Mulholland Legend 480 – marzenie purysty od inżynierów F1

Doświadczona firma, o której nikt nie słyszał, postanowiła zrobić sportowe coupe, które przypomni nam czasy nieco bardziej bezkompromisowej motoryzacji.

Mulholland to firma dostarczająca części zespołom w Formule 1 (głównie kompozytowe elementy). Niedawno ogłosiła, że rozszerza zakres swojej działalności o produkcję samochodów z homologacją drogową, a pierwszym z jej modeli jest Legend 480.

Volvo XC100 Recharge to flagowy, elektryczny SUV coupe

W kontekście tego auta często mówi się o podobieństwie do TVR-a i jest w tym dużo racji. Nie tylko dlatego, że za stylistykę tego dwuosobowego coupe odpowiada Damian McTaggart, były główny designer właśnie TVR-a. Jego rękę widać między innymi w projekcie, z pewnością oryginalnych, przednich reflektorów. Zdecydowanie odważnym zabiegiem była rezygnacja z przedniego zderzaka oraz klasycznej osłony chłodnicy, na rzecz ogromnej dziury (trudno to inaczej nazwać) którą zasłonięto siatką. Z pewnością zrobi ona wrażenie na projektantach Audi oraz Lexusa, ale nam podoba się raczej umiarkowanie.

Obecnie nie wiadomo zbyt wiele na temat Mulhollanda Legenda 480 (nie znamy nawet wyglądu wnętrza), ale producent zapowiedział już, że pod maskę trafi silnik V8 o mocy 487 KM. Współpracować będzie z manualną skrzynią biegów, a napęd trafi oczywiście na tylną oś. Brzmi jak marzenie purysty, szczególnie że w konstrukcji auta zastosowano wiele elementów z włókna węglowego, więc ma legitymować się niewielką masą własną.

BMW X8 M – pierwszą hybrydą spod znaku M?

Mulholland rozpoczął już zbieranie zamówień na swoje sportowe coupe, a jego oficjalna premiera ma się odbyć latem.

Najnowsze

Mężczyzna przecisnął się przez rogatki i wszedł prosto pod pociąg

Jest w tym coś zastanawiającego, że wchodząc z premedytacją na tory, wiedząc że zaraz nadjedzie pociąg, nawet się szczególnie nie rozglądał.

Taka już jest mentalność niektórych pieszych – zatrzymują się, widząc czerwone światło, ale jeśli nic nie jedzie, spokojnie idą dalej. Pół biedy jeżeli faktycznie na horyzoncie nie widać żadnego samochodu,  mówimy o drodze jednopasmowej, a pieszy cały czas upewnia się, że nie zbliża się jakiś pojazd.

Piesza na czerwonym wbiegła pod samochód. Kierowca zbiegł

Znamy niestety przypadki, kiedy piesi nie dość, że przechodzili na czerwonym, to jeszcze całkowicie ignorowali otoczenie. Tak jak mężczyzna na poniższym nagraniu. Z tą różnicą, że on wszedł na tory kolejowe.

Chciał zawrócić na przejeździe kolejowym. Utknął, a potem przyjechał pociąg

Wiadomo jak to jest z rogatkami – opuszczają się na kilka minut przed przyjazdem pociągu i zmuszają nas do długiego postoju. Ale to żadna przeszkoda dla tego „sprytnego” pieszego. Rogatki co prawda były tak ustawione, żeby nie ułatwiać przeciskania się między nimi, ale po chwili się udało. Mężczyzna wszedł spokojnie na tory, chyba rzucił okiem w stronę zbliżającego się pociągu i szedł spokojnie dalej. Dopiero pod sam koniec przyspieszył, cudem unikając śmierci.

Kolumna prezydencka pędziła bez zatrzymania przez przejazd kolejowy

Jak myślicie, co tu się stało? Nie zauważył pociągu? Był pijany? A może zauważył, tylko wydawało mu się, że jest daleko?

Najnowsze

Dacia Spring to elektryk w cenie zwykłego, taniego auta

Rumuński producent udowodnił wielokrotnie, że nowe auta mogą być proste i tanie, odnosząc w ten sposób niemały sukces. Teraz chce to powtórzyć na wschodzącym właśnie rynku elektryków.

Widoczna na zdjęciach Dacia Sprint to ciągle jeszcze samochód koncepcyjny. Producent jak na razie nie zdradził zbyt wielu szczegółów. Wiemy tylko, że będzie to auto czteroosobowe, przejedzie na jednym ładowaniu około 200 km oraz że jego seryjna wersja pojawi się na drogach w przyszłym roku.

Test Volkswagena e-up! – do przywiązania jeden krok

Z udostępnionej informacji można się także dowiedzieć co nieco na temat oświetlenia. Z przodu zastosowano w pełni LED-owe reflektory, podzielone na dwie części – linia pozioma u góry oraz cztery elementy wbudowane w zderzak. Z tyłu cztery światła, również w 100% z diodami LED, tworzą kształt podwójnej litery Y. Ich charakterystyczny układ zapowiada nową stylistykę przyszłych modeli Dacii.

Tyle wiemy oficjalnie. Natomiast nieoficjalnie nie jest jednak tajemnicą, że Spring bazuje na istniejącym już modelu – elektrycznym Renault City K-ZE, oferowanym w Chinach. Auta mają zresztą podobną bryłę i rozmiary (Spring mierzy 3,73 m długości). Samochód z Kraju Środka korzysta z elektrycznego silnika o mocy 44 KM oraz momencie obrotowym wynoszącym 125 Nm. Jego bateria o pojemności 26,8 kWh pozwala na przejechanie nawet 271 km, ale w bardziej pobłażliwym cyklu NEDC, co przekłada się na wspomniane 200 km w cyklu WLTP.

Można założyć, że powyższe parametry zobaczymy także w seryjnej wersji Dacii Spring. 44 KM to skromna wartość w dzisiejszych czasach, ale w przypadku aut elektrycznych „robotę robi” wysoki moment obrotowy. Poza tym mówimy tu o małym samochodzie do miasta.

Znacznie ważniejszym „parametrem” będzie cena, a ta powinna być naprawdę konkurencyjna. Według słów jednego z przedstawicieli Renault, firma będzie celowała w 10 tys. euro, czyli około 45 tys. zł. A to jest kwota, jaką trzeba obecnie zapłacić za spalinowy samochód segmentu A, podczas gdy elektryczne są dwukrotnie droższe. Jeśli Dacii uda się utrzymać taką cenę, to szykuje nam się kolejny bestseller.

Najnowsze

Goodc

Annie Bousquet: zabił ją jej własny entuzjazm

Gdyby nie złamana noga i podsłuchana rozmowa dwóch Włochów o wyścigach samochodowych, być może świat sportów motorowych nigdy by nie usłyszał o kobiecie, która wywarła znaczny wpływ na kolejne pokolenia zawodniczek.

Annie Scheffer – śliczna, drobna blondynka. Wychowywała się w zamożnej austriackiej rodzinie. Czas spędzała na grze w tenisa – jeździe, w zależności od pory roku – konno lub na nartach i słuchaniu muzyki. W trakcie II wojny światowej poznała francuskiego żołnierza, Pierra Bousqueta. Zakochani wyjechali razem do Francji i tam wzięli ślub. Mąż nauczył Annie jeździć samochodem. To był początek jej fascynacji wyścigami.

Wszystko przez złamaną nogę
W lutym 1952 r. Annie Bousquet spędzała czas z rodziną na feriach w Sestriere. Pech chciał, że zjeżdżając ze szczytu jej narty się skrzyżowały i kobieta nieszczęśliwie upadła, łamiąc sobie nogę. Zabawa na stoku się dla niej skończyła.

Spędzając czas w hotelowym lobby, pewnego dnia podsłuchała dwóch Włochów rozmawiających o wyścigach – Alberto Ascariego i Gigi Villoresiego. Oczarowana opowieściami Ascariego o przekraczającym 200 km/h świecie pełnym adrenaliny, tak różnym od jej spokojnej egzystencji, postanowiła zmienić swoje życie.

Jeszcze z nie do końca wyleczoną nogą, Bousquet wystartowała w swoim pierwszym wyścigu – Rajdzie Alpejskim we Francji. Niestety jej Renault 4CV uległo awarii i musiała się wycofać. Jednak ani problemy techniczne, ani protekcjonalne uwagi ze strony męskich konkurentów, nie osłabiły jej entuzjazmu do ścigania.

Annie Bousquet

Spragniona rywalizacji
W 1953 r. Annie dalej ścigała się 4CV, biorąc udział w różnych zawodach organizowanych we Francji. Uzyskała parę niezłych wyników w klasie 750 cm3. Czasem dzieliła się kierownicą ze swoją bliską przyjaciółką Gilberte Thirion, jak np. w trakcie zawodów 24h Spa-Francorchamps, gdzie ścigały się Fiatem 1100.

Jej styl jazdy, będący połączeniem odwagi i zarozumiałości, uczynił z niej gwiazdę. Stała się najpopularniejszym kierowcą we Francji. Bardzo szybko jej twarz zaczęła zdobić okładki licznych czasopism i magazynów. Rzadko jednak udawało się jej przekroczyć linię mety. Bousquet nieustannie flirtowała z ograniczeniami prędkości i fizyki, podsycana coraz większym głodem sukcesu. Opisywano ją jako agresywnego kierowcę, którego entuzjazm przerasta talent. Wypadek był tylko kwestią czasu.

Pierwszy poważny wypadek Annie miała w 1953 r. w Agen. Jadąc DB, zbyt szybko weszła w zakręt i samochód wypadł z trasy. Miesiąc spędziła w szpitalu. Nie zniechęciło to jednak Bousquet to szybkiej jazdy. Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiła po wyjściu ze szpitala, był zakup wyścigowego Porsche.

Przeczytaj też: Przypominamy najbardziej wybitne zawodniczki sportów motorowych

W 1954 r. zmieniła Porsche na Gordini T17S, wygrywając nim kwalifikacje w GP Nîmes oraz klasę 1100 cm3 w rajdach Agadir i Dakar. Ścigała się też w Mille Miglia, ponownie współpracując z Gilberte Thirion, zajmując 55. miejsce w klasyfikacji generalnej i zdobywając Puchar Kobiet.

Annie Bousquet i Gilberte Thirion

Tour de France Automobile zakończył przyjaźń Bousquet z Thirion. Annie razem z Marie Clarie Beaulieu w Porsche 550, rywalizowały z Thirion i Ingeborg Polenski w Porsche 356. Współzawodnictwo nie zawsze było czyste, a dodatkowo panie napuszczały na siebie dziennikarzy. Ostatecznie Bousquet zajęła 8. miejsce w klasyfikacji generalnej i 2. w Pucharze Kobiet, tuż za Gilberte, która w „generalce” była 5. Dla żądnej zwycięstw Annie oznaczało to koniec przyjaźni.

Mistrzyni prędkości
16 sierpnia 1955 r. postanowiła pobić rekord prędkości kobiet na torze w Montlhéry. Było to niezwykle ryzykowne przedsięwzięcie. To, że Montlhéry było miejscem, gdzie jej idol i mentor Alberto Ascari stracił w trakcie wyścigu ojca, nie robiło na niej najmniejszego wrażenia. Była opętana myślą, by pobić rekord okrążenia z 1934 r., wynoszący 215 km/h, ustanowiony przez angielską zawodniczkę Gwendę Hawkes.

Specjalnie dla niej stworzono Porsche 550 Spyder. Wszystko w tym samochodzie zostało zoptymalizowane pod kątem czekającego Annie wyzwania. Samochód wyposażono między innymi w specjalne nadwozie i opony.

I stało się! W zaledwie trzy i pół roku po swoim pierwszym wyścigu, Bousquet osiągnęła szczyt kariery. Na swoim najszybszym okrążeniu uzyskała prędkość 230,5 km/h, zdobywając upragniony rekord świata.

Przeczytaj też: Ustanowić 25 rekordów świata – niektórych do tej pory nie pobito. Dokonały tego wspólnie cztery zawodniczki!

Jednak, jak to już wcześniej bywało, Annie zakończyła dzień w szpitalu. Entuzjastycznie nastawiona do rywalizacji, nabuzowana adrenaliną, natychmiast postanowiła pobić własny rekord. Niestety przy prędkości ponad 200 km/h pękła opona i jej Porsche uderzyło w ścianę. Wszyscy zgromadzeni wtedy na torze odetchnęli z ulgą, gdy przyszedł telegram ze szpitala.

Noga złamana, szyja nie. W dobrym nastroju. Wasza Annie.

Tragiczny koniec
W czerwcu 1956 r., pięć miesięcy po tragicznej śmierci jej męża w wypadku samochodowym, Annie Bousquet postanowiła wziąć udział w wyścigu 12 Heures de Reims.

Porsche naprawiło jej Spydera 550 i dokonało w nim pewnych modyfikacji, jednak samochód był gotowy do jazdy dopiero na dzień przed wyścigiem. Bousquet pojechała do Zuffenhausen odebrać samochód. Przejechała w nocy ponad 500 km, by na czas wrócić do Remis. Tam nalegała, by pozwolono jej przejechać pierwszy stint.

Na 17 okrążeniu, na zakręcie, przy prędkości ponad 165 km/h, pojechała za szeroko, jedno z kół wyjechało poza tor. Samochód wywrócił się, Annie Bousquet została wyrzucona w powietrze  i złamała szyję. Natychmiast została zabrana do szpitala, jednak po przybyciu na miejsce lekarz stwierdził jej zgon.

Zakręt, gdzie miał miejsce wypadek, między Bretelle Sud i Bretelle Nord, został nazwany na jej cześć.

Zdaniem Richarda von Frankenberga, zwycięzcy wyścigu 12 Heures de Reims z 1956 r., Annie popełniła błąd, który kosztował ją życie, z powodu zmęczenia. Prawdopodobnie przed zawodami nie spała co najmniej jedną, jeśli nie dwie noce. Była jednak niesamowicie zdeterminowana, aby rozpocząć wyścig i zrobić pierwsze godziny.

Annie Bousquet i jej Porsche 550 Spyder

Po śmiertelnym wypadku Annie Bousquet, Automobile Club de l’Ouest, organizator 24-godzinnego wyścigu Le Mans, zakazał kobietom udziału w tym wyścigu. Decyzję tę odwołano dopiero w 1971 r. Z kolei Francuska Federacja Samochodowa ustanowiła „Challenge Annie Bousquet”, nagrodę specjalną, wręczaną zwyciężczyni rajdowych mistrzostw kraju.

Annie stała się ofiarą własnego entuzjazmu, którego niebezpieczeństwo było oczywiste dla wszystkich oprócz niej. W trakcie krótkiej, lecz intensywnej kariery, wielokrotnie ocierała się o śmierć. Kochała prędkość i to ona dawała jej energię do życia. I to ona ją tego życia pozbawiła.

Najnowsze

Škoda Scala w wersji Spider? Ten kabriolet mógłby być hitem!

Wydaje się, że taki samochód nie miałby sensu z punktu widzenia ekonomii, bo w końcu z jakiejś przyczyny nie ma na europejskich drogach zbyt wielu golfów bez dachu. A szkoda. Bo auta w pełni, częściowo, lub tylko nieznacznie pozbywające się czasowo dachu, są zwykle marzeniem wszystkich tych, którzy chcą czuć zapachy, powiew wiatru i blask słońca podczas jazdy samochodem. Jak zapowiada się ta Skoda?

Škoda ma fantazję. Postanowiła zmotywować – choć sądzimy, że nie trzeba było użyć zbyt wielu argumentów –  31 uczniów, aby od jesieni 2019 roku w Akademii Škody w Mladá Boleslav, popracowali nad projektem nowego samochodu koncepcyjnego. Ale nie byle jakiego! Samochodu marzeń! Skody Scali Spider. To już siódmy projekt koncepcyjny uczniów (takie auta projektują od podstaw od 2014 roku, kiedy zrodził się pomysł tworzenia projektów w ramach Student Concept Car, a sama Akademia działa już 90 lat), ale tym razem studenci bazują na kompaktowym modelu czeskiej marki, której premiera odbyła się w 2018 roku, i pod okiem instruktorów samodzielnie wykonują wszystkie zadania: od stworzenia pierwszych szkiców, poprzez zaprojektowanie całego pojazdu, aż po własnoręczne jego zbudowanie. Wspierają ich eksperci ze Škody i doświadczeni pracownicy działów rozwoju technicznego, projektowania i produkcji. Warto dodać, że te samochody to nie tylko projekty na kartce papieru, czy raczej ekranie komputera. One powstają naprawdę i jeżdżą!

Przygotowanie wznowienia prac nad projektem siódmego samochodu koncepcyjnego było dla nas wszystkich ogromnym wyzwaniem. W ciągu ostatnich kilku tygodni pracowaliśmy nad stworzeniem niezbędnych zasad pozwalających studentom przynajmniej częściowo kontynuować pracę nad projektem „Samochodu Studenckiego 2020”. Pomimo zbliżających się egzaminów końcowych, które wzmagają presję czasu, chęć studentów do zaprezentowania nowego, spektakularnego modelu nie zmniejszyła się. Cieszy nas, że pojawiła się perspektywa rozpoczęcia ostatniej fazy budowy pojazdu na początku czerwca bieżącego roku – komentuje Alois Kauer, który w lutym 2020 r. objął stanowisko kierownika Akademii Škoda.

Škoda Scala Spider na zaprezentowanych niedawno szkicach wygląda fenomenalnie i sądzę, że większość z nas nie pogardziłaby takim autem w swoim garażu. Jednak szkic od wersji ostatecznej moga dzielić lata świetlne. Zwykle to właśnie przy produkcji poszczególnych elementów np. nadwozia, moga pojawiać się problemy. Auto – jak wstępnie zakładano – miało się pojawić jeszcze przed wakacjami, ale pandemia koronawirusa opóźniła wszelkie prace.

Škoda Scala Spider

Na szczęście, od zeszłego tygodnia studenci pracują nad dalszą optymalizacją wnętrza i ostatecznymi zmianami w planowanych modyfikacjach nadwozia, przestrzegając przy tym zasad dystansu społecznego. W każdy wtorek odbywają się także wideokonferencje z udziałem wszystkich uczestników i kierownika projektu Zdenka Stanke.

Przerwanie produkcji było wydarzeniem gwałtownym dla wszystkich pracowników firmy Škoda. Dla nas, studentów zaangażowanych w projekt Samochodu Studenckiego, był to nerwowy czas, w którym nie wiedzieliśmy, czy i kiedy będziemy mogli wznowić naszą pracę. Mamy tylko jedną szansę na udział w takim projekcie. Jesteśmy więc bardzo szczęśliwi i wdzięczni, że możemy w końcu kontynuować działania, nawet jeśli na razie są one możliwe jedynie za pośrednictwem wideokonferencji. Kiedy w czerwcu pojawi się możliwość kontynuowania prac praktycznych, postaramy się nadrobić stracony czas najlepiej jak potrafimy – mówi Štěpán Fabian, członek zespołu odpowiedzialny za prezentację pojazdu.

Pierwsze szkice uczestnicy proejktu tworzyli pod opieką Olivera Stefaniego, szefa designu Škoda Auto. Celem młodych zapaleńców jest to, aby nadać Scali Spider wyraźniej zarysowanych linii nadwozia uwydatniających dynamikę pojazdu.

Wszyscy cieszymy się, że możemy być częścią tego projektu. W jakich innych okolicznościach, będąc  uczniem, miałbym okazję tak namacalnie przekształcić własne pomysły i wizję w rzeczywisty projekt samochodu, a następnie własnoręcznie go zbudować? Rysowanie naszych pierwszych szkiców było świetnym doświadczeniem, wiele mogliśmy się nauczyć od Olivera Stefaniego i jego zespołu – komentuje Vojtěch Špitálský, uczeń Akademii Škody.

Škoda Scala Spider

Utrzymywanie bezpiecznej odległości od siebie przez cały czas, szczególnie w późniejszej fazie projektu, podczas części praktycznej, będzie wymagało szczególnego wysiłku. Dotyczy to przede wszystkim montażu końcowego, który będzie w całości wykonywany ręcznie. W związku z tym opracowaliśmy nowe procedury mające na celu minimalizowanie bezpośrednich kontaktów, a także zapewniamy odpowiednie wyposażenie ochronne w sytuacjach, w których zachowanie bezpiecznej odległości nie może być zagwarantowane przez cały czas. Zapewniamy również regularną dezynfekcję wszystkich narzędzi i materiałów. Pomimo tej wyjątkowej sytuacji, która jest wyzwaniem dla nas wszystkich, już teraz czekam na moment, w którym będziemy mogli zaprezentować nasz samochód dziennikarzom i szerokiej publiczności – dodaje Zdeněk Stanke, kierownik projektu.

Sami spójrzcie jak dobrze zapowiadałby się taki samochód!

Škoda Scala Spider
 

Najnowsze