Justyna Kowalczyk wybiera Mercedesa GL

Do największego offroadera Mercedesa przesiądzie się wkrótce polska Mistrzyni Olimpijska w biegach narciarskich. Specjalnie skompletowany Mercedes GL będzie służył polskiej sportsmence od czerwca.

fot. Daimler

Justyna Kowalczyk wybrała model z napędem 4MATIC, największy w ofercie producenta ze Stuttgartu.  Do momentu odbioru auta narciarka będzie jeździć innymi modelami Mercedesa, także wyposażonymi w napęd na cztery koła 4MATIC.

– Jeżdżąc od wielu lat samochodami marki Mercedes-Benz, przekonałam się, że są bezpieczeczne, komfortowe i nigdy nie zawodzą. Dotąd podróżowałam nimi tylko wraz ze swoim zespołem, teraz nadszedł czas na bardziej prywatne jazdy. Naturalny wybór padł na markę z gwiazdą na masce, ponieważ niezawodność i poczucie bezpieczeństwa są dla mnie najważniejsze. Bycie sportowcem zmusza mnie do ciągłych podróży, a samochód z napędem na cztery koła ułatwi mi bezstresowe dotarcie do celu, co w znacznym stopniu wpływa później na komfort psychiczny na zawodach i tym samym na osiągane rezultaty. Przyznam się, że w duszy jestem małą dziewczynką, która kocha duże samochody, dlatego wybrałam GL-a, w kolorze czarnym – mówi Justyna Kowalczyk, potrójna, w tym złota, medalistka Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver.

Do czego wsiądzie Justyna?
Klasa GL 4MATIC to 5 lub 7 osobowe auto, z wnętrzem porównywalnym z Klasą S. GL wpisuje się w koncepcję ochrony użytkowników PRE-SAFE, dzięki której automatycznie przygotowuje pojazd na ewentualne zderzenie, zabezpieczając pasażerów przed skutkami wypadku. Auto wyposażono m.in. w układ napędu na wszystkie koła 4MATIC, montowane standardowo zawieszenie pneumatyczne AIRMATIC oraz adaptacyjny system tłumienia drgań (Adaptive Damping System, ADS). Samochód dobrze sobie radzi zarówno na szosie, jak i w terenie. 

O napędzie 4MATIC
Mercedes-Benz w stosowaniu napędu na cztery koła posiada już 103 lata doświadczenia. Pierwszym osobowym samochodem, który posiadał tą technologię był „Dernburg Wagen” z 1907 r. zaprojektowany przez Paula Daimlera. Producent ze Stuttgartu oferuje obecnie ponad 50 różnych wersji z napędem na cztery koła w ośmiu różnych klasach. Najnowsze napędy 4MATIC stosowane są w odpowiednich wersjach w takich modelach jak Klasy: C, GLK, E, S, CL, R, ML, GL. Potrafią zapewnić dzięki kompaktowym rozmiarom i niskiej wadze odpowiedni dla Mercedesa komfort, bezpieczeństwo i dynamikę.

Najnowsze

Przezroczysty Nissan – film

Po idealnych dla kobiety wynalazkach: pudrze transparentnym i makijażu transparentnym, pora na transparentny samochód. Przezroczysty Nissan 370Z jest wynalazkiem edukacyjnym. Dzięki niemu możemy lepiej zaobserwować, po co w samochodach olej.

Dobrych marketingowych pomysłów nigdy dość, dlatego specjaliści z firmy Shell wpadli na proste i zarazem bardzo ciekawe rozwiązanie, jak pokazać przeciętnym zjadaczom chleba i tym, którzy swój samochód tylko tankują, a nigdy nie zajrzeli pod jego maskę, po co w aucie olej i do czego on służy.

Aby dokładnie to zaprezentować stworzono przezroczysty samochód. Po rozmontowaniu oryginalnego Nissana 370Z z silnikiem V6 konstruktorzy Shell’a wyprodukowali wierne kopie jego 2000 elementów pozostawiając tylko oryginalne, a tym samym nieprzezroczyste światła i opony. Prześwitujący silnik zyskał aż dwukrotnie na swojej wielkości, aby móc lepiej uwidocznić obieg oleju. Choć pewnie trudno w to uwierzyć, 30-sekundowy spot naprawdę trzyma w napięciu.

Zobaczcie jak przygotowywano spot i przezroczystego Nissana. 

Najnowsze

Kask z lusterkiem

Jak jadąc na motocyklu mieć przysłowiowe oczy z tyłu głowy? Odpowiedź jest prosta: inwestując w najnowsze gadżety, które uczynią naszą jazdę bardziej bezpieczną i ciekawą.

fot. Revuus

Ten kask Reevu’s do tanich nie należy. Za prawie tysiąc złotych możemy jednak podarować sobie sporą dawkę bezpieczeństwa i dobrej zabawy. Kask z lusterkiem pokazującym nam co dzieje się za nami, podobnie jak lusterko wsteczne w samochodzie, pozwoli nam nie tylko śledzić pędzące za nami pojazdy, ale i może wypatrzeć sobie przyjemnego towarzysza podróży.

Kask nie korzysta z nowoczesnych rozwiązań typu kamera, a ze zwykłej mechaniki. Jest pierwszym opatentowanym kaskiem z lusterkiem wstecznym i, jak zapewnia jego producent, produktem w 100% bezpiecznym. Obecność lusterka nie ogranicza naszego pola widzenia i nie dekoncentruje.

Czy w takim lusterku Panie też będą próbowały poprawić sobie makijaż?

 

Najnowsze

Podatek ekologiczny znowu straszy

Zaledwie rok temu polskim kierowcom groził podatek ekologiczny w wysokości nawet 3000 zł (dla aut wyprodukowanych przed 1992 rokiem), a dziś rząd powraca do tego pomysłu. Podatek miałby być płacony co roku i uzależniony od pojemności silnika, emisji spalin i wieku samochodu. 

Na razie rozpoczyna się dyskusja, ale niewykluczone, że tym razem nie uda się powstrzymać planów dodatkowego obciążenia zmotoryzowanych Polaków.

Zwolennicy wprowadzenia podatku mówią, że dzięki temu Polacy zaczęliby kupować nowe, bardziej ekologiczne samochody. Czy aby na pewno? Polacy mają starsze pojazdy nie z zamiłowania do oldtimerów, ale ponieważ często ich nie stać na nowe auto. Podatek ekologiczny tego faktu nie zmieni. Prędzej większość osób z ciężkim sercem pozbędzie się samochodu, niż zdecyduje się na zaciągnięcie wieloletniego kredytu na auto z salonu, które już po dwóch latach straci nawet połowę swojej wartości. Przedstawiciele koncernów samochodowych mówią wprost, że  brak podatku ekologicznego hamuje sprzedaż nowych aut.

O co więc chodzi – o ochronę środowiska czy może o zyski koncernów samochodowych? 

W dyskusji nad podatkiem ekologicznym używa się argumentu oczyszczenia polskich dróg z jeżdżących po nich wraków. Jeszcze kilka lat temu średni wiek pojazdu w Polsce rzeczywiście wynosił 14 lat. Od dłuższego czasu samochody sprowadzane do Polski mają blisko 10 lat (w 2009 roku nawet około 9), co powoduje odmładzanie się parku – obecnie średni wiek pojazdów wynosi nieco powyżej 11,5 roku. Dla lepszego wyobrażenia sobie tej tendencji warto podać przykład, iż właściciele starych aut, m.in. takich jak Fiat 126p, Cinquecento czy Polonez przesiadają się do lepszych, bezpieczniejszych, ekonomiczniejszych i mniej zanieczyszczających środowisko pojazdów. Najczęściej bowiem wspomniane modele są wymieniane na średnio 10-letnie samochody zachodnie (np. VW Golf czy Audi A4 z 2000 roku), które są nowocześniejsze i często w lepszym stanie technicznym niż pojazdy dotychczas eksploatowane.

Jak podaje firma badawcza MotoFocus, w 2009 rok średni wiek samochodu osobowego w Polsce wyniósł 11,5 roku, a wg firmy Samar było to powyżej 12 lat. Niestety nadal oficjalne statystyki (Centralna Ewidencja Pojazdów) obarczone są wieloma błędami, takimi jak przypadki podwójnej rejestracji tego samego samochodu lub brak informacji o wyrejestrowaniu pojazdu, który trafił na złom. 

Taki rozkład wiekowy parku samochodowego nie może dziwić, gdyż nie należy oczekiwać, iż wszyscy Polacy przesiądą się do aut kupowanych w salonach – są na to zbyt ubogim społeczeństwem, którego siła nabywcza jest od dwóch do trzech razy mniejsza od siły nabywczej społeczeństw Europy Zachodniej. Dla przykładu na nowego Volkswagena Golfa statystyczny Niemiec musi pracować około 12 miesięcy. Polak, żeby zarobić na takie samo auto, potrzebuje aż 28 miesięcy. Należy pamiętać, iż starymi samochodami nikt nie jeździ z wyboru, a raczej z konieczności. Zatem trzeba skupiać się na tym, by tym jeżdżącym zapewnić maksymalne bezpieczeństwo i zgodność z normami emisji spalin. Bez tańszych usług i części oferowanych przez niezależny rynek motoryzacyjny będzie to praktycznie niemożliwe. To samo społeczeństwo, którego nie stać na zakup nowego samochodu, nie będzie też w stanie regularnie serwisować aut przy użyciu najdroższych części oznaczonych logo koncernów samochodowych. 

Najlepszym dowodem małej zamożności polskich kierowców jest fakt, że w czasie ostatniego kryzysu nawet importowane samochody okazały się zbyt drogie jak na naszą kieszeń. 

Zmotoryzowani Polacy to podstawowa grupa, która odczuje skutki wprowadzenia podatku ekologicznego. Druga to niezależny (czyli niezwiązany z koncernami samochodowymi) rynek motoryzacyjny, który tworzony jest przez 28 tys. firm i zatrudnia 220 tys. osób. Droga zachęcająca kierowców do zakupu nowego samochodu, poprzez obłożenie właścicieli przede wszystkim starszych samochodów dodatkowymi opłatami, doprowadzi jedynie do tego, że gwałtownie zacznie spadać wielkość parku samochodowego w Polsce, a spodziewane wpływy do budżetu państwa będą symboliczne. Ze względu na prognozowany spadek liczby samochodów, ograniczeniu ulegnie rynek zbytu dla producentów i dystrybutorów części. Fakt ten, w postaci mniejszej liczby klientów, odczują również warsztaty niezależne, gdyż właściciele nowych aut, średnio do 3 lat, korzystają przede wszystkim z usług autoryzowanych serwisów, obawiając się utraty gwarancji. Z 16,8 mln właścicieli pojazdów w Polsce aż 15,1 mln korzysta z usług niezależnych warsztatów, gdyż po prostu ich nie stać na drogie naprawy w serwisach autoryzowanych. 

W kwestii ochrony środowiska znacznie ważniejszym elementem niż wprowadzenie podatku ekologicznego, będzie zapewnienie niezależnemu rynkowi motoryzacyjnemu dostępu do danych technicznych, w chwili obecnej gwarantowanego przez rozporządzenie GVO. Aby zapewnić zgodność ze standardami UE dotyczącymi emisji spalin, samochody muszą być poddawane regularnej kontroli technicznej. Z tego też powodu dostęp do informacji na temat sposobu serwisowania i naprawy jest niezbędny, aby utrzymać funkcjonalność, bezpieczeństwo oraz zgodność pojazdów z wymogami ochrony środowiska. 

Nowy podatek jako zachęta do zakupu aut bardziej ekologicznych (co dla wielu oznacza fabrycznie nowych) jest wątpliwym pomysłem. Miejmy nadzieję, że i tym razem w dyskusji przeważy głos rozsądku.

Źródło: Stowarzyszenie Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych

Najnowsze

Relacja Idalii Czarnockiej z kartingowego Pucharu Moraw

Tegoroczna pierwsza runda Pucharu Moraw i Mistrzostw Słowacji rozgrywała się na słowackim torze w Trebaticach. Był to pierwszy wyścig po moim zeszłorocznym wypadku - pisze Idalia Czarnocka jedna z niewielu kobiet startujących w zagranicznych wyścugach kartingowych. Oto jej relacja.

fot. Robb Fron

Tegoroczna pierwsza runda Pucharu Moraw i Mistrzostw Słowacji rozgrywała się na słowackim torze w Trebaticach. Był to pierwszy wyścig po moim zeszłorocznym wypadku. Chciałam pokazać się z dobrej strony, choć wiedziałam, że nie mogę od siebie zbyt wiele wymagać.

Z powodu długiej przerwy zaczęłam trenować już w czwartek rano. Początkowo miałam duży problem z przyzwyczajeniem się do zupełnie nowej ramy mojego pojazdu, ale (na szczęście) z każdym okrążeniem szło mi coraz lepiej. Piątkowe treningi polegały na stopniowym poprawianiu czasów okrążeń oraz eliminowaniu błędów, które popełniałam.

Nadeszła sobota, a więc kilka treningów oraz czasówka. Na porannej próbie testowaliśmy kilka nowych ustawień i udało mi się uzyskać drugi czas w stawce. Na następnym treningu chcieliśmy znów się poprawić, ale trochę nam nie wyszło i „przekombinowaliśmy”. Później było jeszcze gorzej – na zmianę padał deszcz i świeciło słońce, więc ciężko było porównywać osiągi, ponieważ tor był mokry.

fot. Pokorna

Na czasówce niestety już nie padało, a szkoda, bo w odróżnieniu do Czechów i Słowaków bardzo lubię jeździć w deszczu. Nie udało nam się poprawnie ustawić sprzętu i przypadło nam dalekie trzynaste miejsce. Mimo to, nie martwiłam się zbytnio, ponieważ 13 to moja szczęśliwa liczba – jak się później okazało – nie tym razem.

W niedzielę rano mieliśmy rozgrzewkę przed trzema startami. Na tych zawodach ogranicza się ona jednak tylko do przejechania się i sprawdzenia sprzętu, ponieważ na ten trening wypuszczane są razem z Rotaxem jeszcze dwie inne klasy o podobnych osiągach. Przy takim tłoku na małym torze, jakim są Trebatice, niemożliwe jest zrobienie jakiegokolwiek dobrego czasu.

fot. Pokorna

Do pierwszego wyścigu startowałam z wewnętrznej strony toru, co teoretycznie jest najlepszym miejscem do startu. Przed startem jest jednak nawrót w lewo, co mojemu silnikowi zdecydowanie się nie podoba. W związku z tym już na starcie straciłam dwie pozycje. Miałam duże problemy z wyprzedzaniem, które były wynikiem długiej przerwy w jeżdżeniu. Wyścig ukończyłam na 14. miejscu. Po naradzie z mechanikiem, nie mając nic do stracenia, ustawiliśmy sprzęt zupełnie inaczej. W drugim wyścigu udało mi się przebić o dwie pozycje do przodu, a na wyjściu z szybszych zakrętów mój silnik spisywał się znakomicie. W ostatnim – trzecim wyścigu, już sama do siebie nie miałam siły. Nie lubię sytuacji, w których widzę, że popełniam błędy ale nie do końca wiem, jak się poprawić. Tuż przed metą była mała bitwa o miejsce w środku stawki, jednak nie udało mi się wyprzedzić rywali i być o te dwa, trzy miejsca do przodu.

fot. Pokorna

Mój kolega stwierdził, że nie powinnam się przejmować, bo to był taki wyścig „na rozgrzewkę”. Niestety, dla mnie ważne są wszystkie wyścigi i ten weekend oraz moje rezultaty w ogóle nie powinny mieć miejsca. Mam nadzieję, że na najbliższych zawodach w Dunajskiej Stredzie uda mi się zawalczyć o jakieś lepsze miejsca.

Najnowsze