Nowe Audi A8 debiutuje w filmie „Spider-Man: powrót do domu”

Nowe Audi A8, jeszcze przed oficjalną premierą światową, pojawi się na srebrnym ekranie. Flagowy model koncernu z Ingolstadt wystąpi gościnnie w kinowym hicie wytwórni Marvel, „Spider-Man: powrót do domu.”

Fani tej filmowej serii będą pierwszymi, którzy na własne oczy zobaczą nowego, luksusowego sedana podczas premiery filmu 28 czerwca w Los Angeles.

Tom Holland, grający w filmie Petera Parkera, jest wożony nowym Audi A8 L przez Happy Hogana (Jon Favreau). Filmowe ujęcia z udziałem samochodu ukazują stylistykę przodu i boków tej luksusowej limuzyny. Oprócz tego, widzowie będą mogli zobaczyć na ekranie jak funkcjonują innowacyjne rozwiązania spod znaku czterech pierścieni, np. autonomiczne prowadzenie auta w korku. W jednej ze scen, prowadzący Audi A8 L Happy zdejmuje ręce z kierownicy, a samochód, niczym za sprawą magii, sam zaczyna skręcać. Audi A8 przejmuje zadanie prowadzenia wtedy, gdy włączony jest system Audi AI Staupilot (pilot jazdy w korkach).

Obok nowego Audi A8, w „Spider-Manie” pojawią się dwa inne samochody spod znaku czterech pierścieni. Ekranowy bohater Tony Stark pozostaje wierny swemu Audi R8 V10 Spyder, a sam Peter Parker prowadzi Audi TTS Roadster. Nowe Audi A8 zostanie oficjalnie zaprezentowane publiczności podczas Audi Summit w Barcelonie 11 lipca, natomiast polska premiera filmu „Spider-Man: powrót do domu” zaplanowana jest na 14 lipca.

Najnowsze

Goodc

Plusy i minusy podróżowania motocyklem typu naked. Test Yamahy MT-07

W powszechnej opinii motocykl typu naked to same niedogodności w podróży. Miałam jednak okazję się przekonać, że podróżowanie lekkim i poręcznym motocyklem ma wiele plusów.

Kręte drogi Chorwacji były moim marzeniem od dawna, jednak stan mojego operowanego barku nie pozwalał mi wcześniej na taki wyczyn. Postanowiłam podjąć próbę jego realizacji pod koniec maja tego roku. Termin nie był przypadkowy – w czerwcu temperatury i ceny w Chorwacji jeszcze nie szokują.

Trasę opracowałam sobie przed sezonem i początkowo miałam tam pojechać swoim, 10-letnim motocyklem Kawasaki ER-6n. Gdy jednak zaczęłam opowiadać o swoich planach, otrzymałam propozycję od Motorland, dealera Yamahy z Wrocławia, by wybrać się w tą podróż nowym motocyklem – białą Yamahą MT-07. Miałam już okazję odwiedzić Bieszczady na mniejszym MT-03 z pełną satysfakcją, więc nie zastanawiałam się długo i z radością przyjęłam propozycję. Czytelnicy mojego bloga (www.pamietnik-motocyklistki.pl) nie do końca podzielali mój zapał – pojawiły się opinie, że naked to żadna wygoda i że kompletnie nie nadaje się do podróżowania. No nic, pozostało mi tylko to sprawdzić…

Pierwszy problem pojawił się przy pakowaniu, bo dotarło do mnie, że motocykl nie będzie miał kufrów, a na wyjazd 10-dniowy pod namiotem nieco rzeczy chciałabym zabrać. Okazało się jednak, że obecnie nie jest to wcale żaden problem, bo na rynku jest szeroki wybór uniwersalnych sakw do przymocowania na dowolny motocykl.

