Roksana Ćwik

Potencjał marketingowy kobiet w F1 jest przeceniany?

03 czerwca 2015
Kiedy Claire Williams obejmowała stanowisko wiceszefa zespołu Formuły 1 Williams liczyła, że jej obecność - podobnie jak i kierowcy testowego Susie Wolff - pozwoli otworzyć drogę do nowych możliwości marketingowych dla tej dyscypliny. Czy się myliła?

Obecnie kobiety stanowią 40 procent widowni Formuły 1. Do niedawna niektórym, odważniejszym włodarzom królowej sportów motorowych wydawało się, że jest to właściwy moment na zwrócenie się ku markom szukającym klientów wśród kobiet, a nie tylko maniaków motoryzacji. Odzew był jednak słaby. Jak powiedział Frank Williams w 2013 roku:
- Powiedziałem zespołom szukającym sponsorów, by dążyć w tym kierunku, żeby bardzo ciężko pracować nad znalezieniem marek dla kobiet. Żadna nie była zainteresowana.

Kobiety odgrywają coraz większą rolę w Formule 1 - osiem procent inżynierów Williamsa jest płci żeńskiej. Czasy, kiedy głównymi sponsorami byli producenci paliw, piwa, papierosów, czy nawet magazynów dla panów i wiagry dawno minęły. Mimo to przyciągnięcie sponsorów zainteresowanych damską częścią widowni jest problematyczne.

W marcu tego roku Bernie Ecclestone zaproponował utworzenie kobiecej serii F1 tłumacząc to tym, że „z jakiegoś powodu kobiety nie przebijają się (do F1 - przyp. red.) i to nie dlatego, że ich nie chcemy. Oczywiście, że chcemy, bo przyciągnęłyby dużo uwagi, widzów i prawdopodobnie wielu sponsorów”.

Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. W 2014 roku Sauber próbował umieścić w fotelu wyścigowym Simonę de Silvestro, lecz utalentowana Szwajcarka, która stawała na podium serii IndyCar, nie mogła znaleźć sponsora i zdecydowała się na powrót do Ameryki.

- Wielu ludzi mówi, że chcą kobiet w Formule 1 i byłoby to doskonałe pole marketingowe. Prawda jest jednak taka, że tak nie jest. Nie może być tak wspaniale, skoro nikomu się nie udało - skomentowała Susie Wolff, której szanse na zostanie kierowcą wyścigowym coraz mniejsze.

Wynika to z faktu, że choć kobiety stanowią sporą część kibiców F1, to nadal 60 procent to mężczyźni.

- Jeżeli masz produkt adresowany wyłącznie dla kobiet, prawdopodobnie zmarnujesz dużo pieniędzy kierując się do ludzi, którzy nie są twoją grupą docelową - powiedział ekspert ds. marketingu Zak Brown. - Jeżeli masz do wydania dolara, 30 centów będzie na ciebie pracować, ale zmarnujesz 70. Musisz mieć produkt, który będzie atrakcyjny zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn”, dla przykładu „moja żona kupuje mi dezodorant - ja go używam, ona go kupuje”.

Jednym ze sponsorów Williamsa jest producent dezodorantu Rexona, podobnie szeroką grupę docelową ma ich sponsor tytularny Martini. Płeć jednak nie otwiera wszystkich drzwi.

- Myślę, że byłoby wspaniale mieć kobietę kierowcę, ale musi być konkurencyjna. W każdym sporcie, niezależnie od płci, musisz mieć wyniki, żeby zbudować karierę. Gdyby w czołówce kierowców znajdowała się kobieta, marketingowcy kojarzyliby ją z wieloma produktami wypuszczanymi na rynek - uważa marketingowiec.

Z uwagi na ograniczoną liczbę miejsc w stawce, Brown uważa:

- Aby znaleźć taką osobę, takie firmy jak Red Bull powinny umieszczać kobiety w swoich programach szukania talentów. Potrzebny jest ktoś z pasją, marzeniem i pieniędzmi, kto powie, że chce znaleźć kobiecego Sebastiana Vettela. Myślę, że ona gdzieś jest.

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!