TEST Mercedes G 580 EQ – Profanacja, a może strzał w dziesiątkę?
Kiedy Mercedes zaprezentował elektryczną wersję G-Klasy, część fanów modelu niemal odruchowo ogłosiła to profanacją. Trudno się dziwić – mówimy przecież o samochodzie, który przez dekady budował swoją legendę na potężnych jednostkach spalinowych, surowym charakterze i terenowych możliwościach. Tymczasem dziś pod kultowym nadwoziem pracują wyłącznie silniki elektryczne.
Spis treści
- Mercedes G 580 EQ – Design? Spokojnie, to wciąż Gelenda
- Mercedes G 580 EQ – Więcej miejsca niż wcześniej
- Mercedes G 580 EQ – Wnętrze, które nie próbuje być statkiem kosmicznym
- Mercedes G 580 EQ – obrót w miejscu niczym czołg
- Mercedes G 580 EQ – związek na poważnie
- Mercedes G 580 EQ – Cztery silniki, 587 KM i ponad 1100 Nm
- Mercedes G 580 EQ – Zużycie energii? Duże. Bardzo duże.
- Mercedes G 580 EQ – Czy prąd przeszkadza?
Czy jednak Mercedes G 580 EQ rzeczywiście zatracił swój charakter? Po tygodniu spędzonym za jego kierownicą odpowiedź okazuje się znacznie mniej oczywista niż mogłoby się wydawać. I ja też będę musiała przeprosić kilka osób.
Mercedes G 580 EQ – Design? Spokojnie, to wciąż Gelenda
Już pierwsze, przepremierowe zdjęcia i szkice uspokoiły najbardziej oddanych fanów. Mercedes nie próbował na siłę wymyślać G-Klasy na nowo. Nadal mamy charakterystyczną, kanciastą sylwetkę, którą złośliwi od lat określają mianem „kiosku na kołach”. Nadal są kultowe kierunkowskazy umieszczone na błotnikach, które skutecznie przyciągają wzrok kierowcy podczas jazdy. Nadal są masywne drzwi wymagające zdecydowanego trzaśnięcia przy zamykaniu i charakterystyczne klamki wydające ten dobrze znany, szalenie satysfakcjonujący “klik”. Krótko mówiąc – nadal z daleka wiadomo, że to G-Klasa.
Również z tyłu obyło się bez rewolucji. Charakterystyczna bryła została zachowana, podobnie jak umieszczona na tylnej klapie osłona koła zapasowego. Dopiero bardziej wprawne oko zauważy subtelne różnice względem spalinowych odmian.
Mercedes G 580 EQ – Więcej miejsca niż wcześniej
Jedną z niespodzianek jest bagażnik. Elektryczna Gelenda oferuje 555 litrów pojemności, a po złożeniu tylnej kanapy przestrzeń rośnie do imponujących 1990 litrów. Dla porównania, poprzednia spalinowa generacja W464 oferowała 480 litrów. To oznacza wyraźny postęp, którego trudno byłoby się spodziewać po samochodzie wyposażonym w akumulator trakcyjny.
Drugi rząd siedzeń nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z luksusowym Mercedesem. Kanapa jest dzielona w proporcjach 40:60 i pozwala regulować kąt oparcia, oferując wysoki komfort podróżowania. Do dyspozycji pasażerów oddano również miękki podłokietnik z dwoma uchwytami na napoje, osobną strefę klimatyzacji oraz dwa porty USB-C.
W testowanej konfiguracji każdy pasażer tylnego rzędu otrzymuje dodatkowo własny ekran multimedialny. Innymi słowy – nikt nie musi już negocjować dostępu do centrum rozrywki. Miejsca na nogi, stopy i nad głową również nie brakuje. To nadal pełnoprawna G-Klasa, a nie modny i nieco ciasnawy SUV, udający teraz samochód terenowy.
Mercedes G 580 EQ – Wnętrze, które nie próbuje być statkiem kosmicznym
Po zajęciu miejsca za kierownicą od razu widać, że Mercedes starał się zachować równowagę między nowoczesnością, a tradycją. Kabina została wykończona jasną skórą i drewnianymi elementami dekoracyjnymi. Jakość wykonania stoi na poziomie, którego oczekujemy od samochodu kosztującego ponad milion złotych.
Fotele oferują praktycznie pełną elektryczną regulację, trzystopniowe podgrzewanie, wentylację oraz bardzo skuteczny masaż dostępny w kilku programach. Na desce rozdzielczej znajdziemy natomiast połączone pod jedną taflą szkła dwa ekrany – zestaw wskaźników oraz system multimedialny. Na szczęście Mercedes tym razem się powstrzymał i nie dorzucił trzeciego wyświetlacza przed pasażerem, a zamiast tego pozostawiono charakterystyczny uchwyt, tutaj wykończony skórą i drewnem. To mały detal, ale przypomina, że mimo elektryfikacji nadal siedzimy w terenówce.
Mercedes G 580 EQ – obrót w miejscu niczym czołg
Jednym z najbardziej widowiskowych elementów wyposażenia jest system G-Turn. Dzięki czterem niezależnym silnikom elektrycznym Mercedes może obracać się wokół własnej osi. Samochód wykonuje maksymalnie dwa pełne obroty, czyli 720 stopni, po czym zatrzymuje manewr.