{{ tn(14429) left }}Dzięki współpracy z Inter Motors otrzymałam właśnie taki zestaw: dużą wodoodporną torbę Oxford RT60 oraz dwie boczne sakwy X50, co dało razem, aż 110 litrów! Początkowo wydawało mi się to bardzo dużo, ale pakując wszystkie potrzebne rzeczy – wyszło optymalnie, z odrobiną luzu na zakupy po drodze. Torby uniwersalne mocuje się szerokimi rzepami nad i pod tylną kanapą oraz systemem regulowanych pasków pomiędzy poszczególnymi torbami, by uzyskać pełną stabilizację. Luźne części pasków chowa się pod gumowe szlufki, żeby nic w czasie jazdy nie fruwało. Początkowo zajmowało nam trochę czasu to całe mocowanie, ale po każdym dniu biwaku dochodziliśmy do takiej perfekcji, że na mocowanie całego zestawu (przez dwie osoby) spędzaliśmy jedynie kilka minut. Dodatkowo za każdym razem używaliśmy do tego mniejszej ilości pasków – po prostu lepiej je rozmieszczając.

{{ tn(14434) left }}Miałam lekkie obawy, jak się będzie prowadził motocykl z takim bagażem z tyłu. Ruszyliśmy w trasę i… maksymalne zaskoczenie! Czy ja właściwie wiozę jakiś bagaż? Kompletnie go nie czułam, nawet, gdy wiał silniejszy wiatr w Kotlinie Kłodzkiej. Myślę, że sekret tkwi rozłożeniu wagi motocykla, niskim środku ciężkości, bo już nawet podnosząc go ze stopki, można poczuć jego lekkość górą. Dodatkowy bagaż wcale nie zmienił tego wrażenia. W czasie wyjazdu miałam sytuacje, gdy musiałam motocykl przestawić na małej przestrzeni, wycofać, stanąć na wzniesieniu, jechać po szutrze, zatrzymać się na nierównym terenie – czyli wszystko to, co z ciężkim motocyklem i dodatkowo bagażem – mogłoby mi sprawić kłopot. Poradziłam sobie z tymi sytuacjami, mimo początkowej paniki, że zaraz będę leżeć! To jest główna zaleta podróżowania motocyklem typu naked.

{{ tn(14431) left }}Kolejna to pokonywanie zakrętów i przyśpieszenie, które wykorzystywałam głównie przy wyprzedzaniu (bo na krętych odcinkach niewiele jest na to miejsca). W czasie planowania wyjazdu praktycznie całkowicie zrezygnowałam z prostych odcinków dróg, stanowiły one może 15% trasy (kawałek w Czechach i nieco więcej przy przejeździe przez Słowację). Nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, że np. 380 km dziennie po zakrętach – to spory wysiłek. Trasa wymagająca większej ilości przerw i zajmująca sporo czasu. Najwięcej jednak w Chorwacji, gdzie jazda łączyła się z przepięknymi widokami, które staraliśmy się ogarnąć wzrokiem i czasem aparatem – a to nie sprzyjało szybkiemu pokonywaniu kolejnych kilometrów. Podczas tej trasy motocykl mi jedynie pomagał: szeroka kierownica, wyprostowana pozycja i ta zwinność z jaką składa się w zakręty. Nic nie zakłócało mojej frajdy z tej podróży.

Do tej pory nie miałam okazji podróżować tak długo, więc już pod koniec pierwszego dnia moje pośladki „wołały” o litość, potem zaczęły mnie pobolewać łydki i kolana z długotrwałej, jednostajnej pozycji. Miałam ze sobą żelową nakładkę na siedzenie i początkowo wydawało mi się to świetnym rozwiązaniem. Jednak po dwóch dniach w upale wkładka zaczęła mnie odparzać przez motocyklowe spodnie. Zrezygnowałam z niej i o dziwo, już chyba mój organizm się przystosował do jazdy. Gdy ból zaczynał doskwierać to robiliśmy przerwy, choćby na kilka minut, ale z czasem robiliśmy je coraz rzadziej. Zdecydowanie pomagało mi przesuwanie pośladków do tyłu, na najszerszą część sercowatego kształtu kanapy Yamahy, gdzie wygoda była największa.

Najczęściej jednak słyszałam, że nakedem po prostu nie da się szybko jeździć. Tu dochodzimy do punktu, w którym szybka jazda nie jest czymś zdefiniowanym. Bo jeżeli to 120km/h – to do tej prędkości bez szybki da się jechać bez problemu. Jeżeli jedziemy szybciej to faktycznie opór powietrza jest spory, co odczuwa najmocniej szyja i barki. Ale kto broni, żeby do nakeda dołożyć szybkę? Wszystko też zależy od profilu wycieczki, bo tak jak wspominałam wcześniej – mój wyjazd był głównie kręty i tam nie było miejsca na takie prędkości, a za to było miejsce na lekkość i zwinność nakeda. Najtrudniejszy zakręt, jaki miała okazję pokonać miał szerokość ścieżki rowerowej, 180 stopni (na ciasnej powierzchni), przy czym zaczynał się płasko, a w połowie zakrętu zamieniał się w pionowy podjazd. Zbladłam na ten widok, ale zredukowałam do dwójki, złożyłam się i bez problemu go przejechałam.

Podsumowując – dla mnie, jako kobiety i jednocześnie osoby po wypadku – lekkość i zwinność motocykla typu naked była największą zaletą w podróży. Na szczególne wyróżnienie zasługuje spalanie MT-07, z którego średnia mojego wyjazdu wyniosła 3,9 litra! Bardzo się cieszę, że miałam okazję przejechać 3000 km Yamahą MT-07, by się przekonać, że nie taki diabeł straszny i obalić nieco mitów na temat podróżowania nakedem.

Najnowsze

Jakie wnętrza aut lubią polscy kierowcy?

Badanie opinii społecznej nt. wnętrz samochodów pokazało, że Polacy są bardzo praktyczni. Jakie lubią kolory w środku samochodu?

Po pierwsze większość preferuje ciemne wnętrza (60%), po drugie najważniejsze jest poczucie komfortu (61%) i bezpieczeństwa (56%). Wygoda użytkowania i praktyczność ma bardzo duże znaczenie przy wyborze samochodu dla blisko 8 na 10 badanych, a najważniejszym aspektem wnętrza auta dla Polaków okazała się ergonomia. Trochę inaczej sytuacja wygląda w przypadku użytkowników SUV-ów (którzy zakupili swoje auto jako nowe w ciągu ostatnich dwóch lat) lub osób zainteresowanych kupnem takiego auta. Dla nich cechy związane z wyglądem wnętrza są równie ważne jak elementy zapewniające komfort.

Oczekiwania wobec wnętrza nowego samochodu
Poza komfortem i poczuciem bezpieczeństwa dla użytkowników samochodów w Polsce istotna jest nowoczesność auta, tzn. wyposażenie w nowości technologiczne. To wymaganie stawiane przez co trzecią osobę. Dla niewiele mniejszej grupy (29%) ważne jest, aby wnętrze było proste i bez zbędnych dodatków. 1/5 respondentów wskazuje na stylowość i elegancję jako jedną z trzech najważniejszych cech określających ich oczekiwania. A na co statystycznie częściej od innych wskazywali właściciele SUV-ów lub osoby rozważające taki zakup? Ich zdaniem istotne jest, aby wnętrze było prestiżowe i luksusowe oraz przyjemne i miłe, gdzie ważnym elementem tworzenia tej atmosfery będzie odpowiednie oświetlenie.

Znaczenie poszczególnych cech przy wyborze auta
Przy wyborze samochodu dla blisko 80% badanych duże znaczenie ma wygoda użytkowania (wszystko w zasięgu rąk/wzroku, funkcjonalność) oraz praktyczne wnętrze (duży bagażnik, schowki). Dla dwóch trzecich respondentów istotna jest przestronność i staranne wykończenie. Co ciekawe, osoby postrzegające siebie jako optymistów, częściej stwierdzały, że ich wymarzone auto powinno być przyjazne rodzinie i wyposażone w najnowsze technologie, a także cechować się stylowym wnętrzem. Czy ulubiony styl wnętrz domowych może znaleźć odzwierciedlenie w wyborze wnętrza samochodu? W pewnym sensie. Osoby preferujące industrialny styl wyposażenia wnętrz częściej od innych wskazują na nowoczesny design jako istotną cechę wnętrza auta.

