Test KTM Adventure 1190 - motocykl nie dla każdego

09 września 2014
9
2
Do redakcyjnych testów trafił KTM Adventure 1190. Większość pań z obawą traktuje wysokie motocykle enduro, jednak Kasia Michalak-Czechowska, podróżniczka motocyklowa, postanowiła sprawdzić, czy ta maszyna jest przyjazna kobietom.

KTM słynie z produkcji motocykli drapieżnych i narwanych. Natomiast Adventure 1190, mimo swoich 150 koni mechanicznych, jest zaskakująco przyjazny. Na niższych obrotach pracuje łagodnie i dość płynnie, można nim spokojnie poruszać się po mieście. Choć mocy ma pod dostatkiem, znacznie chętniej śmiga po malowniczych, długich trasach niż na krótkich dystansach w aglomeracji.

Test KTM Adventure 1190

fot. Katarzyna  Michalak-Czechowska

Silnik pracuje bardzo kulturalnie, niektórzy pewnie powiedzieliby nawet, że jest zbyt grzeczny jak na motocykl tej marki. Dla mnie jednak ta łagodność wydaje się sporą zaletą i w gruncie rzeczy jest pozorna. Jedynie od woli kierowcy i jego poleceń zależy, ile mocy jednostka nam zaprezentuje. Wystarczy nieco silniejszy ruch manetką gazu i od razu czujemy potęgę silnika.

Gdy pasażer zasiądzie z tyłu, dynamika jazdy praktycznie się nie zmienia. Czuć oczywiście inne rozłożenie masy i podniesienie środka ciężkości, ale odczuwa się to głównie podczas balansowania motocyklem podczas wolnej jazdy. Natomiast na pracę silnika dodatkowa masa pasażera nie wpływa praktycznie zupełnie. Trudno się zresztą dziwić, przykładowe 80 kilogramów masy silnikowi tej mocy po prostu nie robi różnicy. Oczywiście trzeba pamiętać, że motocykl ma regulowane elektronicznie zawieszenie i piszę tu o sytuacji, kiedy ustawiono tryb obciążenia na dwie osoby bez bagażu.

Wygoda na enduro?
KTM Adventure jest bardzo wysoki i ma wysoko środek ciężkości (wysokość kanapy ma dwa ustawienia - 860 i 875 mm; ja jeździłam na niższym). Przy moich 176 cm wzrostu i długich nogach ta wysokość była w porządku i radziłam sobie zarówno z wysokością, jak i masą maszyny bez problemu. Niższym osobom, czy kobietom o słabszej kondycji raczej Adventure może nie pasować, a jazda na nim może się okazać wręcz niemożliwa. Ten model po prostu wymaga wysokiego wzrostu i nieco siły. Za to pozycja w siodle jest bardzo komfortowa i motocykl podczas jazdy prowadzi się lekko i przyjemnie. Po kilkunastu kilometrach już czułam się jak na swojej maszynie, zżyta z KTM'em, niemal z nim zrośnięta. Po pokonaniu jednym ciągiem 300 kilometrów nie odczuwałam żadnych skutków ubocznych, czy bólu w plecach - pozycja jest naprawdę wygodna jak przystało na motocykl z założenia długodystansowy.

KTM Adventure 1190 ma też wady, które w dłuższej trasie możemy odczuć dość dotkliwie. Owiewka nie do końca spełnia swoje zadanie. Przy deszczu skumulowane większe krople z brzegów owiewki trafiają w kierowcę, a przy szybszych prędkościach (powyżej 140 km/h) wiatr i tak "urywa głowę" (i to przy wszystkich ustawieniach owiewki, także tym najwyższym). Nawiasem mówiąc, regulacja wysokości owiewki i kanapy jest bardzo prosta i funkcjonalna, za to duży plus.

Test KTM Adventure 1190 i autorka Katarzyna  Michalak-Czechowska

fot. Katarzyna  Michalak-Czechowska

Jeśli o wygodzie mowa, to trzeba dodać, że motocykl po przekroczeniu 160 km/h zaczyna silnie wibrować - jest to w końcu widlasty silnik V2 i o ile konstruktorom udało się wibracje widlaka uspokoić na niższych prędkościach, o tyle na wyższych niestety czuć je dość dotkliwie. Nie pomaga także dość wysoki, terkoczący dźwięk z fabrycznego tłumika. Optymalna prędkość na długie trasy to 140-150 km/h, powyżej tego zakresu robi się po prostu mało przyjemnie, choć to nadal przyzwoita prędkość podróżna. Przyjemnie jest jednak wiedzieć, że nawet przy takiej prędkości wciąż pozostaje nam pod prawą ręką naprawdę dużo mocy, aby wyprzedzać bez żadnego problemu wszystkich innych uczestników ruchu.

Regulowane zawieszenie sprawdza się dobrze: ustawienia „comfort” i "street” nieźle amortyzują nierówności (przy czym nawet przy ustawieniu „street” praca amortyzatorów jest wyraźna i chroni przed nieprzyjemnościami związanymi z nagłym trafieniem kołem w wybój).

Zwinny jak... słoń, a może ważka
Jak na takiego olbrzyma, KTM Adventure jest naprawdę zwinny i pięknie, lekko składa się w zakręty. Nie jest to oczywiście maszyna do przemykania się w ciasnym ruchu ulicznym (boki i przód motocykla są szerokie i ciężko je zmieścić w wąskich prześwitach między samochodami). Jednak przy pewnej wprawie w manewrowaniu wysoko położonym środkiem ciężkości można bardzo zwinnie i szybko przemieszczać się po mieście albo po krętych górskich ścieżkach. W terenie, ta wysoko umiejscowiona masa, trochę przeszkadza; tutaj naprawdę potrzebna jest wprawa i siła fizyczna.

Test KTM Adventure 1190

fot. Katarzyna  Michalak-Czechowska

Przejechałam też kilkadziesiąt kilometrów po gruntowych i szutrowych drogach - motocykl spisywał się świetnie. Zupełny zjazd z drogi lub drogi złożone wyłącznie z wybojów polecam jednak tylko zaawansowanym offroadowcom. Zresztą, to nie jest motocykl zaprojektowany na offroad. Z doświadczenia wyprawowego wiem, że czasem i maszyną szosową trzeba zjechać w dzicz - KTM uczyni to z ochotą, jednak jego gabaryty i masa stają się wyzwaniem dla kierującego.

Hamulce niczym brzytwa
Przy tej masie i mocy motocykla hamulce to kluczowa rzecz. No i muszę przyznać, że to jedna z najmocniejszych stron tego modelu: czterotłoczkowe podwójne hamulce Brembo z przodu i dwutłoczkowe z tyłu działają jak marzenie. Ich siła działania daje się idealnie dozować, a w razie potrzeby układ hamulcowy zatrzymuje motocykl niemal w miejscu. Dzięki ABS'owi takie hamowanie awaryjne nie niesie za sobą żadnych skutków ubocznych w postaci uślizgu kół. Z takimi hamulcami naprawdę nie straszna jest ani duża prędkość, ani mokra nawierzchnia, ani nagłe zmiany pasa wykonywane przez kierowcę przed nami.

Interfejs = elektryfikacja
Adventure 1190 jest naszpikowany elektroniką: ABS, kontrola trakcji, cztery mapy silnika, trzy mapy zawieszenia, ustawianie obciążenia motocykla i mnóstwo innych przydatnych czujników. Sterowanie tym wszystkim jest zaprojektowane w naprawdę prosty i intuicyjny sposób. Pod lewym kciukiem mamy dwie strzałki (góra-dół) do nawigacji po menu, oraz klawisz „set” i „back”. Te cztery przyciski spokojnie wystarczą do ustawienia wszystkich możliwych opcji, co więcej, wygodny i spory ekran umożliwia operowanie nimi także w czasie jazdy. Wielokrotnie zmieniałam w trasie mapę silnika i sprawdzałam inne parametry, takie jak ciśnienie w kołach czy zużycie paliwa – zawsze było to bezproblemowe i wygodne. Możemy sobie także zaprogramować, które dane wyświetlane są na stałe podczas jazdy, bez potrzeby wachlowania przyciskami. Możemy także wyłączyć wszystkie układy elektroniczne i jeździć bez ich pomocy - to jednak zabawa dla zaawansowanych.

Test KTM Adventure 1190

fot. Katarzyna  Michalak-Czechowska

Zatem jaki?
KTM Adventure 1190 to doskonała maszyna w dłuższą trasę. Wygodna, szybka, ze świetnymi hamulcami i wieloma udogodnieniami dla kierowcy. Jej jedyne wady to mocne wibrowanie przy wysokich prędkościach, niezbyt przyjemny dźwięk silnika i nie do końca spełniająca swoją funkcję owiewka. No i fakt, że wymaga od kierowcy dość wysokiego wzrostu (minimum 175 cm!) i nieco siły, by manewrować sporą masą o wysokim środku ciężkości. Czy zabrałabym go na wyprawę w dzikie kraje? Chyba jednak nie, zbyt dużo elektroniki mogłoby stanowić problem w razie awarii. Natomiast do podróżowania po Europie nadaje się znakomicie. To bardzo mocny, komfortowy (także dla pasażera) turystyk, który potrafi poradzić sobie także poza asfaltem.

Ten motocykl prowadzi się bajecznie i jest idealny dla takiej zadeklarowanej motocyklowej turystki jak ja. Nie jest to jednak miłość bez skazy, a przede wszystkim - nie dla każdego.

Komentarze

karmeloV3
09 września 2014 09:42
tylko jakies fotki lepsze plis...
Sławo
14 listopada 2017 22:36
Posiadam mojego Katka od 14000 km i nie zgodzę się do końca z koleżanką Kasią jesli chodzi o owiewkę i wibracje. Przy moim 177cm wzroście podróż autostradą 190km/h przez 1.5h była zwyczajnym doznaniem jakie otrzymuje motocyklista jadąc jednośladem taką prędkością. Jest głośno i wieje i o to przecież chodzi. Za to kochamy V2 że wibruje :)