Nowy Mercedes klasy A – nareszcie ładny. Film.

Mercedes zaprezentował w Genewie trzecią generację A klasy. Samochód kompaktowy klasy premium z gwiazdą na masce nareszcie nie wygląda jak żaba z rozjechanymi nogami.

fot. Mercedes-Benz

Poprzednia A klasa urodą nie grzeszyła, przez co nie spotkała się z przesadnym entuzjazmem klienteli. Stylistykę nowej generacji od poprzednika dzielą lata świetlne. Auto może się po prostu podobać. Sylwetka wydaje się być proporcjonalna, a ciekawie poprowadzona linia boczna daje ciekawy efekt gry świata i cienia. Samochód mierzy 292 mm długości, 1780 mm szerokości i 1433 mm wysokości, co czyni go krótszym, szerszym i wyższym od rywala – BMW serii 1. Oczywiście, wiadomo, że dla skrajnych miłośników napędu na tył, nie będzie dyskusji – napędzana na przednią oś A klasa nie będzie w stanie odwrócić ich uwagi od kompaktu z Bawarii.

Jeśli chodzi o jednostki napędowe, każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Spośród silników benzynowych  do wyboru będziemy mieli czterocylindrowy doładowany motor o pojemności 1.6 litra i mocy 122 lub 156 KM oraz 2.0-litrowy doładowany silnik produkujący 211 KM. Miłośnicy diesli będą mogli dokonać wyboru między motorem CDI 1.8 litra o mocy 109 lub 136 KM, a doładowaną jednostką CDI o pojemności 2.2 litra produkującą 170 KM. Wszystkie te jednostki napędowe współpracować będą z sześciostopniową skrzynią manualną lub opcjonalną, 7-stopniową dwusprzęgłową przekładnią automatyczną DCT.

Ci, którzy narzekają na zbyt słabe silniki mogą spać spokojnie – w późniejszym czasie powstanie wersja AMG. Szacuje się, że pod maską pojawi się motor produkujący około 300 KM.

Nowy Mercedes klasy A już we wrześniu trafi do europejskich salonów. Niestety, na razie nie wiemy, ile trzeba będzie zapłacić za podstawową wersję.



Najnowsze

Tylko dla jednego wybrańca – Lamborghini Aventador J Speedster

Lamborghini bardzo dobrze wie, jak przysłonić blask konkurencji. Zdając sobie doskonale sprawę z tego, że Ferrari F12 Berlinetta będzie jednym z najbardziej interesujących pojazdów podczas salonu w Genewie, producent z bykiem w logo wytoczył broń ciężkiego kalibru...

Jedno jedyne takie Lamborghini z pewnością odwróci nieco uwagę ludzi zapatrzonych ślepo w Ferrari F12 Berlinettę…
fot. Lamborghini

Na zbliżającym się wielkimi krokami salonie w Genewie, Lamborghini zamierza zaprezentować światu speedstera zaprojektowanego na bazie Aventadora LP700-4 – model Aventador J. Nie było by w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że samochód powstanie w liczbie egzemplarzy równej 1. Słownie – jeden. A kiedy Lamborghini mówi, że powstanie tylko jeden samochód, to możemy być pewni, że tak właśnie się stanie – nie będzie więc żadnych prototypów, ani egzemplarzy muzealnych.

Co więcej, supersamochód w ręce szczęśliwego posiadacza trafi tuż po salonie genewskim. Wszystkim pozostałym klientom pozostaje się cieszyć „zwykłym” Aventadorem. A tym spragnionym wiatru we włosach polecamy wstrzemięźliwość – chodzą bowiem pogłoski o tym, że Włosi zamierzają uruchomić seryjną produkcję modelu w nadwoziu typu roadster.

Wróćmy jednak do Aventadora J Speedster. Z auta usunięto dach i przednią szybę, a w celu poprawy bezpieczeństwa, za siedzeniami dodano dwa pałąki ochronne z włókna węglowego. Zarówno wewnątrz samochodu jak i na zewnątrz pojawiło się sporo karbonowych elementów, dzięki którym obniżono masę własną pojazdu. Po wymontowaniu klimatyzacji i nawigacji supersamochód waży jedynie 1575 kiloramów. Silnik pozostaje ten sam, czyli 6.5-litrowe V12 o mocy 700 KM.

Oto prawdziwa perła kolekcjonerska! Człowiek, który stanie się posiadaczem tego samochodu, będzie prawdziwym szczęściarzem. Byle tylko nie zamknął go szczelnie w garażu na następne pół wieku…



Najnowsze

Domalowanie cyferek na tablicach pastą do zębów?

Były już specjalne spray'e, błoto, podgięte tablice. Ale dla kreatywnych kierowów nie ma ograniczeń. oto wycinek z najnowszych kartotek policyjnych: w Chińskiej Republice Ludowej drogówka zatrzymała właściciela Porsche, który zamalował tablice rejestracyjne swojego auta… pastą do zębów.

Co kierowca, to inny sposób na uniknięcie mandatu. Niektórzy, nie chcąc zostać sfotografowanym przez fotoradary, wymyślają przeróżne sposoby, aby nie dostać swojego portretu w samochodzie od Policji. Znamy już tzw. „naturalne” metody zakrywania tablic – śniegiem albo brudem. Istnieją też spraye, które rzekomo mają odbijać światło z lampy błyskowej. Ale mazanie pastą do zębów po tablicach rejestracyjnych? I to w Porsche? Takie rzeczy dzieją się chyba tylko w Chinach…

Pewien mężczyzna, właścicil Porsche Boxstera, miał już na swoim koncie połowę z dopuszczalnych w Cinach, dwunastu punktów karnych. Znając możliwości swoje i samochodu oraz wiedząc doskonale, że nie będzie w stanie jechać zgodnie z przepisami, postanowił zabezpieczyć się na przyszłość. Niewiele myśląc, za pomocą pasty do zębów, z cyfr jedynek na swojej tablicy zrobił siódemki. Szybko jednak spotkało się to ze zdziwieniem jednego z funkcjonariuszy, który zauważył, że te siódemki są „jakieś takie dziwne”.

Niestety, artystyczna inspiracja ze świeżą miętą w tle zakończyła się dla kierowcy mandatem w wysokości 349 dolarów i dodatkowymi sześcioma punktami, które spowodowały, że mężczyzna stracił prawo jazdy. Jak widać, drogie auto i tanie chwyty nie zawsze idą w parze.

Najnowsze

Badania potwierdzają – kobiety parkują lepiej. Film.

Panowie, czas odstawić na bok żarty o źle parkujących kobietach. Po pierwsze - przestają one już kogokolwiek śmieszyć, po drugie - właśnie dowiedziono, że panie parkują lepiej od panów.

fot. Motocaina

Brytyjczycy przeprowadzili sumienne badania pod kątem parkowania, zangażując przedstawicieli obu płci. Chociaż oceniając czas manewru wypadamy nieco słabiej niż panowie, to jednak bardziej prawdopodobne jest, że to właśnie mężczyzna zostawi swój samochód źle i bardziej niedbale zaparkowany.

Firma parkingowa NCP w Wielkiej Brytanii obserwowała 2,5 tysiąc kierowców na przestrzeni jednego miesiąca. Badania są jednymi z najbardziej wszechstronnych, jakie przeprowadzono na ten temat dotychczas. W ocenie brano pod uwagę wiele kryteriów, m.in. czas parkowania, czas poświęcony na szukanie wolnego miejsca, czy samą jakość parkowania.

W pierwszej kolejności zbadano umiejętności kierowców w odnajdywaniu wolnego miejsca na parkingu. Niecierpliwość wielu mężczyzn powodowała, że szybko krążyli w kółko, nie dostrzegając wolnych miejsc. Tymczasem kobiety, które jechały wolniej, łatwiej znajdowały miejsce, często podejmując się parkowania tam, gdzie inni kierowcy nawet by o tym nie pomyśleli. Jeśli chodzi o „czystość manewrów”, tutaj też kobiety wyszły nieco lepiej – 39 procent pań podręcznikowo wykonało manewr parkowania tyłem, podczas gdy sztuka ta udała się jedynie 28 procentom mężczyzn. Panowie – według tych badań – są za to lepsi w szybkości manerowania. Średni czas parkowania u mężczyzny wyniósł 16 sekund, u kobiety 21. Warto jednak zaznaczyć, że kobiety częściej parkowały w pierwszym dostępnym, niekoniecznie „najszczęśliwszym” miejscu (jako kobiety lubimy sobie czasem komplikować życie…), mężczyźni natomiast szli po linii najmniejszego oporu, wybierając sobie zazwyczaj takie miejsca, gdzie mogą wjechać „na raz”. Ostatecznie, po podsumowaniu punktów, kobietom przyznano ich 13.4, a mężczyznom 12.3. Z badań wynika również, że przeciętna kobieta na parkowanie poświęca w sumie 12 dni ze swojego życia. Mężczyźni przeznaczają na to o trzy doby mniej.

Neil Beeson, jeden z brytyjskich instruktorów jazdy tak zareagował na wyniki badań:
– To zaskakujące. Z mojego doświadczenia wynika, że to mężczyźni zawsze szybciej i lepiej się uczyli. Widocznie kobiety lepiej zapamiętały lekcje. Wyniki obalają w takim razie mit, że mężczyźni mają lepszą wyobraźnię przestrzenną od kobiet. Fakty nie kłamią.”

Badania zostały również skomentowane przez James’a May z Top Gear. Prezenter uważa, że parkowanie w wąskich miejscach między samochodami nie jest najlepszym pomysłem.
– Nie obchodzi mnie to, jakiej płci kierowca zaparkował samochód obok mojego. Po prostu nie chcę, żeby ktoś walił swoimi drzwiami po moim Porsche!

Co na to kierowca rajdowy i prezenterka, Vicki Butler-Henderson?
– Jestem bardzo zadowolona, że płeć piękna wyszła z tych badań z twarzą. Wyniki zdają się potwierdzać moje doświadczenia. Rzeczywiście – kobietom dłużej zajmuje manewr parkowania. Najzabawniejsze jest to, że znam sporo pań, które wygrywają wyścigi, ale już z zaparkowaniem rajdówki w parku serwisowym niejednokrotnie mają nie lada problem.

Autorka od siebie doda tylko tyle, że dwie godziny temu była świadkiem wyciągania Passata B5 z krzaków, którego właścicielem jest… mężczyzna. Dlaczego samochód wylądował w rowie? Cóż, właściciel zostawił go zaparkowanego na noc tylko na hamulcu ręcznym. Nie działającym zresztą, o czym bardzo dobrze wiedział. Efekty poniżej.



fot. Anna Grzesik
Chwila nieuwagi czasem kosztuje wiele…
fot. Anna Grzesik

Najnowsze

Bullit – najmocniejszy i najdroższy Mercedes Brabus

Znany tuner Mercedesów szykuje się na salon samochodowy w Genewie na niesamowitą premierę. W rękawie ma całkiem mocnego asa - to zbudowany na bazie C klasy Brabus Bullit Coupe - według firmy najmocniejsza C klasa na świecie.

 

Możliwości Bullit Coupe są, jak każdego samochodu od Brabusa, nadzwyczajne i imponujące, pytanie ile kierowców będzie umiało je wykorzystać w 100%?
fot. Brabus

 

Oprócz tego, że auto jest najmocniejsze, to i najdroższe. 450 tysięcy euro za tego potwora to już nie są żarty. Ale samochód sam w sobie jest chyba jeszcze bardziej imponujący, niż jego cena…

Specjaliści z Brabusa pod maską zamontowali podwójnie doładowaną 5.5-litrową jednostkę V12 z S-klasy, rozwiercając ją do pojemności 6.3 litra. Wymienili też obie turbosprężarki. Moc wyjściowa tego samochodu i moment obrotowy są trudne nawet do wyobrażenia – 800 KM i 1420 Nm – takie dane w katalogu firmy wyglądają niczym wartości z kosmosu przesłane przez Marsjan.

Ludzie z Brabusa, gdy uświadomili sobie, jakie monstrum stworzyli, stanęli przy samochodzie, podrapali się po głowie i stwierdzili jednogłośnie – tak być nie może. Żeby skrzynia nie rozpadła się z drobny mak, a auto nie mieliło oponami w miejscu, zamiast ruszyć, ograniczono moment obrotowy do „jedynych” 1100 niutonometrów.

 

Efekt? 3.7 sekundy do setki, 9.8 sekundy do 200 km/h i prędkość maksymalna po zdjęciu ogranicznika wynosząca 370 km/h. Czy do takiego samochodu nie powinno się przypadkiem dodawać osobnej instrukcji obsługi i  lekcji doskonalenia jazdy?

Najnowsze