Wielka klapa - finał GP Gelsenkirchen

25 lutego 2009
Postanowiłam wybrać się w zeszłym roku do Niemiec na wspaniale zapowiadający się finał Grand Prix w Gelsenkirchen. Ale to, co tam zobaczyłam przeszło ludzkie pojęcie!
Loading module...

fot. Hol

Przyznaję. Sam obiekt w Gelsenkirchen zrobił na mnie niesamowite wrażenie, bo Veltins Arena wygląda po prostu imponująco. Ale już wtedy podejrzanie wyglądały pustki na parkingach...

 Akredytacje dla mediów
 W kasach otwarte zostały dwa okienka, ale nikt w nich nic nie wiedział. Okazało się, że akredytacje wydano jedynie Niemcom. Dla przyjezdnych? Owszem, czekały tuż obok, ale należało wykonać kilka telefonów, aby „organizatorzy" zorientowali się co należałoby zrobić. Pomyślałam: każdemu może się zdarzyć. Lecz gdy po chwili usłyszałam, że programy Grand Prix będą wydawane na następny dzień, a za plecami pana, który wydał mi akredytację widzę wielki ich stos - to delikatnie mówiąc, nieco się zniecierpliwiłam. 

Czas na trening
Aby obejrzeć trening - jak to zwykle bywa - ludzie zgromadzili się przed wejściem; właściwie już w piątek wielu przyjezdnych koczowało pod Areną. Tylko dlaczego? Ponieważ nagle okazało się, że kibice wstępu na trening nie mają. Dziwne, pomyślałam, gdy pilnujący porządku rozkazał mi i wszystkim z opaskami dla mediów i gości opuścić parking, po czym przejść kawał drogi w poszukiwaniu enigmatycznego tunelu nr 3, by wreszcie wejść na trybuny.  Oczywiście idąc z parkingu wprost w upragnione przez nas miejsce obserwacji treningów, zajęło by to jakieś dwie minuty, jednak „organizatorzy" chcieli zapewne byśmy zwiedzili ten piękny obiekt. Spacerek zajął ok. pół godziny i zaprowadził wszystkich nie gdzie indziej jak... na parking. Tunel nr 3 wynurzył się co prawda z oparów tajemniczości, jednak wejście do niego było niemożliwe, gdyż zapomniano otworzyć bramy. Po przechadzce dowiedziałam się, że trening się opóźnia. Gdy wreszcie zasiadłam na trybunie nie mogłam uwierzyć własnym oczom patrząc na nieboraków zakopujących się na nawierzchni, tak świetnie przygotowanej przez „profesjonalistów".  Na koniec ich udręki podano komunikat: następny trening odbędzie się w sobotę o dziesiątej rano...

Porażki ciąg dalszy
Jak można było się domyśleć, trening zaplanowany na sobotę rano również się nie odbył. W rekompensacie można było oglądać zmagania ekipy porządkowej z torem, którego nadal nie doprowadzono do porządku. No i nastąpiła kolejna niespodzianka; zakomunikowano, że opóźniony trening odbędzie się o dwunastej. Nie trudno się domyśleć co się dalej wydarzyło: odwołanie treningu, a w konsekwencji sobotniego finału Grand Prix. Takiego braku poszanowania kibiców, sponsorów i wreszcie samych zawodników, którzy przejechali setki i tysiące kilometrów, by się zaprezentować publiczności, to ja w życiu nie widziałam. 

fot. Hol


Gąbka...
Gąbka - tak najczęściej nazywano rozmoczoną nawierzchnię toru. Najwyraźniej „pomyślano", że skoro nad stadionem jest zadaszenie, to żużel wyschnie w ciągu dwunastu godzin. Przez całą noc trwały intensywne prace nad odpowiednią jakością toru w postaci przejazdów po nim... traktorów. Może lepszym rozwiązaniem okazałoby się suszenie go zwykłymi suszarkami do włosów? Żarty, żartami, ale widmo kompromitacji coraz bardziej zaglądało „organizatorom" w oczy. W sobotę było odrobinę lepiej niż w piątek, jednak nie na tyle, by móc przeprowadzić normalny trening. Kilku zawodników odważyło się co prawda wyjechać na tor, ale zamiast sprawdzania sprzętu odbywali przyspieszony kurs: jak możliwie najskuteczniej uniknąć wywrotki. Aż strach pomyśleć, jak na takim „czymś" wyglądałaby walka o tytuł mistrza świata, a co za tym idzie o wielką kasę. Wszak do wzięcia było 250 tysięcy dolarów...

Uratować finał
Wyrok w końcu zapadł, GP odwołano. I co? Dzielnie do boju wyruszyła Bydgoszcz i po negocjacjach ponownie można było oglądać najlepszych w „Bydzi". Mało który z zawodników był z takiego obrotu spraw zadowolony, a żeby było mało niespodzianek, kolejnym problemem okazała się nazwa finału. Wreszcie ustalono, że pozostanie FIM Final Speedway Grand Prix. Uff... czy kiedyś te porażki się skończą, zapanuje ład i porządek? Nie sądzę...

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!