Casey Currie to pierwszy Amerykanin, który wygrał Dakar na czterech kołach!
Prace nad maszynami się skończyły i cała drużyna Can-Am zbiera się wokół ogniska. W tle słychać Californication Red Hot Chilli Peppers. W powietrzu czuć napięcie przed wielkimi wydarzeniami. To ostatni etap, biwak w Haradh. Casey Currie, Sean Berriman, a także kierowca Hondy Ricky Brabec dołączył się do chłopaków.
Dwóch Amerykanów było na czele klasyfikacji po raz pierwszy w historii na jeden etap przed końcem. Dawajcie chłopaki, to niewiarygodne! Ci kolesie piszą historię na nowo, mówi jeden z mechaników schowany w cieniu. Nawet Biały Dom został poinformowany. Wygranie Dakaru przez Amerykanina, po raz pierwszy w 42-letniej historii tego rajdu, to jak wygranie złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich albo jak wygranie Tour de France przez Lance’a Armstronga. To zmieniło kolarstwo (nawet bardziej niż zwycięstwa Grega LeMonda) w Ameryce Północnej, pchając tę dyscyplinę do przodu.
Jeden dzień na raz, odpowiada jak mantrę Currie, po tym jak trzeciego dnia prowadzi w ogólnej klasyfikacji kategorii Side by Side. Został jeszcze jeden dzień. Tej nocy Casey spał nadzwyczaj dobrze, podczas gdy Sean, drugi kierowca nie spał prawie w ogóle. 17 stycznia to był także dzień 28. urodzin Seana, ale to nie było najważniejsze. Obaj mieli misję. Czuli presję, pomimo przewagi 45 minut i 33 sekund nad Sergeiem Kariakinem z Rosji, i 57 minutami i 32 sekundami nad Chaleco Lopezem z Chile, który wygrał w zeszłorocznej edycji w Peru. Jeden dzień na raz.
Skrócony etap 167 kilometrów i Grand Prix Qiddiya wciąż były przed nimi, aby zapisać się na kartach historii. Currie nie grał ostro tylko mądrze. Nie było sensu podejmować dodatkowego ryzyka mając na uwadze tak wielką nagrodę. Jego kolega Reinaldo Varela wygrał ten etap, a Casey i jego nawigator, Sean Berriman zajęli 1. miejsce w ogólnej klasyfikacji mając 39 minut i 12 sekund przewagi nad Sergeiem, i 52 minuty 36 sekund nad Lopezem. Triumf. Spełnił się amerykański sen.
36-letni Casey Currie zrobił to i to już za drugim podejściem. Jego zeszłoroczny występ można nazwać dobrą nauką, tak jak pierwszy występ dla każdego. Jednak jest doświadczonym kierowcą i wykorzystał ten moment, aby zrozumieć reguły, format i podstawową zasadę: wygrywanie poszczególnych etapów nie daje Ci dobrej pozycji następnego dnia. W Dakar 2020 stale był w top 5.
Najnowsze
-
TEST Mercedes G 580 EQ – Profanacja, a może strzał w dziesiątkę?
Kiedy Mercedes zaprezentował elektryczną wersję G-Klasy, część fanów modelu niemal odruchowo ogłosiła to profanacją. Trudno się dziwić – mówimy przecież o samochodzie, który przez dekady budował swoją legendę na potężnych jednostkach spalinowych, surowym charakterze i terenowych możliwościach. Tymczasem dziś pod kultowym nadwoziem pracują wyłącznie silniki elektryczne. Czy jednak Mercedes G 580 EQ rzeczywiście zatracił swój […] -
Ubezpieczenie assistance – dlaczego to kluczowy element ochrony każdego kierowcy?
-
TEST Nowy Ford Explorer – mniej wypraw, więcej miasta. I to nawet ma sens
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
-
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
Zostaw komentarz: