Wjazd Passatem na parking – wydaje się proste… Nie było

Macie czasem wrażenie, że drogi wjazdowe na parkingi wielopoziomowe są o wiele za wąskie i trzeba bardzo uważać, żeby nie zarysować auta? Z pewnością takie odczucia miała też osoba kierująca tym Passatem.

Już na samym początku tego nagrania widać, że będzie źle. Kierowca Volkswagena jedzie trochę za szeroko i nieco za szybko, ale udaje mu się wycelować we wjazd. Niezbyt dobrze sobie niestety radzi z pracą rąk na kierownicy i nie udaje mu się odpowiednio szybko skręcić w przeciwnym kierunku, żeby uniknąć kontaktu ze ścianą.

Szalona jazda pijanego kierowcy tira

Potem było już z górki – odbicie od prawej ściany, skręt w lewo i odbicie od lewej ściany, no to koła w prawo, gaz cały czas wciśnięty, aż nagle auto w coś zawadziło przodem i stanęło na dwóch kołach! Kiedy wróciło na wszystkie cztery, kierowca miał wreszcie chwilę, żeby ochłonąć i przeanalizować swoją sytuację.

„Ale mu pokazałem” pomyślał motocyklista, prawie doprowadzając do wypadku

Pierwsza rzecz – wyprostować auto. To się udało z małymi tylko problemami. No to teraz już prostooo… o szlag, koła były dalej skręcone! Dobra, do trzech razy sztuka, jak to mówią. Znów do tyłu, koła proste i… udało się. Passat kolebiąc się lekko i chybocąc (od uderzeń w krawężnik lub ścianę) odjechał, a szlaban, niczym kurtyna, opadł, kończąc ten dramat w jednym akcie.

Najnowsze

Szalona jazda pijanego kierowcy tira

Jazda samochodem pod wpływem alkoholu to skrajna głupota i nieodpowiedzialność. Więc jak nazwać jazdę po pijaku zestawem o dopuszczalnej masie 40 ton?

Zaczęło się od telefonu do oficera dyżurnego iławskiej policji, do którego zadzwonił mężczyzna z informacją, że drogą Kisielice-Iława jedzie zespołem pojazdów kierujący, będący prawdopodobnie pod wpływem alkoholu. Zgłaszający dodał, że tir wielokrotnie przekraczał oś jezdni stwarzając zagrożenie w ruchu drogowym.

Policjant w czasie wolnym urządza sobie pościg. Czy to aby rozsądne?

Gdy patrol ruszył we wskazanym kierunku, okazało się, że świadkowie ujęli już kierującego i zabrali mu kluczyki. Mężczyzna został zatrzymany i osadzony w policyjnej celi. Badanie alkomatem wskazało 2,5 promila alkoholu w organizmie. Mieszkaniec powiatu inowrocławskiego po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut, a ze swojego zachowania w najbliższym czasie będzie tłumaczył się przed sądem.

Blokował tiry, więc go zatrzymali na pogawędkę. Na środku autostrady

To jak duże zagrożenie stwarzał ten kierowca, możecie zobaczyć na poniższym nagraniu. Pochodzi ono prawdopodobnie z samochodu, którego podróżni powiadomili policję, a następnie zatrzymali tira. Postawa godna pochwały, ale w takich sytuacjach trzeba zachować wyjątkową ostrożność. Pijany kierowca może nie zareagować w porę na widok innego pojazdu blokującego mu drogę, albo przestraszyć się i próbować uciec. Kiedy prowadzi auto osobowe, ryzykujemy kolizją. Kiedy mowa o 40-tonowym zestawie, może zrobić się naprawdę niebezpiecznie.

Najnowsze

CBA ustawiło przetarg pod konkretne auto? Komuś się zamarzył nowy Defender

Przetargi na pojazdy organizowane przez instytucje państwowe rządzą się, podobnie jak pozostałe przetargi, prostymi zasadami. Określamy do jakich zadań potrzebny jest nam nowy samochód, na tej podstawie sporządzamy listę wymogów, które musi spełniać, a następnie wybieramy najkorzystniejszą ofertę. W CBA najwyraźniej kierowano się innymi zasadami.

Idea przetargu jest taka, żeby nie kupować tego, co się akurat komuś podoba, tylko kierować się wyłącznie obiektywnymi przesłankami. Ale co w sytuacji kiedy ktoś bardzo chce na przykład jakiś samochód, ale wymogi prawne zobowiązują go do rozpisania przetargu? To proste – odpowiednio ustala się jego warunki.

Rząd nie kupi 280 samochodów! Wszystko przez koronawirusa?

Tak właśnie jest w przypadku przetargu ogłoszonego przez CBA na „Zakup pojazdu służbowego SUV/terenowy”. Już samo to jest ciekawe – kupno samochodu terenowego do celów operacyjnych jest zrozumiałe. Centralne Biuro Antykorupcyjne przeprowadza czasem akcje w terenie i faktycznie pojazd radzący sobie nie tylko na drogach asfaltowych ma szanse się przydać. Ale tylko jedno takie auto i to o charakterze służbowym?

Dalej jest jeszcze lepiej – samochód biorący udział w przetargu powinien mieć aktywny tempomat, ogrzewanie postojowe, pneumatyczne zawieszenie, elektrycznie sterowany fotel kierowcy, podgrzewane fotele oraz skórzaną tapicerkę (dopuszczalne wstawki z innych materiałów). To mówimy tu o samochodzie terenowym, czy raczej reprezentacyjnym? Dodatki takie jak dwustrefowa klimatyzacja automatyczna, ogrzewana przednia szyba, czujniki parkowania, kamera cofania czy wielofunkcyjna kierownica pomijamy – to elementy czysto praktyczne.

Głębsza analiza warunków zamówienia każe sądzić, że mimo wszystko chodzi o pojazd terenowy, możliwe że operacyjny. Zamawiający oczekuje napędu na cztery koła, blokady tylnego mechanizmu różnicowego, systemu wspomagającego jazdę w terenie, a także snorkela oraz wyciągarki. Ponadto na dachu musi znaleźć się wzmocniony bagażnik, do którego będzie można się dostać po drabince. Określono także minimalne kąty zejścia i natarcia, które muszą wynosić przynajmniej 29 stopni.

Światowy debiut Land Rovera Defender. Znamy polskie ceny!

Czyli chodzi o porządną terenówkę. Może niepotrzebnie bogato wyposażoną (dodatkowe punkty można też dostać za lampy LED oraz zestaw kamer 360 st.), ale taką która poradzi sobie na bezdrożach. Jak myślicie, jakie modele mogą wziąć udział w tym przetargu? Jeep Wrangler? Może Toyota Land Cruiser? Niestety żaden z nich, ponieważ wymagany jest silnik benzynowy o mocy przynajmniej 350 KM! Ten warunek spełnia Mercedes G 500 (422 KM), ale jest potwornie drogi (564 200 zł) i nie ma pneumatycznego zawieszenia. No i teraz zagadka – jaka rasowa terenówka ma wystarczająco mocny silnik i pneumatykę? Hmm…

Tak – zgadliście! Chodzi o nowego Defendera (no dobra, jest on w tytule)! Tak się akurat składa, że Land Rover w nowej odsłonie swojej legendarnej terenówki mocno poszedł w nowoczesne rozwiązania i wyposażenie. Przejawem tego jest na przykład pneumatyczne zawieszenie, które pozwala uzyskać prześwit nawet 291 mm. Aha – prześwit też wpisano w warunki przetargu. W najwyższym ustawieniu musi wynosić przynajmniej… 290 mm. Cóż za przypadek.

Policja dostanie ponad 300 nowych radiowozów

Defender spełnia również kryterium silnika – jego 3-litrowy (wymagane przynajmniej 2,5 l), doładowany benzyniak przekazuje na koła 400 KM. 550 Nm także spełnia wymogi przetargu (przynajmniej 500 Nm). A wiecie że jedną z fabrycznych opcji do tego modelu jest Pakiet Explorer za 17 189 zł, który obejmuje między innymi… zgadliście – bagażnik wyprawowy na dachu (jest też drabinka) oraz snorkel. Wspaniale się składa.

