Zobacz jak będzie wyglądał polski samochód elektryczny!

ElectroMobility Poland SA zamieściło galerię wszystkich prac, zakwalifikowanych do trwającego konkursu na karoserię polskiego samochodu elektrycznego.

Spośród wszystkich nadesłanych zgłoszeń 66 spełniło wymogi formalne, 27 prac zgłosiły biura projektowe, a 39 projektów pochodzi od osób fizycznych. Pierwsza oficjalna prezentacja prac konkursowych odbyła się dziś podczas wrocławskiego Kongresu Regionów. 

Kliknij w galerię prac na polski samochód elektryczny.

Wysoki poziom merytoryczny projektów spowodował, że Jury konkursu będzie miało z czego wybierać. Efektowność wizualizacji jest dowodem na to, jak wielki potencjał drzemie w polskich projektantach i inżynierach. Chcemy skorzystać z tych atutów na rodzimym rynku. – mówił podczas wystąpienia Prezes ElectroMobility Poland Maciej Kość.

To pierwszy, ale bardzo ważny etap prac nad polskim samochodem elektrycznym. Żeby za kilka lat sprzedać samochód made in Poland, już dziś trzeba dbać, aby produkt wpisywał się w oczekiwania ludzi. – uważa Piotr Zaremba, Szef Projektu Electromobility Poland – Konkurs ma pokazać jakiego samochodu chcą kierowcy w naszym kraju. Potem przyjdzie czas na prototypy i krótkie serie, które będziemy poddawać weryfikacji przyszłych użytkowników. Dokładne odzwierciedlenie oczekiwań polskiego konsumenta może być naszym wyróżnikiem na rynku motoryzacyjnym.

Jury Konkursu będzie obradować w lipcu i sierpniu,  a rozstrzygnięcie nastąpi 12 września podczas uroczystej gali. Konkurs wyłoni 5 zwycięskich wizualizacji, na podstawie których powstaną jeżdżące prototypy.

Najnowsze

Test Infiniti Q30 – bliźniacze podobieństwo?

Czy Infiniti Q30 wraz ze swoim niemieckim bratem są tak identyczni, że za różnicę nie warto przepłacać? Mówimy: sprawdzam!

Unifikacja i wspólne projekty koncernów samochodowych to chleb powszedni dzisiejszej motoryzacji. Wspólne płyty podłogowe, wymiana silników i elementów wyposażenia, pozwalają producentom zaproponować klientom najlepszy produkt w najlepszej cenie. Infiniti z modelem Q30 walczy o swoje w klasie miejskich kompaktów. Mimo, że wiele jest w nim zapożyczeń z Mercedesa, potrafi stworzyć własny image, który wyróżnia go spośród konkurentów.

W grupie kompaktów segmentu premium mało jest tak dobrze wyglądających aut. Sylwetka Q30 jest miła dla oka, agresywnie narysowana i bardzo sportowa. Przód z ogromnym grillem robi wrażenie, a boczne wloty powietrza dopełniają drapieżnego wizerunku. Producent nie ukrywa, że Q30 jest mocno spokrewnione z Mercedesem klasy A, ale to dobra wiadomość dla klientów, którzy od Infiniti oczekują czegoś więcej niż tylko możliwości przemieszczania się z miejsca na miejsce.{ image(14544) }}Skoro wiemy już, czego możemy spodziewać się po wnętrzu, tym chętniej do niego zaglądamy. I tu zaskoczenia nie ma. Środek Infiniti to prawdziwa klasa premium. Fotele obszyte skórą są przyjemnie miękkie, a materiały na desce rozdzielczej już samym wyglądem potwierdzają swą przynależność do klasy wyższej. Drewnopodobne wstawki doskonale korespondują stylistycznie z imponującym kolorem nadwozia, które producent nazwał „Liquid Copper” (płynna miedź). We wnętrzu jest miło i przytulnie, do dyspozycji mamy większość dostępnych na rynku elektronicznych wspomagaczy, ale na szczególną uwagę zasługuje system Infiniti InTouch, który po sparowaniu z naszym smartfonem pozwala na obsługę kalendarza, ulubionych stron www, czy portali społecznościowych, a także podpowiedzi dotyczących stylu jazdy. Ciekawie rozwiązane zostało również powiadamianie o innym samochodzie znajdującym się w tak zwanym „martwym polu”. Światełko informacyjne znajduje się na obudowie głośnika wysokotonowego wewnątrz auta, a nie na samym szkle, jak u zdecydowanej większości konkurentów. Rozwiązanie jest godne naśladowania ze względu na swoją doskonałą czytelność.

