Edyta Klim

Projekt Rumunia – inspiracja do podróży od Martyny

Pokazać Rumunię, obalić krzywdzące stereotypy i zainspirować do podróży – taki był cel stworzenia przez Martynę „Projektu Rumunia”.

Kiedy i dlaczego pierwszy raz wyjechałaś do Rumunii?

Cała moja przygoda z Rumunią rozpoczęła się kilka lat temu. To była chyba wiosna, gdy przeglądając Internet przypadkiem znalazłam filmik z drona, przedstawiający fragment Trasy Transfogaraskej. Obejrzałam go z zachwytem i pomyślałam: „muszę tam pojechać i to zobaczyć!”. Właśnie tak w mojej głowie zrodził się pomysł na kolejny urlop. Zaczęłam czytać coraz więcej o Rumunii i rozmawiać z różnymi ludźmi o swoich planach. Reakcje były różne, ale raczej pojawiało się zdziwienie, po co chcę tam w ogóle jechać i czy się nie boję. Przekornie, im więcej słyszałam stereotypów o tym kraju, tym bardziej chciałam go zobaczyć i przekonać się, jak jest naprawdę. Już taką mam naturę, że lubię sama sobie wyrobić opinię na różne tematy, staram się niczego nie przekreślać z góry. Jeszcze we wrześniu tego samego roku ruszyliśmy z mężem, samochodem, w kierunku Wesołego Cmentarza w Săpâncie.

Jak wspominasz pierwszy kontakt z tym krajem?

Pamiętam, że Rumunia przywitała nas wtedy korkiem na drodze, mnóstwem śmieci na poboczach i błąkającymi się wokół bezpańskimi psami. Nie był to ciekawy początek, trzeba przyznać, ale z każdym kolejnym kilometrem kraj zyskiwał w moich oczach. Zanim dotarliśmy na pierwszy nocleg, byłam już pod wrażeniem Rumunii. A kolejne dni tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że jest to piękny, wyjątkowy kraj. 

Często bywasz w Rumunii? Wracasz do tych samych miejsc czy starasz się odkrywać nowe?

Niestety nie bywam w Rumunii tak często jak bym chciała, były to pojedyncze wizyty. Teraz po raz pierwszy planuję więcej niż jeden wypad w ciągu roku w tamte strony. W Rumunii jest tyle wspaniałych rzeczy do zobaczenia, że każdy taki wyjazd przynosi nowe odkrycia. Owszem, mam takie swoje ulubione miejsca, do których chętnie wracam. Jednym z nich są okolice miejscowości Sinaia, gdzie urocze zamki i zabytkowe cerkwie są otoczone przez majestatyczne Karpaty. To naprawdę robi wrażenie. Ale każdy mój wyjazd jest nastawiony głównie na poznawanie nowych atrakcji. Choć muszę zaznaczyć, że góry i zabytki to nie wszystko… tym, co wyróżnia Rumunię jest życzliwość i gościnność jej mieszkańców. Sami Rumuni tworzą w swoim kraju taki klimat, że chce się wracać tam znowu i znowu.

Uczysz się też języka rumuńskiego? Starasz się poznać kulturę i historię tego kraju?

Będąc po raz pierwszy w Rumunii chodziłam po Wesołym Cmentarzu i oglądałam charakterystyczne niebieskie nagrobki. Byłam ciekawa opisanych tam historii, ale nie znałam języka. Wtedy właśnie postanowiłam, że następnym razem gdy odwiedzę to miejsce, będę już znała chociaż podstawy rumuńskiego. Po powrocie do domu zaczęłam więc szukać materiałów do nauki. Nie było to łatwe, bo polskich książek czy innych źródeł jest stosunkowo niewiele. Wypróbowałam też kilka aplikacji, aż w końcu znalazłam coś dla siebie. Rumuński nieco różni się od innych języków romańskich, odmienia się przez przypadki i może to być na początku nieco kłopotliwe. Ale za to brzmi pięknie. Jeśli natomiast chodzi o kulturę czy historię, poznaję ją również ucząc się języka – staram się czytać i oglądać rumuńskie materiały. A przyznać trzeba, że Rumunia ma tę historię i kulturę niewątpliwie bogatą.

A nie myślałaś o tym, żeby w Rumunii na stałe zamieszkać? 

Aktualnie nie byłoby to możliwe, ale zobaczymy co los przyniesie – niczego nie wykluczam, bo życie bywa zaskakujące. Mam w zasadzie niedaleko do Rumunii (jakieś 500 kilometrów), więc jeśli akurat praca na to pozwala i okoliczności sprzyjają, to jest to dla mnie kwestia spakowania się, zatankowania auta i wyruszenia w drogę. Zresztą spontaniczne wyjazdy zazwyczaj najlepiej się wspomina.

Jak i gdzie najbardziej lubisz podróżować? Motocyklem czy innym środkiem transportu?

W zasadzie dość dużo podróżuję, a dzięki moim rodzicom miałam okazję robić to od najmłodszych lat. Odwiedziłam do tej pory już jakieś trzydzieści krajów. Nie wiem, czy to dużo, ale staram się podchodzić do tematu jakościowo, a nie ilościowo. Na pewno w jakiś sposób mnie te podróże kształtują, poszerzają horyzonty. Żadna nie jest taka sama, każda ma swój niepowtarzalny urok. Nocuję zarówno w drogich hotelach, jak i małych, prywatnych pensjonatach, a i w namiocie spać się zdarzało. Przemieszczam się różnymi środkami transportu, jednak najchętniej robię to samochodem lub motocyklem. Rumunia jest jednym z moich ulubionych kierunków, obecnie zdecydowanie na pierwszym miejscu, choć sentymentem darzę też mój ukochany chorwacki Trogir, Szwajcarię oraz wyspy – greckie, Kanaryjskie czy Maderę. A tak naprawdę każde miejsce ma coś wyjątkowego w sobie, trzeba tylko umieć to dostrzec.