Funkcje multimedialne
Jeśli chodzi o wyposażenie auta w nowoczesne multimedia, użytkownicy samochodów najczęściej chcieliby mieć w nowym aucie: inteligentną nawigację, ekran dotykowy, aplikacje ułatwiające jazdę czy pełną integrację ze smartfonem. Są to dla nich istotniejsze funkcje niż dostęp do tradycyjnych urządzeń takich jak radio czy odtwarzacz płyt CD. Szczególnie jest to widoczne wśród osób, które jeżdżą obecnie autem zakupionym jako nowe. Jedynie 25% z nich zadeklarowało chęć korzystania z tych urządzeń w kolejnym, nowym samochodzie. Ponad połowa badanych Polaków chciałaby korzystać z pełnej integracji ze smartfonem oraz korzystać z poczty e-mail i komunikatorów za pomocą urządzeń zamontowanych w samochodzie.

Najważniejsze aspekty wnętrza auta
Zdecydowanie najważniejszą cechą wnętrza auta jest ergonomia – w przypadku 42% badanych jest to pierwsza cecha w hierarchii potrzeb. Wnętrze samochodu powinno być również przyjazne dla użytkownika: ankietowani cenią sobie czytelne wyświetlacze, łatwe w obsłudze urządzenia oraz wielofunkcyjność kierownicy. Możliwość składania foteli jest istotna dla 27% badanych, a możliwość aranżacji układu wnętrza dla 8%. Osoby rozważające zakup SUV-a zwracają częściej uwagę na wygląd wnętrza oraz wyposażenie w nowoczesne technologie, w tym – wyświetlacz typu head-up display.

Wnętrza domowe a kolorystyka wnętrza auta
Okazuje się, że zamiłowanie do stylu skandynawskiego łączy się z większą otwartością na jasną kolorystykę wnętrz samochodów – wybrała ją blisko połowa miłośników tego stylu. Szczególnie przywiązani do ciemnych wnętrz są natomiast wielbiciele stylu ZEN. W przypadku osób, których ulubionym stylem wnętrz jest klasyczny, głosy rozkładają się podobnie jak w całej populacji, tzn. 60% preferuje ciemne wnętrza samochodu, a 40% jasne.

Badanie preferencji Polaków w kwestii wnętrz samochodów osobowych odbyło sie na zlecenie Kantar TNS dla Renault Polska w ramach projektu RENAULT. PASSION FOR DESIGN & INNOVATION, maj-czerwiec 2017, ogólnopolska reprezentatywna grupa Polaków (użytkowników samochodów osobowych) w wieku 18+; N=1300.

Najnowsze

Polacy chętnie ładowaliby swoje auto w domu

83 proc. polskich kierowców, jak wynika z badań Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA), najchętniej ładowałoby samochody elektryczne we własnych domach. Dokładnie tak, jak robią to właściciele e-pojazdów w Europie.

Poddany pod konsultacje społeczne projekt „Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych” przewiduje, że opracowanie konkretnych planów lokalizacji punktów ładowania samochodów elektrycznych leżeć będzie w gestii różnych podmiotów: operatorów systemów dystrybucyjnych (OSD), władz gmin czy instytucji rządowych (np. GDDKiA). Jednocześnie narzuca z góry określoną liczbę punktów ładowania, które mają zostać oddane do użytku do 2020 r. (np. w Warszawie ma ich powstać 1000). W opinii PSPA, tak samo ważne jak liczba stacji i termin ich oddania jest to, gdzie będą one zlokalizowane. Od tego bowiem zależeć będzie ich popularność. Niestety, tym ministerialny projekt już się tak szczegółowo nie zajmuje.

– Brak wytycznych w zakresie konkretnych lokalizacji może prowadzić do błędnych decyzji inwestycyjnych i marnotrawstwa pieniędzy publicznych. Interesy poszczególnych podmiotów zaangażowanych w proces nie muszą się bowiem pokrywać. Czym innym kierować się będzie operator systemu dystrybucyjnego, czym innym gmina, a jeszcze inaczej podchodzić do tej kwestii będzie prywatny inwestor. Dlatego naszym zdaniem warto sięgnąć do rozwiązań sprawdzonych i doprecyzować priorytety lokalizacyjne dotyczące rozwoju infrastruktury ładowania – mówi Maciej Mazur z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

PSPA wskazuje w tym zakresie na doświadczenia lidera elektromobilności w Europie, Holandię, po której porusza się dzisiaj blisko 120 tys. pojazdów elektrycznych. Tam rozwój rynku odbywał się przy aktywnym wsparciu państwa, tak w zakresie wdrożonych mechanizmów finansowych, jak i regulacyjnych. Przyjęty model rozwoju zakładał jednak, że państwo interweniuje tylko tam, gdzie jest to niezbędne, pozostawiając resztę rynkowi.

– Władze holenderskie przyjęły model budowy infrastruktury opierający się na zasadzie, że to popyt wyznacza lokalizacje punktów ładowania. W efekcie określono drzewo potrzeb, tzw. charging tree, w którym największe znaczenie zyskały punkty ładowania w miejscu zamieszkania lub pracy. Dopiero po nich uplasowały się publicznie dostępne miejsca ładowania, m.in. na parkingach, stacjach paliw, specjalnych strefach czy centrach handlowych. – mówi Maciej Mazur z PSPA. – Obecnie w Holandii działa ok. 27 tys. publicznie dostępnych punktów ładowania, z czego nieco ponad 600 to punkty tzw. szybkiego ładowania (powyżej 50 kWh). Większość z nich jest przy tym inwestycją prywatną.

Przekładając te doświadczenia na grunt polski, PSPA wskazuje, że dla prawidłowego rozwoju rynku państwo powinno poznać faktyczne preferencje kierowców i priorytetowo traktować powstawanie trzech rodzajów punktów: publicznie dostępnych stacji ładowania w miejscach, gdzie niemożliwe jest skorzystanie z domowego gniazdka (osiedla mieszkaniowe, budynki wielorodzinne), ogólnodostępnych punktów w aglomeracjach (biurowce, parkingi, stacje paliw, strefy ładowania) oraz punktów szybkiego ładowania zlokalizowanych w pobliżu głównych arterii komunikacyjnych i tras przelotowych.

– To wynika również z badania Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych, funkcjonującego przy PSPA. Kierowcy, którzy rozważają w przyszłości zakup pojazdu elektrycznego, w zdecydowanej większości (83 proc.) są zdania, że najchętniej ładowaliby go w nocy we własnym domu, np. na parkingu przed blokiem lub w garażu podziemnym. Pozostawianie auta poza domem lub takie organizowanie sobie dnia, żeby wygospodarować np. godzinę tylko na ładowanie w centrum miasta, uważają za dysfunkcjonalne (78 proc.) –  mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia. – Zapewnienie możliwości ładowania pojazdów w budynkach wielorodzinnych jest kluczowe, bo w przeciwnym razie korzystanie z aut elektrycznych będzie przywilejem wyłącznie zamożnych, posiadających własną posesję czy garaż.

PSPA zaznacza, że w projekcie ustawy przewidziano, że nowo budowane stanowiska postojowe przy budynkach wielorodzinnych i budynkach użyteczności publicznej powinny przewidywać możliwość utworzenia punktów ładowania (moc przyłączeniowa), ale wydaje się to niewystarczające. Brak jest konkretów i jakiegokolwiek odniesienia do istniejących już osiedli. Co więcej, nawet w tym ograniczonym wypadku, swoje zastrzeżenia zgłosiło Ministerstwo Budownictwa i Transportu.

