Maluch jedzie do Toma Hanksa!

Maluch, który stał się ulubieńcem hollywoodzkiej gwiazdy, rusza w swoją najważniejszą podróż z Bielska-Białej do swojego nowego właściciela, do Los Angeles w USA!

Podróż będzie podzielona na etapy. W poniedziałek, 20 listopada, odbędzie się serdeczne pożegnanie z autkiem bielszczan i miłośników Maluchów. Zapraszamy na godzinę 12:00 przed Gemini Park Bielsko-Biała. Około 12:20 Monika Jaskólska, inicjatorka i organizatorka akcji „Bielsko-Biała dla Toma Hanksa”, wyjedzie niepowtarzalnym Fiatem sprzed Gemini Park Bielsko-Biała. Tuż za nią Rafał Sonik w swoim egzemplarzu kultowego Malucha. Razem udadzą się do rogatek miasta – do firmy Carlex Design, która zaprojektowała i wykonała wnętrze unikalnego egzemplarza Fiata 126p. Tam na auto dla amerykańskiego aktora będzie już czekać firma jadezabiore.pl, która przetransportuje Malucha do Warszawy.

Od następnego dnia aż do czwartku 23 listopada Lotnisko Chopina będzie gościło Fiata dla Toma Hanksa w ogólnodostępnej hali odlotów, w strefie check-in Polskich Linii Lotniczych LOT. Maluszek promować będzie akcję pomocy dla Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej „Nie wypada nie pomagać” a dzięki skarbonce umieszczonej na przyczepce do Malucha, gromadził będzie dodatkowe środki na ten charytatywny cel.

Ostatni etap podróży Fiacika przewidziany jest na 27 listopada. Dzięki współpracy z Polskimi Liniami Lotniczymi LOT, które od kwietnia latają bezpośrednio do Miasta Aniołów w Kalifornii, Maluszek pokona ponad 10 tysięcy kilometrów, na pokładzie najnowocześniejszego samolotu świata Boeinga 787 Dreamliner, na trasie Warszawa – Los Angeles.

Podróż Fiata 126p rozpoczęła się niepozornie, lecz z biegiem czasu i kilometrów nabrała rozmachu i pewności, jakiej pozazdrościłby niejeden krążownik szos. Dla przypomnienia: „Wszystko zaczęło się od zdjęcia Toma Hanksa z maluchem, który podczas nagrywania filmu „Inferno” w Budapeszcie natrafił na zlot tych małych autek. Co jakiś czas wpadał na Fiata 126p i tak mu się spodobały, że zrobił sobie z nimi zdjęcia i umieścił na portalu społecznościowym, chwaląc się „swoim nowym samochodem”. Nie miałam pewności, czy on z tych maluchów żartuje, czy naprawdę mu się podobają, ale postanowiłam że jako bielszczanka, kupię egzemplarz Fiata 126p i mu wyślę wraz z opowieścią o tym: ile znaczy dla mojego kraju – Polski i dla historii mojego miasta – Bielska-Białej. Żeby zrozumiał, że Maluch, który dziś wzbudza uśmiech i powoduje nostalgię, przed upadkiem komunizmu w Polsce w 1989 r. był obiektem marzeń większości mieszkańców. Maluch to także część historii Bielska-Białej. Przez prawie 30 lat samochody Fiat 126 p były produkowane właśnie w bielskiej fabryce. Poza tym moje miasto, to miasto dzielnych ludzi. Twórczych i kreatywnych. Dobrze, żeby Tom o tym wiedział. Może się w nim zakocha i pojedzie Maluchem na rozdanie Oscarów?” – mówi pomysłodawczyni przedsięwzięcia Monika Jaskólska bielszczanka, która od kilku lat organizuje też akcję „Nie wypada nie pomagać” na rzecz Szpitala Pediatrycznego w Bielsku-Białej, prywatnie matka trójki dzieci i właścicielka marki J. Fryderyk.

Z pomocą finansową przybył Rafał Sonik – pierwszy i jedyny Polak, który wygrał Rajd Dakar w klasyfikacji indywidualnej, polski przedsiębiorca i filantrop z Krakowa. To on zakupił auto dla Toma Hanksa. Dzięki temu pieniądze mieszkańców Bielska, które pierwotnie były zbierane na zakup Malucha, zostały w całości przekazane na akcję „Nie wypada nie pomagać”. Zakupiony przez Rafała Sonika Fiat 126p w kolorze turkusowym przyjechał z Suwałk do Bielska-Białej w lutym 2017.

Ponad 30-letni Maluch wymagał renowacji. W proces odnowy Fiata 126p dla amerykańskiego aktora zaangażowały się bielskie firmy oraz samo miasto Bielsko-Biała. Przez kilka miesięcy firma BB Odltimer Garage – specjalizująca się w odnawianiu starych zabytkowych samochodów – odnawiała karoserię Malucha. Rekonstrukcją silnika z układem przeniesienia napędu zajęła się firma P.M. Motors przy udziale Centrum Sprzedaży FCA Poland. Z kolei firma Carlex Design – zaprojektowała i wykonała piękne wnętrze Malucha inspirowane kolorystyką logotypu miasta Bielsko-Biała. Zadbała także o detale nawiązujące do pasji Toma Hanksa – maszyn do pisania.

Po kilku miesiącach pracy wielu osób, partnerów i sponsorów, w dniu 61. urodzin Toma Hanksa Biały, Bielsko-Biały! został odsłonięty, przez Monikę Jaskólską i Rafała Sonika przed Centrum Handlowym Gemini Park w Bielsku-Białej. Jasnozielone wnętrze, spersonalizowane elementy, skórzana tapicerka. Specjalnie dobrany biały lakier, który będzie efektownie prezentował się w kalifornijskim słońcu, przyciski i przełączniki inspirowane maszyną do pisania oraz pokryte srebrem, ręcznie wykonane drewniane elementy, wreszcie wiele motywów nawiązujących do kolorystyki Bielska-Białej. Taki świeżo odrestaurowany Maluszek podróżował wraz ze świnką skarbonką po Polsce i w każde miejsce transportowany przez firmę jadzabiorę.pl.

W październiku autko przechodziło ostatnie poprawki, by dzisiaj – dzięki uprzejmości Lotniska Chopina w Warszawie i LOT – można go było oglądać przed podróżą do Los Angeles i dorzucić się do akcji „Nie wypada nie pomagać”.

Więcej informacji o akcji znajduje się na fan page’u na Facebooku „Bielsko-Biała dla Toma Hanksa”
https://www.facebook.com/Bielsko-Bia%C5%82a-dla-Toma-Hanksa-1733378546980494/

Najnowsze

Czy kobiety mają szansę na pracę w branży TSL?

W Europie co dwudzieste miejsce pracy oferowane jest w branży transportowej – tak wynika z doniesień Komisji Europejskiej. Organ wskazuje, że ponad 11,4 miliona Europejczyków jest związanych zawodowo z usługami TSL, z czego zdecydowaną większość stanowią mężczyźni. Nadal, niewiele kobiet decyduje się na zatrudnienie w transporcie.

Jak podaje Komisja Europejska, transport jest branżą, która zapewnia pracę milionom Europejczyków. Ponad 11 000 000 osób związanych jest z usługami TSL, a odsetek ten można porównać do populacji Grecji. W związku ze znaczącą dominacją mężczyzn w tym sektorze, został on przystosowany głównie do pracowników płci męskiej. Jedynie 22 proc. pracowników zatrudnionych w branży transportowej w Europie stanowią kobiety, czyli znacznie poniżej ogólnego poziomu ich zatrudnienia w gospodarce (46 proc.). 

Z danych Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego wynika, że we wszystkich sektorach gospodarki z roku na rok zwiększa się udział zatrudnionych kobiet. Nie ulega jednak wątpliwości, że branża transportowa została zdominowana przez mężczyzn i nadal w niektórych aspektach pozostaje niedostępna dla płci pięknej. Kobiety najczęściej pracują na stanowiskach związanych z usługami bądź administracją. Mężczyźni natomiast zatrudniani są praktycznie na wszystkich poziomach tej struktury, w charakterze osób zarządzających, kierowców, spedytorów czy pracowników fizycznych – komentuje Bartosz Najman, CEO marki VIAON.

W Polsce, pomimo silnego udziału transportu w gospodarce państwa, w tej branży pracuje zaledwie co piąta kobieta . Jest to odsetek jeszcze niższy niż odnotowana średnia europejska. Najlepszymi wynikami w tym aspekcie mogą pochwalić się: Cypr – 31 proc., Francja – 27 proc., Czechy, Łotwa, Węgry – 26 proc., Litwa, Niemcy, Estonia, Holandia – 25 proc. Najmniej kobiet w sektorze TSL zatrudnia natomiast Luksemburg – 12 proc. oraz Rumunia, Słowenia i Grecja – 16 proc. Silna dysproporcja w liczbie pracujących kobiet i mężczyzn istnieje również w poszczególnych sektorach branży transportowej. W przemyśle drogowym i kolejowym udział kobiet to zaledwie 14 proc., wobec 86 proc. zatrudnionych mężczyzn. W obszarze magazynowania zróżnicowanie to wynosi 26 do 74 proc., a w transporcie lotniczym 40 do 60 proc. (odpowiednio procent kobiet do mężczyzn).

Równość płci to jedna z ważniejszych wartości obowiązujących w ramach UE. W ostatnim czasie, szczególną wagę do tej kwestii przywiązuje Komisarz ds. Transportu – Violeta Bulc, która podkreśla potrzebę zwiększenia udziału kobiet w rynku pracy. W tym celu do końca roku ma powstać platforma dla przedstawicieli firm transportowych, związków zawodowych, instytucji szkoleniowych, mediów oraz organizacji pozarządowych. Liczymy, że będzie to miejsce wymiany doświadczeń, podjęcia dobrych praktyk oraz zobowiązań na rzecz równości płci w transporcie – podsumowuje Bartosz Najman.

Najnowsze

Pakiet ubezpieczeniowy – razem taniej!

Po wzrostach cen ubezpieczenia samochodowego w ostatnich latach - na co wpływ miało przede wszystkim podniesienie wysokości składek OC przez ubezpieczycieli - każdy z nas zastanawia się, jak na nim zaoszczędzić. Trzeba to jednak robić z głową.

Czasem nie warto ograniczać się jedynie do kupna obligatoryjnego ubezpieczenia OC, jako że rozwiązaniem, które może przynieść realne zabezpieczenie, jest zakup pakietu ubezpieczeniowego.

Ubezpieczenie nowego samochodu z salonu
Z całą pewnością do zakupu jedynie ubezpieczenia OC nie powinny ograniczać się osoby, które właśnie nabyły nowe auto prosto z salonu. Jego wartość jest po prostu zbyt duża, żeby ryzykować pokrywanie kosztów napraw z własnej kieszeni. Jeżeli dodatkowo taki samochód jest brany na raty – na kredyt lub w leasingu – pełny pakiet ubezpieczeniowy jest zwykle obligatoryjny. Ubezpieczenie dla nowego samochodu powinno obejmować przynajmniej:

  • ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC),
  • ubezpieczenie autocasco (AC).

Szeroki zakres ubezpieczenia samochodowego ma służyć ochronie wartości auta na wypadek kolizji, uszkodzenia czy kradzieży. Tylko AC pozwoli odzyskać pieniądze lub naprawić pojazd, jeśli z naszej winy coś stanie się z samochodem lub zostanie on skradziony. Z tego powodu nie należy ryzykować i liczyć na łut szczęścia, za to warto obydwa produkty zakupić w pakiecie ubezpieczeniowym. Będzie to co prawda pakiet minimalny, ale z pewnością cena, jaką za niego zapłacimy, będzie bardziej atrakcyjna, niż gdybyśmy kupowali każdy z tych produktów ubezpieczeniowych osobno.

Co jeszcze warto mieć w pakiecie ubezpieczeniowym?
Z pewnością ubezpieczenie assistance. Obecnie jest ono w zasadzie już oferowane jako część AC. Assistance pozwala spokojnie ruszać nawet w najdalsze trasy bez strachu o awarię auta. Dzięki niemu mamy zapewnioną niezbędną pomoc techniczną na drodze, holowanie auta, a także – w razie konieczności – z niego pokrywany jest koszt noclegu w hotelu. W ramach assistance ubezpieczyciele oferują także samochód zastępczy. Podczas zawierania umowy ubezpieczenia samochodu sprawdźmy, jaki jest zakres tej usługi.

Równie opłacalne i użyteczne może być rozszerzenie pakietu ubezpieczeniowego o polisę NNW. Obejmuje ona nas jako kierowców, ale także naszych ewentualnych pasażerów. Sprawdza się w chwili, gdy dochodzi do poważnych wypadków (a to, patrząc na statystyki polskiej policji, wcale nie jest takie rzadkie). Z ubezpieczenia NNW pokrywane są koszty długotrwałej rehabilitacji czy hospitalizacji, jeśli jest ona niezbędna po wypadku, a także koszty sprzętu rehabilitacyjnego czy protez ortopedycznych.

Czytajmy OWU przed zawarciem ubezpieczenia samochodowego
Pamiętajmy – kupując pakiet ubezpieczeniowy, zawsze dokładnie przeczytajmy OWU, czyli Ogólne Warunki Ubezpieczenia, które stanowią załącznik do każdej polisy. W instytucjach powiązanych z markami samochodowymi, np. w Volkswagen Financial Services, pakiety ubezpieczeniowe są pełne i dają szeroką ochronę. Są jednak ubezpieczyciele, którzy oferują tańsze rozwiązania, ale… kosztem licznych wyłączeń z zakresu ubezpieczenia samochodowego. Musimy być ich świadomi, ponieważ to one sprawiają, że możemy nie otrzymać wypłaty z ubezpieczenia w konkretnej sytuacji.

Najnowsze

Edyta Klim

Można wejść w motorsport od zera – wywiad z Agnieszką Ekert

Agnieszka Ekert to tegoroczna debiutantka w klasie 2-Picanto mistrzostw Polski. Opowiedziała nam o swojej drodze do WSMP oraz podsumowała swoje pierwsze wyścigi w tym cyklu.

Jazda samochodem była Twoim marzeniem i pasją od samego początku? Czy były i jakie momenty przełomowe w tej pasji?

Zawsze lubiłam się przemieszczać samochodem, ale moja przygoda ze świadomą jazdą samochodem zaczęła się od pewnej podbramkowej sytuacji drogowej, z której udało mi się wyjść bez szwanku. Po tym zdarzeniu zdecydowałam się udać na kurs doskonalenia techniki jazdy w Automobilklubie Wielkopolskim. Byłam pierwszy raz na torze Poznań, była to zima 2011 roku. Było cudownie, zajęcia były ciekawe i pouczające, ale w zasadzie na tym się skończyło. Kolejny raz na szkoleniu tego typu pojawiłam się dopiero dwa lata później, potem znowu za rok. Zaczęłam się troszeczkę bawić autem, kręcić bączki na parkingach na śniegu i odkryłam Track Day. Przez trzy lata z rzędu, parę razy do roku, jeździłam na Track Day seryjnym kompaktem, korzystając od czasu do czasu z pomocy instruktorów, zapewnianych przez organizatora imprezy. Uzupełniałam też wiedzę o technice jazdy z dostępnych na rynku podręczników jazdy wyścigowej (w języku angielskim, jestem tłumaczem przysięgłym). Czułam ogromny głód informacji i zaczęło mnie to wciągać. Poznałam sporo osób o podobnych zainteresowaniach – raczej panów, bo zazwyczaj byłam jedyną kobietą na torze, czasami jedną z dwóch. Byłam też parę razy na szkoleniu dla kierowców w ośrodku szkoleniowym w Bednarach, zaczęłam jeździć na Power Stage znowu seryjnym autem: Peugeotem 107.

Potem stałaś posiadaczką pucharówki? Czy od razu było to powiązane z decyzją o startach w WSMP?

Bardzo długo odkładałam decyzję o zakupie samochodu przeznaczonego do sportu, na wypadek, gdybym doszła do wniosku, że to nie dla mnie. Około dwa lata temu poczułam jednak, że doszłam do kresu możliwości mojego Peugeota. Poprosiłam instruktora, żeby wsiadł ze mną do auta i zweryfikował, czy faktycznie tak jest. Trochę się obawiałam, czy nie będzie kpił z malucha, ale nic z tych rzeczy. Jego zdaniem wyciskałam z auta ok. 90%, a jak mi uzmysłowił w jaki sposób uzyskać pozostałe 10%, to się zwyczajnie (tak po babsku) przestraszyłam i zdecydowałam, że bez klatki nie będę nawet próbować. Porozmawialiśmy o tym jakie auto kupić, żeby było w miarę nowe, tanie w utrzymaniu, pozwalało na rozwój kierowcy i dawało porównanie z innymi zawodnikami. Okazało się, że pucharowe Picanto spełnia te wytyczne i będzie idealne. Nie bez znaczenia był również fakt, że Picanto jest dopuszczone do ruchu, zarejestrowane, ma aktualne badanie techniczne i OC, więc mogę wszędzie nim dojechać na kołach (chociaż to niezbyt komfortowe). Samochód kupiłam w bardzo banalny sposób – przez jeden z bardzo popularnych portali internetowych. W ogóle nie planowałam startów w WSMP, po prostu chciałam dalej doskonalić technikę i cieszyć się jazdą w bezpiecznym warunkach.

I miałaś już dużo większe możliwości samochodu do wykorzystania?

Po zakupie Picanto miałam wielkie oczekiwania, ale niestety na pierwszym Track Day nowym nabytkiem okazało się, że w ogóle nie umiałam nim szybko jechać. Wszystkie niedociągnięcia w technice jazdy zostały boleśnie obnażone, a stoper był bezlitosny i okrutny… Od tego momentu się zawzięłam! Zaczęłam jeździć naprawdę sporo, 6 Track Day’ów w roku, podobna liczba Power Stage i poznańskie Superoesy. Ponownie poprosiłam o pomoc instruktora. A na wyrobienie licencji wyścigowej namówił mnie w zeszłym roku Darek Nowicki, który przyjął mnie do swojego zespołu, za co jestem mu ogromnie wdzięczna.

Czy debiut w WSMP to duże wyzwanie? Jak sobie to wyobrażałaś a jak właściwie było?

W sezonie 2017 wystartowałam w czterech rundach WSMP, rozgrywanych w trakcie dwóch weekendów. Przed pierwszym startem nie wiedziałam kompletnie czego oczekiwać. Wyobrażałam sobie na zmianę, że rozbijam samochód w spektakularnej kolizji, albo że jadę sama na końcu i nie mam się z kim ścigać (śmiech). O ile z jazdą na tym etapie radziłam sobie już dosyć dobrze, to nie miałam bladego pojęcia o ściganiu się ani żadnych wcześniejszych z tym doświadczeń. No może poza towarzyskimi kartingowymi „Zawodami o Złote Kalesony”, na których pierwszy raz poważnie pomyślałam, że może spróbuję wystartować w mistrzostwach Polski? Starałam się szczerze samej sobie odpowiedzieć, jakie mam dobre strony i jak je wykorzystać podczas wyścigu. Miałam strategię i plan działania, pomysł na znalezienie kolejnej sekundy i jestem w miarę zadowolona z przebiegu zawodów, mimo braku szans na podium. Z mojego punktu widzenia mój debiut w WSMP był zaskakująco udany, nie spodziewałam się tego i jest to kolejny etap w moim rozwoju jako kierowcy.

Poprzeczka jest postawiona wysoko?

Panowie niestety są szybsi ode mnie i prezentują wysoki poziom, a ja nie jestem tak konkurencyjna jak mi się wydawało. Dlatego po prostu cieszę się, że ukończyłam wszystkie wyścigi i udało mi się nawiązać walkę – czasem tylko dojść innego zawodnika, czysto wyprzedzić, dostać parę niebolesnych nauczek na przyszłość. Wydaje mi się, że mam dobry kontakt z zespołem, docieramy się. Dla mnie osobiście bardzo ważne jest to, że jestem samodzielną zawodniczką i nie jestem przez nikogo prowadzona za rękę. Czasem korzystam ze wsparcia merytorycznego, mam do kogo zadzwonić w razie potrzeby i poprosić o pomoc, ale w zasadzie do wszystkiego doszłam sama. Mimo, że przez brak trenera robię wolniejsze postępy, to sprawiają mi one ogromną satysfakcję. Odczuwam ogromną radość z jazdy.

Jak się czujesz w tej całej, wyścigowej otoczce? To dla Ciebie nadal frajda i zabawa czy już pełen profesjonalizm i mistrzowski poziom zawodów?

Pod wpływem startów w WSMP stopniowo zmienia się moje podejście do współzawodnictwa. Staram się zachowywać luz i dystans, który mi towarzyszył podczas zawodów amatorskich, ale coraz mniej mi się to udaje. Początkowo z niedowierzaniem przyglądałam się, jak zawzięcie rywalizują ze sobą mężczyźni, a teraz również zaczynam chcieć – jeżeli nie wygranej, to przynajmniej dobrego wyścigu. Profesjonalna atmosfera towarzysząca zawodom bardzo podbudowuje moje ego! Lansuję się w kombinezonie (ze zbyt długimi rękawami i bardzo, bardzo ciepłym), uwielbiam być w aucie, ale po zakończeniu zawodów do głosu dochodzi wiele negatywnych emocji. Często towarzyszy mi złość i frustracja, uczucie bezsilności, zniechęcenie. Trudno trzymać fason, gdy nie można dogonić piętnastolatka, który właśnie przeszedł do samochodów z kartingu. Oczywiście bilans wypada na plus, inaczej nie byłabym w stanie tego robić i planować kolejnego sezonu.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia? Będą kolejne wyścigi?

W przyszłym roku planuję pojechać dwa albo trzy weekendy wyścigowe, w zależności od dostępności środków finansowych, jednakże chcę, żeby podstawą mojej działalności nadal pozostał trening, a zawody stanowiły przysłowiową wisienkę na torcie. Przede wszystkim w mojej technice jazdy jest jeszcze nadal dużo do poprawy, muszę zmniejszyć dystans dzielący mnie od chłopaków, a to mnie bardzo motywuje. Bardzo liczę na rozwój klasy 2-Picanto w przyszłym sezonie i pojawienie się zawodników na poziomie podobnym do prezentowanego przeze mnie.

Także kobiet? Jakbyś je zachęciła do startów w WSMP?

Pojawienie się innej kobiety w klasie prawdopodobnie spowodowałoby, że zaciągnęłabym kredyt na topowe przygotowanie auta i odkryła w sobie pokłady waleczności i odwagi, o których istnieniu jeszcze nie mam pojęcia (śmiech). Nie mam za bardzo pomysłu, jak skutecznie zachęcić kobiety do startów w WSMP. Może zainspiruję je własnym przykładem, że można wejść w motorsport od zera i dawać sobie radę na zawodach? Nikt nie daje mi odczuć, że jestem na torze niemile widziana, ale z drugiej strony nie ma też żadnej taryfy ulgowej i nikt nie trzyma dla mnie otwartych drzwi. Jest dla mnie oczywiste, że aby tutaj osiągnąć sukces trzeba włożyć w to mnóstwo czasu, pracy i pieniędzy oraz jeździć i myśleć jak mężczyzna, albo przynajmniej młodziutki eks-kartingowiec. Szalenie istotne jest wsparcie życzliwych osób, które napędza do działania i daje siłę.

Najnowsze

Kalendarz Pirelli 2018 zaprezentowany na Manhattanie

Do 45. edycji kalendarza, do której zdjęcia odbyły się w Londynie w maju tego roku, brytyjski fotograf Tim Walker zastosował niepowtarzalny styl ekstrawaganckich inscenizacji i romantycznych motywów, by powrócić do jednej z klasycznych opowieści brytyjskiej literatury: "Alicja w Krainie Czarów".

Jego inspiracją była nie tylko fantastyczna historia Lewisa Carrolla, ale przede wszystkim ilustracje do pierwszej edycji z 1865 r., których stworzenie sam Carroll powierzył Johnowi Tennielowi. W kalendarzu Pirelli 2018 Tima Walkera pojawiły się w postaci 28 ujęć stworzonych w oparciu o 20 różnych i niezwykłych inscenizacji nowej, wyjątkowej Krainy Czarów.

„Alicja była opowiadana tak wiele razy”, powiedział Tim Walker, „i myślę, że chciałem wrócić za Lewisem Carrollem do źródła wyobraźni, aby móc opowiedzieć ją jeszcze raz od samego początku. Chciałem znaleźć inny i oryginalny punkt widzenia”.

Aby przekazać swoją koncepcję przygód „Alicji w Krainie Czarów”, Walker przedstawił obsadę 18 osobowości, zarówno znanych, jak i przyszłych w tym muzyków, aktorów, modelek i działaczy politycznych. Wśród nich sudańsko-australijska modelka Adut Akech, ghanijsko-brytyjska modelka i działaczka feministyczna Adwoa Aboah, model senegalsko-niemieckiego pochodzenia Alpha Dia, benińsko-amerykański aktor i model Djimon Hounsou, modelka południowosudańsko-australijskiego pochodzenia Duckie Thot, gambijska aktywistka na rzecz praw kobiet Jaha Dukureh, brytyjski model King Owusu, amerykański raper i wokalista Lil Yachty, meksykańsko-kenijska aktorka Lupita Nyong’o, brytyjska supermodelka i aktorka Naomi Campbell, amerykański aktor, drag queen, osobowość telewizyjna i wokalista/autor tekstów RuPaul, amerykańska aktorka Sasha Lane, amerykański raper, wokalista, autor piosenek, aktor, producent muzyczny i przedsiębiorca Sean “Diddy” Combs, amerykańska modelka Slick Woods, południowoafrykańska modelka i prawniczka Thando Hopa, amerykańska aktorka, komiczka, autorka i prowadząca program telewizyjny Whoopi Goldberg, brytyjski model Wilson Oryema i brytyjska stylistka mody, projektantka i wokalistka Zoe Bedeaux.

Wszyscy oni tworzą w pełni czarnoskórą obsadę po raz drugi po tym, jak w Kalendarzu Pirelli z 1987 roku, brytyjski fotograf Terence Donovan sportretował pięć pięknych czarnych kobiet, w tym szesnastoletnią Naomi Campbell oraz modelkę, pisarkę i aktywistkę Waris Dirie.

Przy realizacji Kalendarza, następującego po zeszłorocznym stworzonym przez Petera Lindbergha, Tim Walker współpracował z dwojgiem wybitnych artystów: Shoną Heath, jedną z czołowych brytyjskich reżyserek i scenografek oraz ikoną świata mody Edwardem Enninfulem, który jest stylistą stojącym za tegorocznymi wyszukanymi strojami.

Shona Heath była odpowiedzialna za stworzenie uderzających scenografii i instalacji, które pozwoliły na kreatywne opowiedzenie historii, opisanej w „Przygodach Alicji w Krainie Czarów”. Elementy opowieści, które są dziś częścią naszej zbiorowej wyobraźni, zostały wywrócone do góry nogami, na przykład: biały królik stał się czarnym królikiem, podczas gdy czerwone róże królowej zostały pomalowane na czarno przez karty do gry. „Zawsze starałam się znaleźć coś, co daje do myślenia, zastanawiać się, co ta historia oznacza i co było ważne, i jak bardzo może być urozmaicona. Nadal jednak tworzymy bardzo jasny przekaz, który jest bardzo wierny tej historii” powiedziała Heath.

Komentując swój wkład w tegoroczny kalendarz, Enninful, który niedawno został zarówno pierwszym mężczyzną na tym stanowisku, jak i pierwszym czarnoskórym redaktorem naczelnym brytyjskiego Vogue’a, powiedział. „Bardzo ważne jest, aby opowieść o Alicji została przekazana nowemu pokoleniu. Jej przygoda w Krainie Czarów rezonuje ze światem, w którym dziś żyjemy; przeszkodami, które musimy przezwyciężyć oraz pomysłem celebrowania tego co odmienne. Dorastając w Londynie, często żyłem w świecie fantazji, bajek i kryminałów. Alicja zawsze była jedną z moich ulubionych postaci. Zawsze czułem, że uczestniczę razem z nią w podróży przez Krainę Czarów, a wszystkie te niezwykłe postaci stały się moimi przyjaciółmi… wszystkie oprócz strasznej Królowej i jej katów… Możliwość ujrzenia czarnej Alicji oznacza dzisiaj, że ​​dzieci wszystkich ras mogą zostać objęte ideą różnorodności już od najmłodszych lat, a także uznać, że piękno ma różne barwy. Żyjemy w zróżnicowanym kulturowo świecie. Projekty takie jak ten niezwykły Kalendarz Pirelli pokazują, że wciąż jest nadzieja w tym, co czasem odczuwamy jako coraz bardziej cyniczna rzeczywistość”.

Według słów Roberta Douglasa-Fairhursta, profesora literatury angielskiej na Uniwersytecie w Oksfordzie, członka Królewskiego Towarzystwa Literackiego i autora eseju Being Alice (zawartego w zestawie prasowym), „ciekawa jest odmowa Tima Walkera przekształcenia Krainy Czarów w utwór wiktoriańskiego kiczu”. W swoim eseju Fairhurst podkreśla, że ​​”chociaż Kraina Czarów „brzmi jak miejsce magiczne, to, tym co uderza wiele dzieci, gdy po raz pierwszy czytają tę historię, jest jak straszne są niektóre jej części. Nawet Alicja czuje się zagrożona przez swój własny sen. Prawie wszystkie stwory, które spotyka, są zdziwaczałe, a nie milutkie. […]

Ale oczywiście w sercu wszystkiego znajdują się zdjęcia Alicji autorstwa Walkera. Wciąż Alicji. Nie ma już dziecka, tutaj jest odgrywana przez nieziemsko piękną modelkę (Duckie Thot), której osobista historia dziecka sudańskich uchodźców, którzy przeprowadzili się do Australii, czyni z niej idealne nowoczesne wcielenie niespokojnej i pozbawionej korzeni bohaterki Carrolla. Tymczasem Kalendarz Pirelli jako całość, stanowi doskonały dowód na to, że historia Lewisa Carrolla pozostaje dziełem w toku.”.

To, co dzieje się za kulisami, zdjęcia, historie i osobowości Kalendarza Pirelli 2018 można znaleźć na specjalnej stronie internetowej www.pirellicalendar.com, na której można zapoznać się z historią ponad 50 lat The Cal ™ poprzez filmy, wywiady, zdjęcia i wcześniej niepublikowane teksty.

Najnowsze