Jak to było z Twoją motocyklową pasją? Kiedy w świat ruszyłaś na dwóch kołach?

Na dwóch kółkach kręcę się od jakichś sześciu lat, ale pasja do motocykli była we mnie odkąd pamiętam. Dziadek zabierał mnie czasem, w letnie niedziele, na krótkie wycieczki swoją czarną WSK-ą. Do tej pory lubię ten klasyczny klimat, a już sporo lat minęło… Na studiach próbowałam zapisać się na kurs, ale w dwóch miejscach zasugerowano mi, że dziewczyny nie powinny jeździć na motocyklach. Nie zraziłam się tym na szczęście, a kilka lat później trafiłam na cudownych fachowców w swojej dziedzinie, którzy nauczyli mnie jeździć i byli ogromnym wsparciem, gdy w 2020 r. spontanicznie wymyśliłam sobie samotną wyprawę do Chorwacji (pierwszą taką w życiu). Z wyjazdu wróciłam szczęśliwa i gotowa na kolejne podboje. Nieśmiało planowałam Rumunię na wrzesień, ale powoli znoszone obostrzenia na granicach sprawiły, że rzutem na taśmę postanowiłam pojechać tam motocyklem w maju. Była to, jak dotąd, chyba moja największa przygoda. Kilka dni jechałam w ciągłych ulewach, a w inne dni słońce grzało bez opamiętania. Czasami brakowało asfaltu, czasami sił. Ale wszelkie niedogodności rekompensowały przepiękne widoki i wspaniała rumuńska życzliwość, z jaką spotykałam się na każdym kroku.

Jakim jeździsz motocyklem? Sprawdza się w twoich podróżach?

Jak już wspomniałam, mam ogromny sentyment do klasyki, starszych modeli. Może dlatego mój wybór padł na czerwoną Hondę CB 500 z 1994 roku. Przed wyjazdem do Chorwacji zmodyfikowałam ją pod kątem turystycznym – dokupiłam wiele akcesoriów, by długa podróż była jak najbardziej komfortowa. To rozwiązanie doskonale się sprawdziło i dlatego później postanowiłam zabrać swoją „Cebulkę” (to takie pieszczotliwe określenie na CB 500) do Rumunii. Co prawda, nie jest to motocykl przystosowany do jazdy poza asfaltem, ale na kilkukilometrowych odcinkach bez stabilnej nawierzchni dał sobie radę. Owszem, mogłam wziąć któryś z nowszych motocykli z salonu – wypróbowałam dotąd kilka modeli różnych marek, ale nie o to chodziło w tej całej podróży. Poza tym w razie awarii pojazd nieposiadający zbędnej elektroniki nieco łatwiej byłoby mi naprawić bądź znaleźć kogoś, kto zrobi to na miejscu. Na szczęście nie było dotąd takiej konieczności.

Kiedy stworzyłaś Projekt Rumunia i jaki ma cel ta inicjatywa?

Oficjalne początki Projektu Rumunia sięgają drugiej połowy 2020 roku – utworzyłam wtedy stronę projektrumunia.pl, choć same teksty powstawały już dużo wcześniej. Profil na Instagramie ruszył dopiero wiosną tego roku, przed moją wyprawą. Pomysł dojrzewał przez pewien czas, zmieniał się, ale cel był od początku ten sam – pokazać ludziom Rumunię, obalić krzywdzące stereotypy i zainspirować do podróży. Uważam, że ten kraj jest przez wielu niesłusznie pomijany w wakacyjnych planach. Warto po prostu tam pojechać i się przekonać, że często nasze obawy nie mają uzasadnienia w rzeczywistości.

Włożyłaś i wkładasz w Projekt Rumunia sporo pracy i czasu – warto?

Oczywiście! Niezwykle mnie cieszy, że coraz więcej osób dostrzega piękno Rumunii. Jednocześnie staram się wspierać swoją wiedzą motocyklistów (i nie tylko), którzy się do tego kraju wybierają – szczególnie tych podróżujących tam samotnie albo po raz pierwszy. Odpowiadam na dziesiątki pytań o to, jak tam jest, czego się spodziewać, jak najlepiej zaplanować wyjazd oraz co można zwiedzać i którymi trasami przejechać. To wszystko robię w wolnym czasie, z pasji. Chcę pokazać ludziom, że warto być otwartym i włączyć Rumunię w swoje wakacyjne plany.

Dużą satysfakcję daje mi każda kolejna wiadomość, jaka do mnie dociera, że dzięki moim staraniom ktoś miał okazję przekonać się, jaki to ciekawy kraj i że warto było mi zaufać w tej kwestii. Kilkakrotnie też usłyszałam słowa uznania od samych Rumunów wraz z podziękowaniem, że promuję ich ojczyznę. To niesamowicie miłe. Długo szukałam takiego miejsca na ziemi, do którego będę wracać co jakiś czas z niesłabnącą ciekawością i ciągłą potrzebą dalszego odkrywania. Znalazłam. I może dzięki mojej pracy ktoś również odnajdzie tam cząstkę siebie.

Strona: projektrumunia.pl

Facebook: www.facebook.com/projektrumunia

Instagram: www.instagram.com/projektrumunia/

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze