Najlepsze czołgi świata

Na wielu forach amatorzy militariów toczą spory o to, który z czołgów jest najlepszy.  My proponujemy podobny ranking - Top 10 czołgów świata.

Czołgi zazwyczaj ocenia się na podstawie: siły ognia, opancerzenia oraz mobilności (czy jak powiadają absolwentki WAT ruchliwości ;-). Kompletny czołg to taki, który posiada wymienione trzy cechy w równowadze. Nie jest korzystne, jeśli jedna z tych cech wyraźnie dominowała nad resztą np. bardzo silne opancerzenie przy słabej sile ognia itd.

Poniżej proponujemy zapoznanie się z jednym z przykładowych rankingów, które przytaczane są w mediach militarnych:

  1. Leopard 2A6 (Niemcy)
  2. Challenger 2 (Wielka Brytania)
  3. M1A2 Abrams (USA)
  4. K2Black Puma (Korea Płd.)
  5. Merkava Mark IV (Izrael)
  6. K1A1 Typ 88 (Korea Płd.)
  7. Typ 90 (Japonia)
  8. Leclerc (Francja)
  9. Typ 99 G (Chiny)
  10. T-90S (Rosja)

Zdaniem Motocainy powyższy ranking (zobacz poniższy film nr 1) faworyzuje czołgi ciężkie o silnym opancerzeniu, za to o mniejszej ruchliwości i niewielkim zasięgu oraz lekceważy asortyment amunicji oraz automat ładowania na rzecz dodatkowego członka załogi w postaci ładowniczego.

Proponujemy więc następującą klasyfikację:

    1. K2Black Puma (Korea Płd.)
    2. Leclerc (Francja)
    3. Leopard 2A6 (Niemcy)
    4. Merkava Mark IV (Izrael)
    5. T-90S (Rosja)
    6. Challenger 2 (Wielka Brytania)
    7. M1A2 Abrams (USA)
    8. Typ 90 (Japonia)
    9. K1A1 Typ 88 (Korea Płd.)
    10. Typ 99 G (Chiny)

      Zapraszamy do wypowiedzi i opinii, które być może zmienią ten porządek i doprowadzą do ułożenia „perfekcyjnej” dziesiątki. Zachęcamy do wyrażania własnego zdania na naszym forum, oraz pisania maili na adres opinie@motocaina.pl

      Poniżej porównanie (szkoda, że nie bezpośrednie) Leoparda 2A6 oraz T90.

      Najnowsze

      Koronacja i kraksa Karoliny

      Podwójna runda Wyścigowych Samochodowych Mistrzostw Polski na nowym torze w kalendarzu, Pannonia-Ringu na Węgrzech, przyniosła zmienne szczęście Karolinie Lampel-Czapce. Piątkowe kwalifikacje zakończyły się jej sukcesem, bo okazała się najszybsza w stawce Grand Prix Polski, pokonując Macieja Stańcę w Ferrari.

      Wynik Karoliny oznaczał drugie pole startowe – za 600-konnym Corvette C5-R Aleksandra Talkanicy juniora.

      W sobotę od rana padał deszcz. Megane źle się prowadziło i Karolina dojechała do mety na siódmym miejscu w generalce, drugim w Grand Prix Polski. Ustronianka piąty raz w tym sezonie sięgnęła po komplet punktów w klasie, co zapewniło jej tytuł Mistrza Polski na trzy wyścigi przed końcem serialu. Wyścig wygrał Norbert Michelisz, którego SEAT Leon Supercopa wyprzedził Ferrari Macieja Stańcy.

      fot. Karolina Autosport

      Następnego dnia na Pannonia-Ringu było znowu sucho. Kierowców długo przytrzymano na starcie i silnik Megane niemal się zagotował. Wystąpiły kłopoty z biegami. Karolina wolno ruszyła z miejsca i została uderzona z tyłu przez węgierską Alfę. Po kraksie, pół godziny sprzątano tor. Wyścig rozpoczął się za Safety Carem. Zwycięstwo przypadło Maciejowi Stańcy, który tym samym zdobył Grand Prix Polski w sezonie 2009.

      – Cieszę się z mojego siódmego tytułu Mistrza Polski, ale myślałam, że wyjazd na Węgry okaże się bardziej szczęśliwy. W sobotę załamała się pogoda, zaczęło padać i warunki na torze uległy zmianie. Ponieważ byliśmy tam pierwszy raz, nie wiedzieliśmy jak ustawić samochód – brakowało nam podstawowych informacji. W czasówce byłam druga za Corvette, ale na wyścig założyliśmy nieodpowiednie opony, dobre na wysychającą nawierzchnię, a nie na mokro i kałuże. Samochód w ogóle się nie prowadził, jednak dojechałam do mety i zapewniłam sobie tytuł – mówi Motocainie Karolina.

      – W niedzielę znowu mieliśmy zmianę pogody, tym razem było sucho. Na okrążeniu najazdowym do startu, prowadzący Norbert Michelisz jechał za szybko, grubo powyżej regulaminowego limitu 90 km/godz. Uciekł wszystkim, stawka się rozciągnęła i ponad 3 minuty czekaliśmy na start, bo na dodatek z tyłu kierowcy źle się ustawili. Z powodu tak długiego oczekiwania temperatura silnika podskoczyła do 104 stopni i zaczęły się problemy. Na starcie samochód trzy razy zgasł, nie weszła jedynka. Powoli zaczęłam się  toczyć i z tyłu dostałam strzał. Csaba Gaspar wjechał mi na dach Alfą 156. Na szczęście mnie nic się nie stało, ale uszkodzenia Megane są poważne. Połamała się plastikowa karoseria, zniszczeniu uległo zawieszenie z prawej strony, tylny wahacz. Mam nadzieję, że odbudujemy samochód na Poznań. Wszystko zależy od dostępności części. Odczuwam duży niedosyt po tych zawodach, bo wszystko skończyło się niefajnie. Ale ogólnie tor jest bardzo ładny, a węgierscy organizatorzy to mili, przyjaźni ludzie – uważa zawodniczka.

      Punktacja Grand Prix Polski
      1. Maciej Stańco 76
      2. Robert Lukas 53
      3. Karolina Lampel-Czapka 38

      Dywizja 4-3500
      1. Karolina Lampel Czapka 64
      2. Michał Słomian 34
      3. Adam Gładysz 32

      Wyścigowy Super Puchar
      1. Maciej Stańco 84
      2. Karolina Lampel-Czapka 76
      3. Robert Lukas 68

      Najnowsze

      Samodzielna zmiana koła

      Czujesz, że coś się dzieje z oponą. Stajesz na poboczu, bacznym okiem spoglądasz na ogumienie i wszystko staje się jasne: kapeć! Wokół żywej duszy, zatem czas podciągnąć rękawy i do dzieła! Tylko spokojnie, nie taki diabeł straszny.

      Przy wyjmowaniu koła przydatne będę rękawiczki ochronne. Wbrew pozorom koło nie jest aż tak ciężkie jak się wydaje.
      Fot. E. Milcar

      Praktycznie każdy samochód – nie licząc wyjątków wyposażonych w zestawy naprawcze, czy też opony typu runflat (na których można dojechać do najbliższego serwisu wulkanizacyjnego) – jest wyposażony w koło zapasowe. Może ono być albo pełnowymiarowe albo tzw. dojazdowe, czyli przeważnie węższe, dostosowane do niższych prędkości i z naszego punktu widzenia – lepsze, bo lżejsze.  

      Ważna wskazówka: należy sprawdzać od czasu do czasu – np. raz w miesiącu – czy w kole zapasowym jest odpowiednie ciśnienie, by nie stanąć przed faktem, że kapcia chcemy zastąpić kapciem.

      Co robić, by zmienić koło?
      Przede wszystkim należy przestrzegać środków ostrożności. Samochód powinien stać na możliwie twardym i poziomym podłożu. Trzeba wyłączyć zapłon, a następnie włączyć światła awaryjne i zaciągnąć dźwignię hamulca ręcznego. W samochodzie wyposażonym w mechaniczną skrzynię przekładniową należy włączyć 1 bieg lub wsteczny, zaś w samochodzie z automatyczną przekładnią ustawić dźwignię wyboru biegów w pozycji „P”. Przy założeniu, że rzecz dzieje się na poboczu drogi publicznej należy ustawić trójkąt ostrzegawczy w sporej odelgłości od auta, tak by inne pojazdy miały szansę nas bezpiecznie wyminąć lub odpowiednio wcześnie zahamować.

      Uwaga: nie wolno wchodzić pod pojazd uniesiony tylko za pomocą podnośnika z wyposażenia samochodu. Nie należy też podnosić samochodu stojącego na pochylonym podłożu. Gdy już auto zostanie podniesione nie powinno się uruchamiać silnika.
      Zestaw narzędzi niezbędnych przy wymianie koła
      Fot. E. Milcar

      Przyszykuj teren i narzędzia
      Za pomocą klinów lub innych twardych przedmiotów (kamień, cegła itp.) dobrze jest zablokować koło pojazdu umieszczone po przeciwnej stronie względem wymienianego koła. Kolejną czynnością jest przygotowanie właściwych narzędzi (z reguły wszystkie można znaleźć w bagażniku auta) : klucza do kół, podnośnika (lewarka) oraz śrubokrętu. 

      Najtrudniejsze przed nami – teraz wyjmujemy koło zapasowe, co ze względu na ciężar obręczy może wymagać od nas zaangażowania sporej siły. Warto założyć do tego celu rękawiczki, choćby malarskie, czy ogrodnicze, które wystarczająco ochronią nasze dłonie przy tej czynności (przydadzą się także do odkręcania korków zbiornika płynu do spryskiwaczy, czy oleju silnikowego; obie czynności powinny należeć do najczęściej wykonywanych przez użytkowniczkę auta).

       

       

       

       

       

       

       

      Zdejmujemy kołpak
      Fot. E. Milcar

      Do dzieła!
      Po wyjęciu koła zapasowego i ustawieniu go w możliwie najbliższej okolicy naszego „kapcia” zdejmujemy kołpak ozdobny koła tkwiącego jeszcze pod nadkolem – do tego celu można posłużyć się płaskim śrubokrętem, lub innym narzędziem, które nie uszkodzi zwykle plastikowej osłony felgi.

       

       

       

       

       

      Odkręcenie śrub wymaga siły; gdy nie dajemy rady pomóżmy sobie stopą obciążąną ciężarem ciała, jednak lepiej jest gdy użyjemy do tego celu przedłużki klucza np. w postaci rurki.
      Fot. E. Milcar

      Przy pomocy klucza do kół należy odkręcić każdą śrubę mocującą koło o jeden obrót. Gdy już śróby są poluzowane, trzeba obrócić rączką podnośnika 3-5  razy,  a następnie umieścić jego ramię w odpowiednim otworze pod progiem samochodu, bliższym wymienianego koła (czasem widać gołym okiem „wręb” w progu – to właśnie odpowiednie miejsce do umieszczenia podpory lewarka). Absolutnie nie wolno podpierać błotnika, czy innych elementów, które nie są przystosowane (na tyle sztywne), by wytrzymać obciążenie w jednym punkcie podporu.

       

       

       

         

      Podnośnik należy umieścić w przystosowanym do tego miejscu, który znajduje się zwykle w odległości ok. 30 cm od nadkola. Uniesienie koła na ok. 3 cm nad podłoże jest wystarczające.
      Fot. E. Milcar

      Dla chcącego, nic trudnego
      Obracając pokrętłem podnośnika zgodnie z ruchem wskazówek zegara trzeba unieść samochód do chwili, aż uszkodzone koło uniesie się na wysokość ok. 3 cm nad podłoże. Nie należy podnosić samochodu na większą wysokość niż jest to konieczne. Teraz wystarczy wykręcić śruby mocujące koło, a po wyjęciu odłożyć je w pobliżu.

      Gdy już przystępujemy do zakładania koła zapasowego, należy zwrócić uwagę, by otwory felgi pokryły się z otworami zwrotnicy; jak już koło „wisi” wystarczy dokręcić ręką śruby mocujące, które przed chwilą odłożyłyśmy z boku.

      Obracając pokrętłem podnośnika przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, należy opuścić pojazd na ziemię, dokręcić kluczem do kół śruby mocujące koło (zaczynając od tych znajdujących się po przekątnej). Musimy je przykręcić wyjątkowo starannie upewniając się, czy żadna nie pozostała luźna.  Teraz wystarczy założyć kołpak ozdobny, schować narzędzia i po kłopocie.

      Kolejnym krokiem jest wizyta z uszkodzoną oponą w warsztacie wulkanizacyjnym, gdzie można się dowiedzieć, czy spisujemy ją na straty, czy lepiej zainwestować w nowe ogumienie. Warto przy okazji poprosić o sprawdzenie dokręcenia śrub i ciśnienia w oponach.

      Specjalne podziękowanie dla Justyny Jankowskiej za pomoc w sesji. 

      Najnowsze

      Mój cel to zdać licencję – Ola Wisz

      Ola Wisz konsekwentnie dąży do tego, by móc ścigać się na żużlowym owalu. Rozmawiałyśmy z nią o jej postępach i planach na przyszłość. Młoda adeptka rozpoczęła już jazdy na motocyklu żużlowym.

      fot. z archiwum Oli Wisz

      – Trening na motocyklu żużlowym zaczęłam z końcem lipca. Byłam zaskoczona, gdy trener powiedział, że dziś już jestem gotowa i chce mnie posadzić na maszynę. Długo czekałam na ten moment, choć trudno mi było ocenić moje przygotowanie. Cieszyłam się, ale krótko, bo trening został jednak odwołany i musiałam czekać na wyznaczenie nowego terminu. Trochę się stresowałam przed kolejnym etapem nauki, ale wreszcie wsiadłam na motocykl i jestem zadowolona ze swoich początków – powiedziała Motocainie Ola Wisz.

      Rzeszowianka może liczyć na pomoc kolegów ze szkółki żużlowej, jak i swojego trenera, który wspiera jej poczynania.
      – Chłopcy ze szkółki, jak i sam trener mi bardzo pomogli. Pokazali co i jak, wytłumaczyli i pojechałam… Z treningu na trening jeździ mi się coraz lepiej – mówi adeptka dwóch kółek. 

      Ola w pełnym rynsztunku żużlowym
      fot. z archiwum Oli Wisz

      Sport żużlowy nie należy do najłatwiejszych, właściwie jest jednym z najbardziej „wysiłkowych”. Aby wypracować umiejętności trzeba włożyć sporo pracy i sił. Mimo bolesnych początków satysfakcja ze własnych postępów daje sporo mobilizacji.
      – Ręce mnie bolą, co oznacza, że będę musiała nad tym trochę bardziej popracować. Bacznie słucham rad trenera i jego cennych wskazówek dotyczących pozycji na motocyklu. Przyglądam się też uważnie jak sobie radzą koledzy ze szkółki i – rzecz jasna – sami zawodnicy – dodaje Ola.

      Każdy trening jak i kolejny wyjazd na tor sprawia Oli dużo radości. Przecież nie może być inaczej, jeśli robi się to, co się kocha. Na pytanie, czy warto dążyć do realizacji marzeń właściwie znamy Oli odpowiedź.

      Pierwsze okrążenia na torze
      fot. Kinga Wachowska

      – Jestem szczęśliwa, że dostałam szansę i z niej korzystam. Po każdym treningu towarzyszy mi uśmiech na twarzy i uczucie zadowolenia jeszcze przez długi okres. Widzę, że robię postępy i to mi dodaje motywacji. Najbardziej cieszy mnie sam fakt, że moje marzenie w końcu się spełniło. W pewnym sensie dopiero połowicznie, bo mój cel to zdać licencje – podkreśla rzeszowianka. 

      Przed Olą jeszcze długa droga. Teraz już dokładnie wie, ile pracy musi włożyć, aby móc pełnoprawnie wyjechać na tor jako zawodniczka. Jednak nie brak jej zapału i mobilizacji, życzymy jej zatem świetnych postępów w nauce trudnej sztuki jazdy na motocyklu żużlowym.

      Najnowsze

      On i ona za kółkiem

      Pokutuje stereotyp, według którego kobiety radzą sobie w autach gorzej niż panowie. Tymczasem badanie przeprowadzone przez porównywarkę ubezpieczeń komunikacyjnych pokazuje, że jest inaczej: aż 80% zapytanych mężczyzn uważa, że ich partnerka jeździ dobrze lub bardzo dobrze.

      Z badań wynika, że kobiety wolą być pasażerami, a mężczyźni kierowcami. Jednak absolutnie nie oznacza to, że Polki gorzej prowadzą. Wręcz przeciwnie – często są ostrożniejsze i bardziej uważne niż mężczyźni. Ponadto, kobiety są coraz bardziej samodzielne: same wybierają swoje samochody, kupują je za własne pieniądze, same decydują też o ubezpieczeniu i dbają o przeglądy.

      fot. Motocaina

      Według przeprowadzonej analizy 90% pań twierdzi, że ich partner jest dobrym lub bardzo dobrym kierowcą. Jednocześnie 94% respondentek ocenia panów dobrze lub bardzo dobrze w porównaniu do innych uczestników ruchu drogowego. Taką samą opinię na temat swoich partnerek ma o 20% mniej mężczyzn. 6% ankietowanych panów uważa, że ich partnerka jeździ bardzo źle lub tragicznie, przy czym takiej odpowiedzi nie udzieliła żadna respondentka.

      W sytuacji, gdy kobieta „złapie gumę” najczęściej dzwoni po pomoc do swojego partnera – robi tak 42% pań. Jednak aż 34% respondentek zaprzecza myśleniu o kobiecie jako nieporadnym kierowcy i deklaruje, że nie potrzebuje niczyjej pomocy i zmienia koło samodzielnie. 14% spytanych mężczyzn w takiej sytuacji prosi o pomoc innych. Zachowaniem, które najbardziej drażni kobiety u partnerów jest przekraczanie przez nich prędkości – odpowiedź taką wskazała ponad 1/3 respondentek (36%). Panów irytuje głównie wymuszanie pierwszeństwa (20%) i nieużywanie kierunkowskazów (14%) przez kobiety, ale co ciekawe blisko jedna trzecia respondentów stwierdziła, że całkowicie akceptuje styl jazdy swojej partnerki.

      Z badania wynika, że jesteśmy bardzo wyrozumiali dla swoich partnerów za kółkiem – 72% kobiet i 74% mężczyzn grzecznie prosi partnera lub partnerkę o zmianę sposobu kierowania pojazdem albo nie reaguje w ogóle. Prawie dwukrotnie więcej pytanych pań niż panów krzyczy i grozi, że wysiądzie, aby wymusić zmianę stylu jazdy swojego partnera (kobiety 18%, mężczyźni 10%).

      Badanie „Polki w samochodach” zostało przeprowadzone na zlecenie rankomat.pl przez firmę Pactor Sp. z o.o. W ankiecie mężczyźni oceniali umiejętności prowadzenia samochodów przez swoje partnerki i odwrotnie – pytano za jakich uczestników ruchu drogowego uważają swoich partnerów życiowych panie.

      Źródło: rankomat.pl – porównywarka ubezpieczeniowa

      Najnowsze