Harley i sexy Marisa Miller

Uważana za najseksowniejszą na świecie kobietę, Marisa Miller właśnie wzięła udział w kampanii Harleya Davidsona. Efekt - gorące zdjęcia, na których, zdaniem Panów, zupełnie zbędny jest motocykl.

Piękna i bestia
fot. Harley Davidson

Jej zdjęcia gościły już na okładkach wielu prestiżowych magazynów, a jej uroda – zdaniem wielu – jest niepowtarzalna i zjawiskowa. Marisa Miller, amerykańska modelka nie zachwytem wobec swojej urody jednak żyje, a motocyklową pasją. Jej efektem jest sesja reklamowa Harleya Davidsona, w której wzięła ostatnio udział i która, jak mówi sama zainteresowana, dała jej niesamowitą frajdę dzięki możliwości przejażdżki najnowszymi modelami producenta z Milwaukee.

Sesja pokazuje z pozoru delikatną, błękitooką Marisę w drapieżnych, ciemnych krajoobrazach, na wielkim i jakże kontrastującym z nią motocyklu. Okazuje się jednak, że niewielka z pozoru istotka, która zajmuje się na codzień ładnym uśmiechaniem do zdjęć, może bez problemu ujarzmić Harleyową kolubrynę. Czy wystarczy do tego umiejętność dobrej jazdy, piękna uroda, a może bycie „hot”? Ciekawe czy Panie oglądają te zdjęcia bardziej zwracają uwagę na Harleya, czy Marisę i czy takie fotografie wzbudzają w nich zazdrość? Oby nie, bo przecież każda z nas jest wyjątkowa i do tego na pewno nie możemy się powstydzić naszych umiejętności prowadzenia wszelkich pojazdów. 

fot. Harley Davidson

Poniżej filmik przedstawiający sesję pięknej Amerykanki i dużo zabawy, jaką miała podczas sesji. Fajnie jest łączyć pracę z hobby.

 

 

 

 

 

 

 

Najnowsze

Samochód za 1800 euro „made in china”

Samochód w cenie europejskiej średniej krajowej - czemu by nie?! Auto dla Pań ceniących racjonalne wydatki ma zadebiutować na rynku już za 2 lata. Samochód, podobnie jak ogromna ilość produktów obecnych na rynku ma być "made in China".

Na razie wiadomo o nim niewiele, ale już teraz kusi ceną
fot. Geely

O powszechnie nieznanej jeszcze niedawno chińskiej firmie Geely ostatnio mówi się naprawdę dużo. Powód: zakup przez Geely szwedzkiej firmy Volvo Car Corporation. Ostatnio firma postanowiła znów skierować oczy wszystkich zainteresowanych motoryzacją w swoją stronę. Na targach motoryzacyjnych Auto China 2010 jej stoisko zdobił model IG – auto o nowoczesnym kształcie pretendujące do tytułu „najtańszego samochodu na Świecie”.

Zbudowany na podstawie konceptu samochód ma kosztować tylko 1 800 euro – nawet przy wysokim kursie euro, cena ta nie przekroczy więc super atrakcyjnych 10 000 złotych, a tym samym pobije najtańszego dotychczas i znanego z awaryjności indyjskiego TATA Nano.

Geely – producent, który namiesza na rynku motoryzacyjnym, zapowiada, że w 2014 roku samochód dostępny będzie rownież w ekologicznej wersji z silnikiem elektrycznym.

 

Najnowsze

Tekstylna kurtka Artea dla motocyklistki

Artea to nowa kurtka skórzana marki Redline dla motocyklistek poruszających się jednośladem, zarówno samodzielnie jak w charakterze pasażerki. Modelem bazowym do zaprojektowania kurtki był znany już model Exodia.

Kurtka wykonana została z dobrej jakości skóry bydlęcej o grubości 1,3 mm, w kolorze czarny mat. Dla podkreślenia motocyklowego designu szwy zostały okraszone grubą pomarańczową nicią oraz, w niektórych miejscach, wstawkami pomarańczowego odblaskowego materiału. Przed chłodem zabezpieczy podpinka ocieplająca Thermoline A-Grade, a prze upadkiem protektory firmy KNOX, w które producent wyposażył kurteczkę już w tzw standardzie. Ma regulowany pas, dwie kieszenie zewnętrzne, wypinaną, pikowaną podpinkę ocieplająca Thermoline A-Grade. Zamek pozwalaja na połączenie kurtki ze skórzanymi spodniami Redline.

fot. Redline

Kurtka dodatkowo posiada: wyjmowane protectory KNOX z certyfikatem CE na barkach i łokciach, ochronny piankowy protector z certyfikatem CE na plecach, opcjonalnie protektor KNOX oraz perforowaną wewnętrzną podszewkę ułatwiająca przepływ powietrza.

  • Przewidywany termin premiery w sklepach to 20 czerwca bieżącego roku. Cena detaliczna to około 850 złotych.

    fot. Redline

     

    Najnowsze

    A jednak: Passat CC 5-osobowy!

    Mimo, że z nazwy jest to Passat, to jednak z protoplastą niewiele ma wspólnego. Zwiększono mu rozstaw kół, co pozwoliło na zamontowanie dłuższego, niższego i szerszego, do tej pory czteroosobowego nadwozia. Zgodnie z życzeniami klientów CC jest już dostępny w wersji pięcioosobowej, z nową tylną kanapą.

    Przystosowany dotychczas dla czterech osób Passat CC jest już dostępny w wersji pięcioosobowej z nową tylną kanapą. Wprowadzenie tej opcji do cennika wyposażenia dodatkowego jest reakcją Volkswagena na życzenia klientów. Dzięki trzeciemu zagłówkowi i środkowemu, trzypunktowemu pasowi bezpieczeństwa, nowa kanapa spełnia wszystkie wymagania dotyczące bezpieczeństwa. Jej oparcie jest asymetrycznie dzielone i składane, co pozwala na przewożenie także większych przedmiotów. Trzyosobowa tylna kanapa jest dostępna za dopłatą w wysokości 610 zł. 

    Passat CC to już nie jest nudna limuzyna, a auto z charyzmą i charakterem.
    fot. Volkswagen
    Miejsce z tyłu docenią jedynie pacholęcia…
    fot. Volkswagen

     

     

     

     

     

     

    Passat CC jest pełen innowacyjnych rozwiązań, m.in. zastosowano tutaj ogumienie typu Mobility Tire, które pozwala na kontynuację podróży mimo np. gwoździa w oponie. Mamy tu także mnóstwo systemów wspomagających kierowcę tj. Lane Assist pomagający zachować właściwy tor jazdy, Park Assist ułatwiający parkowanie czy system kontroli otoczenia z przodu Front Assist, który dba o zachowanie właściwego dystansu od poprzedzających aut. Opcjonalnie CC można wyposażyć w regulowane zawieszenie, które ma możliwość wyboru między trybami sport, normal i comfort, przez co jednym kliknięciem dopasowujemy siłę tłumienia amortyzatorów do aktualnych potrzeb jazdy.

    Jak przystało na auto typu coupe szyby zostały tu pozbawione ramek w drzwiach, a całość osadzono na ładnych, 17-calowych obręczach.

    Najnowsze

    Idalia Czarnocka siódma w kartingowym Pucharze Moraw

    Druga runda Pucharu Moraw i Mistrzostw Słowacji w kartingu odbyła się na słowackim torze w Dunajskiej Stredzie. - Zaczęło się nieciekawie... - relacjonuje dla Motocaina.pl jedyna Polska zawodniczka - Idalia Czanocka.

    fot. Robb Fron

    Cały tydzień przed zawodami leżałam w domu chora z wysoką gorączką, a rodzice próbowali mi wyperswadować, że start nie jest najlepszym pomysłem. Jednak ja – niezwykle uparta osobniczka – przekonałam ich do swojego wyjazdu.

    W piątek było bardzo ciepło. Jeżdżenie w czasie choroby nie należy do najprzyjemniejszych czynności – raz zimno, raz gorąco, boli głowa, a jeszcze trzeba się skupić na tym co się robi i zrobić to dobrze. Mimo to udawało mi się osiągać zadowalające czasy, a pod koniec dnia, kiedy poczułam się trochę lepiej, znacznie poprawiłam swoje osiągi.

    fot. Pokorna

    W sobotę czułam się bardzo dobrze i od rana miałam rezultaty na poziomie pierwszej piątce. Po południu mieliśmy jednak małe problemy z silnikiem, co trochę mnie to zdenerwowało, bo nie lubię, kiedy coś jest nie tak przed czasówką. Cały dzień zastanawialiśmy się jaka będzie pogoda, ponieważ od rana niebo było pochmurne, a kilkadziesiąt kilometrów od nas lał deszcz. Nie rozpadało się jednak i czasówka, w której zajęłam 8 miejsce, odbyła się na suchym torze. Mój tata wraz z moim mechanikiem byli bardzo zadowoleni z moich osiągów. Choć kwalifikacje nie poszły mi zbyt dobrze, widać było, że zrobiłam spory postęp. Do tej pory największe problemy sprawiało mi opóźnianie hamowania (zawsze wydawało mi się, że jeśli zahamuję później to skończę w trawie), ale w końcu udało mi się to przełamać.

    fot. Pokorna

    W niedzielę na rozgrzewce, ze względu na mokry tor, jeździło mi się bardzo dobrze. Do pierwszego wyścigu startowałam z 8. pozycji, ale po starcie straciłam wiarę w siebie. Wiedziałam, że kręcę co raz gorsze czasy i ukończyłam bieg na 10. miejscu.

    Przed drugim wyścigiem zaczęłam niedomagać zdrowotnie, ale udało mi się przedostać o dwa miejsca do przodu. Było bardzo gorąco, a ja nie czułam się najlepiej i niestety na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością. W dwie godziny (bo tyle czasu miałam do trzeciego biegu) udało mi się przy pomocy
    czekolady i snu wrócić do formy. Tuż przed jazdą czułam się już całkiem dobrze, dzięki czemu w wyścigu udało mi się przebić jeszcze o dwa miejsca i zakończyć zawody na 7. miejscu w klasyfikacji generalnej.

    Byłam zadowolona z zawodów, choć muszę przyznać, że były dość nudne w porównaniu z poprzednimi – w czasie jazd nie było żadnych większych stłuczek, sensacyjnych przejazdów itp.

    Już niebawem moja relacja z pierwszych dwóch rund Pucharu Polski Rotax, które odbyły się niedawno w Biłgoraju.

    Najnowsze