Opel Insignia Sports Tourer – najpiękniejsze kombi na rynku?

Poznaliśmy już wygląd drugiej generacji Opla Insigni, a teraz przyszedł czas na wersję kombi, która nosi nazwę Sports Tourer. Mamy oficjalnie zdjęcia nowego modelu oraz pierwsze dane techniczne. Wszystko wskazuje na to, że zapowiada się prawdziwy hit.

Kilka tygodni temu poznaliśmy Opla Insignię Grand Sport, a kilka godzin temu niemiecki producent odsłonił wersję kombi – Sports Tourer. Przy okazji poznaliśmy pierwsze fakty dotyczące przedstawiciela segmentu D. 

Niemieckim konstruktorom udało się zmniejszyć masę samochodu aż o 200 kg w porównaniu z poprzednim modelem. Przy okazji powiększono przestrzeń bagażnika aż o 110 litrów. Nowy Opel Insignia ma długość 498,6 cm, wysokość 148,3 cm i rozstaw osi 282,9 cm. Ostatni parametr zwiększono o 9,2 cm. Nowa wersja oferuje pojemność bagażnika wynoszącą 520 litrów (wcześniej 490 litrów). Po złożeniu oparć tylnych siedzeń maksymalna pojemność bagażnika wzrasta do 1640 litrów. 

Na liście wyposażenia wersji kombi znajdziemy nowe reflektory LED IntelliLux, które oświetlają wybrane fragmenty drogi, zapewniając optymalną widoczność. Następną nowością jest system HUD wyświetlający przed oczami kierowcy najważniejsze informacje oraz nowa generacja urządzenia multimedialnego OnStar.

 

W nowej Insignii znajdziemy inteligentny napęd na cztery koła, który rozkłada moment obrotowy na poszczególne koła, żeby zapewnić optymalną przyczepność. Taki napęd przyda się na zwykłych drogach, a także na mokrym i zaśnieżonym asfalcie. Na liście wyposażenia znajdziemy system FlexRide, czyli zawieszenia z amortyzatorami o zmiennym stopniu tłumienia. Kierowca ma do wyboru trzy tryby zawieszenia: Standard, Sport i Tour.

Insignia Sports Tourer będzie dostępna z turbodoładowanymi benzyniakami i jednostkami wysokoprężnymi. Wraz z nimi będzie oferowany 8-biegowy automat, ale w standardzie auto będzie dostępne z 6-biegową skrzynią mechaniczną. Nowy Opel Insignia Sports Tourer będzie miał premierę w Genewie, a rozpoczęcie sprzedaży rozpocznie się w lutym.

 

Najnowsze

BMW Seria 5 Touring – oficjalna premiera

Kilka miesięcy po premierze nowej "piątki" przyszedł czas na bardziej praktyczną odmianę tego modelu - Touring.

Nowa wersja nie różni się od limuzyny zaprezentowanej w październiku 2016 r. Cechą charakterystyczną nowej generacji są z pewnością przednie lampy. Przy okazji zmiany dotknęły zderzaka, klapy bagażnika oraz linii okien. Auto zbudowano na platformie CLAR. Auto nieznacznie urosło – rozstaw osi wzrósł o 7 mm. Inżynierom udało się zmniejszyć masę samochodu, dzięki wykorzystaniu aluminium, wytrzymałej stali i włókna węglowego. W sumie zaoszczędzono ponad 100 kilogramów. 

 

Jednak najważniejszym elementem modelu Touring jest przestrzeń bagażowa, która w nowym modelu wzrosła z 560 do 570 litrów. Po złożeniu tylnych oparć powiększa się do 1700 litrów. Przy okazji możemy załadować do niego 730 kg bagażu. Dostęp do przestrzeni ułatwia elektrycznie sterowana klapa oraz możliwość osobnego otwierania szyby. W razie potrzeby można obniżyć próg załadunkowy, dzięki samopoziomującemu zawieszeniu tylnej osi.

Pod maską wersji Touring znajdziemy takie same jednostki, jak w wersji sedan. Bazowa wersja to 530i (252 KM), a dla fanów mocniejszych wrażeń będzie dostępne 540i (340 KM). Nie zabraknie wysokoprężnej alternatywy w postaci 520d (190 KM) i 530d (265 KM). Oprócz podstawowej wersji diesel Wszystkie wersje są sprzedawane z automatyczną skrzynią biegów, a za dopłatą można zamówić napęd na wszystkie koła xDrive.

Oficjalna premiera nowego BMW Serii 5 Touring odbędzie się w marcu na salonie samochodowym w Genewie. Wtedy poznamy więcej szczegółów oraz ceny. Pierwsze egzemplarze trafią do klientów jeszcze w czerwcu tego roku.

Najnowsze

Wpadł w poślizg, przekroczył granicę – zapłacił drogi mandat

Kilka dni temu funkcjonariusze Straży Granicznej z Węgorzewa zatrzymali podróżnych, którzy nielegalnie przekroczyli granicę i wkroczyli na terytorium Rosji.

Patrol Staży Granicznej stacjonujący w miejscowości Rudziszki zauważył pojazd poruszający się w kierunku granicy państwowej. Funkcjonariusze ruszyli za nim, ale kierowca nie zatrzymał się przed granicą. Po chwili terenowy Opel Frontera przekroczył granicę polsko-rosyjską i zatrzymał się dopiero kilkadziesiąt metrów po jej przekroczeniu. 

Okazało się, że 31-letni mężczyzna wraz z 28-letnią pasażerką zbłądzili, a gdy próbowali zahamować przed granicą państwa, samochód wpadł w poślizg i zatrzymał się dopiero na stronie rosyjskiej. Kierowca niezwłocznie zawrócił, ale został zatrzymany przez pograniczników.

Podczas przesłuchania okazało się, że para przyjechała z województwa zachodniopomorskiego w celu zakupu samochodu. Kierowca tłumaczył swoje zachowanie awarią systemu hamulcowego, ale na koniec przyznał, ze było ślisko.

Funkcjonariusze wysłuchali tłumaczenia, ale i tak wystawili mandat. Okazało się, że na drodze obowiązywał znak zakazu ruchu w obu kierunkach. Wobec czego za przekroczenie granicy państwowej wbrew przepisom podróżni zostali ukarani po 500 zł każdy. 

To na pewno był najdroższy i najkrótszy pobyt na terenie Rosji w ich życiu.

Najnowsze

Test Volkswagen Tiguan 2.0 TDI 4Motion DSG – samiec alfa

Volkswagen Tiguan nie jest ani najtańszym, ani najchętniej kupowanym kompaktowym SUV-em w Polsce, co absolutnie nie przeszkadza mu wygrywać większość testów porównawczych i przez wielu być postrzeganym jako wzorzec segmentu. Sprawdźmy, czy Volkswagen posiadł jakąś tajemniczą formułę sukcesu?

Wygodniejsze zajmowanie miejsc, wysoka pozycja za kierownicą, lepsza widoczność, uniwersalność, wygląd, moda, styl życia? Nieważne co wybierzesz jako główny powód zakupu. Ważne, że prawie na pewno będzie to SUV. Szaleństwo na tego typu pojazdy trwa w najlepsze. Popularna marka, która nie ma ich w ofercie  (o ile taką znajdziecie) może liczyć… jedynie straty. Polacy już nie chcą małych aut, wolą te większe, klasy średniej, ewentualnie kompakty. I tak jak cała Europa i reszta Świata kochają SUV-y i Crossovery.

W imię Ojca
Jeszcze kilka miesięcy temu oferta kompaktowych SUV za rozsądną cenę koncernu VW ograniczała się raptem do Volkswagena Tiguana i Skody Yeti. Obecnie do tej dwójki dołączyła Skoda Kodiaq, Seat Ateca, a wkrótce również Tiguan XL w siedmioosobowej odmianie Allspace. Warto dodać, że poza Yeti osadzonym na starszej platformie, „ojcem” wszystkich wymienionych modeli jest Tiguan. Wobec tego nie będzie nadużyciem nazwanie go swoistym genotypem kompaktowego SUV-a. Przynajmniej w obrębie macierzystego koncernu. Czy zatem wersja z dwulitrowym dieslem i przekładnią typu DSG jest tak dojrzałym przedstawicielem gatunku, jak można oczekiwać?

Dobry, lepszy, Volkswagen!
Jak oni to robią? Jest przecież tyle bardziej urodziwych, dzielniej wyglądających SUV-ów i Crossoverów. Do tego wszystkie są tańsze od Tiguana! Jak to możliwe, żeby do bólu przewidywalny samochód, któremu najczęściej zarzuca się brak indywidualizmu, nieporywający za serce design, czy wręcz designerską nudę, wraz z nową generacją po raz kolejny pełnił rolę czegoś w rodzaju „benchmarku” w segmencie? Po tygodniu spędzonym w towarzystwie granatowego Tiguana chyba wiemy, co jest kluczem do sukcesu tego modelu.

Zacznijmy od tego, że nowa generacja Tiguana w niemalże wszystkich aspektach to przepaść w porównaniu do poprzednika. Oczywiście podobnie można powiedzieć o nowym Nissanie Qashqai czy Hondzie CR-V, które będąc na rynku dłużej od VW również ewoluowały i na pewno nie można powiedzieć, by były od Tiguana wyraźnie „gorsze”. Z pewnością nie są jednak tak dopracowane w szczegółach. Od pierwszego kontaktu z Tiguanem mamy do czynienia z czymś, co nie przestaje wywierać dobrego wrażenia!

I nawet biorąc pod uwagę indywidualne gusta w kwestii estetyki oraz fakt, że Tiguan wygląda tak, jakby jego nadwozie zaprojektowano wyłącznie przy użyciu linijki, chyba trudno uznać to za wadę – prawda? Geometryczne formy po pierwsze zabierają mniej cennych centymetrów, co wprost proporcjonalnie podnosi szeroko pojętą funkcjonalność. Po wtóre, starzeją się wolniej, niż ryzykowne w tym segmencie stylizacyjne eksperymenty. Najlepszym na to dowodem jest to, jak dziś prezentuje się Hyundai ix35 zaparkowany obok swojego następcy, modelu Tuscon.

Nudno, czyli po niemiecku
Ile razy słyszeliście lub czytaliście o tym, że wnętrze każdego Volkswagena wygląda tak samo nudno, a wszechobecny niemiecki porządek panujący w kabinie, szczególnie w połączeniu z ciemną tapicerką, tworzy nastrój nie wiele weselszy od tego jaki panuje w krypcie? Nawet jeśli część z tego była prawdą, zastanówmy się – czy to wada? Czy umiejętność bezstresowego odnalezienia się w natłoku wszystkich funkcji i asystentów kierowcy, jakie dziś oferują nowe samochody, przebrniecie przez menu komputera pokładowego i podmenu systemów infotainment, możliwość łatwego połączenia urządzeń peryferyjnych ze smartfonem na czele, łatwe wpisanie celu i czytelne wskazania nawigacji nie są tym, czego tak naprawdę każdy z nas oczekuje od samochodu?

Jasne, że „opukując” kokpit i sięgając coraz niżej, bez trudu znajdziecie twarde połacie plastiku, których w aucie za taką cenę być nie powinno. Ale bądźmy szczerzy. Nie powinno ich być również w SUV-ach dwu lub trzykrotnie droższych od Tiguana, np. w Jaguar F-Pace, którego materiały nie odbiegają od tych volkswagenowskich.

SUV przede wszystkim powinien funkcjonalny. W tej dziedzinie Tiguan nie tylko w teorii, ale również w praktyce zdecydowanie jest prawdziwym samcem alfa.  Sporych rozmiarów auto wewnątrz oferuje bardzo wygodne fotele. I nawet z tyłu, gdzie z reguły podróżują głównie dzieci, wygodnie będzie trójce dorosłych. Miejsca starczy im nie tylko na wysokości kolan czy łokci, ale też nad głowami.

Pod tym względem Tiguan nie pozwala sobie na żadne niedociągnięcia. Przykład? Kształt foteli wyprofilowano tak, aby wygospodarować dodatkową wnękę z miejscem na stopy pasażerów podróżujących z tyłu. Kanapa jest oczywiście seryjnie przesuwana, a oparcia wyposażono w regulację kąta pochylenia. Po ich złożeniu otrzymujemy płaską podłogę. Poza znacznie większą gabarytowo Skodą Kodiaq, żaden inny SUV tej klasy nie oferuje tak ogromnego bagażnika jak Tiguan! Wraz z miejscem pod jego podwójną podłogą liczy imponujące 615 litrów!

Soft offroader
Pod maską testowanego egzemplarza pracował wysokoprężny silnik TDI o mocy 150 KM i maksymalnym momencie obrotowym 340 Nm. Zacznijmy od plusów. Jednostka ta liniowo nabierania mocy przy pszyspieszaniu, nic tu nie szarpie, ani nie wciska w fotel. Co ważne ten silnik ma też doskonałe wygłuszenie. Prawie nigdy dźwięk jaki wydaje, nie jest zbyt natarczywy dla pasażerów.

Mimo że w tym przypadku napęd dystrybuowany był za pośrednictwem preselekcyjnej skrzyni DSG i sprawnie rozdzielany na cztery koła, średnie zużycie paliwa na poziomie 6,3 l / 100 km, jakie uzyskałyśmy podczas całego testu, jest w pełni akceptowalne, a wręćz porzadane w codziennej eksploatacji. Tym bardziej, że Tiguan o masie 1600 kg nie jest lekkim samochodem. W tym momencie dochodzimy do najsłabszego ogniwa, jakim w przypadku prezentowanego Tiguana jest nieco za słaby silnik. Sto pięćdziesiąt koni wystarczy do osiągnięcia „setki” w czasie poniżej 10 sekund oraz podróżować z maksymalną prędkością 200 km/h. Ale to, co na papierze lub w katalogu wygląda lub brzmi nie najgorzej, w praktyce nie zawsze okazuje się wystarczająco satysfakcjonujące.

Krótko mówiąc Tiguan z tym silnikiem na pewno nie jest demonem prędkości, ale zakładając częste podróże z całą rodziną na pokładzie, 150 KM i 340 Nm w średnim zakresie obrotów w zupełności wystarczy.

