Karolina Pilarczyk wystartowała w zawodach driftingowych w USA - z jakim skutkiem?

16 maja 2019
12
Po kilku latach ciężkiej pracy, poszukiwania sposobu i budżetu by móc wystartować w najbardziej prestiżowych zawodach driftingowych na Świecie - Formula Drift w USA, w końcu się udało! Karolina Pilarczyk otrzymała licencję FD Pro2 i pomimo borykania się już od początku z różnymi problemami, wspólnie z managerem team’u, Mariuszem Dziurleją, postanowili zrealizować marzenie.

To miał być czas na zapoznanie się z nowymi warunkami, zawodnikami oraz torami driftingowymi. Zawody gtego typu gromadzą w USA tysiące kibiców na trybunach oraz miliony przed telewizorami. To miał być relatywnie spokojny czas na zapoznanie się i przystosowanie do amerykańskich warunków na zawodach. Miało być pięknie, radośnie i słonecznie. Nie sprawdziły się nawet prognozy pogody, bo był to niemalże poligon doświadczalny, góra lodowa problemów i rollercoaster emocji, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Tak w skrócie można opisać pierwsze dwie rundy driftingowych zawodów Formula Drift PRO 2, z których wróciła właśnie Karolina Pilarczyk, podwójna Mistrzyni Europy w driftingu.

Dawid i Goliat w parku maszyn
„To niesamowite, jak profesjonalnie do driftu podchodzą amerykańscy kierowcy” z pasją opowiada Karolina Pilarczyk. „Wiedzieliśmy, że jedziemy do USA na rekonesans, bez zaplecza logistycznego, teamu do wymiany opon czy dbania o każdy parametr auta. Dlatego nasze stanowisko z autem driftingowym w porównaniu ze stanowiskami innych zawodników wyglądało niemalże jak właśnie starcie Dawida z Goliatem. Tam przy każdym zawodniku była kilkuosobowa ekipa techniczna, ciężarówka, która była jednocześnie magazynem części zamiennych, stacją benzynową, warsztatem napraw auta driftingowego. U nas: jedno auto driftingowe, pożyczona laweta, na której je przywieźliśmy, mały namiocik oraz ekipa techniczna w osobie Mariusza, mojego menadżera” śmieje się Karolina. I chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że to powinno Karolinę co najmniej onieśmielić przed zawodami - nic z tych rzeczy. Karolina realnie podchodziła do sprawy - to jest sezon nauki: zorientowanie się w potrzebach, oswojenie z miejscami, torami, zasadami, więc to co było dla niej najważniejsze to posiadanie sprawnego pojazdu do zawodów, by dobrze zaznaczyć swoją obecność w Formule Drift.

Kłopoty przyszły z najmniej spodziewanej strony
I właśnie auto okazało się tym najsłabszym ogniwem amerykańskiej przygody z driftingiem. Zespół Karoliny podjął kilka miesięcy temu decyzję, by auto zostało zbudowane w USA przez zawodnika Formula Drift, który wydawałoby się, doskonale znał wymagania techniczne zawodów. Dodatkowo odchodziła kwestia wysyłania samochodu do Stanów i związana z tym biurokracja - to wszystko wydawało się być najlepszym rozwiązaniem. Niestety szybko przyszło ogromne rozczarowanie. Nikt nie przetestował samochodu i podczas pierwszego testu na dzień przed zawodami, pojazd okazał się być niesprawny. Potem było coraz gorzej. Z braku czasu i miejsc, drugi test pojazdu odbywał się podczas 1 rundy Formula Drift Pro2. „Po otworzeniu maski przyznam, że się załamałem. Nie chciałem straszyć Karoliny przed startem, ale musiałem jej uświadomić czym ma jeździć” - wspomina Mariusz Dziurleja, team manager Karoliny i konstruktor jej aut jeżdżących w europejskich zawodach. „W tamtym samochodzie do wymiany było praktycznie wszystko. Co przejazd to Karolina wracała z kolejną usterką, nie nadążałem z naprawami. Byłem z tym zupełnie sam, z małą skrzynką narzędzi, bez porządnego zaplecza serwisowego, bez części zamiennych, a czas nas gonił. Pomimo niesprawnego samochodu, Karolina zdobyła punkty podczas pierwszej rundy, a my mieliśmy dwa tygodnie na poprawę niedoróbek w aucie” dodaje Mariusz. Poprawa niedoróbek skończyła się wymianą właściwie… wszystkich najważniejszych podzespołów. To było jak budowanie auta na nowo. Karolina i Mariusz zamiast spędzić czas między zawodami na regenerowaniu się i mentalnym przygotowaniu do kolejnej rundy w Atlancie, czas spędzili w sklepach z częściami motoryzacyjnymi oraz warsztacie samochodowym. „Na szczęście kochamy samochody i kochamy naszą pracę i pomimo rozczarowania stanem naszego auta, te dwa tygodnie były dla nas przyjemną koniecznością. Nigdy nie mamy problemu z tym, żeby poświęcić czas samochodom. Tu dobraliśmy się idealnie” wspomina ten czas Karolina.



Kapryśna aura
I choć wiele rzeczy udało się wymienić, to dalej samochód w Atlancie kaprysił i zaskakiwał nowymi usterkami. „Dużą pomoc i wsparcie dostaliśmy od amerykańskich kolegów, to było dla nas bardzo ważne i niesamowite. Kierowcy driftingowi w większości się wspierają, co jest bardzo piękne. I choć zdarzają się wyjątki, to wolę pamiętać te miłe chwile i słowa wsparcia” jak zawsze optymistycznie stwierdza Karolina. „ Dość optymistycznie podeszłam do rundy w Atlancie. To było moje wymarzone miejsce, gdzie chciałam jeździć. Wiedziałam też, ile pracy włożyliśmy w ten samochód. Nie spodziewałam się, że kolejne rzeczy zawiodą. Szybko się z nimi uporaliśmy, ale auto sprawne wyjechało dopiero na kwalifikacje. No i tu też kolejnego psikusa zrobiła nam pogoda. Przeważnie słoneczna Atlanta przywitała nas takim deszczem, że samochody na torze sunęły niczym po lodowej tafli i choć udało mi się zaliczyć kwalifikacje i zyskać kolejne punkty w klasyfikacji ogólnej, niestety zabrakło punktów, by dostać się do ścisłego grona Top 16 tych zawodów” wspomina Karolina.

Nie ma rzeczy niemożliwych
Czy Mariusz i Karolina wrócili z USA rozczarowani? Tak może pomyśleć tylko ten, kto ich nie zna. „Oczywiście mamy niedosyt, bo wiem, że gdyby auto było technicznie tak sprawne jak moje maszyny w Europie, mogłabym już w pierwszej rundzie uplasować się wysoko. Ale nie jestem rozczarowana. Jestem przyzwyczajona do radzenia sobie z problemami. Dzięki tym przeżyciom przypomniały mi się z sentymentem moje początki driftowania, także wierzę, że w lidze amerykańskiej zadzieje się podobnie. Najpierw problemy, potem sposób na ich pokonanie, a potem już tylko satysfakcja i radość z realizowania mojej pasji jaką jest drifting” podsumowuje ten trudny miesiąc Karolina Pilarczyk. Trzeba przyznać, że jej postawa jest inspirująca i może być wspaniałym przykładem dla tych, którzy poddają się już przy pierwszych trudnościach. Karolina pokazuje, że MOŻNA i dlatego mocno trzymamy kciuki za kolejne amerykańskie zmagania.

Tymczasem Karolinę można zobaczyć na żywo w Słomczynie w Driftingowych Mistrzostwach Polski w najbliższy weekend, a następnie na zawodach europejskich we Włoszech oraz Francji, gdzie bierze udział w King of Europe i Queen of Europe, będąc aktualnie na prowadzeniu w kobiecej lidze europejskiej.

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!