PV36 Carioca – flirt Volvo z założeniami Streamline’u

Streamline to jeden z najbardziej fascynujących nurtów przedwojennego designu. Cały świat był zapatrzony w ogromny postęp technologiczny samolotów, pociągów, samochodów i w ogóle techniki. Ten nurt hołdował prędkości, co przekładało się na nadawanie aerodynamicznych form pojazdom, ale także meblom i budynkom. Dominowały kształty owalu i kropli. I właśnie takie akcenty odnajdziemy w przedwojennym modelu PV36 Carioca.

Jednym z pierwszych samochodów nurtu Streamline był Burney Car o niezwykle opływowym kształcie. Mógł pochwalić się bardzo niskimi oporami powietrza, ale był po prostu pokraczny. Prowadził się równie marnie, jak wyglądał. Silnik wysunięty w tył, daleko poza tylną oś podowowało złe rozłożenie mas. A to przekładało się ta fakt, że przednie koła łatwo traciły przyczepność na śliskiej nawierzchni. Pojazd był przy tym wrażliwy na boczne podmuchy wiatru. Nie zniechęciło to innych stylistów, którzy na początku lat trzydziestych przedstawiali swoje wersje koncepcyjne, często były to jeżdżące prototypy. W 1934 niemal jednocześnie pojawiły się dwa auta produkcyjne – Chrysler Airflow oraz Huppmobile.

Zaraz po nich nastąpił wysyp opływowych aut produkcyjnych. Cord 810 (1936), Lincoln Zephyr (1935) to dwa przykłady ze znacznie dłuższej listy. Moda ma streamline dotarła także na drugą stronę oceanu. Dotykała zarówno auta bardziej dostępne cenowo, jak i te z pułapu cenowej stratosfery. Wśród przedwojennych arcydzieł nurtu streamline warto wymienić Talbota Lago, Bugatti Type 57 C Atlantic, czy Autobahn Couriera spod znaku trójramiennej gwiazdy. Nie tak drogie, choć wciąż daleko od słowa „tanie” były takie projekty jak Adler Tumpf Streamline (1937) oraz Volvo PV36 Carioca (1935). No właśnie! Volvo?

Przez lata sądzono, że model Volvo PV36 jest interpretacją, czy nawet kopią Chryslera Airflow lub Huppmobila. Tak z pewnością nie jest, ponieważ Volvo pokazano światu zaledwie rok po autach amerykańskich. Tempo pracy małej wówczas firmy Volvo nie było na tyle wydajne, aby w tak krótkim czasie przejść od kopii do finalnego produktu. Nie da się jednak ukryć, że w głowie młodego inżyniera utrwaliło się wiele amerykańskich fascynacji, co przekłada się na cały charakter auta. Oglądając wnikliwie szczegóły stylistyczne i konstrukcyjne Volvo widać wyraźnie, Örnberg stworzył odrębne i samodzielne dzieło.

Pierwszą zapowiedzią bardzo odważnego projektu w duchu Streamline był model Volvo Venus Bilo z 1933 roku. Bryła nadwozia miała bardzo śmiały i nowoczesny kształt, aerodynamiczny i gładki. Ówcześni Szwedzi woleli bardziej tradycyjne nadwozia, stąd odbiór tego samochodu na rynku macierzystym był raczej chłodny. Projekt auta firmował swoim nazwiskiem Gustaf L-M Ericsson ze słynnej rodziny przemysłowców produkujących m.in. telefony. Za bazę posłużyło podwozie Volvo 655. Zdjęcia samochodu były za to dobrze ocenione przez redakcję New York Timesa, która wieszczyła, że tak będzie wyglądała przyszłość motoryzacji.

