Żużel to zabawa - wywiad z Martiną Wassberger

01 listopada 2009
Polskie żużlistki dopiero szlifują umiejętności, by móc w przyszłym sezonie wyjechać na tor, tymczasem na świecie jest mnóstwo już startujących w tej dyscyplinie kobiet. Rozmawiamy z młodziutką Szwedką - Martiną Wassberger, która zakochała się w speedway'u już jako dziecko.

Martina ma 18 lat, a mimo to może się pochwalić sporym doświadczeniem. Jako juniorka ściga się na równi z mężczyznami. Ponieważ w Szwecji nigdy nie nakładało się ograniczeń do uprawiania sportu żużlowego ze względu na płeć (tak jak to miało miejsce do zeszłego roku w Polsce), Martina nie miała najmniejszych problemów, by podjąć treningi przed kilku laty. Na dzień dzisiejszy rywalizuje w rozgrywkach ligowych i zawodach indywidualnych. Ani dla niej, ani dla jej rodaków problemem nie jest fakt, że to właśnie kobieta staje przed taśmą razem z chłopakami. Co więcej, są z niej dumni. 

Od czego się zaczęło? Skąd pomysł na starty na żużlu?
- Pierwszy raz zobaczyłam tę dyscyplinę w telewizji. To było kilka ładnych lat temu. Wtedy zakochałam się w tym sporcie i od razu wiedziałam, że chcę zacząć jeździć. Zaczęłam szukać klubu, w którym mogłabym zacząć naukę.

Co Cię pociąga w tym sporcie?
- Na pewno prędkość, adrenalina... Uwielbiam się ścigać, a uprawianie tego sportu daje mi wszystko to, co sprawia mi ogromną radość.

fot. z archiwum Martiny Wassberger
Większość ludzi uważa jednak, że żużel nie jest dyscypliną dla kobiet. Jak Ty do tego podchodzisz?
- Mimo tego, że nie ma dziewczyny, która sięgnęłaby po najwyższe laury uważąm, że warto jest robić to, co się lubi. Każdy człowiek może być dobrym zawodnikiem. Nie rozgraniczałabym tego w taki sposób, że z góry dziewczyna uprawiająca speedway musi być skazana na porażkę. To kwestia odpowiedniego treningu i zaangażowania.
 
Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z czarnym sportem?
- Miłością zapałałam, gdy byłam bardzo młoda. Jednak jeździć zaczęłam w wieku piętnastu lat. Zanim wsiadłam na motor bardzo wiele czasu poświęcałam na to, by zapoznać się z tym sportem i regułami. Sporo godzin spędzałam przy motocyklu. 

Czy żużel jest w Twojej rodzinie tradycją? A może Ty pierwsza zaczęłaś ją tworzyć?
- Nie ma u mnie w rodzinie nikogo, kto jeździł. Zawsze towarzyszyło nam zainteresowanie motocyklami, co mi się udzieliło. Wychodzi na to, że to właśnie ja jestem prekursorką żużla w moim domu.

Martina prywatnie jest otwarta na ludzi i zawsze uśmiechnięta, na torze to twarda zawodniczka.
fot. z archiwum Martiny Wassberger
Jak reagują chłopcy, gdy taka dziewczyna jak Ty pojawia się w ich świecie i wykonuje tzw. „męskie" rzeczy?
- (Śmiech) Nigdy nie przywiązywałam do tego większej wagi. Tak naprawdę nie dbam o to, co mówią o mnie inni. Bardzo często słyszę pozytywne opinie, co na pewno jest miłe. Lubię walczyć z chłopakami na torze, jest to dla mnie świetna zabawa.

Możesz liczyć na pomoc ze strony zawodników, czy jesteś zdana sama na siebie?
- Moim trenerem jest Anders Kling. Wiele mi podpowiada i zawsze mogę na niego liczyć. Zawodnicy często też wyciągają do mnie pomocną dłoń. Pomagają przy motocyklu i w trakcie treningów.

Czy nauka jazdy była dla Ciebie czymś trudnym?
- Nie sądzę. Przyznam się, że "żużlówka" była pierwszym motocyklem, na którym w ogóle jechałam. Na pewno było to swego rodzaju poznawanie nowych rzeczy i zdobywanie doświadczenia. Ale nie było to czymś, co sprawiało mi trudność.

Co czułaś podczas pierwszych jazd? Przerażenie? Radość?
- Na pewno byłam bardzo przejęta i zdenerwowana. Gdy zaczynałam na motocyklach o pojemności
803 cm3, nie było źle. Więcej emocji towarzyszyło mi, gdy zaczynałam jazdy na maszynach z silnikiem o pojemności 500 cm3. Było to rok temu, może troszkę więcej.

Jak w takim razie wygląda Twoje życie na co dzień?
- Najwięcej czasu pochłania mi szkoła i praca. W każdej wolnej chwili trenuje. Raz są to treningi na motorze, raz kondycyjne. Gdy tylko znajduję trochę wolnego czasu, spotykam się z przyjaciółmi i próbuję trochę odpocząć. Mam na głowie sporo obowiązków. 

fot. z archiwum Martiny Wassberger
Jak rodzice reagują na Twoją pasję?
- Na samym początku byli bardzo zaskoczeni. Teraz ten sport wciągnął ich tak mocno jak mnie, interesują się nie tylko moimi jazdami, ale i tym, co się dzieje w branży. Wspierają mnie i są przy mnie także na treningach, czy też zawodach. Tak często jak tylko mogą.
 
Czy masz jakieś inne hobby?
- Speedway? (Śmiech) Lubię przede wszystkim ten sport. Nie ukrywam, że interesuję się też innymi sportami motorowymi. Tak naprawdę to właśnie żużel zajmuje większą część mojego życia.

Jesteś jedyną dziewczyną, która jeździ w Szwecji?
- Nie. Są jeszcze dwie dziewczyny. Obie na razie jeżdżą na motocyklach o pojemności 80 cm3, jednak jedna z nich powinna zacząć treningi w przyszłym roku na mocniejszym sprzęcie. Zobaczymy jak to wszystko się ułoży. 

Co powiesz dziewczynom, które chciałyby jeździć?
- Dziewczyny nie poddawajcie się i idźcie swoją droga. Próbujcie. Naprawdę warto! To jest świetna zabawa!

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!