Joanna Szymków-Matuszewska

Test Suzuki Swift Sport Hybrid – idealny sposób na pokonywanie zakrętów z uśmiechem na twarzy?

Jeśli szukacie niewielkiego samochodu do miasta, ze sportowym pazurem nie tylko w wyglądzie, ale też w stylu prowadzenia, to… być może właśnie znaleźliście coś dla siebie. Właśnie te cechy to moje pierwsze skojarzenia, jakie pojawiają się w głowie po teście Suzuki Swift Sport Hybrid z turbodoładowanym silnikiem benzynowym 1.4 BoosterJet i manualną, sześciobiegową skrzynią.

Świetne właściwości jezdne
To właśnie sposób prowadzenia Swift Sport jest fenomenem tego modelu. W mig przypomniałam sobie, że przecież wersja Suzuki Swift S1600 swego czasu nieźle namieszała w motorsporcie. I choć obecna wersja Sport aż tak zadziorna jak S1600 nie jest, to musicie wiedzieć, że nadal prowadzi się jak rasowa rajdóweczka – ten samochód dzięki swojej wadze, krótkiemu skokowi zawieszenia i świetnemu wyważeniu, jest niezwykle precyzyjny i naprawdę dynamiczny, dając sporo frajdy. I spokojnie możecie pokonywać zakręty bez większego ujęcia gazu, wiedząc, że Swift Sport pojedzie dokładnie tam, gdzie tego chcecie. Do tego zapomniana już trochę w topowych wersjach, manualna skrzynia biegów, która pozwala nam na większą kontrolę nad samochodem i jego zachowaniem i, co najważniejsze, w której biegi wchodzą naprawdę wzorowo, a długość przełożeń świetnie pasuja do charakteru Swifta Sport.

Suzuki Swift Sport Hybrid

Co napędza Swifta Sport?
Jednak nie tylko dobrze zestopniowana skrzynia biegów będzie nam przypominać o charakterze tego samochodu, ale przede wszystkim silnik 1.4 BoosterJet z turbosprężarką i intercoolerem o mocy 129 KM, który pozwala nam na świetne przyspieszanie już od niskich obrotów. Dla porównania – w tradycyjnym Suzuki Swift do dyspozycji mamy silnik 1.2 o mocy zaledwie 83 KM. No i maksymalny moment obrotowy 235 Nm w wersji Sport też jest całkiem niezłą wartością do kompletu. Różnica wyraźna, ale to trochę mało, jak na wersję ze znaczkiem „sport”na klapie. Niestety wraz z liftingiem moc spadła o 11 KM, chociaż maksymalny moment wzrósł o 5 Nm.

Czy dostaliśmy coś w zamian? Dopisek „hybrid”, co w przypadku modeli Suzuki nie oznacza prawdziwej hybrydy, a jedynie układ mild hybrid, składający się z rozrusznika zintegrowanego z alternatorem, malutkiej baterii litowo-jonowej oraz instalacji o napięciu 48V. W teorii technologia ta ma wspomagać silnik spalinowy i poprawiać reakcję na gaz. W praktyce trudno to wyczuć, szczególnie że system nie zadziała, jeśli mamy za mało energii w baterii lub włączyliśmy klimatyzację.

Suzuki Swift Sport Hybrid

Dodanie układu mild hybrid podywższyło wagę Swifta Sport o 50 kg. Może nie dużo, chociaż przez to auto przekroczyło tonę masy własnej (1020 kg), ale w połączeniu z niższą mocą pogorszyło przyspieszenie do 100 km/h o równą sekundę. Teraz trwa to 9,1 s, więc o sportowych wrażeniach podczas wciskania gazu możecie zapomnieć.

A co wobec tego wizualnie odróżnia zwykłego Swifta od wersji Sport?
Cóż, nie da się ukryć, że Swift Sport jest o wiele bardziej drapieżny i rasowy od zwykłej wersji. Przede wszystkim to widoczny na pierwszy rzut oka poszerzony wlot powietrza i dużo bardziej masywne zderzaki zarówno z przodu, jak i z tyłu. Z tyłu pozytywnie zaskakują i nadają sportowego charakteru także dwie końcówki układu wydechowego – o dziwo nie są żadnymi atrapami (niestety brzmią jakby były). Pazura nadaje też spojler zamontowany nad tylną szybą. 

Do tego modelu dedykowane są też 17-calowe aluminiowe felgi. Jednak najwięcej różnic i designerskich detali, świadczących o ostrzejszym charakterze tego samochodu, znajdziemy wewnątrz. Zamontowano tam bowiem fotele ze zintegrowanymi zagłówkami, które mają naprawdę niezłe trzymanie boczne i co ważne – są wygodne. Zgodnie zaś z zasadą, że czerwone jest szybsze, we wnętrzu znajdziemy wiele czerwonych akcentów, jak choćby tarcza obrotomierza, przeszycia na sportowej, spłaszczonej u dołu kierownicy, czy listwy dekoracyjne na kokpicie, środkowej konsoli i uchwyty w drzwiach. Generalnie całość jest dość prosta stylistycznie i wykonana z raczej niskiej jakości twardych materiałów, ale zarazem ciekawa i będziecie mieli poczucie, że jednak w tym wnętrzu się dzieje dość sporo.

Suzuki Swift Sport Hybrid

Nie zapomniano też o nowoczesnych systemach
Standardem w nowych samochodach na rynku są całe pakiety systemów bezpieczeństwa. Nie inaczej stało się też w Suzuki Swift Sport, które zostało wyposażone w układ reagowania przedkolizyjnego, który da wam znać dość piskliwym i na pewno zwracającym uwagę dźwiękiem o tym, że zbyt szybko zbliżacie się do poprzedzającego pojazdu lub pieszego. W najbardziej ekstremalnych przypadkach system ten uruchamia układ wspomagania hamowania lub z pełną mocą aktywuje układ hamulcowy. Równie piskliwy dźwięk pojawi się, gdy zdecydujecie się opuścić swój pas ruchu – za to z kolei jest odpowiedzialny system Lane Departure Prevention. W Swift Sport znajdziemy też system rozpoznawania znaków drogowych, tempomat adaptacyjny, asystenta świateł drogowych, czy system ostrzegania o ruchu poprzecznym z tyłu pojazdu, automatyczną klimatyzację, system multimedialny (dość prosty, ale zarazem intuicyjny) z kamerą cofania. Jednym słowem wszystko czego dusza zapragnie i właściwie wszystko już w standardzie. Jedyne, za co będziecie musieli dopłacić, to lakiery metaliczne – odrobinę ponad dwa tysiące i lakiery dwukolorowe – troszkę ponad trzy tysiące.

Łącznie więc ta przyjemność będzie was kosztowała 89 500 zł jeśli nie będziecie szaleć z lakierami, a już ponad 90 tysięcy, jeśli jednak szaleństwa wam w głowie. Za samochód sprawiający sporo frajdy, ale jednak miejski (ciężko raczej wyjechać gdzieś dalej z bagażnikiem o pojemności 265 litrów) i o niezbyt imponującej mocy to niemało. Czy ja bym go kupiła? Cóż.. jeździ świetnie i pobudza emocje, ale hot hatchowego, zadziornego charakteru mu brak, a przecież do tej grupy samochodów właśnie Suzuki Swift Sport aspiruje. Jak dla mnie jest jednak zbyt grzeczny, a szkoda, bo potencjał ma duży.

Na plus:
+ niska waga i świetne wyważenie samego samochodu
+ świetne właściwości jezdne
+ design nadwozia ze sportowymi detalami

Na minus:
– zbyt grzeczny i zbyt wolny jak na sportowy wóz
– dość wysoka cena
– niskiej jakości materiały wykończenia wnętrza

Najnowsze

Na autostradzie spłonął tir z przesyłkami!

Jeśli ostatnio zamawialiście coś wysyłkowo, to istnieje ryzyko, że przesyłka do was nie dotrze. Wszystko przez nieszczęśliwe zdarzenie.

Jak poinformował Komisariat Autostradowy Policji w Krakowie, zdarzenie miało miejsce na 387 kilometrze autostrady A4, za węzłem Rudno w kierunku Krakowa. To tam doszło do pożaru ciągnika siodłowego z naczepą.

W Sylwestra we Francji spalono setki samochodów… bo taka jest tradycja

Działo się to około godziny 2 w nocy, a ogień widać było z daleka. Zajął on zarówno naczepę, jak i szoferkę ciągnika. Kierowcy na szczęście udało się uciec w porę. Akcja gaśnicza zakończyła się dopiero dwie godziny po pojawieniu się pożaru.

Auto elektryczne stanęło w płomieniach i podpaliło dwa inne pojazdy!

Ogień strawił większość przewożonego towaru. Były to przesyłki kurierskie, więc istnieje ryzyko, że jeśli ostatnio zamawiany towar do was nie dotrze, może okazać się, iż spłonął na autostradzie.

Najnowsze

Rowerzysta poważnie uszkodził auto i próbował uciec. Później nie było lepiej

Jeżeli kiedyś jakiś urażony rowerzysta zapyta was, dlaczego kierowcy tak się uwzięli na cyklistów i tak ich nie lubią, to pokażcie mu to nagranie i opis tej sytuacji.

Kierowca auta z kamerą chciał skręcić w prawo na zielonej strzałce. Gdy się zapaliła, a po przejściu przejechał rowerzysta (klasyka), ruszył. Nagle słychać głośny trzask. To kolejny rowerzysta, który nie miał żadnego oświetlenia i nawet nie zwolnił, przejeżdżając po pasach. Rozbija szybę (odłamki lekko ranią kierowcę), wgniata drzwi, belkę nad drzwiami oraz niszczy lusterko.

Rowerzysta najpierw skopał auto, a potem uderzył w nie rowerem!

Co się dzieje w sytuacji, gdy do podobnego zdarzenia dochodzi z innym kierowcą samochodu lub motocyklistą? Zjeżdża się na bok, spisuje oświadczenie i naprawia pojazd z OC sprawcy. Rowerzysta tymczasem próbuje uciec, ale na szczęście poszkodowany dogonił go na nogach. Wybaczcie generalizację, ale takie zachowanie cyklisty nas (niestety) nie dziwi.

Dlaczego „kolarze” nie jeżdżą po drogach dla rowerów – wyjaśnia „król rowerów”

Na miejsce została wezwana policja orzekła winę rowerzysty i… nic. Rowerzysta nie musi mieć OC, więc albo zapłaci wam za naprawę z dobrej woli, albo musicie ścigać go z powództwa cywilnego i przygotować się na długi proces sądowy. Ten rowerzysta przez pół roku nie reagował na wezwania, aż wreszcie… podał numer polisy! Czyli był ubezpieczony, a i tak nie zamierzał ponieść odpowiedzialności za swoje czyny! Jak nazwać takiego człowieka?

Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie, ale mocno zaniżone. Jakże typowe. Dopiero odwołanie poparte opinią rzeczoznawcy, poskutkowało pokryciem całości kosztów naprawy.

Nasz znajomy rowerzysta chce się pogrążyć? Tak dokładnie swoich wykroczeń jeszcze nie rejestrował

Drodzy rowerzyści, zastanówcie się nad tym przykładem i postawcie się w sytuacji tego kierowcy. Wyobraźcie sobie, że to wam ktoś uszkodził samochód i nie reaguje na wezwania do poniesienia odpowiedzialności za swoje czyny. Niczym przedszkolak, a nie człowiek dorosły. Nie możecie tak uszkodzonym samochodem jeździć, a wymiana kompletnych drzwi razem z szybą, lusterkiem oraz lakierowaniem to spory wydatek. Ponadto jeśli lakiernik nie wycieniuje wam błotnika i drugich drzwi (dodatkowy koszt), to nowy element będzie się wyróżniał i bardzo utrudni wam późniejszą sprzedaż tego auta. Musicie albo zapłacić za wszystko z własnej kieszeni i liczyć, że kiedyś pieniądze odzyskacie, albo czekać na odszkodowanie, przez długi czas nie używając samochodu. Plus musicie tracić czas i nerwy na pisma, odwołania, płacić za opinię rzeczoznawcy i zasięgać porady prawnej przed planowanym procesem.

https://www.youtube.com/watch?v=3CscxTgVskY

Najnowsze

Nieudolny motocyklista bardzo się spieszył. Przez niego mógł zginąć kierowca osobówki!

Nagłe nadejście wiosny sprawiło, że na drogi wyjechało wielu motocyklistów. Niestety nie wszyscy zdążyli odświeżyć swoje umiejętności po zimie. O ile je kiedyś mieli.

Motocyklista doskonale wiedział, że zbliża się do skrzyżowania z drogą z pierwszeństwem. Zdrowy rozsądek podpowiadałby, żeby zwolnić, ale on chciał jeszcze zdążyć wyprzedzić kierowcę samochodu. Zdążył. Pytanie czy było warto.

Złodzieje masowo kradną katalizatory! W Polsce to prawdziwa plaga

Rider za późno zaczął hamować i prawie przewrócił się próbując jednocześnie zmniejszyć prędkość oraz skręcać. Wjechał na drogę z pierwszeństwem prosto przed maskę kierowcy Mercedesa, który błyskawicznie zwolnił i skręcił w lewo, ratując motocyklistę. Z naprzeciwka właśnie jechał tir. Gdyby skręcił trochę bardziej, zderzyłby się czołowo z ciągnikiem siodłowym. A tego mógłby nie przeżyć.

Najnowsze

Joanna Szymków-Matuszewska

BMW Serii 5 po kuracji u AC Schnitzer. Maksymalny sportowy charakter i innowacje, które nie znają granic

Modelami G30 i G31 Serii 5 LCI BMW podniosło poprzeczkę w klasie biznes. Specjalista ds. tuningu, firma AC Schnitzer, postawiła sobie za cel przesunięcie tej granicy jeszcze dalej i przedstawia kompletny program modyfikacji dla modeli LCI Serii 5.

„Innowacje, które nie znają granic” – z takim założeniem inżynierowie AC Schnitzer pracowali nad ulepszeniami wydajności sedanów Serii 5 (G30) i touring (G31). I podeszli do swojego zadania na poważnie.

Pakiet AC Schnitzer dla BMW Serii 5

Przeczytaj też: BMW X6 jest jeszcze bardziej charakterne! Zobaczcie, jak wygląda po kuracji w warsztacie AC Schnitzer

Więcej dynamiki. Więcej sportowych wrażeń. Więcej elegancji. Modele LCI Serii 5 po kuracji u AC Schnitzer wyznaczają nowe standardy dla pojazdów nadających się do codziennej jazdy, ale także do jazdy po torze wyścigowym.

Po modyfikacjach moc BMW 540i wzrasta z 333 KM do imponujących 400 KM, a zmiany, które zaszły w M550i oznaczają wzrost mocy z 530 KM do 620 KM.

Pakiet AC Schnitzer dla BMW Serii 5

Bezgraniczną i sportową radość z jazdy wspierają elementy aerodynamiczne, których nie powinno zabraknąć w żadnym pojeździe, wyjeżdżającym z warsztatu AC Schnitzer.

AC Schnitzer zapewnia też obu modelom podwójny sportowy układ wydechowy ze stali nierdzewnej, każdy z dwiema chromowanymi lub czarnymi rurami wydechowymi „Sport” lub „Carbon Sport”. Zestawy sprężyn zawieszenia AC Schnitzer, które pozwalają na obniżenie o około 25-35 mm (przód /tył) w porównaniu ze standardowym samochodem, są również dostępne dla wszystkich modeli.

Przeczytaj też: „The Eight” z pakietem sportowym od AC Schnitzer

We wnętrzu pojazdu znajdują się sportowe akcesoria o wysokich walorach estetycznych. Zestaw aluminiowych łopatek zmiany biegów AC Schnitzer, pedały i dopasowany podnóżek, aluminiowa osłona kontrolera BMW iDrive „Black Line” oraz uchwyt na klucze AC Schnitzer zapewniają równowagę między sportowym charakterem a elegancją.

Najnowsze