Czy to praktyczne? W terenie – czasami tak. Jeśli zabraknie miejsca do zawrócenia lub warunki okażą się wyjątkowo trudne, możliwość obrócenia auta praktycznie w miejscu może okazać się przydatna.
W codziennym życiu? Raczej nie. Ale umówmy się – większość właścicieli będzie korzystać z tej funkcji dokładnie z tego samego powodu, dla którego ludzie kupują supersamochody. Bo mogą i wygląda to fajnie.
Warto jedynie pamiętać, że najlepiej używać jej na luźnej lub śliskiej nawierzchni. Komplet nowych opon raczej nie będzie zachwycony takim pokazem na asfalcie.
Mercedes G 580 EQ – związek na poważnie
Multimedia to dobrze znany system MBUX z obsługą Android Auto i Apple CarPlay. Znajdziemy tutaj również dobrze wszystkim znaną asystentkę głosową wspieraną przez sztuczną inteligencję, która teraz ma do zaoferowania więcej niż praktyczne rady i kilka dowcipów.
Podczas testu poprosiłam ją o pomoc w wybraniu numeru telefonu do znajomej. Zamiast wykonać polecenie, zaczęła tłumaczyć mi krok po kroku, jak mogę zrobić to sama. Po mało dyplomatycznej wymianie zdań i mojej jeszcze mniej kulturalnej sugestii, by jednak przestała się udzielać, usłyszałam odpowiedź: „Musimy popracować nad naszym związkiem”. Przyznaję, że nie spodziewałam się problemów relacyjnych w wyposażeniu Gelendy, ale zdecydowanie dało mi to do myślenia.
Mercedes G 580 EQ – Cztery silniki, 587 KM i ponad 1100 Nm
Największa rewolucja kryje się oczywiście pod nadwoziem. Mercedes G 580 EQ wykorzystuje cztery niezależne silniki elektryczne – po jednym dla każdego koła. Łącznie układ generuje 587 KM oraz imponujące 1164 Nm momentu obrotowego. To właśnie dzięki tej konstrukcji możliwe są funkcje takie jak wspomniane wcześniej G-Turn, ale także niezwykle precyzyjne sterowanie napędem podczas jazdy terenowej.
Pierwsze 100 km/h pojawia się na liczniku po zaledwie 4,7 sekundy. Prędkość maksymalna została ograniczona do 180 km/h. Źródłem energii jest akumulator o pojemności 116 kWh. Według producenta pozwala on przejechać do około 470 km na jednym ładowaniu według cyklu WLTP. W praktyce komputer pokładowy po pełnym naładowaniu wskazywał około 360 km zasięgu, a podczas testu realne wyniki oscylowały między 330 a 350 km.
Nie są to rekordowe wartości, ale trzeba pamiętać, że mówimy o samochodzie ważącym ponad trzy tony i generującym osiągi samochodu sportowego.
Mercedes G 580 EQ – Zużycie energii? Duże. Bardzo duże.
Średnie zużycie energii podczas testu wyniosło około 45 kWh/100 km. To wynik, który w świecie osobowych elektryków wygląda wręcz astronomicznie. Z drugiej strony trudno oczekiwać cudów od auta o aerodynamice szafy pancernej, masie małego budynku i możliwościach terenowych, które zawstydziłyby większość współczesnych SUV-ów.
Warto też pamiętać, że najpopularniejsza odmiana tego modelu – AMG G 63 z silnikiem V8 – również nie należy do mistrzów oszczędzania paliwa.
Mercedes G 580 EQ – Czy prąd przeszkadza?
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania. Czy podczas jazdy czuć, że Gelenda stała się elektrykiem? Szczerze? Niespecjalnie.
Oczywiście, gdybym miała wybierać wyłącznie sercem, prawdopodobnie nadal wskazałabym G 63 z bulgoczącym V8 pod maską. Ale jeśli spojrzeć na ten samochód wyłącznie przez pryzmat codziennego użytkowania, komfortu i osiągów, trudno zarzucić mu utratę charakteru.
To nadal bardzo solidny, niezwykle komfortowy i zaskakująco dynamiczny samochód. Nadal wygląda jak Gelenda. Nadal daje poczucie obcowania z czymś wyjątkowym. Nadal kusi Was, żeby olać cały ten asfalt i zniknąć w najbliższym lesie. Im bardziej zabłoconym, tym lepiej.
A fakt, że zamiast benzyny, ten samochód “tankuje” elektrony? Po kilku dniach przestaje mieć większe znaczenie. Muszę przyznać w tym miejscu, że Mercedesowi udało się zrobić coś, czego wielu się nie spodziewało. Stworzył elektryczną G-Klasę, która jakimś cudem wciąż pozostaje G-Klasą.
Najnowsze
-
Ubezpieczenie assistance – dlaczego to kluczowy element ochrony każdego kierowcy?
Awaria auta z dala od domu, przebita opona czy rozładowany akumulator to sytuacje, które mogą przydarzyć się każdemu kierowcy. Dowiedz się, jak działa ubezpieczenie assistance i dlaczego warto je mieć, aby w razie problemów na trasie uniknąć stresu oraz wysokich kosztów holowania i naprawy. -
TEST Nowy Ford Explorer – mniej wypraw, więcej miasta. I to nawet ma sens
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
-
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem
Zostaw komentarz: