Klasa G króluje już od 40 lat wśród samochodów terenowych!

Klasa G jest najdłużej produkowaną serią modelową w historii osobowych Mercedesów, a przy okazji – przodkiem wszystkich SUV-ów spod znaku trójramiennej gwiazdy. Co z tej okazji dla fanów marki przygotował Mercedes?

To, co na początku lat 70. zaczęło się od umowy o współpracy pomiędzy ówczesnymi firmami Daimler-Benz AG i Steyr-Daimler-Puch w austriackim mieście Graz, dziś stanowi unikalną część historii motoryzacji. Koncepcja nowego pojazdu terenowego sama w sobie była niezwykła: łączyła doskonałe własności terenowe z bezpieczeństwem i całkowitą zdatnością do jazdy po utwardzonych drogach.

Od tamtej pory nieodłącznymi elementami Klasy G są napęd na wszystkie koła i 100-procentowe blokady dyferencjałów, jak również solidna rama typu drabinowego. 20. urodziny Klasy G w 1999 roku zapoczątkowały kolejny wyjątkowo pomyślny rozdział w historii modelu: na rynek trafił pierwszy jej wariant sygnowany przez AMG – G 55 AMG.

Wcześniej Klasa G od AMG była dostępna tylko w pojedynczych egzemplarzach. 5,5-litrowy wolnossący silnik o 8 cylindrach, z trzema zaworami na cylinder, rozwijał moc 260 kW (354 KM); maksymalną prędkość pojazdu ograniczono elektronicznie do 210 km/h. Maksymalny moment obrotowy o wartości 525 Nm był dostępny przy 3000 obr./min. Obszerne modyfikacje nie ograniczały się tylko do silnika – do wyższej mocy przystosowano również 5-biegową przekładnię automatyczną, podwozie, hamulce i układ wydechowy.

W 2013 r. świat ujrzał wyjątkowo spektakularny wariant G 63 AMG 6×6: 400 kW (544 KM), napęd na sześć kół, reduktor, osie portalowe dla uzyskania większego prześwitu, pięć mechanizmów różnicowych blokowanych podczas jazdy oraz system kontroli ciśnienia w oponach sprawiały, że potrafił on sprostać najtrudniejszym wyzwaniom, topograficznym oraz meteorologicznym.

Z kolei wyrafinowane wnętrze z indywidualnymi tylnymi siedzeniami gwarantowało kierowcy i pasażerom optymalny, wysokiej klasy komfort – nawet w ekstremalnych warunkach terenowych. Podobną charakterystyką wyróżniał się Mercedes-Benz G 500 4×42 z 2015 r., który poza luksusowym wnętrzem mógł pochwalić się 45-centymetrowym prześwitem i imponującymi możliwościami na utwardzonej drodze.

W styczniu 2018 r. rozpoczęła się kolejna epoka: swoją premierę na salonie samochodowym w Detroit świętowała nowa Klasa G. O ile kanciasta karoseria klasycznej ikony zachowała swój niepowtarzalny styl, to wnętrze przeszło całkowitą metamorfozę. Z technicznego punktu widzenia Klasa G po raz kolejny ustanawiała standardy, a pod względem właściwości jezdnych na asfalcie została „wymyślona na nowo” – z pomocą nowoczesnych systemów wspomagających zapewnia niezrównane prowadzenie i optymalny poziom bezpieczeństwa.

Nowe zawieszenie, programy jazdy DYNAMIC SELECT, tryb „G-Mode” oraz trzy 100-procentowe blokady mechanizmu różnicowego pozwoliły poprawić osiągi, komfort jazdy i zwinność – na każdej nawierzchni. AMG świętuje 20. urodziny Klasy G o wysokich osiągach, oferując specjalną edycję G 63 STRONGER THAN TIME.

Podstawę charakterystycznych dla AMG właściwości jezdnych zarówno na utwardzonych drogach, jak i poza nimi tworzy następujący zestaw: 4,0-litrowy silnik V8 biturbo o mocy 430 kW (585 KM), napęd na wszystkie koła (siła napędowa rozdzielana w proporcji 40:60) z trzema blokadami mechanizmu różnicowego, błyskawicznie pracująca 9-biegowa automatyczna skrzynia AMG SPEEDSHIFT TCT, niezależne przednie zawieszenie z podwójnymi wahaczami poprzecznymi oraz adaptacyjne amortyzatory.

Niepowtarzalne wzornictwo G 63 definiują m.in. charakterystyczna osłona chłodnicy AMG, poszerzone nadkola, efektowne boczne wydechy oraz obręcze o średnicy nawet 22 cali. Maksymalny moment obrotowy o wartości 850 Nm jest dostępny od 2500 do 3500 obr./min. Sprint od 0 do 100 km/h trwa jedynie 4,5 s, a prędkość maksymalna wynosi 220 km/h. Nowy program indywidualizacji G manufaktur oferuje nabywcom Klasy G jeszcze większy potencjał ekskluzywności.

Przy łącznej liczbie około miliona opcji – dla aut seryjnych oraz G manufaktur – paleta modelu jest praktycznie nieograniczona.Tylko w przypadku siedzeń dostępne są 64 różne kombinacje tapicerek i typów foteli. Także różnorodność kolorów nie pozostawia nic do życzenia. Jeśli chodzi o kabinę, nabywcy mają swobodny wybór spośród szerokiej palety kolorów skóry nappa na kierownicy, tablicy rozdzielczej i siedzeniach, a także spośród odcieni przeszyć i pasów bezpieczeństwa. W kwestii nadwozia oferta obejmuje 34 lakiery, a pierścień koła zapasowego jest teraz dostępny w kolorze pojazdu.

W związku z okrągłymi urodzinami fani Klasy G otrzymają jeszcze jeden wyjątkowy prezent: w niedalekiej przyszłości na dawnym lotnisku Nittner w Feldkirchen, około 15 kilometrów na południe od Grazu, zostanie otwarte Centrum Doświadczalne Klasy G (G-Class Experience Centre). Ośrodek zaoferuje klientom z całego świata możliwość przetestowania rozległych możliwości Klasy G i okazję, by mogli oni dalej rozwijać swoje umiejętności jazdy nawet w ekstremalnym terenie oraz samemu doświadczyć tego, co kryje się za znakiem jakości „Schöckl proved”. Niedaleko Grazu, na górze Schöckl, znajduje się bowiem legendarny tor testowy, na którym Klasa G musi udowodnić swoją wartość – pokonując 5,6-kilometrową trasę, z najazdami i zjazdami dochodzącymi 60% i nawet 40-proc. kątami przechyłu.

Najnowsze

Legendarny Jeep Willys MB na pikniku z okazji państwowego święta USA

Jedną z największych atrakcji imprezy, zorganizowanej przez AmCham, okazała się prezentacja legendarnego Jeepa Willysa MB, czyli samochodu, który wraz z armiami alianckimi przemierzył wszystkie fronty II wojny światowej.

Prezentowany  na pikniku Willys MB został wyprodukowany w 1943 r. i podczas działań wojennych dotarł aż do Polski.  Po wojnie wzbudził zainteresowanie małżeństwa znanych polskich reżyserów – Ewy i Czesława Petelskich, którzy postanowili go kupić i wykorzystywać w filmach swojego autorstwa. Zasłużony weteran pojawił się m.in. w takich produkcjach  jak  „Ogniomistrz Kaleń” z 1961 r., „Jarzębina czerwona” z 1970 r. czy „Naganiacz” z 1963 r. Do firmy Edmark Auto, Willys MB trafił w 1996r.  Przez trzy lata trwało jego odrestaurowywanie, do którego użyto aż 80 proc. oryginalnych części. Dawną świetność ten samochód-legenda  odzyskał w  1999 r.
 

Piknik „AmCham 4-th July” odbywający się z okazji amerykańskiego Dnia Niepodległości ma już w Polsce ponad 20-letnią tradycję, która sięga 1994 r. W tym roku oprócz 243. rocznicy uzyskania przez Stany Zjednoczone niezależności od Wielkiej Brytanii, okazją do uroczystych obchodów było też stulecie nawiązania polsko-amerykańskich stosunków dyplomatycznych.

Gratką dla wszystkich fanów motoryzacji była możliwość obejrzenia najnowszych modeli samochodów z Grupy FCA. Największą popularnością cieszył się samochód-ikona motoryzacji Jeep Willys, który był na wyposażeniu armii USA podczas II wojny światowej.

Na niepodległościowym pikniku można też było obejrzeć kolejne pokolenia tej marki: Compassa, Grand Cheerokee oraz Wranglera Rubicona, a więc modele aktualnie produkowane przez koncern FCA. Wielbiciele kultowej marki sportowej Alfa Romeo mieli okazję do przyjrzenia się jej najmłodszym dzieciom: luksusowemu suvowi Stelvio oraz stylowej Giulii. Pojawił się też Fiat 500 oraz jego sportowy odpowiednik Abarth 500.

Najnowsze

Gadżety samochodowe dla kobiety. 5 najciekawszych propozycji

Płeć piękna równie chętnie korzysta z osiągnięć nowoczesnej motoryzacji - zarówno w zatłoczonych miastach, jak i dłuższych trasach. Dlatego też wiele produktów tworzonych jest właśnie z myślą o kobietach i ich potrzebach, a różnorodność gadżetów może naprawdę zadziwiać! Oto zestawienie gadżetów NAJ - najciekawszych i najprzydatniejszych. I na tyle niedrogich, że można je bez problemu sfinansować z oszczędności, pożyczką od bliskich lub niewielką chwilówką.

#1. Wideorejestrator nie tylko dla pań

Wideorejestratory uważane są za drogowe wybawienie przez obie płcie. I słusznie, bo to jeden z najbardziej przydatnych gadżetów (np. w razie stłuczki lub wypadku), a przy tym prosty w obsłudze i montażu. To mała kamera z wbudowaną kartą pamięci; jest przy tym niewidoczna, nie rozprasza kierowcy podczas jazdy i – co istotne dla kobiet – nie psuje estetyki wnętrza. Można zasilać ją poprzez zapalniczkę samochodową.

Ta mała rzecz potrafi wiele rzeczy. Przede wszystkim nagrywa w Full HD, robi zdjęcia i sama włącza się przy uruchamianiu silnika. I nie jest to gadżet drogi jak na swoje możliwości – za dobrej jakości sprzęt zapłacimy ok. 200-300 złotych.

#2. Jonizator powietrza na samochodowe zapachy

Panie – i nie tylko – wiedzą, że w przypadku dłuższych tras lub gorących dni, odświeżacze samochodowe niezbyt dobrze się sprawdzają. Jonizator powietrza natomiast nie tyle tuszuje „zapaszki”, co je neutralizuje i oczyszcza powietrze.

Od strony technicznej jonizatory są bardzo proste w obsłudze, bezpośrednio lub poprzez aplikację na smartfona. Filtrują powietrze, przez co pozbawiają go niezdrowych cząsteczek i pyłów zawieszonych – to dodatkowa korzyść zdrowotna. Co więcej, takie urządzenie jest niewielkie, co pozwala na zastosowanie nowoczesnego designu. Skuteczny, najprostszy jonizator kosztuje przynajmniej 200 złotych.

#3. Rozszerzona rzeczywistość wyświetlacza Head-Up

Wyświetlacz Head-Up to nowoczesne rozwiązanie problemów z koncentracją. Projektor ten przenosi samochodowe parametry prosto na szybę auta. Świetnie sprawdza się do wyświetlania bieżących informacji o korkach, objazdach, prędkości czy odległościach. Najlepiej jednak działa się w połączeniu z nawigacją, dzięki czemu nie musimy co chwilę spoglądać na mapę i cały czas skupiamy się na drodze.

Urządzenie to współpracuje z aplikacjami zainstalowanymi na smartfonie lub tablecie, a dodatkowo to rozwiązanie, niegdyś uważane za ekskluzywne, jest już ogólnodostępne i nie takie drogie. Najtańsze może kosztować nawet kilkadziesiąt złotych, choć by mieć pewność jego niezawodności, trzeba liczyć się z kosztami rzędu kilkuset złotych – średnio od 100 do 300.

#4. Czujnik parkowania do miejskiej jazdy

Jazda w mieście, po wąskich uliczkach i zatłoczonych parkingach jest bardzo niekomfortowa i naraża kierowców na drobne stłuczki i zarysowania karoserii. Za tym oczywiście idą też koszty. Mniej wydamy, jeśli zainwestujemy w czujnik parkowania. Zwykle dostępny jest w dwóch wersjach – dźwiękowej lub połączonej z kamerą. Ta druga opcja występuje w pakiecie z lusterkiem wstecznym wyposażonym w wyświetlacz, na którym obserwujemy wszystko, co dzieje się za pojazdem. Najtańsze kosztują zaledwie kilkadziesiąt, te lepszej jakości – około 100-150 złotych.

#5. Ulubiona kawa prosto z samochodu

Ten gadżet nie jest tak praktyczny, ale za to bardzo przyjemny, szczególnie gdy wybieramy się w dłuższą drogę. Jeśli nie chcemy być skazani na niesmaczną kawę ze stacji benzynowej, to możemy zdecydować się na podręczny ekspres. To naprawdę bardzo małe urządzenie, które bez problemu zmieścimy w samochodowym schowku, ale wystarczające, by szybko przygotować jedną filiżankę ulubionego espresso. I to dosłownie, bo współdziała on z niemalże wszystkimi kapsułkami różnych marek. Niestety, oficjalna dystrybucja takich ekspresów w Polsce nieco kuleje, więc i ceny są wyższe. Trzeba zapłacić za niego około 400 złotych.

Samochodowe wydatki planujmy z głową

W porównaniu do komfortu (i dobrego samopoczucia), które gwarantują wybrane gadżety, ich cena nie jest wygórowana. Zakupienie ich z własnych oszczędności wydaje się najrozsądniejszym wyjściem, ale też nie zawsze takie oszczędności posiadamy lub też nie chcemy naruszać kwoty zgromadzonej na inny cel.

Jeśli chodzi o niewielkie kwoty, to warto rozważyć finansowanie zewnętrzne. Łatwo je otrzymać i równie łatwo spłacić, zarówno jeśli chodzi o kredyt bankowy, jak i pożyczkę online np. na https://sowafinansowa.pl/. Zwłaszcza ta druga opcja jest chętnie wybierana, tym bardziej jeśli zależy nam na czasie i jak najszybszym kupnie upatrzonego przedmiotu. Trzeba jednak pamiętać, że oferta szybkich pożyczek jest bardzo szeroka, więc warto się z nią wcześniej zapoznać. Jeśli nie jesteś pewna, którą będzie najlepsza, sprawdź ofertę chwilówek na https://sowafinansowa.pl/chwilowki/. Porównanie firm to pewność bezpieczeństwa, a dodatkowo pozwoli na to, by wybrać taką pożyczkę, jaka najbardziej nam odpowiada: najszybszą, najtańszą, a nawet darmową.

Najnowsze

Pechowy weekend Gosi Rdest w W Series na Norisringu

W swoim czwartym starcie W Series, na niemieckim torze Norisring, Gosia Rdest zajęła 14 miejsce. Podczas treningów i kwalifikacji nasza zawodniczka zajmowała miejsca w ścisłej czołówce, niestety lekki kontakt z bolidem rywalki już na początku wyścigu przekreślił jej szanse na punkty.

Sytuacja kluczowa dla ostatecznego wyniku Gosi Rdest wydarzyła się na pierwszym zakręcie sobotniego wyścigu. Jadąca przed nią Fabienne Wohlwend walczyła o pozycję z Jamie Chadwick. Chcąc uniknąć uderzenia w ścianę, zahamowała na wyjściu z zakrętu, nie pozostawiając Gosi zbyt wiele miejsca. Doszło do kontaktu i uszkodzenia przedniego skrzydła w bolidzie Polki. Mimo usterki nasza zawodniczka jechała dalej, ale na ósmym okrążeniu sędziowie nakazali jej zjechać do alei serwisowej na wymianę skrzydła. Po powrocie na tor straty były zbyt duże, by walczyć o punktowane miejsce. 

A na takie zanosiło się przez cały weekend w Norymberdze. Gosia rozkręcała się z okrążenia na okrążenie, notując coraz lepsze czasy. Na pierwszym treningu była siódma, na drugim wykręciła już najlepszy wynik i jako jedna z dwóch zawodniczek złamała barierę 51 sek. Udane były również kwalifikacje, zakończone na czwartej pozycji. 

To był słodko-gorzki weekend. Od samego początku świetnie czułam się na torze, auto sprawowało się bardzo dobrze. Z każdym okrążeniem przesuwałam swój limit, jeździłam coraz bliżej ścian i opóźniałam punkty hamowania. Po raz pierwszy w W Series miałam najlepszy czas na treningu – mówi Gosia Rdest. – W wyścigu zabrakło trochę szczęścia. Najpierw przeciętny start, a potem delikatny kontakt z Fabienne. Niestety bolidy to dość kruche pojazdy i nie ma tu miejsca nawet na tak drobny kontakt. Podczas jazdy nawet nie czułam uszkodzenia skrzydła, jednak w przypadku jakichkolwiek usterek pojawia się flaga techniczna i trzeba zjechać do alei serwisowej. To oznaczało jedno okrążenie straty,  a w konsekwencji koniec ścigania. Mimo to, starałam się do końca walczyć z zawodniczkami. Miałam bardzo dobre tempo od startu do mety i mam nadzieję, że to tempo i moja dyspozycja będą tak samo dobre w dwóch kolejnych wyścigach – podsumowuje jedyna Polka w mistrzostwach W Series. 

Zawody na Norisringu wygrała Marta Garcia. Zawodniczka z Hiszpanii startowała z pole position i w trakcie wyścigu obroniła pierwszą pozycję. Na drugim miejscu dojechała Holenderka Beitske Visser, a ostatnie miejsce na podium zajęła Jamie Chadwick. Brytyjka obroniła prowadzenie w klasyfikacji generalnej, ale Visser zmniejszyła stratę do 10 punktów. Gosia Rdest zajmuje 13. miejsce. 

Do końca sezonu W Series pozostały dwie rundy. Najbliższa już za dwa tygodnie na holenderskim torze Assen, gdzie odbędą się aż dwa wyścigi.  Obok rywalizacji w ramach W Series (sobota, 20 lipca), zawodniczki pojadą jeszcze w wyścigu sprinterskim (niedziela, 21 lipca), który nie będzie już wliczany do klasyfikacji generalnej mistrzostw. 

Najnowsze

Karolina Pilarczyk jest nie do zatrzymania. Kolejne zwycięstwo w Melk!

Wydaje się, że w tym sezonie, jest nie do zatrzymania! Karolina Pilarczyk odniosła kolejne zwycięstwo w zawodach europejskich Queen of Europe.

„W Melk runda Drift Kings odbyła się po raz pierwszy, więc dla większości zawodników, jak również i dla mnie, był to nowy tor. Trasa  została ustawiona w ten sposób, by aby ją prawidłowo i jak  najprecyzyjniej przejechać, trzeba było jechać z jak największymi prędkościami. Niektóre zony wyznaczono przy bandach, więc istniało dość duże ryzyko rozbicia auta. Kilka samochodów poważnie ucierpiało. Mnie się jeździło fantastycznie! Uwielbiam szybie tory! Predator prowadził się rewelacyjnie, dzięki czemu wygrałam kwalifikacje oraz rundę Queen of  Europe kończąc ten weekend z kompletem punktów.” relacjonowała tuż po zawodach nasza Mistrzyni.

Karolina umocniła pierwszą pozycję w klasyfikacji generalnej Queen of Europe 2019. Chwile euforii niestety lekko przyćmiły chwile grozy. Po kwalifikacjach, w których Karolina zajęła wysoką, 13tą pozycję, przyszedł czas na drift battles. Podczas rywalizacji czołowych 32 zawodników Pro1 w serii Drift Kings, w trakcie bitwy z udziałem Karoliny, w Predatorze urwało się koło… Na szczęście Karolina wyszła ze starcia bez szwanku, auto niestety nie i przekreśliło tym samym szanse udziału w dalszych etapach zawodów.

„Po raz kolejny przekonaliśmy się jak fantastyczne jest środowisko driftingowe –  zawodnicy i mechanicy starali się pomagać sobie nawzajem 
żeby naprawić samochody by mogły kontynuować rywalizację! To się nazywa duch Driftu! Rywalizacja na torze a nie w paddocku!” dodaje Pilarczyk.

Już w najbliższy weekend przed Karoliną kolejna runda Driftingowych Mistrzostw Polski na warszawskim Bemowie. Dla zespołu Karoliny to będzie więc bardzo intensywny czas aby Predatora doprowadzić do pełnej  sprawności.

„Wierzę w Mariusza i jego ludzi – zapewnia Karolina- zawsze stają na wysokości zadania i oddają mi w pełni sprawne auto przed kolejnymi rundami, tym razem będzie tak samo, dlatego wszystkich na Bemowo serdecznie zapraszam”.

To zapewne będą fantastyczne zawody i kolejna okazja do podziwiania Predatora w całej jego krasie.

Najnowsze