nie jeździ po mieście dla przyjemności czy wygody, ale aby pilnować porządku i pomagać obywatelom!

Jak podaje Reuters problem dotyczy tylko części floty, ale składa się ona z kilku tysięcy pojazdów (rzeczniczka służb nie chciała sprecyzować jaka część nie spełnia norm), a na odnowienie parku nie ma pieniędzy. Władze były informowane znacznie wcześniej przez policję, że taki problem się pojawi, ale nic nie zostało w tej sprawie zrobione.

Historia co najmniej kuriozalna, ale… dalsza jej część trochę nie trzyma się, kolokwialnie pisząc, kupy. Wymagana norma to Euro 4, która obowiązywała samochody wyprodukowane od 2006 roku i pojazdy jej niespełniające nie mogą wjechać do trzech miast – Brukseli, Antwerpii oraz Gandawy. I teraz pytanie – ile komisariatów w tych miastach dysponuje pojazdami mającymi 15 lat i więcej? Zrozumiałe jest, że wymiana całej floty policji to ogromny wydatek, ale chodzi o pozbycie się najbardziej wysłużonych radiowozów w trzech dużych (a więc dysponujących dużymi środkami) miastach. Naprawdę jest ich tak sporo?

Rzeczniczka belgijskiej policji miała też powiedzieć, że „zostało poczynionych kilka wyjątków dla niektórych samochodów, wyraźnie oznaczonych jako policyjne, na przykład tych wyposażonych w niebieskie migające światło oraz syrenę” (podajemy za Reutersem). Pozostałe pojazdy przeniesiono do służby poza dużymi miastami. To my mamy teraz pytanie: jakie „pozostałe pojazdy”? Jakimi to pojazdami dysponuje belgijska policja, które mają przynajmniej 15 lat i nie dość, że nie są oznakowane, to nawet nie mogą wysyłać sygnałów świetlnych i dźwiękowych? Prawdopodobnie zostało to błędnie wyjaśnione przez panią rzecznik, albo przez autora artykułu i chodziło po prostu o oznakowane radiowozy (a zamontowane na stałe „koguty” wymieniono jako łopatologiczny sposób wyjaśnienia czym jest oznakowany radiowóz). W takim wypadku okazuje się, że palącym problemem belgijskiej policji jest to, że nieoznakowane Volkswageny Golfy V nie mogą już patrolować Brukseli, Antwerpii i Gandawy. Mogą tylko te z „kogutami” na dachu.

Cała ta sprawa, bez względu na jej faktyczny wpływ na pracę belgijskiej policji, wydaje się być dopiero początkiem problemów wywołanych „proekologicznym” podejściem. Niedawno pisaliśmy o ekologicznym problemie brytyjskiej policji, która w przeciwieństwie do belgijskiej okazała się lepiej finansowana i bardziej przewidująca. Kupiła więc 448 pojazdów elektrycznych, które policjanci określają jako… nienadające się do służby.

Na koniec może warto wspomnieć o tym, na ile jest sens wprowadzania tego typu obostrzeń. Niedawno było głośno o decyzji burmistrz Rzymu, która w ramach walki ze smogiem, przez kilka dni zakazała wjazdu do miasta w godzinach szczytu samochodom z silnikiem Diesla, również tych spełniających normę Euro 6 (diesel to zawsze diesel, a diesel to zło – wie o tym przecież każde dziecko, prawda?). Jak podaje PAP, decyzja ta została mocno skrytykowana przez specjalistów zajmujących się ruchem drogowym. Przypomnieli oni, że cały transport (nie tylko auta) odpowiada za 10 procent zanieczyszczeń. Natomiast największym problemem nie są spaliny, tylko pyły wzbijane w powietrze przez koła samochodów (tak, również tych benzynowych, a nawet elektrycznych). Najwyraźniej pani burmistrz, zamiast przeznaczyć więcej środków na mycie ulic, woli zakazać wjazdu do miasta nawet właścicielom nowych aut, bo przecież „każdy diesel to zło”. Nic to nie kosztuje, a zawsze można pochwalić się przed wyborcami, że zrobiło się dla nich coś „dobrego”.

Najnowsze

Edyta Klim

Nicki i Moe – razem dookoła świata!

Nicki i Moe to niemiecka para, która w 2017 roku sprzedała cały swój dobytek i ruszyła na jednym motocyklu w podróż dookoła świata! Obecnie Nicki ma już własny motocykl, a ich wyprawa życia nadal trwa!

Nicki i Moe pochodzą z Marburga w Niemczech. On pracował w branży IT i fotografuje, ona studiowała na kierunku International Development, uwielbia gotować i podróżować. Obydwoje starają się być bardzo aktywni fizycznie na wiele sposobów.

Pierwsze podróże na motocyklu para odbyła w 2016 roku po Europie, jednak kolejny sezon przyniósł jeszcze większe wyzwanie – podróż dookoła świata, połączona z okazjonalnym trekkingiem. Ich decyzja była nieodwracalna, więc Nicki i Moe zakończyli swoje zobowiązania związane z pracą/studiami, sprzedali mieszkanie z całym dobytkiem i ruszyli w świat!

Po 21 miesiącach spędzonych na jednym motocyklu Triumph Tiger 885i, Nicki może już kontynuować podróż na własnym – obniżonym Triumph Tiger 800XRX. Kolejne etapy ich podróży możecie śledzić na ich stronie i kontach:

www.moppedhiker.de/en

www.facebook.com/moppedhiker

www.instagram.com/moppedhiker

Najnowsze

Edyta Klim

Moto-zawody: kobieta – mechanik samochodowy

Agnieszka z Białej Podlaskiej to „mały mechanik” – kręci ją wiedza o samochodach, więc w tym kierunku podążyła jej edukacja, a za nią pierwsza praca.

Motoryzację do swojego życia przyciągnęłaś sama, czy ktoś Cię tą pasją zaraził?

Motoryzacja w moim życiu pojawiła się sama z siebie. Mieszkam na uboczu miasta, a tato prowadził gospodarstwo i mieliśmy tam sporo maszyn rożnego typu. On zawsze naprawiał wszystko sam, a ja zaczęłam go podpatrywać. To były drobne naprawy, bo w tamtym czasie nie wiedziałam nawet, co to treszczotka/klucz dynamometryczny. Tato jest dla mnie autorytetem i pasję mam po nim, zdecydowanie. Wiedziałam naprawdę mało, jednak byłam ciekawska i chyba to mnie dużo nauczyło. Mając 15 lat, każdy ma dużo pomysłów w głowie i nie każdy już wie, gdzie jest jego miejsce – ja też próbowałam swoich sił. Koleżanek miałam zawsze mało, a po podwórku biegałam z chłopakami, bo oni zawsze byli bliżej motorynek i innych pojazdów. Tak od dziecka rozwijało się moje zainteresowanie motoryzacją.

Wybór zawodu był dla Ciebie sprawą prostą, czy też miałaś jakieś wątpliwości?

Zawsze, gdy mnie pytano o wybór szkoły to odpowiadałam, że idę na mechanika, bo tego chciałam, choć głębiej się nad tym nie zastanawiałam. Jednak gdy nadszedł czas ostatecznego wyboru – zrobiło się już mniej miło… Pod koniec wakacji 2016 roku zaczęłam szukać pracodawcy, który mnie wyszkoli i posiada warunki do zatrudnienia kobiety. To był moment zwątpienia i zastanawiania się, czy sobie poradzę. Jednak zaryzykowałam i znalazłam odpowiedni zakład – z tego miejsca dziękuję Panie Mirku za szansę i wychowanie mnie na tak dobrego mechanika.

 

Czy nauka tego zawodu jest trudna? Każdy może to opanować, czy trzema mieć do tego pewną smykałkę?

Hmm, czy jest trudna? Nie wydaje mi się, ale też nie należy do prostych. Nauka tego zawodu kosztowała mnie osobiście wiele wyrzeczeń i kompromisów, zdarzały się ciężkie chwile, ale z czasem to mijało. Nie każdy to opanuje, bo trzeba dużo zapamiętać, a i też radzić sobie fizycznie (tu łatwiej jednak mają silniejsi mężczyźni). Z pewnością trzeba mieć świadomość , że cokolwiek się robi – to jest to spora odpowiedzialność, także sama smykałka tu nie wystarczy. Tu trzeba połączyć wiedzę ze sprawnością.

Co Cię w motoryzacji kręci najbardziej?

W motoryzacji kręci mnie najbardziej wiedza o samochodach – interesuje mnie, jak i z czego są zbudowane i kto je tworzy. Moim marzeniem jest samodzielne zbudowanie auta do driftu. Interesuje się wszystkim, co ma silnik. Zaczynałam od motocykli i nawet byłam posiadaczką jednego z nich – mile wspominam ten czas i myślę o powrocie. Jestem pewna, że w moim życiu zawsze będzie miejsce na motoryzację i nie ważne, czy na dwóch czy na 4 kołach. Jestem ciekawa każdej maszyny, ciężarówki, a juz najbardziej podziwiam maszyny o bardzo dużej wadze, np. kilkunastotonowe statki, które są jeszcze ciekawsze niż zwykle samochody. Choć te statki to pikuś przy 1.9 TDI (śmiech).

Masz własny samochód? Jaki jest ten wymarzony i czy tylko jeden?

Tak posiadam swój samochód, jest to „niezawodna strzała” – bardzo ekonomiczny sedan i to moje pierwsze auto, także jeszcze trochę pojeździmy we wspólnej obsadzie (śmiech).

Moim wymarzonym samochodem nie jest jeden konkretny model, bo taką samą miłością darzę Forda Sierra Cosworth 4×4 z 1993 roku, jak i BRABUSA 850 6.0 BiTurbo V8 S63 AMG. Dlatego nie mam tego jedynego i wydaje mi się, że żaden mechanik jednego, wymarzonego samochodu nie wytypuje.

Czy kobieta w roli mechanika cały czas musi udowadniać mężczyznom swoje umiejętności?

To ciekawe pytanie, bo reakcje mężczyzn bywają różne. Jedni są zdziwieni i bardzo podoba się im to, że wykonuje taką pracę, potrafią mnie nawet pochwalić. Jednak zdarzały się też przypadki, w których klienci mieli do mojej osoby mało zaufania, tak jakby myśleli, że źle mi pójdzie, bo jestem kobietą. Całe szczęście, że takich osób było niewiele. Zdaję sobie sprawę, że trochę łamię stereotypy w ich głowach, jak wychodzę spod samochodu, ubrudzona bardziej, niż kominiarz (śmiech). Zwykle kończy się tak, że przynoszą mi słodkości tylko dlatego, że im się podoba, co robię i chcą mi okazać bardzo dużo szacunku – to się ceni!

W swojej dotychczasowej karierze zawodowej nigdy nie musiałam udowadniać, co potrafię, ale za to uwielbiam zaginać mężczyzn swoją wiedzą na tematy samochodowe przy rozmowie. Uwielbiam ich miny, jak „opada im szczęka” z wrażenia (śmiech).

A jak reagują klientki?

Lubię jak auta oddają w moje ręce kobiety, bo my się zawsze trzymamy razem. Rozmowy są zawsze miłe, wymieniamy uśmiechy i mamy takie przekonanie, że my-kobiety jesteśmy silne i damy rade sobie ze wszystkim!

Na jakim etapie zawodowym jesteś teraz i co jeszcze w tym zawodzie chciałabyś osiągnąć?

Aktualnie posiadam dyplom czeladnika po szkole rzemieślniczej, a z zawodu jestem dokładnie elektro-mechanikiem pojazdów samochodowych, po 36-miesięcznym zatrudnieniu w tym zawodzie. W tym roku mam zamiar zdobyć zawód diagnosty samochodowego (to jest moje postanowienie na rok 2020), a także chciałabym zrobić dodatkowe kursy, typu detailer itp.. Myślę, że zawód, który wybrałam jest ciekawy i w tych czasach bardzo ceniony. W dalszej przyszłości chciałabym założyć własny warsztat mechaniki pojazdowej, oczywiście wraz ze stacją kontroli pojazdów.

 

Najnowsze