Mieszane uczucia rodzimego audytorium wobec modelu Venus Bilo nie powstrzymały Ivana Örnberga przed dalszymi pracami nad PV36. W 1935 roku pokazanu światu model produkcyjny. Pod jego opływową maską znalazł się nowoczesny jak na owe czasy silnik o pojemności 3,6 litra i mocy około 80 KM. Sześciocylindrowa jednostka sprzężona z manualną skrzynią biegów o trzech przełożeniach przenosiła napęd na koła tylne. Nowoczesne było też niezależne zawieszenie przednich kół. Carioca prowadziła się dużo lepiej niż Chrysler Airflow, który był wyposażony z przodu w sztywną oś. Nowoczesna konstrukcja Volvo przysparzała niemało problemów fabryce Ölofsrtom, która nie była w stanie wykonać jednolitego, tłoczonego elementu dachu. W tym aucie w ogóle stalowe elementy tłoczone zostały przez szwedzką markę zastosowane po raz pierwszy. Klapę tylnego bagażnika można było otwierać z zewnątrz.

O ile amerykańskie auta w duchu streamline były długie i sprawiały wrażenie jakby płynęły nad szosą, o tyle w PV36 rozstaw osi wynosił jedynie 290 cm. Bryła wyglądała nieco pucułowato. Rysownicy robili co mogli, aby optycznie wydłużyć sylwetkę auta na folderach i grafikach reklamowych. Ostatecznie klient i tak trafiał do salonu, gdzie czekał go model o rozstawie osi o 25 – 35 cm krótszym niż pozostałe modele Volvo. Dłuższe modele kosztowały 5000 – 6000 koron, a nowoczesna Carioca – około 8500 koron. W tej cenie można było skusić się na ośmiocylindrowego Packarda 120 Straight Eight, albo Wanderera W50. Chrysler Airflow był jeszcze droższy i kosztował 9500 koron i nie odniósł sukcesu sprzedażowego, podobnie jak Carioca.

Aby nieco pobudzić sprzedaż modelu PV36 jego cenę sukcesywnie obniżano. W ciągu czterech lat zbudowano prawie 500 sztuk tego auta. Był to wyniki poniżej oczekiwań, ale trzeba pamiętać, że Volvo produkowało wówczas zaledwie około 1000 samochodów rocznie – licząc wszystkie modele osobowe. 

Osiemnaście aut trafiło w ręce szwedzkiej policji, co uwieczniono stosowną fotografią. Pozostałymi właścicielami auta byli przedsiębiorcy, prawnicy, lekarze i kadra zarządzająca. Szacuje się, że do dziś przetrwało 25 egzemplarzy tego modelu. Jeden z nich można oglądać w fabrycznym muzeum Volvo w Goeteborgu. Przez lata dały się poznać jako solidne i trwałe samochody, które obronną ręką wychodziły nawet z poważnych stłuczek i wypadków. Nie do końca jest jasne, dlaczego do auta przywarł przydomek Carioca, który jest nazwą tańca pochodzącego z Brazylii, spopularyzowanego w latach 30-tych przez Freda Astaira i Ginger Rogers. Część modelu PV36 trafiła na rynek brazylijski. Być może taka nazwa była próbą zjednania sobie tamtejszych klientów. Jeden z ostatnich egzemplarzy trafił do Iranu. PV36 choć na wskroś amerykański z wyglądu, nie podbił Ameryki. Zrobił to kilkanaście lat później niepozorny PV444. 

Najnowsze

8. Rajd Polski Historyczny. 945 km po górskich drogach Małopolski!

50 dni pozostało do rozpoczęcia 8. Rajdu Polski Historycznego – ważnej międzynarodowej imprezy, która nawiązuje do Rajdów Polski, organizowanych ongiś przez Automobilklub Krakowski.

Tegoroczna edycja odbędzie się w terminie 5-8 września. Trasa ma liczyć 945 km po górskich i podgórskich drogach południowej Małopolski; niemal dwie trzecie dystansu to próby klasyfikacyjne w formie testów regularności jazdy. Baza będzie ponownie ulokowana w Wieliczce, a uroczysty start nastąpi z krakowskiego Rynku Głównego. Uczestnicy mają do pokonania malownicze trasy po Jurze Krakowskiej, Pogórzu Wielickim, Beskidzie Wyspowym, Beskidzie Niskim i Beskidzie Makowskim. Końcowa sekcja pierwszego etapu będzie rozegrana nocą .

Nasz klub był gospodarzem Rajdów Polski w latach 1959-1974 oraz 1998 i 1999. Począwszy od 1960 r. nasze Rajdy Polski miały prestiżową rangę mistrzostw Europy kierowców bądź producentów, a od 1967 r. były też wliczane do Pucharu Pokoju i Przyjaźni, nieoficjalnych mistrzostw środkowej i wschodniej Europy. W 1973 r. Rajd Polski był rundą rozgrywanych wtedy po raz pierwszy mistrzostw świata producentów – przypomina Paweł Owczyński, prezes Automobilklubu Krakowskiego.

Nawiązujemy świadomie do tamtej tradycji, a zarazem dostosowujemy ją do współczesnych wyzwań i tworzymy w ten sposób połączenie historii z nowoczesnością. Od 2012 r. rozgrywamy Rajd Polski Historyczny w trudnej formule zawodów na regularność dla samochodów klasycznych. Od ubiegłego roku RPH zyskał dodatkowe oblicze nowoczesności dzięki temu, że równolegle z nim przeprowadzamy również Rajd Polski Nowych Energii dla samochodów z napędem elektrycznym – wylicza Erwin Meisel, dyrektor zawodów.

2. Rajd Polski Nowych Energii jest – jak przed rokiem – rundą E-Rally Regularity Cup FIA, najważniejszego cyklu sportowego dla pojazdów elektrycznych. Z kolei ostatni (sobotni) etap 8. Rajdu Polski Historycznego jest wliczany jako trzecia runda Mistrzostw Polski w Historycznych Rajdach na Regularność. Do 8. RPH są dopuszczone auta wyprodukowane przed końcem roku 1994, ale punkty do MPHRR mogą zdobywać tylko załogi w autach wyprodukowanych przed końcem roku 1990.
 

 

Najnowsze

Seat będzie produkować nową skrzynię biegów dla Grupy Volkswagena

W Seat Componentes, jednym z trzech centrów produkcyjnych hiszpańskiej marki, rozpoczęto produkcję nowej sześciostopniowej skrzyni biegów o nazwie MQ281. Będzie ona dostarczana do samochodów marek wchodzących w skład koncernu Grupy Volkswagen, takich jak Seat, Volkswagen, Audi i Skoda. W skali roku, Seat Componentes planuje dostarczać ich na rynek około 450 000 sztuk.

Powierzenie produkcji skrzyni biegów MQ281 zakładowi Seat Componentes jest potwierdzeniem znaczenia projektów przygotowanych w ostatnich latach przez centrum dla całej Grupy Volkswagen. Zakład w El Prat de Llobregat w pobliżu lotniska w Barcelonie wyróżnia się wysoką integracją własnych systemów produkcyjnych. To tam z pomocą specjalistycznych urządzeń do odlewania, obróbki, montażu i testowania wyrabiane są wszystkie potrzebne aluminiowe części, koła zębate i wały. W 2018 roku zakład wyprodukował blisko 700 000 skrzyń biegów modelu MQ200, z których aż 56% trafiło na eksport.

Seat Componentes to ponad 1000 pracowników i 155 000 metrów kwadratowych powierzchni. Jest jednym z dziewięciu zakładów zajmujących się produkcją skrzyń biegów dla Grupy Volkswagen. Poza nim pracownie Grupy ulokowane są w tak różnych zakątkach świata, jak Kassel (Niemcy), Vrchlabi i Mlada Boleslav (Czechy), Cordoba (Argentyna) oraz Anting, Dalian, Tianjin i Changchun (Chiny).

Dzięki zoptymalizowanym liniom produkcyjnym zakład osiągnął maksymalną zdolność produkcyjną, umożliwiającą wytworzenie 3500 skrzyń biegów dziennie – to o 300 więcej niż przed rozpoczęciem produkcji MQ281. Oprócz nowej skrzyni biegów Seat Componentes tworzy również przekładnię MQ200. Łącznie, maksymalna roczna produkcja wynosi obecnie 800 000 skrzyń biegów.

Najnowsze

Edyta Klim

Trzy obiecujące zawodniczki motocyklowe z Nowej Zelandii

W obecnym sezonie głośno mówi się w Nowej Zelandii o trzech zawodniczkach motocyklowych, które odnoszą niemałe sukcesy.

Organizacja Motorcycling New Zealand (MNZ) podkreśla, że w trzech dyscyplinach na całym świecie: motocross, wyścigi motocyklowe i cross country zwyciężają zawodniczki z Nowej Zelandii:

– Nowa Zelandia miała w przeszłości całkiem sporo światowej klasy motocyklistów (…). Teraz mamy trzy kobiety, które przejęły pałeczkę i są na dobrej drodze do osiągnięcia międzynarodowego uznania – mówi dyrektor generalna MNZ Virginia Henderson.

Courtney Duncan ma 23 lata i prowadzi w klasyfikacji Mistrzostw Świata w Motocrossie Kobiet (WMX). Ma czerwoną tablicę lidera, startuje motocyklem Kawasaki KX250 z zespołem British Bike It DRT Kawasaki. Przez ostatnie 3 lata borykała się z różnymi problemami min. zdrowotnymi, ale wróciła ze zdwojoną siłą i jest na dobrej drodze do zdobycia tytułu mistrzowskiego dla Nowej Zelandii.

https://www.facebook.com/Courtney-Duncan-662036807155508/

Avalon Biddle (26 lat) to jedyna kobieta w pięciu rundach Motul Pirelli Australian Superbike Championship (ASBK) w klasie Supersport. A także pierwsza, która zdobyła tytuł mistrzyni Supersport 600cc w Nowej Zelandii w 2019 roku. Obecnie startuje w zespole Cube Racing.

https://www.facebook.com/avalonbiddleracing/

Rachael Archer z zespołu wyścigowego AmPro Yamaha to zawodowa zawodniczka w Grand National Cross Country Championships (GNCC) w Stanach Zjednoczonych. Ma zaledwie 17 lat, a już wygrała 8 z 13 rund, gdzie każdy wyścig trwa 2 godziny! Obecnie zajmuje 4-te miejsce w klasyfikacji, rywalizując z 14-ma zawodniczkami. Wcześniej wygrała mistrzostwo Nowej Zelandii w Cross Country w 2018 r. w kategorii dwusuwów poniżej 200 cm3 i jako pierwsza kobieta dokonała tego w klasie bez podziału na kobiecą klasyfikację.

https://www.facebook.com/Rachaelarcher65/

Najnowsze

Kolizja zakończona dachowaniem

Jak jest podstawowa zasada podczas zmiany pasa ruchu? Sprawdzenie sytuacji w lusterku nie w trakcie, ale przed rozpoczęciem manewru.

Zgodnie z opisem sytuacji, zdarzenie miało miejsce przed wjazdem do tunelu pod Martwą Wisłą. Na nagraniu widać jak kierująca Nissanem rozpoczyna zmianę pasa ruchu z prawego na lewy, ale w ostatniej chwili zauważa, że wymusza pierwszeństwo na szybciej jadącej Kii i wraca na swój pas.

Kierowca Kii z kolei natychmiast zareagował na zachowanie kierującej Nissanem, ale nie przewidział, że wróci ona na prawy pas. Oba auta zderzyły się w wyniku czego Nissan dachował.

Przybyła na miejsce policja uznała jednak współwinnym kierowcę Kii, a to dlatego, że miał on 1 promil alkoholu w wydychanym powietrzu.

Najnowsze