Z tyłu usiądą wygodnie dwie dorosłe osoby, choć słowo „wygodnie” jest tu troszkę na wyrost. O ile kąt pochylenia i oparcie samo w sobie jest bardzo ergonomiczne, o tyle siedzisko jest po prostu za krótkie. Z resztą jest to również grzech niemieckiego pierwowzoru. Nogi nie mają podparcia na wysokości ud i wrażenie jest takie, jakbyśmy mieli się zsunąć z tylnej kanapy przy pierwszym hamowaniu. Kolana jednak nie będą obijać się o przednie fotele, więc ostatecznie nie jest najgorzej. Najlepiej jednak będzie posadzić z tyłu dzieci w fotelikach, albo jeździć jedynie z pasażerem siedzącym z przodu. Ten będzie nam wdzięczny za wygodę na mięciutkich, podgrzewanych fotelach.

Nasz egzemplarz to Q30 w wersji Premium Tech z półtoralitrowym silnikiem wysokoprężnym, o mocy 109 KM. Nie jest to demon prędkości, ale nie w tym celu został zainstalowany pod maską tego Japończyka. Jeśli chcecie osiągów, bez wahania sięgnijcie po wariant 2.2 l o mocy 170 KM. Ten  silnik wydaje się optymalny pod względem osiągów, ale lubi sobie wypić…

Nasz diesel to propozycja dla osób, dla których podstawowym parametrem jest oszczędność paliwa. Nie zużycie, a właśnie oszczędność. Podczas dynamicznej jazdy silnik wypije około 6-6,5 litra oleju napędowego. Jeśli jednak będziemy traktować pedał przyspieszenia z szacunkiem i delikatnością, silnik odwdzięczy się nam zużyciem paliwa na poziomie 3,7 litra na sto kilometrów. Skrajnie powściągliwy kierowca jest w stanie osiągnąć nawet wynik na poziomie 3,5 litra… tylko po co? Przy normalnym traktowaniu tego hatchbacka i tak jest bardzo dobrze. 50-litrowy zbiornik paliwa, przy umiejętnej jeździe wystarczy na przejechanie wielu kilometrów.

Jeśli podczas parkowania nie czujemy się zbyt pewni, wyręczyć nas może system parkowania równoległego, ale na pewno przydadzą się kamery wspomagające, które połączone na ekranie w widok 360 stopni zapewnią bezpieczeństwo zarówno nam jak i pieszym.

Zawieszenie jest sprężyste, ale nadal bardzo komfortowe. Podczas spokojnej jazdy można się odprężyć. Z kolei, jeśli zacznie nam się spieszyć również nie będziemy mieli powodów do narzekania. W zakrętach jest stabilnie i pewnie, a jeśli zostaniemy zaskoczeni jakaś sytuacją drogową, z pomocą przyjdzie nam system stabilizacji toru jazdy, który działa tu bardzo wydajnie.

Wnętrze jest bardzo dobrze wyciszone, a do uszu kierowcy dobiegają jedynie ciche odgłosy nierówności nawierzchni. W poczuciu pełnego komfortu spieszy kierowcy i pasażerom system audio skomponowany przez Bose. Brzmi on w Infiniti bardzo ciepło i przyjemnie dla ucha. Nawet dłuższe słuchanie głośniejszej muzyki nie męczy uszu, a wyważenie poszczególnych pasm sprawia, że każda długa podróż stanie się przyjemnością. Podczas planowania takiej podróży problemu może przysporzyć jedynie chęć spakowania wszystkich potrzebnych rzeczy. Bagażnik nie jest przesadnie duży, choć producent podaje, że ma pojemność 430 litrów. Rada konsumencka? Jeśli wybieracie się w podroż na lazurowe wybrzeże, spakujcie tylko najpotrzebniejsze ubrania. Najlepiej kostium kąpielowy i kilka zwiewnych sukienek. Zmieści się wtedy nawet kapelusz… Zamiast pędzić autostradą jedźcie bocznymi narodówkami. Szczególnie we Francji, gdzie podczas niespiesznej i oszczędnej jazdy znajdziecie czas na podziwianie widoków. Właśnie do tego stworzono to małe Infiniti.

