Dwaj bezmyślni kierowcy omal nie doprowadzili do tragedii

Czasami widząc, jak ktoś łamie przepisy, pojawia się wielka ochota powstrzymania takiego pirata drogowego. Zobaczcie co może się stać, kiedy zaczniemy na własną rękę „edukować” innych.

Kamera zamontowana w ciężarówce zarejestrowała moment, kiedy jadące przed nią auto osobowe przekroczyło ciągłą linię i wjechało na niewłaściwy pas. Ale jego kierowca nie zaczął przyspieszać i wyprzedzać ciężarówki przed nim. Najwyraźniej chciał zablokować kierującego autem dostawczym, który wyprzedził pojazd z kamerą i zamierzał kontynuować niebezpieczny manewr.

Przez chwilę oba pojazdy trwały w impasie, a kiedy osobówka zaczęła wracać na swój pas po wjechaniu na łuk, kierowca dostawczaka zamierzał dalej wyprzedzać! Chociaż nie widział sytuacji przed sobą! Taka jazda na ślepo mogła zakończyć się tragicznie, bo z naprzeciwka nadjechało właśnie auto osobowe. Kierujący nim wykazał się świetnym refleksem i zdążył częściowo uciec na wąskie pobocze, unikając zderzenia.

Mamy nadzieję, że kierowca dostawczaka poniesie surową karę za swoje skrajnie niebezpieczne zachowanie. Ale nie bez winy jest też kierujący osobówką. Chciał powstrzymać pirata drogowego, a zamiast tego skłonił go do jeszcze groźniejszego zachowania. Dlatego pamiętajcie, żeby nigdy nie brać prawa w swoje ręce.

Najnowsze

Spadający lód z ciężarówki ranił jadącą autem kobietę

Zima w tym roku jest wyjątkowo łagodna, ale niektóre zagrożenia związane z tą porą roku nadal są obecne. Na przykład nieprzygotowane do jazdy samochody ciężarowe.

Na nagraniu widzimy jak z przyczepy jadącej autostradą A1 ciężarówki zaczynają spadać kawały lodu. Lądują one bezpośrednio za nią na prawym pasie, po którym na szczęście nic nie jedzie. Autor nagrania na lewym pasie mógł zakładać, że jest względnie bezpieczny.

Szybko okazało się, że nic bardziej mylnego. Kolejny odłam lodu poleciał w bok, prosto w stronę auta z kamerą. Lód rozbił szybę i ranił jadącą samochodem kobietę. Na szczęście kierowca nie wykonał żadnych gwałtownych manewrów, inaczej ta sytuacja mogłaby skończyć się jeszcze bardziej niebezpiecznie.

Najnowsze

W 2019 roku w Norwegii nie zginęło na drodze ani jedno dziecko!

Niezwykłe dokonanie Norwegów to najlepszy przykład na to, że drogi można naprawdę uczynić bezpiecznymi. Zła wiadomość jest taka, takie osiągnięcie wcale nie jest proste, a o wielu naprawdę skutecznych działaniach zwyczajnie się w Polsce zapomina.

To już oficjalne – w Norwegii przez cały rok nie zginęło ani jedno dziecko. Dla mieszkańców tego kraju nie jest to chyba duże zaskoczenie, ponieważ wielokrotnie zbliżali się do tego wyniku. Już w 2010 roku zginęło jedynie pięcioro dzieci, w 2015 troje, a w 2016 dwoje. W 2018 roku śmierć poniosło tylko jedno dziecko. Już same te statystyki pokazują, że osiągnięcie bezpieczeństwa na drogach wymaga wielu lat pracy i jest naprawdę długim procesem. Który przecież musi trwać – żadne dziecko nie zginęło, ale śmierć poniosło 110 innych uczestników ruchu. Nadal jest nad czym pracować.

Jak udało się tak dobrze zadbać o bezpieczeństwo dzieci na drogach, zapragnął wyjaśnić portal parenting.pl, w rozmowie z Christofferem Solstadem Steenem, pracjącym w Norweskiej Komisji ds. Bezpieczeństwa na Drogach. Okazuje się, że długoterminowy plan, mający na celu poprawę bezpieczeństwa na drogach, został przyjęty już w 1970 roku! Obejmował on wzmożone kontrole policji i podniesienie kar za wykroczenia drogowe. Od czasu jego wprowadzenia liczba śmiertelnych ofiar wypadków zaczęła maleć, ale pozostały największe problemy norweskich dróg. Pomimo surowszych kar ilość przypadków przekraczania prędkości, niezapinania pasów bezpieczeństwa oraz jazdy po alkoholu zmalała tylko w niewielkim stopniu.

Władze nie zareagowały jeszcze większym zaostrzeniem przepisów (co w Polsce zawsze jest wymieniane jako uniwersalne remedium), tylko zaczęły szukać problemów gdzie indziej. Zaczęto gromadzić szczegółowe dane na temat ruchu na poszczególnych drogach oraz przyczyn wypadków, jakie miały na nich miejsce. Zaczęły się też pojawiać lokalne organizacje zajmujące się poprawą bezpieczeństwa na drogach. Ukoronowaniem tych prac była przyjęta przez parlament w 2002 roku tak zwana „wizja zero”. Dokument zakłada nieustanne dążenie do tego, aby na norweskich drogach nikt nie zginął, ani nawet nie został poważnie ranny.

To jakie dokładnie zostaną podjęte działania, decyduje samorząd. Nie ma uniwersalnej recepty na bezpieczne drogi. Trzeba po prostu przeanalizować lokalną infrastrukturę i znaleźć w niej słabe punkty. Może przejście dla pieszych znajduje się zbyt blisko zakrętu i utrudnia kierowcom zauważenie pieszego w porę? A może coś zasłania osobę zamierzającą wejść na pasy? Norwegowie krok po kroku udoskonalają swoją infrastrukturę, eliminując potencjalnie niebezpieczne miejsca. Wprowadzają też inne zmiany – na przykład zmieniając godziny zakończenia lekcji w szkole, żeby nie zbiegły się z godziną wzmożonego ruchu w okolicy. Wszystkie takie działania zaczęły przynosić wymierne efekty.

Duży nacisk kładziony jest również na edukację. Nauczyciele przechodzą specjalne szkolenia, aby wpajać swoim podopiecznym zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Uczą nie tylko podstawowych przepisów i tego jak zachować się w różnych sytuacjach, ale nawet jak prawidłowo zapiąć dziecko w foteliku. Dzięki temu najmłodsi mogą zadbać nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale także rodzeństwa.

Norwegowie nie zapominają też o edukacji samych kierowców. Często przeprowadzane są akcje informacyjne, poruszające różne problemy związane z bezpieczeństwem. Można w ten sposób poznać porady na temat zachowania w niebezpiecznych sytuacjach, jak odpowiednio wyprzedzać czy w jaki sposób utrzymać koncentrację za kierownicą. Przy drogach z kolei pojawiają się tablice informacyjne, sugerujące na przykład zmniejszenie prędkości z uwagi na złe warunki atmosferyczne.

Przykład Norwegii pokazuje więc, że możliwe jest stworzenie prawdziwie bezpiecznych dróg. Wymaga to jednak lat żmudnej pracy. Ale właśnie ta praca, często wykonywana od podstaw, będąca efektem oddolnych inicjatyw i zaangażowania władz lokalnych znających problemy swojego regionu, przynosi najlepsze rezultaty. A nie postulowanie za zaostrzaniem kar – sama podwyżka mandatów czy zwiększenie liczby policyjnych patroli to o wiele za mało. Pokazuje to też opisywany przez nas przykład Jaworzna, w którym przez rok nikt nie zginął na drodze. Osiągnięto to właśnie dzięki mądrym zmianom w infrastrukturze. Pisaliśmy o tym też w naszej krytyce pomysłu wprowadzenia pierwszeństwa dla pieszych jeszcze przed wejściem na pasy. Obecne przepisy są rozsądne, a kary za ich łamanie wcale nie są błahe (za niebezpieczne zachowanie w obrębie przejścia dla pieszych niejeden kierowca stracił prawo jazdy, albo stanął przed sądem). To nad czym należy pracować, to modernizacja infrastruktury oraz edukacja wszystkich uczestników ruchu.

Najnowsze

300 km/h po Nurburgringu w Audi R8 z babcią na „prawym”

Pewien youtuber, który na co dzień jest kierowcą pełniącym usługi „taksówkarskie” na Nurburgringu, tym razem przejechał tor z bardzo nietypowym gościem. Własną babcią.

Jeśli chcecie poznać Nurburgring, ale brakuje wam umiejętności odwagi lub odpowiedniego auta (albo problem leży we wszystkich trzech aspektach), to zawsze możecie skorzystać z usługi „taksówkarskiej”. Profesjonalny kierowca w odpowiednio przygotowanym samochodzie zapewni wam niezapomnianą przejażdżkę po Zielonym Piekle.

Jednym z takich kierowców jest Misza, który postanowił zrobić prezent swojej babci i przewieźć ją po Nurburgringu. Wybrał do tego celu samochodów bardzo wyjątkowy – jadowicie żółte Audi R8. Czy to czasem nie jest zbyt szybki samochód dla starszej pani?

Okazało się, że nie i 80-latka bawiła się naprawdę dobrze. Podziwiamy i gratulujemy nie tylko zdrowia, które pozwoliło mierzyć się z tak dużymi przeciążeniami, ale przede wszystkim odwagi. Wiele osób bałoby się szybkiej jazdy R8 w każdych warunkach, a co dopiero na mającym ponad 20 km długości torze!

Najnowsze

Wypadki drogowe kosztują nas więcej, niż 500+ albo wydatki na wojsko!

Wypadek na drodze to nie tylko problemy, a czasem i tragedie, osób biorących w nich udział. To także ogromne straty dla naszego państwa, które musimy pokrywać z własnej kieszeni. Tak wynika z raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, który potrafi zaszokować.

55,6 miliarda złotych – tyle Polska straciła w wyniku wypadków, jakie miały miejsce w 2018 roku. To ogromna suma, szczególnie kiedy zestawimy ją z innymi wydatkami państwa. Przykładowo w 2020 roku na program 500+ przeznaczone będzie „tylko” 41,2 mld zł. Pojawia się przy tym pytanie – co sprawia, że zdarzenia drogowe tak bardzo obciążają budżet?

Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego swoje obliczenia przeprowadziła bardzo kompleksowo. Wbrew pozorom największy wpływ mają tu nie straty materialne (21 proc. kosztów), administracyjno-operacyjne (17 proc. kosztów), czy niematerialne (4 proc. w tym 1 proc. kosztów leczenia). Aż 58 proc. to straty państwa w związku ze śmiercią bądź niezdolnością do dalszej pracy ofiar wypadków..

A ile wynoszą poszczególne koszty? Śmiertelna ofiara wypadku to 2 392 125 zł, a ofiara ciężko ranna oznacza stratę 3 309 300 zł. W przypadku osoby lekko rannej, wartość ta spada do „zaledwie” 48 165 zł. Według wyliczeń KRBRD jednostkowy koszt wypadku to 1 420 191 zł, a kolizji 26 736 zł.

Równie mocno na wyobraźnię działają obliczenia dotyczące kosztów ponoszonych przez poszczególne instytucje, zaangażowane w wypadki drogowe. Praca policji i straży pożarnej przy tych zdarzeniach, została „wyceniona” na 8,9 mld zł. Koszty hospitalizacji ofiar wypadków to 346,5 mln zł, a postępowań karnych związanych z tymi zdarzeniami to 434,5 mln zł.

Straty materialne powstałe przy zdarzeniach drogowych zostały wycenione na 12,1 mld zł, a koszty ubezpieczenia na 1,79 mld zł. Największa wartość to tak zwana strata gospodarcza, czyli straty jakie ponosimy z uwagi na śmierć lub niezdolność do pracy ofiar wypadków – oszacowano to na 32,9 mld zł.

Najnowsze