GP Wielkiej Brytanii: zachowanie niegodne mistrza świata
To powinien być tekst o tym, czy sprawdził się format kwalifikacyjnego wyścigu sprinterskiego. To powinien być tekst o zapierającej dech w piersiach walce koło w koło dwóch pretendentów do tytułu mistrza świata. Ale niestety, tak nie będzie... GP Wielkiej Brytanii zaczęło się spektakularnie i emocje na najwyższym poziomie trwały... całe jedno okrążenie. Potem pozostał już tylko niesmak.
Startujący z pierwszego pola startowego, wywalczonego w wyścigu sprinterskim, Max Verstappen dzielnie odpierał ataki drugiego Lewisa Hamiltona. Było to wspaniałe, emocjonujące widowisko, które zakończyło się kontaktem i kierowca Red Bulla przy prędkości 290 km/h wyleciał z toru w zakręcie Copse i z potężną siłą uderzył w barierę. Zespół podał, że przeciążenie wyniosło 51G. Na szczęście Verstappen był w stanie o własnych siłach wyjść z roztrzaskanego bolidu. Następnie trafił do lokalnego szpitala na badania.
I w tym momencie świat Formuły 1 podzielił się na dwa obozy: jedni bronili Verstappena, argumentując, że Hamilton zbyt optymistycznie postanowił wykonać manewr wyprzedzania, drudzy bronili Brytyjczyka, twierdząc, że kierowca Red Bulla nie zostawił mu w zakręcie wystarczająco dużo miejsca.
Szef Red Bulla, Christian Horner, kilkukrotnie nazwał manewr Brytyjczyka desperackim. Z kolei Toto Wolff, szef zespołu Mercedes, powiedział:
Z mojego punktu widzenia, do tanga trzeba dwojga. Myślę, że obaj zawodnicy przyczynili się do tego incydentu. Kiedy samochody zbliżają się do siebie, trzeba zostawić sobie miejsce, co tym razem się nie zdarzyło.
Lewis Hamilto, w odróżnieniu od swojego głównego rywala w walce o mistrzowski tytuł, kontynuował wyścig i wygrał Grand Prix Wielkiej Brytanii. I to pomimo nałożonej na niego 10-sekundowej kary za spowodowanie wypadku.
Na konferencji prasowej po wyścigu, pytany o zdarzenie z początku Grand Prix, Hamilton powiedział:
Widziałem tylko krótki klip z wypadku, kiedy wbiegłem do garażu. Teraz przyjrzę się temu i przemyślę to dokładnie. W obecnym zrozumieniu sytuacji uważam, że nie mam za co przepraszać. Przyjeżdżamy na wyścigi, aby rywalizować ze sobą.
„Nie mam za co przepraszać”. Nie trzeba przepraszać za zniszczenie wyścigu rywalowi? Za zniszczenie wyścigu rywalowi, które było ewidentnie twoją winą? I które mogło skończyć się dużo gorzej? Postawa Lewisa Hamiltona, siedmiokrotnego mistrza świata, który jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych „twarzy” tej dyscypliny sportu, który jest idolem dla tysięcy młodych ludzi jest absolutnie nie godna mistrza.
Max Verstappen w niedzielę wieczorem zamieścił post w swoich mediach społecznościowych, w którym odniósł się do zaistniałej sytuacji:
Przede wszystkim cieszę się, że nic mi nie jest. To było dość mocne uderzenie przy 51G, ale czuję się już lepiej. Oczywiście jestem bardzo rozczarowany tym, że zostałem wyrzucony z wyścigu w taki sposób. Przyznana kara w żaden sposób nam nie pomaga i nie jest sprawiedliwą za tak niebezpieczny manewr, jaki Lewis wykonał na torze.
Celebracja zwycięstwa, podczas gdy ja wciąż byłem w szpitalu, jest brakiem szacunku i niesportowym zachowaniem, ale idziemy dalej.
Do tej pory rywalizacja o mistrzowski tytuł między Verstappenem i Hamiltonem przebiegała w miarę przyjacielskiej atmosferze. Wszystko wskazuje na to, że to już przeszłość.
Najnowsze
-
Ubezpieczenie assistance – dlaczego to kluczowy element ochrony każdego kierowcy?
Awaria auta z dala od domu, przebita opona czy rozładowany akumulator to sytuacje, które mogą przydarzyć się każdemu kierowcy. Dowiedz się, jak działa ubezpieczenie assistance i dlaczego warto je mieć, aby w razie problemów na trasie uniknąć stresu oraz wysokich kosztów holowania i naprawy. -
TEST Nowy Ford Explorer – mniej wypraw, więcej miasta. I to nawet ma sens
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
-
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem