Karolina Chojnacka

e-Scrambler – elektryczny rower od Ducati. Czy jest wart swojej ceny?

Ducati zaprezentowało nowy produkt linii Scrambler, ale ku zdziwieniu fanów marki nie jest to motocykl a... elektryczny rower!

Włoski producent motocykli we współpracy z firmą Thok zajmującą się produkcją rowerów elektrycznych, stworzył e-Scramblera, elektryczny rower idealny do jazdy po miejskich uliczkach, jak i otwartych drogach.

e-Scrambler od Duacti to „miejski” rower elektryczny z aluminiową ramą, stworzony z wysokiej klasy komponentów.  250-watowy silnik Shimano Steps E7000zapewniający 60 Nm momentu obrotowego i współpracujący z 504 Wh akumulatorem Shimano i oponami Pirelli Cycl-e GT ma zagwarantować przyjemne pokonywanie nawet najdłuższych tras z zachowaniem zwinności i całkowitego bezpieczeństwa.

Przeczytaj też: Motocykl, samochód, rower, czy autobus?

e-Scrambler otrzymał też widelec Suntour XCR34 oraz 11-biegową przerzutkę SRAM NX. Dodatkowo elektryczny rower jest wyposażony w kierownicę Thok 760 mm, sztycę regulowaną eTEN, oraz czterotłoczkowe hamulce tarczowe SRAM z tarczami 203 mm.

Elektryczny rower od Ducati kosztuje 3699 €, czyli ponad 16200 zł. Zainteresowani?

e-Scrambler – elektryczny rower od Ducati

Najnowsze

Karolina Chojnacka

To nie żart! We francuskiej miejscowości wszyscy mieszkańcy będą jeździć elektrycznymi Renault ZOE

Renault pomogło stworzyć pierwsze w 100% elektryczne miasto, przyznając każdemu mieszkańcowi miejscowości Appy we francuskim regionie Ariege nowe ZOE. Miasto przez trzy lata będzie uczestniczyć w pionierskim programie mającym na celu udowodnienie, że elektromobilność jest dla wszystkich.

Renault ogłosiło nowy projekt, który ma pozwolić całemu francuskiemu miastu na wprowadzenie elektromobilności! W miejscowości Appy w regionie Ariège na południu Francji wszyscy mieszkańcy będą  przez najbliższe trzy lata jeździć nowymi Renault ZOE, w ramach pionierskiego programu.

Appy jest jednym z najbardziej odizolowanych miast we Francji. Dystans nie powinien jednak stanowić dla mieszkańców problemu, ponieważ nowe Renault ZOE może przejechać na jednym ładowaniu do 390 km. Dodatkowo szerokie możliwości ładowania mają pokazać, że przejście na pojazdy elektryczne jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek, i że nie są one zarezerwowane tylko dla mieszkańców obszarów wielkomiejskich.

We francuskiej miejscowości wszyscy mieszkańcy będą jeździć elektrycznymi Renault ZOE

We francuskiej miejscowości wszyscy mieszkańcy będą jeździć elektrycznymi Renault ZOE

Przeczytaj też: Kobiety w koncernie Renault

Wszystkie gospodarstwa domowe zostaną wyposażone w domowe punkty ładowania. Aby ułatwić elektryfikację, w mieście pojawi się również publiczna stacja ładowania. Po podłączeniu do ładowarki DC akumulator nowego ZOE o mocy 52 kWh można naładować do 144 km zasięgu w zaledwie 30 minut.

Mieszkańcy Appy będą korzystać z szeregu zaawansowanych funkcji, które są standardem w jednym z kilku poziomów wyposażenia nowego ZOE. Obejmują one w wybranych modelach między innymi materiał siedzeń z recyklingu, 10-calowy wyświetlacz wskaźników TFT dla kierowcy, intuicyjne systemy multimedialne z ekranem dotykowym EasyLink w różnych opcjach ekranu o wielkości do 9,3 cala oraz pakiet zaawansowanych systemów wspomagania kierowcy, które maja sprawić, że prowadzenie ZOE będzie tak łatwe i bezpieczne, jak to tylko możliwe.

We francuskiej miejscowości wszyscy mieszkańcy będą jeździć elektrycznymi Renault ZOE

Przeczytaj też: Ekologiczne pojazdy Renault

Mieszkańcy Appy będą jeździć ZOE przez trzy lata, dzieląc się swoimi wrażeniami i doświadczeniami z Renault, w ramach planu, którego zadaniem jest zrozumienie sposobu, w jaki klienci wchodzą w interakcje z pojazdami elektrycznymi i je użytkują.

Jeśli mieszkańcy jednego z najbardziej odizolowanego miasta we Francji przyjmą elektryczny styl życia, to okaże się, że każdy może to zrobić. Renault ma nadzieję obalić w ten sposób mity dotyczące kupowania i eksploatacji samochodów elektrycznych.

We francuskiej miejscowości wszyscy mieszkańcy będą jeździć elektrycznymi Renault ZOE

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Jean Todt: FIA jest organizacją apolityczną

Jean Todt, prezydent Międzynarodowej Federacji Samochodowej, odniósł się do słów Lewisa Hamiltona, w których ten wyraził niezadowolenie z działań FIA i F1 w walce z rasizmem.

Lewis Hamilton po wygranym przez siebie Grand Prix Węgier dał w mediach społecznościowych wyraz swojemu niezadowoleniu z działań Formuły 1 i FIA w ramach walki z rasizmem.

Sześciokrotny mistrz świata F1 zapowiedział też, że skontaktuje się z szefem F1 Chasem Carey’em i prezydentem FIA Jeanem Todtem, aby omówić kwestię braku przywództwa i jednomyślności w przekazie antyrasistowskim, który płynie z Formuły 1:

Chciałbym wiedzieć co myślą Jean i Chase, co uważa cała organizacja. Nie widzę obecnie żadnego postępu. Jest jeden zespół w F1, który mocno nad tym pracuje, ale pozostali nie. Potrzebny jest lider. Gdzie jest Jean w tym scenariuszu?

Przeczytaj też: Hamilton niezadowolony z działań F1 w walce z rasizmem

Prezydent Międzynarodowej Federacji Samochodowej, Jean Todt, wyznał agencji AFP, że rozmawiał w tej sprawie z Lewisem Hamiltonem:

Odbyliśmy długą rozmowę za pośrednictwem wideokonferencji. Mam wielki szacunek dla każdego, kto czuje powołanie i jest zaangażowany w pewne działania.

Od bardzo dawna FIA dba o kwestie równości, jednak nie może być to debata polityczna. Nasza organizacja jest apolityczna, tak jak Komitet Olimpijski, z którym ściśle współpracujemy.

Są tacy, którzy chcą wykonać gest przyklęknięcia oraz tacy, którzy mogą mieć podobne przekonania, ale nie chcą wyrażać ich w ten sposób. To jest właśnie wolność i demokracja. Musimy zadbać, by te zasady były absolutnie przestrzegane.

Przeczytaj też: FIA zebrała 2 miliony euro na walkę z COVID-19

Najnowsze

Karolina Chojnacka

Mick Schumacher w F1? Ferrari nie mówi nie, ale…

Jeśli Mick Schumacher chce w przyszłości ścigać się w Formule 1, to musi się bardziej postarać. Ferrari pochwaliło postęp, jaki Schumacher poczynił w tym roku w Formule 2, ale mówi, że musi zobaczyć więcej od młodzieńca, zanim będzie można rozważyć przeniesienie go do F1.

Mick Schumacher, syn legendarnego Michaela Schumachera, już kolejny sezon ściga się w Formule 2 z zespołem Prema Racing, uczestnicząc w programie Akademii Kierowców Ferrari. Jego celem jest oczywiście awans do Formuły 1. Mick ma zresztą już za sobą testy w Ferrari i Alfa Romeo.

Schumacher zajmuje obecnie czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej F2, po zdobyciu podwójnego podium na Węgrzech w ubiegły weekend.

Przeczytaj też: Rusza oficjalny sklep Micka Schumachera

Wymagania F1 dotyczące superlicencji oznaczają, że Schumacher musi zająć szóste miejsce w klasyfikacji generalnej, jeśli marzy (a oczywiście, że marzy) o tym by zdobyć miejsce w królowej sportów motorowych na sezon 2021. Ferrari, jeśli uzna, że jest gotowy, ma możliwość umieszczenia go w zespole Alfy Romeo.

Szef zespołu Ferrari, Mattia Binottto, uważa jednak, że Schumacher musi się bardziej postarać, żeby ścigać się w Formule 1:

Myślę, że Mick z pewnością radzi sobie dobrze i radzi sobie znacznie lepiej niż w zeszłym roku. Pokazuje postępy od początku sezonu. Miał pechowe sytuacje, ale jeśli spojrzeć na jego wyniki na Węgrzech, wypadł dobrze. Więc Mick robi postępy, co jest ważne.

Jednak myślę, że jest jeszcze zbyt wcześnie na podjęcie decyzji. Mówimy mu naprawdę jasno i uczciwie: jego ogólny występ w mistrzostwach będzie ważny.

Dostanie miejsce w F1 w czasie, kiedy uznamy, że ogólnie poczynił wystarczające postępy. Musi po prostu kontynuować to, co robi teraz. Później w trakcie sezonu zdecydujemy co dalej.

Przeczytaj też: Syn Schumachera robi kurs na prawo jazdy

Mick Schumacher mówi, że w tym roku skupia się na poprawie, aby stać się najlepszym kierowcą, jakim może być:

Chcę być wśród najlepszych kierowców – walczyć o dobre pozycje. Moim głównym celem jest doskonalenie siebie jako kierowcy wyścigowego, aby stać się kompletnym kierowcą wyścigowym. Ideałem, do którego dążę.

Najnowsze

Ciągnik rolniczy wjechał w siodłowy, a w tle zagadkowe zachowanie Alfy Romeo

Do niecodziennego zdarzenia doszło we Wrocławiu. Żeby rozwiązać jego zagadkę trzeba uważnie przyjrzeć się zachowaniu wszystkich kierujących na drodze.

Ciągnik rolniczy z dwoma przyczepami jechał jedną z wrocławskich ulic, gdy nagle skręcił w lewo tak ostro, że aż stanął na dwóch kołach. Nie wiemy czy się przewrócił, ale z pewnością uderzył w ciągnik siodłowy, stojący na drodze podporządkowanej.

Kierowca nie zauważył, że droga przed rondem skręca. Trafił na słup

Kierujący traktorem chciał skręcić ze zbyt ambitną prędkością? Nic z tych rzeczy. Nie zauważył w porę czerwonej Alfy Romeo, która stała na jego pasie. Traktorzysta chcąc uniknąć zderzenia nie mógł ominąć samochodu, ponieważ z naprzeciwka już nadjeżdżało auto z kamerą. Wybrał więc bardziej niebezpieczny manewr.

Pijany kierowca nie może utrzymać się w pasie ruchu, a policja… nic

Jeden z komentujących zwrócił uwagę na dziwne zachowanie kierowcy Alfy Romeo. Stoi na środku drogi bez włączonego kierunkowskazu, a na widok zbliżającego się ciągnika, odjeżdża. Rozwiązanie tej zagadki może być proste – kierujący włoskim autem chciał skręcić, tylko zapomniał o kierunkowskazie. Widząc zbyt szybko jadący w niego stronę ciągnik postanowił nie ryzykować zderzenia.

Najnowsze