NA TAK:
– zgrabna sylwetka;
– niespotkany, wyróżniający się kolor;
– oszczędny silnik;
– wygodne fotele przednie;
– świetne spasowanie wnętrza.

NA NIE:
– zbyt krótkie siedziska tylnej kanapy;
– niezbyt obszerny bagażnik;
– mało energiczny silnik 1,5 l

Dane techniczne Infiniti Q30

Silnik:

Wysokoprężny R4 – doładowany

Pojemność skokowa:

1461 cm3

Moc:

109 KM przy 4000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

260 Nm przy 1750-2500 obr./min

Skrzynia biegów:

Manualna, 6 biegów

Prędkość maksymalna:

190 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

12,0 s

Długość/szerokość/wysokość:

4425/1805/1495 mm

 

Najnowsze

Test Skoda Rapid Spaceback 1,6 TDI 115 KM

Przepis na dobre auto kompaktowe jest znany od dawna. Niezbyt ekstrawagancka sylwetka, dobre proporcje nadwozia, obszerne wnętrze i atrakcyjne wyposażenie. Gdy zmieszamy te składniki i ostrożnie dodamy cenę otrzymamy Skodę Rapid Spaceback. Jaka jest?

Spaceback nie jest klasycznym hatchbackiem. Jest nadwoziowym połączeniem kombi z hatchbackiem, łączy więc zalety auta rodzinnego i miejskiego, którym w założeniu bezpiecznie zawieziemy dzieciaki do szkoły, dojedziemy do pracy, a w weekendy ruszymy za miasto. W porównaniu do klasycznego Rapida, który jest liftbackiem, nasz bohater został skomponowany bardziej sportowo. Ścięty tył, wyposażony w szklaną pokrywę bagażnika mieści mniejszy bagażnik niż jego brat, ale na tle konkurencji 415 litrów i foremne kształty sprawiają, że Spaceback jest liderem pod względem pakowności w swojej klasie. Dodatkowo liczne uchwyty pomagają zakotwiczyć mniejsze przedmioty. Mistrzostwem w wykorzystaniu prostych patentów jest zastosowanie małych plastikowych kątowników wyposażonych w rzepy, dzięki którym unieruchomimy na przykład pudełko z nowo zakupionymi szpilkami…

Zobacz też nasz test Skody Rapid Spaceback z 2016 roku wraz z filmem z jazd.
https://www.motocaina.pl/artykul/test-skoda-rapid-spaceback-ambition-joy-zwykly-niezwykly-20630.html

Pozostając jeszcze przy wnętrzu, a w zasadzie jego wielkości, kilka słów należy się miejscu na tylnej kanapie. Choć optycznie wnętrze wydaje się dość wąskie, to ilość miejsca dla dwóch pasażerów będzie więcej niż wystarczająca. Powietrza nad głową nie zabraknie, oparcie kanapy jest dobrze wyprofilowane, a przestrzeni na nogi jest tak wiele, że auto mogłoby służyć jako shuttle bus do wożenia modelek na pokazy mody. W ogóle w kwestii miejsca na nogi Skoda stała się już wzorem do naśladowania. Tłumacząc to na język rodziców: w Skodzie Rapid pozbędziecie się problemu małych stópek kopiących rytmicznie w oparcia przednich foteli. Dla mnie jest to znaczący argument, żeby przemyśleć zakup tego auta. Dodatkowo seryjne uchwyty Isofix pozwalają na bezpieczne umieszczenie fotelików. Tu mała podpowiedź. Foteliki zmieszczą się tylko dwa, ale to problem większości dzisiejszych aut i to również tych z wyższych segmentów.

Z przodu miejsca jest w bród. Kierowca i pasażer będą mieli naprawdę wygodnie, a obszerne fotele zapewnią komfort na dłuższych trasach. Być może mogłyby być umiejscowione nieco niżej, co pozwoliłoby poczuć się w Spacebacku bardziej sportowo. Wielofunkcyjna kierownica dobrze leży w dłoniach, a obsługa jest intuicyjna i nie zabiera uwagi kierowcy. Podobnie sprawa ma się z instrumentami na desce rozdzielczej. Duży, ośmiocalowy wyświetlacz pełni rolę centrum multimedialnego. Nawigacja, system audio, kamera cofania, to jego oczywiste wykorzystanie. Najciekawszą funkcją, jaką możemy jednak adaptować do tego systemu jest SmartLink, który pozwala na przeniesienie treści smartfona na ekran. Funkcja ma zadanie zwiększyć bezpieczeństwo użytkowania telefonu podczas jazdy, a także umożliwić kierowcy korzystanie z przydatnych aplikacji, jak choćby zasobów cyfrowej muzyki. Bardziej dociekliwi kierowcy mogą skorzystać z gadżetu o nazwie SmartGate. Ta opcja pozwoli kierowcy na przeniesienie wskazań komputera pokładowego do telefonu. Będzie mógł przeanalizować swoją jazdę i zmieniać  nawyki tak, aby każda kolejna eskapada była bardziej efektywna od poprzedniej. Skoro mówimy o efektywności podróżowania, to należy w tym miejscu płynnie przejść do wrażeń z jazdy czeskim hatchbacko-kombi.

Nasz egzemplarz wyposażony został w wysokoprężny, doładowany silnik o pojemności 1,6 litra i mocy 115 koni mechanicznych. W połączeniu z dość wysokim momentem obrotowym wynoszącym 250 Nm daje to niezłą maszynkę do przemieszczania się. Dynamika jest bardziej niż wystarczająca, a sprężyste zawieszenie bardzo dobrze radzi sobie z utrzymaniem auta na właściwym kursie. Silnik nie jest nachalnie głośny, ale w wyższych partiach obrotów mamy pewność, że jedziemy dieslem. Problem z hałaśliwością silnika może przeszkadzać jednak tylko, jeśli damy się ponieść na autostradzie. Według producenta Skoda Rapid Spaceback jest w stanie pojechać nawet 198 km/h, a to dużo, biorąc pod uwagę, że na gałce zmiany biegów nie znajdziemy przełożenia oznaczonego cyfrą 6. W ruchu miejskim, nie zabraknie nam za to dynamiki, a dodatkowo silnik obchodzi się z paliwem bardzo oszczędnie. Średni wynik 6 litrów na 100 kilometrów osiągniemy tylko, jeśli pedał przyspieszenia będziemy utrzymywać w pobliżu tapicerki podłogi. Podczas spokojnego przemieszczania auto zadowoli się mniejszą dawką, nawet poniżej 5 litrów.

Cennik Skody Rapid Spaceback otwiera liczba 57 600 zł za podstawową wersję Active z benzynowym silnikiem 1,0 TSI i mocy 95 KM. Nasz dobrze wyposażony egzemplarz w wersji Ambition to kwota wyższa niż 74 100 zł. Jeśli się uprzemy, jesteśmy w stanie skonfigurować Rapida na poziomie 90 000zł, a to już poważna kwota.

Nam auto się podoba. Jest przemyślane konstrukcyjnie, przyjazne kierowcy i pasażerom, ma wiele prostych, ale bardzo przydatnych gadżetów ułatwiających codzienne podróżowanie, a w dodatku fajnie wygląda jesli zdecydujemy się na intensywny niebieski lub zielony kolor nadwozia. Przymykając oko na pewne niedoskonałości możemy mieć wiernego przyjaciela zarówno na codzienne dojazdy do pracy, jak i dalsze wypady z rodziną i znajomymi.

NA TAK:
– sprytne połączenie kombi i hatchbacka;
– zwrotność  w mieście;
– spora przestrzeń wewnątrz;
– ogromna ilość miejsca na nogi z tyłu;
– dynamiczny silnik;
– multimedia.

NA NIE:
– brak szóstego biegu;
– hałaśliwość silnika na wysokich obrotach.

Dane techniczne Skoda Rapid Spaceback 1,6 TDI 115 KM

Silnik:

Wysokoprężny R4 – doładowany

Pojemność skokowa:

1596 cm3

Moc:

115 KM przy 3500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

250 Nm przy 1500 – 3000 obr./min

Skrzynia biegów:

manualna, 5 biegów

Prędkość maksymalna:

198 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

9,9s

Długość/szerokość/wysokość:

4304/1706/1459 mm

Najnowsze

Edyta Klim

Girlstrip – motocyklistki, podróże i pomaganie

Kasia K8 Wasilkowska opowiedziała nam historię klubu Girlstrip. A już za kilka dni motocyklistki wyruszą w kolejną podróż i jak zwykle, mają w tym wyższy cel!

Kiedy i jak powstała grupa motocyklistek Girlstrip?

Za powstanie Girlstrip odpowiedzialne jesteśmy wspólnie z Jolą, która zaczynała wtedy swoje pierwsze, samodzielne kroki na motocyklu oraz z Lidką, która zaufała mi na tyle, by razem ze mną podróżować na jednym motocyklu. Pewnego pięknego dnia postanowiłyśmy udowodnić wszystkim niedowiarkom (głównie facetom), że damy radę wspólnie odbyć podróż i tak też zrobiłyśmy! To był rok 2014 i jesienny, mokry, weekendowy wyjazd w Bieszczady. Miało być nas więcej, ale w końcu pojechały dwa motocykle i trzy dziewczyny. Jednak tak nam się spodobało, że przed końcem wyjazdu w głowach już miałyśmy plan, następnego babskiego wyjazdu na rozpoczęcie sezonu motocyklowego.

Na kolejnych wycieczkach obsada była większa?

Tak, pojechałyśmy już w cztery motocykle na Mazury. Zabawa była super, a nam ciągle było mało!

{{ vimeo(115688151) }}

Pomyślałyśmy, że warto kultywować tradycje babskich wyjazdów i wymyśliłyśmy ponad tygodniowy wyjazd na wakacje. Celem wyjazdu był przepiękny włoski Triest, ale wpadłyśmy na pomysł, żeby ta podróż przyniosła radość nie tylko nam. Wtedy właśnie powstała nasza strona internetowa i pomysł na pomaganie Madzi, córki naszego kolegi, która potrzebowała funduszy na rehabilitację.

Czy Wasz klub od razu miał takie założenia, czy poszczególne wyjazdy i plan pomagania przy okazji – powstawały spontanicznie?

Wyjazdy powstają u nas spontanicznie, ale też często są ze sobą powiązane. Do wspólnych wypadów wykorzystujemy często majówki i tam też zapadają decyzje, co do wyjazdów wakacyjnych. Ustalamy gdzie jedziemy, jaki będzie cel wyjazdu. Z założenia klub nie miał istnieć w takiej formie, ale wszystkie znaki na niebie wskazywały, że właśnie w tym kierunku będzie się rozwijał. Bawimy się dobrze, pokazując nasze historie wyjazdowe, dzielimy się nimi na naszej stronie internetowej, fanpage’u Facebook i od niedawna na Instagramie. W zamian liczymy, na choćby małe zainteresowanie i wsparcie finansowe akcji dla której jedziemy. Kiedyś wpadłyśmy na pomysł, żeby to było 10 groszy za kilometr. Przejechałyśmy tamtego lata swoje pierwsze, wspólne, ponad 5000 kilometrów i na koncie fundacji pojawiły się pierwsze pieniądze! Dodało nam to skrzydeł i kolejne kilometry również chcemy tak przejeździć. Oprócz tego, bierzemy udział w różnych akcjach (między innymi w Motomikołajkach), pomagając też innym w podobnych inicjatywach.

Opowiedz, jakie do tej pory wyjazdy udało Wam się wspólnie odbyć i który najmilej wspominacie?

Do tej pory odbyłyśmy kilka wspólnych wyjazdów po Polsce w większym składzie i 3 wyjazdy poza granice naszego kraju. Najdłuższa wyprawa odbyła się w 2015 roku do Triestu we Włoszech. Pojechałyśmy tam przez Mostar w Bośni i Hercegowinie, zwiedzając po drodze m.in. Chorwację i Słowenię. Nieco bliższy, ale wcale nie łatwiejszy wyjazd był na Łotwę, gdzie musiałyśmy wykazać się niemałym sprytem i nabyć kilka technicznych umiejętności, podczas awarii jednego z motocykli. Była też Litwa, tajemnicza Wielkopolska i Pojezierze Kujawsko-Pomorskie, przepiękne jesienne Mazury, nierozpieszczające nas pogodą Bieszczady oraz ostatnio przesympatyczna Małopolska. Każdy wyjazd jest w swoim rodzaju „najbardziej super!”, na każdym dużo się dzieje, bo my nigdy nie potrafimy się nudzić, więc wspomnień mamy mnóstwo! (śmiech)

Wasze wyjazdy są głównie asfaltowe? Jaki stopień trudności trasy sobie narzucacie?

Wyjazdy są asfaltowe, chociaż zdarzają się i odcinki szutrowe, ale występują raczej w formie remontowanych dróg lub nieplanowanej wcześniej dojazdówki. Trasy są proste, każda z nas jest w stanie sobie na nich poradzić, ponieważ są z nami dziewczyny, które kilka lat jeżdżą motocyklem, ale są też takie, dla których wyjazd z nami był pierwszym wyjazdem poza miejsce zamieszkania. Staram się planować tak, żeby nikt nie czuł się niekomfortowo.

W planie też czas na zwiedzanie i integrację?

Każdy wyjazd jest po to, żeby coś nowego poznać , zobaczyć. Czy to architekturę, kulturę, sztukę, ludzi, czy lokalną kuchnię. Wszystkiego jest po równo: jazdy, zwiedzania i imprez (śmiech). Jeśli chodzi o noclegi to wszystko w zależności od wyjazdu. W Polsce warto mieć wszystko zaplanowane, więc chcąc nie chcąc, musimy wszystko dopinać na ostatni guzik. Za to planowany właśnie wyjazd do Rumuni ma wyznaczoną jedynie trasę. Zabieramy ze sobą namioty i potrzebny sprzęt turystyczny, bo nigdy nie będziemy wiedzieć gdzie nas zastanie noc (śmiech).

Czy skład grupy jest od początku ten sam, czy z czasem się zmieniał?

Z roku na rok nasz team się powiększa. Każda z nas jeździ innym motocyklem i w różnych latach pochłonęła nas pasja motocyklowa. Wszystkie dziewczyny są bardzo dzielne i nie zdarzyło się, by się ugięły przed jakąś przeszkodą! Mamy przecież na celu pokazanie, że jazda bez facetów jest też fajna i że potrafimy sobie poradzić w różnych sytuacjach, tych ekstremalnych również. Niejednokrotnie radzimy sobie nawet lepiej i nie ukrywam, że czasem urok osobisty bardzo nam w tym pomaga (śmiech).

Nowe osoby dołączają z polecenia czy już z popularności Waszej strony www?

Poznajemy się na różnych wyjazdach, zlotach i mam nadzieję, że dołączą do nas dziewczyny, które oglądając naszą stronę, stwierdzą, że następny wyjazd chcą przeżyć właśnie z nami, wspierając nasze inicjatywy. Na wyjazd  na Litwę zdecydowały się dwie nowe motocyklistki i do tej pory nie wiem, skąd się dowiedziały o naszym istnieniu, a teraz nie wyobrażam sobie naszego teamu bez nich! (śmiech)

Zawsze udaje się zgranie charakterów?

Każda z nas to inny charakter i temperament, dzięki temu może nie jest nudno. Ale w najważniejszych momentach – potrafimy coś wspólnie zaplanować, uzgodnić i jeszcze o dziwo rozmawiamy ze sobą (śmiech).

Bloga i stronę prowadzicie wspólnie? Czy każdy ma swoje zadania, w których czuje się najlepiej?

Powoli zaczynamy się dzielić obowiązkami, bo jakby nie patrzeć świat idzie do przodu, więc trzeba nadążać za cywilizacją (śmiech). Za dużo jest już pracy, jak na jedną osobę, stąd coraz częściej zwracam się do dziewczyn z prośbą o pomoc np. przy napisaniu relacji, zrobieniu logo na koszulki wyjazdowe, czy o dopilnowaniu konta na Instagramie. Każda z nas ma swój dom, życie, pracę, dzieci (lub dopiero je planuje), więc oczywiście nie ma żadnego nacisku na to pomaganie. Poza tym, jest nas coraz więcej i odkrywamy w naszej grupie nowe talenty, więc pewnie niejednym jeszcze zaskoczymy! (śmiech)

Z jaką wyprawą startujecie wkrótce?

Za tydzień wyruszamy do Rumuni (od 23.06 do 2.07), gdzie odwiedzimy ostatnie hipisowskie miasteczko Vama Veche, znajdujące się kilka kilometrów od granicy z Bułgarią nad Morzem Czarnym. Wyjazd chcemy zaliczyć do tych nisko-budżetowych, więc noclegi planujemy pod namiotami, a w kwestii jedzenia musimy polegać wyłącznie na własnych umiejętnościach kulinarnych. Oczywiście specjały kuchni regionalnych mamy też w planach, jak i odwiedzenie  najważniejszych miejsc w Rumunii, czyli między innymi: Wesołego Cmentarza w Sapancie, Wąwozu Bicaz, Zamku Chłopskiego w Rasnov. Zamierzamy też przejechać się sławną trasą  Transfogarską i zaasfaltowaną już Transalpiną,

Jaki jest tym razem jej cel i jak się do wyjazdu przygotowujecie?

Aktualnie prawie wszystko już mamy dograne, listy rzeczy do zabrania zrobione, dziury w namiotach połatane (śmiech), kuchenki, śpiwory posprawdzane, motocykle prawie wszystkie dopieszczone i niecierpliwie oczekujemy przyszłego tygodnia! W tym roku chcemy, żeby nasza kilometrówka wspomogła Dom Dziecka w Policach, a dokładnie zakup dużego stołu do jadalni dla dzieci, żeby mogły wspólnie spożywać posiłki. Dyrektorką Domu Dziecka jest Kasia, która wyrusza wraz z nami, na swoją pierwszą tego typu wyprawę. Bardzo nam wszystkim zależy, żeby spełniło się kolejne marzenie o poprawieniu warunków mieszkaniowych tych dzieci. Udało się już wyremontować łazienki i kilka innych pomieszczeń. Niestety fundusze szybko stopniały, więc do akcji zbiórki postanowiłyśmy przystąpić wspólnie – stąd właśnie nasze tegoroczne hasło wyjazdowe: „12 kół po jeden stół”, a szczegóły zbiórki znajdziecie pod linkiem: http://girlstrip.pl/dwanascie-kol-po-jeden-stol-gt-rumunia-2017/

Najnowsze

Test wideorejestratora Overmax Camroad 5.1

Obecnie videorejestratory cieszą się coraz większą popularnością. Z szerokiej oferty urządzeń, przetestowałyśmy jeden z modeli marki Overmax.

Kamery samochodowe stają się coraz popularniejsze. Zapewne spowodowane jest to doświadczeniami z dochodzeniem swojej racji z policją, firmą ubezpieczeniową czy też osobami biorącymi udział w kolizji. Wybór urządzenia rejestrującego nie jest jednak łatwy ze względu na sporą liczbę marek i modeli. Przetestowałyśmy jeden z rejestratorów dostępnych na rynku – Overmax Camroad 5.1.

W skład zestawu wchodzą: kamera przednia, kamera tylna, kabel USB, uchwyt na szybę, ładowarka samochodowa, naklejka mocująca. Kartę Micro SD należy dokupić na własną rękę, pamiętając, że musi być przynajmniej 6 klasy.

Niestety nie udało nam się sprawdzić działania kamery tylnej ze względu na przyciemniane szyby. Bateria rejestratora pozostawia wiele do życzenia. Trzeba się przyzwyczaić, że będzie musiał być podłączony na stałe do ładowarki. Mocowanie do szyby nie wygląda specjalnie solidnie, ale spełnia swoją funkcję w stu procentach.

Poza tym wszystko działa intuicyjnie, nie trzeba się wczytywać w instrukcję, aby w mig pojąc większość funkcji urządzenia. Poza wymienionymi wcześniej wadami spełnia swoje zadanie. Jakoś obrazu jest wystarczająca, aby móg dochodzic swoich ewentualnych rozczeń, choć wszystko i tak zależy od sądu – czy dopuści taki dowód.

Urządzenie Overmax wygląda estetycznie, nie rysuje się jego powierzchnia, a całość odpowiada jakością w stosunku do ceny.

Najnowsze