Na drodze przewidywalne zachowanie sprężyście dostrojonego układu jezdnego Tiguana potrafi szybko wprawić w dobry nastrój zdecydowaną większość osób, która usiądzie za kierownicą. I znowu – w segmencie znajdziemy SUV-y „angażujące” kierowcę bardziej niż Tiguan, ale to on, w typowy dla VW sposób, zachowuje zdrowy kompromis między sportowym odczuciem z prowadzenia, a bliższym ciału i duszy komfortem. Czy zatem szukając dla siebie SUV-a idealnego od razu powinniście udać się do salonu Volkswagena i kupić motoryzacyjny odpowiednik samca alfa w postaci Tiguana? Na to pytanie trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale jedno jest pewne. Na pewno trudniej będzie znaleźć wam bardziej dopracowane, a jednocześnie droższe auto wśród bezpośredniej konkurencji.

Na TAK
– suma wszystkich małych plusów, które w równie prosty, jak genialny sposób czynią Tiguana (podobnie jak Golfa) „przewodnikiem stada”. W przypadku Tiguana niezwykle licznego stadka kompaktowych aut SUV;
– świetny układ jezdny;
– ergonomia;
– olbrzymi kufer.

Na NIE
– nieco za słaby silnik biorąc pod uwagę masę auta (dla wielbicieli sportowych doznań);
– drobne potknięcia skrzyni DSG w szybkim podejmowaniu decyzji;
– brak możliwości zamówienia adaptacyjnych amortyzatorów do słabszych wersji silnikowych;
– cena.

Konkurenci: Ford Kuga, Renault Kadjar, Seat Ateca, Mazda CX-5, Honda CR-V, Nissan Qashqai, Kia Sportage, Hyundai Tucson

Ceny:
Volkswagen Tiguan – 99 280 złotych
Volkswagen Tiguan 2,0 TDI Highline 4Motion DSG – 156 880 złotych
Testowany – około 200 tysięcy złotych

Dane techniczne Volkswagen Tiguan 2,0 TDI Highline 4Motion DSG

Silnik:

turbodiesel, R4,z przodu

Pojemność skokowa:

1968 cm3

Moc:

150 KM przy 3500-4000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

340 Nm przy 1750-3000 obr./min.

Skrzynia biegów:

Automatyczna DSG, 7 biegów

Prędkość maksymalna:

200 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

9,3 s

Długość/szerokość/wysokość:

4486/1839/1673 mm

Najnowsze

Nowa Kia Rio – polskie ceny

Czwarta odsłona Kii Rio trafi na dniach do polskich salonów. Przedstawiciel segmentu B o nadwoziu hatchback kusi atrakcyjną ceną i wyposażeniem, a koreański producent dorzuca do tego 7-letnią gwarancję. Zobaczcie, ile kosztuje nowy model?

Kia Rio to drugi najpopularniejszy model w gamie koreańskiego producenta. Tylko w zeszłym roku trafiło na rynek prawie 450 tysięcy egzemplarzy, co stanowi 15 proc. całkowitej sprzedaży. Mały hatchback cieszy się dużą popularnością nad Wisłą – po modelach Sportage i cee`d zajmuje trzecie miejsce w rankingu najchętniej kupowanych modeli marki Kia. 

Czwarta generacja Kia Rio jest dostępna już od 47 990 złotych. Tyle kosztuje bazowa wersja M z silnikiem benzynowym o pojemności 1,2 litra pod maską, który oferuje maksymalną moc 84 KM. Na liście standardowego wyposażenia znajdziemy m.in. klimatyzację manualną, radio, elektryczne szyby oraz lusterka, bluetooth z zestawem głośnomówiącym, system start-stop czy czujnik zmierzchu.

Wersja z silnikiem 1.4 o mocy 100 KM kosztuje od 50 990 zł, a wersja z automatyczną skrzynią biegów kosztuje 59 990 zł, ale występuje w wyższym pakiecie wyposażenia L.

Oprócz klimatyzacji oferuje światła dzienne LED do jazdy dziennej, automatyczną klimatyzację, automatyczne wycieraczki i 15-calowe alufelgi. Za najtańszego diesla (1.4 90 KM) zapłacimy 59 990 zł.

Na liście dodatkowego wyposażenia znajdziemy pakiet aktywnego wspomagania jazdy. W skład takiego zestawu wchodzi system automatycznego hamowania AEB, asystenta pasa ruchu LDWS, tempomat, ogranicznik prędkości oraz zegary Supervision.

Koreański hatchback jest pierwszym samochodem w klasie, który wyposażono w układ automatycznego hamowania awaryjnego z funkcją rozpoznawania pieszych.

Najnowsze