Nikt nie zaprzeczy, że Land Rover Defender to świetny samochód, a jego najnowsza wersja bardzo dobrze sprawdzi się i na asfalcie i na bezdrożach. Wątpliwości budzi jednak czy konieczne jest aż tak bogate wyposażenie i tak mocny silnik. 400-konna wersja przyspiesza do 100 km/h w 6,1 s. To ma być auto pościgowe?

Zdecydowanie najbardziej razi takie określenie warunków przetargu, i to w kilku punktach, żeby jedynie Defender mógł je spełnić. To zresztą w Polsce nic nowego. W marcu przetarg na samochody ogłosił prezes NBP, a jednym z nich miało być auto służbowe dla niego. Tutaj też zostały szczegółowo określone kryteria, jakie modele oferentów muszą spełniać. Na tyle szczegółowo, że dziwnym trafem spełniał je wyłącznie Mercedes GLS koniecznie w wersji 400 d.

Wracając do meritum, CBA to otrzymało już oferty od trzech dilerów Land Rovera. Pierwszy zaproponował kwotę 315 tys. zł, ale za auto z 2-litrowym silnikiem o mocy 240 KM, więc odpada w przedbiegach. Druga propozycja to 344 tys. zł, a więc odrobinę mniej, niż kosztuje bazowy Defender z wymaganym silnikiem. Jeśli ma także konieczne wyposażenie, to jest to ciekawa oferta. Najdroższa propozycja to 430 tys. zł Sporo? Tyle katalogowo kosztuje topowa wersja HSE z Pakietem Explorer. W warunkach przetargu cena ma wagę 60 procent, więc powinna zwyciężyć druga opcja. Ale nie zdziwi nas, jeśli okaże się, że ten egzemplarz nie ma na przykład skórzanej tapicerki albo aktywnego tempomatu i ofertę trzeba będzie odrzucić na rzecz ostatniej.

Najnowsze

Goodc

Sophia Flörsch krytykuje pomysł stworzenia kobiecej, wyścigowej serii w e-sporcie

Niemiecka zawodniczka na swoim Twitterze, w niezbyt przychylnych słowach, skomentowała pomysł e-sportowej serii tylko dla kobiet.

W Series Esports League to zupełnie nowa inicjatywa mająca na celu promocję kobiet w sim racingu, o czym pisałyśmy już wcześniej:
W Series startuje z nową serią e-sportową tylko dla kobiet 

Do serii dołącza również polska zawodniczka: Gosia Rdest dołącza do W Series Esports League!

Sophia Flörsch, zawodniczka Formuły 3, nie jest jednak zachwycona ideą wirtualnych wyścigów tylko dla kobiet.

Dajcie spokój, czy to żart? Segregacja za komputerem. Dziewczyny, e-sport jest w 100% neutralny płciowo. Jest tyle e-sportowych wydarzeń, w których mogą brać udział dziewczyny i chłopcy. Za darmo. Co to za marketing. Taka jest gorzka prawda.

– napisała na swoim Twitterze.

Flörsch już wcześniej krytykowała ideę W Series, potępiając segregację płciową, która według niej leży u źródeł całej koncepcji.

Zgadzam się z argumentami – ale całkowicie nie zgadzam się z rozwiązaniem, kobiety potrzebują długoterminowego wsparcia i zaufanych partnerów, ja chcę konkurować z najlepszymi sportowcami. Proszę porównać to z ekonomią: czy potrzebujemy oddzielnych kobiecych zarządów / doradców? Nie. To zła droga.

Niemiecka zawodniczka wielokrotnie w wywiadach podkreślała, że nie potrzebuje taryfy ulgowej i chce się ścigać na równych zasadach zarówno z kobietami, jak i mężczyznami.

Na sezon 2020 Sophia Flörsch ma podpisany kontrakt z Campos Racing, gdzie będzie się ścigać u boku Alessio Deledda i Alexa Peroni. Jest pierwszą kobietą, która wystąpi w mistrzostwach F3, odkąd ta seria powstała przez połączenie GP3 i Europejskiej Formuły 3.

Sophia Flörsch: chcę wygrywać z mężczyznami, to moja motywacja

Najnowsze

Oświetlenie UV w kabinie samochodu – czyli jak Hyundai walczy z COVID-19

Temat COVID-19 wciąż nie schodzi z pierwszych stron przeróżnych mediów, a podstawową formą ochrony przed zarażeniem się nim, jest utrzymanie wysokiego standardu czystości. A jak o nią zadbać w naszym samochodzie? Tu nieoczekiwanie z pomocą przychodzą inżynierowie Hyundaia.

Obecnie, by zdezynfekować wnętrze samochodu, trzeba udać się do firmy, która jest wyposażona w odpowiedni sprzęt. To jednak kosztuje i pochłania czas, a jak mówi powiedzenie – czas to pieniądz. A co, gdyby tak spróbować zrobić to we własnym zakresie? Zapewne takie pytanie pojawiło się w głowach inżynierów Hyundaia, którzy wpadli na prosty, acz genialny pomysł.

Przeczytaj także: Koronawirus w samochodzie. Jak porządnie zdezynfekować wnętrze?

Hyundai Motor Group - Oświetlenie UV w samochodzie

Jak powszechnie wiadomo, światło ultrafioletowe ma właściwości sterylizacyjne, w tym zdolność do likwidacji wirusów. Dlatego Hyundai postanowił zacząć badania nad możliwością użycia go w kabinie samochodu. A w jaki sposób? Bardzo prosty: źródło ultrafioletu miałoby znaleźć się w lampkach, które na co dzień oświetlają wnętrze auta. Jak twierdzą Koreańczycy, to idealny sposób na walkę z koronawirusem, gdyż rozkład światła z tychże lampek pozwala w tym samym czasie wysterylizować siedzenia, wykładziny, deskę rozdzielczą czy też kierownicę. Co więcej, oprócz możliwości odkażających powierzchnie, Hyundai bada zdolność takiego rozwiązania także do neutralizowania patogenów unoszących się w powietrzu. Niestety oprócz wspomnianych zalet, światło ultrafioletowe ma też swoją „ciemną” stronę, a mianowicie może działać niszcząco na materiały wykończeniowe w samochodzie, ale przede wszystkim jest szkodliwe dla ludzkiej skóry. To oznacza, że może być stosowane wyłącznie w pustej kabinie, a to wymusza odpowiednie procedury, takie które zapobiegną nieszczęściu, do którego rękę może przyłożyć choćby rozkojarzony właściciel pojazdu lub pozostawione w środku dziecko.

Przeczytaj także: Hyundai i Uber planują wprowadzenie latających taksówek

Hyundai Prophecy EV Concept

Pomysł na dezynfekcję zamkniętych przestrzeni światłem ultrafioletowym nie jest niczym nowym, bo po raz pierwszy taką operację przeprowadzono już w latach 30. ubiegłego wieku. Miało to miejsce w USA, w Filadelfii, a celem było odkażenie budynków w jednej z tamtejszych szkół, co zakończyło się sukcesem. Obecnie lampy emitujące światło ultrafioletowe są wykorzystywane do dezynfekcji m.in. wagonów metra, różnych miejsc publicznych czy też szpitalnych sal operacyjnych.

Przeczytaj także: Test: Hyundai Kona Hybrid – bardziej przyjazna środowisku

Hyundai Prophecy EV Concept

Wracając jednak do meritum. Jak widać, znów prawdziwe okazało się stare porzekadło głoszące, że potrzeba jest matką wynalazku. Niestety, Hyundai nie podał żadnej daty ani nawet przedziału czasowego, w którym można by spodziewać się zastosowania takiego rozwiązania w samochodach na szeroką skalę. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak cierpliwie czekać na dalszy rozwój wydarzeń…

Źródło: Hyundai Motor Group

Najnowsze