Taksówka z fotelikiem – dziecko to też pasażer!

Rusza akcja „Taksówka z fotelikiem", której celem jest poprawa bezpieczeństwa dzieci podróżujących taksówkami oraz wzrost świadomości ich rodziców i opiekunów na temat bezpiecznego przewożenia najmłodszych.

fot. PIMOT

Dzięki programowi taksówki z fotelikiem odpowiednio dobranym do wagi i wzrostu dziecka będą szeroko dostępne w Gdyni oraz Sopocie.

Firma ubezpieczeniowa Liberty Direct przekazała korporacjom z Gdyni, Sopotu, Rumii, Redy oraz Wejherowa 63 kołyski, specjalne podstawki i foteliki dla dzieci w wieku od pół roku do 12 lat. Kierowcy zostali przeszkoleni z zakresu ich prawidłowego montowania i stosowania, oraz bezpiecznego przewożenia dzieci w samochodach. Zamówienie taksówki z fotelikiem nie wiąże się z dodatkowymi opłatami.

– Fotelik do przewożenia dzieci stanowi podstawowe wyposażenie samochodów wszystkich rodziców. Niestety, gdy decydują się korzystać z taksówek – jadąc na dworzec czy do znajomych – często stają przed problemem braku fotelików dla małych podróżnych, a więc i braku zabezpieczenia dziecka przed skutkami ewentualnego wypadku. Tymczasem praktyka pokazuje, że wiele wypadków ma miejsce w czasie podróży na krótkie dystanse. Dzięki organizowanemu przez nas programowi chcielibyśmy zapewnić dzieciom możliwość bezpiecznego przejazdu w każdej sytuacji. Nawet, jeżeli prawo w Polsce tego nie wymaga – komentuje Rafał Karski, Dyrektor Marketingu Liberty Direct. – Akcja w Sopocie i Gdyni jest już czwartą edycją organizowanego przez nas programu – taksówki z fotelikami jeżdżą już w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu. Jestem przekonany, że i tym razem – podobnie jak w przypadku poprzednich edycji – akcja spotka się z dużym zainteresowaniem rodziców – dodaje.

Taksówkę z fotelikiem można zamówić pod numerem: 058 629 80 00 (Euroschool Taxi), 058 551 01 01        (Taxi Service Reda), 19-194 (Taxi Service Sopot) z 30 minutowym wyprzedzeniem. Przy zamówieniu należy podać wzrost i wagę dziecka, dzięki czemu korporacja przekaże zlecenie kierowcy wożącemu odpowiedni dla dziecka fotelik.

Źródło: PIMOT

 

Najnowsze

Monika Jaworska szósta w Mistrzostwach Włoch

- To mój debiut na torze w Magione. Mam nadzieję na dobry wynik, choć wiem, że moje rywalki startowały tu już wielokrotnie. Dam z siebie wszystko - zapowiadała Monika Jaworska przed startem w drugiej rundzie Mistrzostw Włoch. Teraz już wiemy, że nasza czołowa motocyklistka zajęła szóstą pozycję.

Mimo, że to jej debiut, Monika uzyskała świetny czas na torze w Magione
fot. Play SKR Team

– Jest to dla mnie szczególny wyścig, bo pierwszy raz w życiu będę ścigać się na tym torze! Tym bardziej adrenalina jest większa. Będę mieć zaledwie dwa dni aby nauczyć się konfiguracji toru i wypracować sobie technikę jazdy. Bardzo się cieszę, bo uwielbiam nowe wyzwania, a to właśnie takim jest! Dlatego trzymajcie za mnie mocno kciuki – powiedziała Motocainie Monika Jaworska przed startem.

W piątkowych treningach nasza zawodniczka uzyskiwała czasy na poziomie 1:23, ale już w sobotnich kwalifikacjach zdecydowanie je poprawiła. Start z 6. pola zapewnił jej wynik 1:16.

Przed niedzielnym wyścigiem w drugiej rundzie Mistrzostw Włoch Kobiet na torze w Magione, w klasie Moniki nie przewidziano w ogóle rozgrzewki. W pierwszym etapie zawodów, ze względu na wypadek na torze wyścig przerwano, a gdy go wznowiono, na 5 okrążeń przed metą znowu doszło do kraksy, w związku z czym konkurencję ostatecznie zakończono. Mimo przeciwności losu Polka uzyskała świetny czas 1:15,838, co zapewniło jej ostatecznie szóstą pozycję.

Zaraz po przyjeździe Monika Jaworska zda nam obszerną relację z tego wydarzenia.

Podczas wyścigowego weekendu odbył się także festiwal motocyklistek, o którym przeczytasz klikając tu. Niebawem zamieścimy fotorelację z tego wydarzenia.

Najnowsze

Symulator wykaże Twoją dekoncentrację

W dniach 19-27 lipca 2009 roku odbędą się w różnych miastach w Polsce pokazy Symulatora Bezpiecznej Jazdy wykorzystującego Toyotę Corollę Verso oraz interaktywną wirtualną platformę 3D. Urządzenie demonstruje jak istotna jest koncentracja podczas jazdy. Sprawdź, czy zobaczysz pokaz w swoim mieście.

Symulator Bezpiecznej Jazdy jest to nowoczesne narzędzie edukacyjne wykorzystujące rzeczywisty samochód (Toyota Corolla Verso) oraz interaktywną wirtualną platformę 3D.

fot. ITS

Kierowca podczas próby wykorzystuje elementy sterowania samochodu m.in. kierownicę oraz pedały. Platforma interaktywna pozwala natomiast dostosować narzędzie do warunków lokalnych.

Symulator demonstruje jak istotna jest koncentracja podczas jazdy. Dzięki urządzeniu każdy uczestnik może poznać swoje możliwości i ograniczenia. Instruktor po próbie analizuje i przedstawia błędy popełnione przez kierowcę. Istnieje możliwość włączenia specjalnego trybu – pod wpływem alkoholu. Tryb może zostać naniesiony na pokonaną trasę po skończonej próbie. Jest to doskonały sposób, aby zaprezentować konsekwencje wynikające z prowadzenia po alkoholu, przede wszystkim młodym osobom. Oczywiście to tylko niektóre możliwości symulatora.

W dniach 19-27 lipca 2009 roku Instytut Transportu Samochodowego, Fundacja KRZYŚ oraz TOP-25 wspólnie z partnerami organizują pokazy Symulatora Bezpiecznej Jazdy, które odbędą się w całej Polsce:

– 19.07 Orneta – Opin,
– 20.07 Pisz – Plac Daszyńskiego,
– 21.07 Radom – Carrefour,
– 23.07 Gdańsk – Plac Zebrań Ludowych,
– 24.07 oraz 25.07 Warszawa – WORD, ul. Odlewnicza 8,
– 27.07 Wrocław – WORD, ul. Ziębicka 34-38.

Źródło: ITS

Najnowsze

4 Polaków w rajdzie w USA

W najbliższy weekend w dniach 17-18 lipca odbędzie się szósta runda Rally America. New England Forest Rally to szutrowa eliminacja amerykańskich mistrzostw. Na liście startowej nie zabraknie Polaków w Mitsubishi Lancer: obu załóg Revo-Racing w składzie Andi Mancin i Maciej Wisławski oraz Arkadiusz Gruszka i Łukasz Wroński.

Rajd słynie z długich i szybkich odcinków specjalnych.  W tym sezonie jest ich 12, o łącznej długości tras prawie 175 km. Impreza rozgrywana jest w północno-wschodnej części Stanów (miasta Maine, Berlin i New Hampshire, a bazą New England będzie Newry. Trasy rajdu są bardzo szybkie i wymagają ciągłej koncentracji, ponieważ w wielu miejscach blisko drogi leżą duże kamienie, które niestety nie wybaczają błędów. Na szczęście tym razem prognozy synoptyków są bardzo optymistyczne i zawodnicy nie powinni mieć kłopotów ze zmienną aurą. Letnia pora i piękne, popularne wśród turystów tereny dodatkowo gwarantują, że rajd przyciągnie wielu kibiców.

Ze względu na zawody X-Games, które odbędą się niedługo po rajdzie New England, na liście zgłoszeń zabrakło kilku czołowych zawodników, którzy skupili się na przygotowaniach do występu w Los Angeles. Mimo wszystko lista startowa liczy 50 załóg, a wśród nich nie zabraknie obu załóg Revo-Racing (Andi Mancin / Maciej Wisławski i Arkadiusz Gruszka / Łukasz Wroński). Dla całego zespołu lipiec zanosi się bardzo pracowicie, ponieważ od razu po rajdzie New England wszyscy udają się do Los Angeles, gdzie wystartują oba Mitsubishi Lancery. 

Andi Mancin podczas oficjalnej próby skoku na specjalnie zbudowanej hopie w Bielsku-Białej
Fot. IM Racing

Andi Mancin: Naprawdę ciężki i długi miesiąc za nami. Przygotowywaliśmy się do rajdu, ale przede wszystkim większość pracy pochłonęły nam przygotowania do X-Games. Od dłuższego czasu poszukujemy firm, które chciałyby nawiązać współprace i pojawić się razem z nami w Los Angeles. Bardzo nas zaskoczyło, że tak trudno jest zainteresować sponsorów promocją na tak ogromnej imprezie, która jest transmitowana na całym świecie. Mimo wszystko nie poddajemy się i nasza oferta jest nadal aktualna.     Najważniejsze, że udało nam się w Polsce zbudować hopę i potrenowałem trochę skoki. Wrażenie jest naprawdę niesamowite i było warto, chociaż nie było łatwo się przełamać. Tym razem zostaniemy dłużej w Stanach. Na początek czeka nas rajd New England. Tradycyjnie jest to dla nas całkowicie nowy rajd i chociaż sporo już słyszałem o trasach, to razem z Maćkiem tak naprawdę znów nie wiemy czego się spodziewać. Bardzo ważne jest dla nas, aby bez niepotrzebnych przygód ukończyć rajd i dotrzeć do mety, ale będziemy mocno walczyć o podium w tym rajdzie i o awans w klasyfikacji Rally America. Na pewno będzie ciężko, ale ciesze się, że znów tu jesteśmy, bo już zaczynało mi tego brakować. Myślami już jestem w Los Angeles. Korzystając z okazji chciałbym bardzo podziękować prezesowi firmy KAM, panu Zdzisławowi Krzemińskiemu, firmie Pirelli USA oraz stacji Antyradio, które objęło nad nami patronat medialny. Bez ich wsparcia całe to przedsięwzięcie nie doszłoby do skutku.

Najnowsze

Zniszczone Rosomaki, czyżby sabotaż?

Nowe transportery, które MON wysłał do Afganistanu, dojechały na miejsce uszkodzone. Zniszczona została m.in. ich elektronika. Bez niej Rosomaki są niezdolne do walki. W grę wchodzi sabotaż.

fot. MON

Partia trzynastu transporterów Rosomak dla naszego kontyngentu w Afganistanie została wysłana na przełomie czerwca i lipca. Ostatni samolot – wynajęty od Ukraińców transportowy Rusłan – wyleciał z Polski 2 lipca. Za każdym razem zabierał na pokład od trzech do pięciu Rosomaków (każdy waży ok. 26 ton). Już w Afganistanie okazało się, że pojazdy są uszkodzone i nie mogą zostać skierowane do patroli.

Polscy żołnierze wyczekiwali na nie, bo kilka transporterów wcześniej uszkodzonych przez miny-pułapki trzeba było odesłać na remont do kraju.

Dowódca wojsk lądowych gen. Waldemar Skrzypczak śledztwo w sprawie zniszczenia transporterów zlecił Służbie Kontrwywiadu Wojskowego.

Rosomak uchodzi w tej chwili za jeden z najlepszych pojazdów, jakich używają armie NATO w Afganistanie. Talibowie nazywają je „zielonymi czołgami” i wciąż szukają sposobu na ich zniszczenie. Na szczęście, mimo że wielokrotnie wybuchały pod nimi miny-pułapki, żaden polski żołnierz w Rosomaku nie zginął, ani nie został ciężko ranny. MON zakupił je w 2003 r. w ramach wartego 1,3 mld euro kontraktu z fińską firmą Patria Vehicles. Pojazdy te produkują Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach Śląskich.

W Afganistanie pierwsze Rosomaki pojawiły się w 2007 r. i od tej pory MON sukcesywnie zwiększa ich liczbę. Odkąd armia zrezygnowała z poruszania się nieodpornymi na wybuchy min-pułapek Hummerów, to  właśnie pojazd z Siemianowic stał się podstawowym transporterem naszego wojska.

Trudno sobie wyobrazić, by do samolotu AN 124 Rusłan miał dostęp każdy.
fot. Motocaina

Zdaniem Motocainy uszkodzenia podzespołów elektronicznych można tłumaczyć dwojako. Jako skutek błędnego mocowania pojazdów we wnętrzu Rusłana, ale znając profesjonalizm pracowników firmy Wołga Dniepr, raczej to mało prawdopodobne. Drugi powód, bardziej prawdopodobny, to brak lub niewystarczająca hermetyzacja w ładowni, a co za tym idzie narażenie podzespołów elektronicznych na bardzo gwałtowne zmiany ciśnienia i temperatury, co z kolei przekłada się na pęknięcia ekranów ciekłokrystalicznych. To spekulacje, bo nie znamy rzeczywistej skali zniszczeń. A może to jednak sabotaż?

Najnowsze