– W tym przypadku konieczne wydaje się też opracowanie takiego modelu wsparcia, w którym cena energii będzie zachęcać do korzystania z tej infrastruktury, np. w ramach wyraźnie niższej stawki taryfowej w tzw. dolinie nocnej. Odpowiada to preferencjom Polaków (79 proc.), którzy właśnie w nocy najchętniej podłączaliby swoje pojazdy do gniazdek  – dodaje Maciej Mazur.

PSPA wskazuje, że równie istotne będą ogólnodostępne punkty ładowania w aglomeracjach, gdzie użytkownicy będą mogli pozostawiać swoje pojazdy na określony czas, ale w sposób szczególny administracja powinna zainteresować się punktami szybkiego ładowania w pobliżu głównych arterii komunikacyjnych i tras przelotowych.

– Powód jest prosty. Są one kosztowne i w chwili obecnej mało opłacalne, ale jednocześnie niezbędne by umożliwić sprawną podróż na dalsze odległości – mówi Maciej Mazur z PSPA. – Przy czym dodatkowym elementem, który powinien być uwzględniony jest interoperacyjność tych punktów, czyli wdrożenie standardu, w którym jedna karta wystarcza do skorzystania z infrastruktury obsługiwanej przez różnych operatorów.

Zdaniem PSPA, Polska droga do elektromobilności wiedzie przez trzy wskazane kategorie punktów ładowania. Są to kluczowe czynniki infrastrukturalne, które przyczynią się do poważniejszego rozważenia zakupu samochodu elektrycznego przez przyszłych użytkowników, co wynika z badań Stowarzyszenia i doświadczeń międzynarodowych. Pozostałe lokalizacje mogą być przedmiotem zwykłej gry rynkowej, bowiem to np. od galerii handlowych zależeć będzie, czy będą chciały zaoferować taką usługę i przyciągnąć tym samym potencjalnych klientów.

Najnowsze

Ewa Pikosz podczas zawodów motocrossowych w Głogowie

W pierwszy weekend czerwca, na torze motocrossowym Górków w Głogowie, odbyła się III runda Mistrzostw Strefy Polski Zachodniej. W sumie w rywalizacji wzięło udział 195 zawodników i zawodniczek.

Oto jak swój start wspomina Ewa Pikosz.

„Treningowo postanowiłam wystartować. Mimo sobotniego upału zawody przyciągnęły licznych kibiców, którzy mogli oglądać zmagania prawie 80 riderów z zorganizowanego tuż przy torze punktu widokowego. Miejsce pozwalało nie tylko oglądać poszczególne wyścigi, ale również odpocząć w cieniu parasoli i wzmocnić się grillowanym posiłkiem. Cieszy fakt, iż organizator uwzględnia takie kwestie jak odpowiednie zaplecze nie tylko dla zawodników, ale również dla kibiców oraz rodzin, które przyjeżdżają jako wsparcie. Duży plus! O warunki na torze również dbano z należytą uwagą. Trasa regularnie polewana pozwalała na pełną rywalizację bez konieczności wdychania tumanów kurzu.

Tor inny niż pozostałe co powinno przyciągnąć zawodników, a niestety zanotowano najmniejszą frekwencję niż na dotychczasowych rundach MX. Czy przyczyną było nasycenie weekendu imprezami, czy też piękna słoneczna pogoda, która skusiła wyjazdem nad morze nie potrafię niestety odpowiedzieć.
Z mojej perspektywy pierwszy raz spotkałam się z taką ilością zeskoków w dół. Było to dla mnie coś nowego. Nowe doświadczenia, które z pewnością zaowocują nie raz podczas innych zawodów. Cieszy mnie również fakt, iż można spotkać osoby, które pojawiają się regularnie na zawodach motocrossowych, a z którymi zawsze miło pogawędzić”.

Najnowsze