Neste Rally Finland – okiem kibicki
"Jako załoga jeżdżąca na co dzień w szutrowym cyklu rajdów okręgowych, zawsze marzyliśmy o tym, żeby znaleźć się na odcinkach słynnego Rajdu Finlandii w roli kibiców. W końcu nikt tak, jak Finowie, nie potrafi jeździć po szutrach" relacjonuje swój wyjazd na Rally Finland Joanna Szymków.
Każdy, kto choć trochę interesuje się motorsportem zna zapewne słynną przypowieść, wielkiego rajdowego mistrza, ś.p. Mariana Bublewicza o goniącej go na fińskich szutrowych drogach mleczarce. Każdy kto śledzi wydarzenia rajdowe wie też, że to właśnie w Finlandii kibice są przygotowani na wszelkie ewentualności i dopóki samochód może jechać, to nieważne czy opuścił drogę dachując czy też niegroźnie spotkał się z przydrożnymi elementami krajobrazu, zaopatrzeni w pasy i linki holownicze kibice postawią go na koła, wypchną i każą załodze czym prędzej kontynuować zmagania. Ta atmosfera jest tak niecodzienna, że bardzo chcieliśmy jej doświadczyć na własnej skórze.
I tak już na kilka miesięcy wstecz zaplanowaliśmy sobie naszą wielką, fińską wyprawę. Bazą rajdu była oddalona o 270 km od Helsinek miejscowość Jyväskylä, przepięknie położona w krainie fińskich jezior. Po dojechaniu do Jyväskylä, z marszu ruszyliśmy na piątkowe OS 9 – Laukaa 1 i OS 11 Äänekoski-Valtra 2. I tu pierwsze pozytywne zaskoczenie – fińscy organizatorzy zadbali o kibiców i stworzyli specjalną aplikację mobilną, w której na bieżąco można śledzić cały harmonogram rajdu, najciekawsze punkty widokowe dla kibiców na poszczególnych odcinkach wraz z podaną skalą widowiskowości zakrętów, hop i danymi dotyczącymi szeroko rozumianego zaplecza sanitarno-gastronomicznego. Oczywiście do każdego punktu były podane współrzędne oraz po kliknięciu aplikacja łączyła się automatycznie z nawigacją i prowadziła do celu. Dojazd na poszczególne odcinki i wybrane przez nas miejsca nie stanowił więc najmniejszego problemu.
Całą drogę z Helsinek do Jyväskylä padało, więc spodziewaliśmy się trudnych warunków, również dla kibiców. W końcu aby znaleźć odpowiednie miejsce do kibicowania, trzeba przedrzeć się przez lasy i pola. Kalosze były zakopane gdzieś na dnie walizek, więc podjęliśmy ryzyko i ruszyliśmy w zwykłych adidasach. I ku naszemu zaskoczeniu, żadne błoto nie było nam straszne..no może poza tym na polu. Organizator zadbał o to, żeby kibice przez wszelkie błotniste miejsca mogli przejść „suchą nogą”. W każdym tego typu miejscu, nawet w środku lasu, wyłożone były palety, spełniające rolę pomostów. Mała rzecz, a jak cieszy – szczególnie nasze buty. Co więcej, strefa kibica nie była ograniczona do kilku wybranych przez organizatora miejsc, z których ledwo co widać, jak to zdarzało się na naszej rodzimej eliminacji Rajdowych Mistrzostw Świata, ale ciągnęła się niekiedy przez kilka kilometrów, także każdy mógł znaleźć odpowiednie dla siebie miejsce. Pomimo ogromnej ilości kibiców, wszyscy byli usatysfakcjonowani.
Od początku wiedzieliśmy, że nie może nas zabraknąć na słynnym odcinku specjalnym Ouninpohja. Znani z zamiłowania do biwakowania, Finowie szczycą się dużą ilością kempingów, które znajdują się w okolicach tras rajdu. Bez trudu zakwaterowaliśmy się na jednym z nich, tak aby w sobotę z samego rana ruszyć na odcinek. Pobudkę zafundował nam dźwięk rajdówek z położonego nieopodal OS Pihlajakoski Czym prędzej więc przygotowaliśmy się do wyjazdu i ruszyliśmy na wyczekiwaną i legendarną Ouninpohja, gdzie powitały nas tłumy kibiców oczekujących już na start pierwszej załogi. Dookoła powiewały flagi fińskie i estońskie, a wzdłuż odcinka, napotkaliśmy nawet kibicujące staruszki w wieku naszych babć. Uzbrojone w rajdowe gazety, odhaczały załogi pokonujące kolejne zakręty oraz hopy. Piknikową atmosferę uzupełniały przechadzające się rodziny z nawet kilkumiesięcznymi dziećmi. Finezja i pomysłowość Finów nie zna granic pod względem umilania sobie czasu na oesach, niektórzy z nich ciągnęli za sobą, własnej konstrukcji lodówki na kółkach, a jeśli czegoś zabrakło, to było dostępne w strefie kibica w naprawdę przystępnych cenach, a nie sztucznie zawyżonych z uwagi na imprezę masową. Prawdę mówiąc takiej wspaniałej atmosfery sportowej dawno nie doświadczyliśmy.
Popołudniu przenieśliśmy się na inną część tego samego odcinka i okazało się, że normą jest budowanie całych pól kempingowych tuż przy trasie odcinka, umożliwiając biesiadowanie do białego rana.
Tak zwani „safeciarze”, czyli personel zabezpieczający teren odcinka specjalnego, niejednokrotnie w wieku 55+, w pełni rozumiały zaangażowanie kibiców i razem z nimi chętnie komentowali poszczególne przejazdy zawodników. Słowem – sielanka. Po zakończonym przejeździe wszystkich zawodników, w mgnieniu oka, zaczęto zwijać rozłożone kilometrami taśmy zabezpieczające i trasa odcinka stawała się dostępna dla kibiców i ich pojazdów. Tym sposobem mogliśmy nawet przejechać kilka kilometrów naszego ulubionego Ouninpohja i poczuć się choć trochę jak zawodnicy.
Pomimo tego, że wielu kibiców było wyposażonych w „czasoumilacze”, nie było awantur, burd, wyskakiwania na drogę. Ktoś powie, że inna kultura, ja powiem, że to za sprawą zaufania, jakim organizator obdarzył kibiców, którzy w zamian odwdzięczają się przestrzeganiem podstawowych zasad. Po ostatnim Rajdzie Polski dużo mówiło się o bezpieczeństwie, o tym, żeby kibiców trzymać jeszcze krócej i jeszcze dalej od trasy przejazdu. Po obserwacjach poczynionych w Finlandii wydaje mi się, że nie tędy droga. Tamtejszych kibiców nikt nie stara się ujarzmić na siłę, ale zrozumieć. Wszyscy, łącznie z organizatorami kochają ten sport i czuć to na każdym kroku. Wszyscy, łącznie z organizatorami, chcą więc jak najbardziej podzielić się tą pozytywną atmosferą wokół i sprawić, aby wszyscy wrócili do domów zadowoleni. I patrząc na twarze wszystkich kibiców i nasze, po przedostatnim niedzielnym odcinku Lempää 2, mogę śmiało stwierdzić, że Finom się to w tym roku z pewnością udało. Można odnieść wrażenie, że w Finlandii organizuje się rajdy dla kibiców i zawodników, a nie w celach komercyjnych.
Najnowsze
-
Ubezpieczenie assistance – dlaczego to kluczowy element ochrony każdego kierowcy?
Awaria auta z dala od domu, przebita opona czy rozładowany akumulator to sytuacje, które mogą przydarzyć się każdemu kierowcy. Dowiedz się, jak działa ubezpieczenie assistance i dlaczego warto je mieć, aby w razie problemów na trasie uniknąć stresu oraz wysokich kosztów holowania i naprawy. -
TEST Nowy Ford Explorer – mniej wypraw, więcej miasta. I to nawet ma sens
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
-
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem
Zostaw komentarz: