Debiut Mitsubishi Colt Air w polskich salonach

Limitowana i jak do tej pory najmniejsza wersja Mitsubishi Colt o nazwie Colt Air pojawia się właśnie w polskich salonach. W placówkach Mitsubishi można już też zamawiać modele 2012, również z bogatszym wyposażeniem.

Mitsubishi Colt Air to 3-drzwiowa wersja modelu, stworzona na bazie 1.3 Invite. Jest niewielki i dostępny wprawdzie wyłącznie w kolorze białym, ale za to oferuje długą listę opcjonalnego wyposażenia. W zależności od chęci i potrzeb klienci mogą się zdecydować na 15-calowe, aluminiowe obręcze kół, listwy boczne w kolorze czarnym, pakiet stylizacyjny na nadkola, przyciemniane szyby, aluminiowe listwy progowe, srebrne ramki nawiewów, dywaniki Premium  z haftowanym logo AIR  i emblemat z napisem COLT AIR na tylnej klapie oraz komplet opon zimowych ze stalowymi obręczami kół.

Mitsubishi Colt Air
fot. Mitsubishi

Silnik Colt Air ma pojemność 1,3 litra i moc 95 KM. Samochód został wyposażony w przednie i boczne poduszki bezpieczeństwa, układ ABS i EBD z systemem wspomagania hamowania BAS, półautomatyczną klimatyzację, centralny zamek ze sterowaniem w kluczyku, regulowane reflektory halogenowe, tylną lampę przeciwmgielna, elektrycznie sterowane i podgrzewane lusterka boczne oraz radio CD/MP3 i wejściem AUX z 4 głośnikami. Jest dostępny w cenie 46 990 zł.

Mitsubishi Colt Air
fot. Mitsubishi

Można już także w polskich salonach kupić model Mitsubishi Colt 1.3 Invite, wyprodukowany w 2012 w nowej specyfikacji, z dodatkowymi bocznymi poduszkami powietrznymi i fabrycznym radiem CD.

Najnowsze

Klaudia Podkalicka w drużynie otoMoto.pl wspolnie z Joanną Miller

Na niedawno zakończonych targach motoryzacyjnych w Poznaniu serwis ogłoszeniowy otoMoto.pl zaprezentował swoją drużynę. W jej gronie znajdziemy mistrzów różnych sportów motorowych, w tym Klaudię Podkalicką i Joannę Miller.

Joanna Miller
fot. sportainment.pl

19-letnia Joanna Miller jest najnowszym nabytkiem drużyny. To ubiegłoroczna zdobywczyni Pucharu Polski Kobiet w motocrossie. Wszystkie biegi w sezonie wygrała bez straty punktu. Startowała także w imprezie z cyklu FMX Night of the Jumps, w otwartych mistrzostwach Holandii i w mistrzostwach Polski MX2 Junior W minionym sezonie debiutowała w mistrzostwach świata kobiet, zajmując ostatecznie ósmą pozycję. W 2012 roku ma nadzieję na podium.

Kolejną zawodniczką ekipy otoMoto.pl – to już jej drugi sezon w tych barwach – jest Klaudia Podkalicka, która ściga się od czasu, gdy skończyła 13 lat. Jest córką Mariusza Podkalickiego, kilkukrotnego mistrza Polski w wyścigach samochodowych. Klaudia pojawiła się m.in. w Rajdzie Magnolii i Pucharze Polski Automobilklubów i Klubów. Startowała w Kia Picanto Cup, zdobywając w roku 2006 i 2007 tytuł najszybszej kobiety w klasyfikacji generalnej. Zdobyła w październiku 2007 roku wicemistrzostwo Pucharu Niemiec w wyścigach długodystansowych ADAC Logan Cup. W 2009 roku wystartowała Mitsubishi Pajero w prestiżowym Rajdzie Baja Poland kończąc na trzecim miejscu w klasie T1. W 2010 oraz 2011 roku pojawiła się ponownie na odcinkach specjalnych Baja Poland. W 2012 roku również pojawi się na Rajdowych Mistrzostwach Polski Samochodów Terenowych oraz Wyścigowych Samochodowych Mistrzostwach Polski.

Klaudia Podkalicka
fot. biuro prasowe Klaudii Podkalickiej

Team uzupełnia Hubert Dylon „Raptowny”, który  należy do pionierów polskiego stuntu i jest jednym z najbardziej utytułowanych zawodników w tej dyscyplinie. Wielokrotnie zajmował czołowe miejsca w krajowych i zagranicznych imprezach typu Streetbike Freestyle.

Najnowsze

Rozmowa z Iloną Czaj – mamą i współmenedżerką zawodnika Australian Superbike Championship

Podobno z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach... Ale tylko podobno. Ilona Czaj, mama utalentowanego zawodnika startującego w Australian Superbike Championship, opowiada o sukcesach, porażkach, poświęceniu, miłości do motocykli i o... gęsiach.

Ilona Czaj
fot. archiwum Ilony Czaj

Jak zaczęła się Wasza przygoda z wyścigami?

 W 2007 roku mój syn kupił Aprilię RS 250 – był to jego pierwszy w życiu motocykl, nigdy przedtem nie miał do czynienia z jednośladami. Przez rok jeździł po ulicy, ale pod koniec 2008 zdecydował, że chce jeździć na torze. Na tę okazję mój mąż przygotował mu motocykl na tor i od 2009 Phil zaczął jeździć w zawodach klubowych. Przez dwa lata z rzędu zdobywał tytuł mistrza 250 GP. Stwierdziliśmy, że ma duży talent i zdecydowaliśmy się wszyscy poświęcić realizacji jego marzenia – od samego początku jeździmy razem na wszystkie zawody (on, mój mąż i drugi syn).

Phil już drugi rok bierze udział w National Championship (Superstock 600), jak również w Victoria Championship, gdzie jest najszybszym zawodnikiem. Ja natomiast zajmuję się stroną logistyczną, papierkową robotą i wszystko innym, oprócz mechaniki, ponieważ to zajęcie mojego męża.

Nie jest to łatwe życie, bo Australia jest ogromna i podróże do innych stanów zabierają nam bardzo dużo czasu i pochłaniają niezmierną ilość pieniędzy. Jesteśmy jednak wspaniałą rodziną i wszyscy inwestujemy równo w ten biznes, a z pomocą naszych sponsorów jakoś dajemy radę.

Jesteście z pochodzenia Polakami. Skąd wziął się pomysł na Australię?

Mój mąż Marek i ja pochodzimy z Łodzi. Wyjechaliśmy z Polski w 1981 roku, tuż przed świętami Wielkiej Nocy. Przez prawie rok mieszkaliśmy w Austrii, a w 1982 postanowiliśmy przeprowadzić się do Australii. Każde z naszych dzieci urodziło się w innym kraju: Bartek w Polsce, Christiana w Austrii, a Phil w Australii.

Pierwszy raz na SBK – Philip Island 2011
fot. archiwum Ilony Czaj

Zakładanie teamu to chyba nie taka prosta sprawa.

Upłynęło dużo czasu, zanim przygotowaliśmy w pełni motocykl. Musieliśmy nauczyć się wszystkiego od początku. Mój mąż nigdy wcześniej nie zajmował się motocyklami, dlatego praca ta wymagała od niego wiele uwagi i ciągłego zaangażowania.

Na czym dokładnie polegały Pani zadania?

Moja rola była mniej wymagająca niż rola męża. Zajmowałam się logistyką przed każdymi zawodami, organizowałam zakwaterowanie, wykonywałam „papierkową robotę” i przede wszystkim upewniałam się, czy wszyscy są zadowoleni i skupieni.

Ponadto wszyscy trudziliśmy się szukaniem sponsorów i myślę, że jest to najtrudniejsza rzecz, jednak chyba wszyscy zawodnicy mają ten sam problem. Jesteśmy prywatnym teamem, dlatego musimy pracować, by się ścigać – to kolejna przeszkoda, ponieważ nie mamy aż tyle czasu na treningi Phila pomiędzy zawodami i to mnie martwi. Pomimo tego jego talent rozwija się na tyle, że nie robi to różnicy – wciąż jest równie szybki co wcześniej.

Moja rola nie należy do rzucających się w oczy – jestem tylko kolejną zmartwioną mamą (śmiech).

Radość z zajęcia trzeciego miejsca – Broadford 2010.
fot. archiwum Ilony Czaj

Zdarzały się jeszcze trudniejsze momenty. Phil miał poważny wypadek podczas kwalifikacji do Australian Superbike Championships. Myślała Pani wtedy, że wyścigi to nie jest jednak „to”?

Przeszło mi to przez myśl, ale tylko na samym początku. Odkąd uświadomiłam sobie, jak bardzo ważne są dla mojego syna wyścigi, nie mogę sobie wyobrazić innego rozwiązania. Oczywiście wypadek w Eastern Creek zostawił pewne ślady, jednak jestem nastawiona pozytywnie do kolejnych zawodów.

Czyli pasja jest najważniejsza.

Tak. Stale upewniam się, czy mojego dzieci robią to, co najbardziej lubią – jestem dumna z ich osiągnięć.

Spotykacie również wiele ciekawych osób.

Tak, to prawda, zwłaszcza podczas międzynarodowych imprez. Zdarza mi się spotykać wiele gwiazd z dawnych lat, a także bohaterów mojego syna. ASBK jest jak duża rodzina, wszyscy znamy się bardzo dobrze i jedynym miejscem, gdzie konkurujemy, jest tor.

Były jakieś straszne momenty?

Podczas ostatniej edycji Victorian Championship przeżyliśmy ogromny strach. Phil podczas kwalifikacji doznał poważnie wyglądającego upadku, po czym awansował na drugie miejsce z prawie ostatniego, w dodatku – z najszybszym czasem okrążenia w swojej klasie. Moje płuca chyba nigdy wcześniej nie przeżyły takiego wysiłku – krzyczałam z radości, takie chwile są naprawdę bezcenne.

Zgaduję, że oprócz tych mrożących krew w żyłach były też sytuacje zabawne.

Rzeczywiście, zdarzyła się taka, którą dobrze pamiętam. Zdarzyła się w zeszłym roku, kiedy przyjechał tu Paweł Szkopek i w czasie treningów zderzył się z… gęsią. Bardzo dużą gęsią. Wrócił do punktu kontrolnego w całości pokryty krwią, wnętrznościami i piórami…

 

Najnowsze

Alice Huyler Ramsey – na spotkanie przygody

9 czerwca 1909 roku. 22-letnia gospodyni domowa i matka z New Jersey rozpoczyna 3.600-milową podróż z  Nowego Jorku do San Francisco w zielonym Maxwellu DA. W wyprawie, która ma trwać 59 dni, towarzyszą jej dwie siostry męża i 19-letnia przyjaciółka. Jedynie Alice potrafi prowadzić auto…

fot. wikipedia

Fatalne drogi, zła pogoda, przebite opony, awarie. Tylko 152 z 3600 mil było pokrytych brukiem. Reszta to szlaki kolejowe. W trakcie swojej podróży Alice 11 razy zmieniała opony, czyściła świece, naprawiała uszkodzony pedał hamulca, a gdy auto utknęło w błocie, musiała wraz z towarzyszkami spać w samochodzie. Średni dzienny dystans, jaki panie pokonywały, to 90 mil przy dwunastu godzinach jazdy. Z uwagi na brak systemu GPS w XIX wieku, za drogowskazy służyły drzewa, kamienie na polu czy konkretnie opisane domy.

Więcej o niesamowitych kobietach, które zapisały sie na kartach historii motoryzacji przeczytasz tu.

Samochód Maxwell DA z 1909 roku jest wyposażony w 3-biegową manualną skrzynię, trzydziestokonny silnik i rozwija prędkość do 64 km/h. Było czym poszaleć na trasie… Spółka  Maxwell Briscoe produkująca te auta nie utrzymała się – mimo reklamy zapewnionej przez Alice. W 1926 roku wchłonął ja Chrysler.

Alice Huyler Ramsey
fot. smithsonianmag

Ramsey uległa czarowi czterech kółek, gdy mąż podarował jej pierwszy samochód. W 1960 roku otrzymała tytuł „Motorist Woman of the Century”, przyznany przez federację zrzeszonych producentów samochodowych The American Automobile Association.

Na stałe osiadła w Kalifornii, gdzie w 1961 roku napisała i opublikowała historię swojej podróży, „Veil, Duster, and Tire Iron” (Woalka, prochowiec i żelazne obręcze). Opisała w niej dokładnie wszystkie przygody, jakie ją spotkały. Była żoną kongresmana z New Jersey. W życiu dostała tylko jeden mandat – za nieprawidłowe zawracanie. W dniu 17 października 2000 roku, Ramsey została wprowadzona do Automotive Hall of Fame, stając się pierwszą kobietą, która otrzymała ten zaszczyt. Zmarła w 1983 roku w Kalifornii w wieku 96 lat.

100 lat po wyczynie Alice Huyler Ramsey, wiosną 2009 roku trasę tę powtórzyła Amerykanka Emily Anderson,  również prowadząc Maxwella z 1909 roku.

Najnowsze

Szybkie, ale nie wściekłe – kobiety w Rajdzie Świdnickim

Zbliża się jubileuszowa – 40. edycja Rajdu Świdnickiego-KRAUSE, który rozegra się w dniach 20-22 kwietnia. Na dolnośląskich trasach zobaczymy cztery kobiety za kierownicą i siedem w roli pilotki.

Rajd rozpocznie się dzisiaj wieczorem uroczystym startem na świdnickim rynku oraz 3-kilometrowym prologiem po ulicach miasta. W sobotę na trasy wyjedzie stawka mistrzostw Polski i pokona ok. 100 km w trakcie 6 oesów. W niedzielę dołączy do nich stawka Rajdowego Pucharu Polski, na kolejne 6 odcinków o łącznej długości 85 km. Zakończenie całości jest zaplanowane na niedzielę o 15:50 na świdnickim rynku.

Na liście zgłoszeń do drugiej rundy RSMP wśród 58 załóg widnieją dwie pilotki, jednak na trasach zobaczymy tylko jedną z nich. Zgłoszona z numerem 42. Karolina Szczerbik poinformowała Motocainę o rezygnacji ze startów w najbliższym czasie.

Tedex Supremis Rally Team
fot. materiały zawodników

Na rajdowe trasy powraca para: Paweł i Agnieszka Hankiewiczowie z numerem 45. Załoga ta sama, sponsorzy ci sami, jednak zupełnie inna klasa i rajdówka. W tym roku załoga Tedex Supremis Rally Team wystartuje kultowym Clio Williams w klasie historycznej:

„W tym roku uczestniczyć będziemy w lżejszej i bardziej hobbystycznej rywalizacji, jednak mamy zamiar pokazać najwyższy kunszt rajdowej jazdy. Clio zrobiło dobrą robotę w rajdach na całym świecie i wciąż, mimo swojego wieku, ma wspaniały potencjał. Mamy nadzieję, że będziemy potrafili wykrzesać z siebie i auta choć część tego, co pokazywał np. Jean Ragnotti i w ten sposób cieszyć kibiców, którzy kochają kultowe rajdówki!” – powiedział Paweł, który jest jednocześnie pomysłodawcą całej inicjatywy „Historycznego Pucharu Ośki”.

Na liście zgłoszeń do kolejnej rundy Rajdowego Pucharu Polski widnieją 53 załogi, a wśród nich osiem kobiet. A w Renault Clio Sport z numerem 142 zobaczymy w pełni żeński skład pod patronatem Motocainy: za kierownicą Magdalena Wilk, a w roli pilotki – Jola Żuk. Po małej rozgrzewce na Rajdzie Czechowickim przyszła pora na większe wyzwanie:

Magda Wilk
fot. Wilk & Żuk Rally Team

„Na tych oesach czeka nas ponad dwa razy więcej kilometrów niż podczas Czechowickiego, więc nie ukrywam, że kiedy tylko czytam harmonogram – to przeszywa mnie dreszczyk emocji i już nie mogę się doczekać dnia startu. Pucharowa stawka jest naprawdę liczna, więc będziemy chciały zobaczyć, jakie tempo jesteśmy w stanie sobie narzucić i jak, na tle konkurencji, prezentują się nasze czasy. Ciekawi mnie też, jak wykorzystamy wiedzę i przetarcie z Czechowic. Liczę na to, że uda nam się pojechać nieco szybciej, zwłaszcza że poznałam już nieco charakter samochodu” – mówi Magda.

„Kiedy wsiadłyśmy do auta przed Czechowickim, najzwyczajniej w świecie się wzruszyłam. Jakby nie było, kosztowało nas to kilka miesięcy przygotowań, więc radość oraz apetyt były i są ogromne.

Jola Żuk
fot. Wilk & Żuk Rally Team

Nastawiamy się jednak na szlifowanie techniki jazdy, opisu oraz utrzymanie tempa. Być może nasza jazda będzie trochę zachowawcza, ale na walkę i rywalizację przyjdzie jeszcze czas. Świdnicki jest trudny – poprzednia edycja pokazała, że do swoich umiejętności oraz doświadczenia trzeba podchodzić z pokorą” – podsumowuje Jola.

Kolejną zawodniczką za kierownicą jest Izabela Bzyl w nowej rajdówce:

„Już za kilka dni moje kolejne marzenie się zrealizuje. Rajd Świdnicki jechałam rok temu swoim Peugeotem 206, a w tym roku wszystko się zmieni! Jedyny „element”, który pozostanie taki sam, to Jakub Domański w roli pilota. Wiem, że tegoroczny start będzie dla mnie wielką przygodą, ale także testem: nowe auto o zupełnie innej specyfice niż to, którym startowałam do tej pory, i nowy zespół. To wszystko razem, te kumulujące się emocje sprawiają, że chce się krzyknąć: woooooww, to dzieje się naprawdę! Mam nadzieję, że w tym roku zameldujemy się na mecie” – mówi Iza, którą zobaczymy w Renault Clio Sport z numerem 139.

Klaudia Temple
fot. Jola Żuk

Za kierownicą wystartuje także Klaudia Temple, której dyktować będzie tradycyjnie Jakub Wróbel. Ta zawodniczka również się przesiadła, ale tym razem z Citroena Saxo do Hondy Civic. Zobaczymy ją z numerem 151.

Tak jak w poprzednim sezonie, Grzegorzowi Sikorskiemu będzie dyktować Małgorzata Malicka-Adamiec. Załogę zobaczymy z numerem 130 w Peugeocie 206 XS. A z numerem 135 w Renault Clio pojadą Andrzej i Aleksandra Krawczykowie.

W Renault Clio Sport z numerem 138 wystartuje małżeństwo Ryszard i Katarzyna Kiewrelowie. Kasia przygotowywała się do tego startu pod kątem opisu trasy:

„Już nie mogę się doczekać pierwszego rajdu w tym sezonie. Szkoda, że nie udało nam się potrenować naszą rajdówką, ale za to znaleźliśmy trochę czasu, by popracować nad opisem. Przejrzeliśmy trochę naszych archiwalnych materiałów oraz pooglądaliśmy on-boardy profesjonalnych załóg i znaleźliśmy kilka punktów, które wymagały korekty. Wprowadziliśmy trochę zmian w systemie opisu i mam nadzieję, że przyniesie to pozytywny efekt na rajdzie. Chcielibyśmy zakończyć ten rajd w połowie stawki klasy 8, ale nie będzie to proste zadanie. Co prawda, odcinek „Ludwikowice – Kamionki” będziemy już jechać trzeci rok z rzędu (i mamy nadzieję, że nas niczym nie zaskoczy), ale dwa pozostałe odcinki są dla nas praktycznie nowe. Fakt, że odcinek „Jodłownik – Srebrna” jest nam znany z oglądarek, ale raczej nie daje nam to przewagi nad konkurencją, gdyż pokonywaliśmy go pieszo. Zapraszamy do dopingowania naszej załogi w 40. Rajdzie Świdnickim!” – mówi zawodniczka.

Justyna Kurowska
fot. materiały zawodniczki

Na prawym fotelu Grzegorza Wasilewskiego, który zamyka stawkę RPP, zasiądzie Justyna Kurowska:

„Ten rajd to mój debiut, więc odrobina tremy zapewne będzie mi towarzyszyć, a pojawi się tuż przed samym startem do OS-u (tak mi się wydaję). Niemniej nastawienie mam jak najbardziej pozytywne! Cały zespół dzielnie przygotowuje Peugeota 106. Auto zostało delikatnie przebudowane i odnowione, a główne zmiany to silnik 16-zaworowy S16 oraz najkrótsza homologowana skrzynia 13/64. Mamy nadzieję, że to połączenie wyrówna walkę z mocnymi Hondami w stawce. Jako załoga jedziemy na rajd z zamiarem walki o najwyższe lokaty w swojej klasie. Jednak najważniejsze to znaleźć się na mecie, co jest naszym celem numer jeden!” mówi Justyna.

Podczas tego rajdu zobaczymy jeszcze trzynaście załóg, a wystartują one w ramach Rajdowego Debiutu. Nie będą jechać na czas, a jedynie po to, by zdobyć doświadczenie potrzebne do uzyskania rajdowej licencji. Cieszy nas fakt, że wśród nich jest zawodniczka, która swoje pierwsze kroki stawiała w Pucharze Kobiet Motocaina.pl na torze we Wrocławiu – Aleksandra Czuryło-Wośko. Ola wystartuje w Oplu Astra z numerem 205:

Aleksandra Czuryło-Wośko
fot. materiały zawodniczki

„Myślę, że wszystko zostało przygotowane jak należy – bo przecież auto przygotowywał mi mój mąż! Niestety nie miałam zbyt wiele możliwości, by dobrze poznać nową, większą i mocniejszą rajdówkę – tak że Rajd Świdnicki traktuję przede wszystkim jako naukę jazdy i współpracy z pilotem Piotrem Niewiadomskim. Cały czas zastanawiamy się, czy wszystko jest gotowe, czy o niczym nie zapomnieliśmy i jak to bywa za pierwszym razem – to okaże się w trakcie trwania samego rajdu i przy procedurach przed nim. Jednego dnia odczuwam euforię i zadowolenie, następnego mega stres, a kolejnego super wyciszenie, a jak będzie w Świdnicy? Nie mam pojęcia, jak zareaguje, ale wiem, że będę się starała uspokoić i skoncentrować na tym, co trzeba zrobić, a mianowicie zameldować się na mecie obu etapów rajdu! Pochodzę z okolic Świdnicy, wobec tego trasy są mi mniej więcej znane, ale z innego punktu widzenia i cieszę się, że będę tam w zupełnie innym charakterze” – podsumowuje zawodniczka.

Marcin Lisek, kierowca z rallycrossu, postanowił zmienić dyscyplinę i wraz z Alinką Waleczek wystartuje z Rajdowym Pucharze Polski za kierownicą Forda Fiesty z numerem 133, by potem startować już w Castrol Edge Fiesta Trophy.

Sezon tej załogi rozpoczął się od dość emocjonujących testów – podczas ostatniego przejazdu odcinka w Zagórzu Śląskim rajdówkę podbiło na kamieniu, co ostatecznie skończyło się dachowaniem. Na szczęście załodze nic się nie stało i choć samochód wymagał mocnej odbudowy, to Lisek wraz ze swoją pilotką staną na starcie Rajdu Świdnickiego:

„Bez wątpienia za mną najpoważniejszy „dzwon” w mojej karierze, ale musiał być kiedyś ten pierwszy raz. Na szczęście skończyło się tylko na strachu i cali wróciliśmy do domu. Testy poza tym jednym przejazdem były bardzo udane. Marcin, jak na początek swojej przygody z rajdami, radzi sobie bardzo dobrze. Jest bez wątpienia odważnym, widowiskowo jeżdżącym kierowcą. Ford Fiesta R2 to bardzo profesjonalny samochód, podobnie jak team, w którym się znalazłam. Super pracuje się z taką ekipą ludzi. Myślami już jesteśmy przy Rajdzie Świdnickim, choć pierwsze trzy rajdy to dopiero będzie przedsmak tego, co czeka nas w dalszej części sezonu” – mówi Alinka.

„Będziemy jednak jechać szybko, ale bezpiecznie. Nasze ostatnie testy pokazały, że w rajdach bardzo cienka jest granica pomiędzy szybkim i bezpiecznym przejechaniem zakrętu, a zrobieniem tego ponad możliwości samochodu i warunków na trasie” – dodaje Marcin.

Z numerem 214 pojedzie jeszcze załoga Sebastian i Joanna Majowie w Renault Clio. Na wszystkie załogi czekają kręte odcinki Gór Sowich. A dla wielu z nich to pierwsze wyzwanie w tym sezonie, test nowych rajdówek i współpracy całych zespołów. Trzymamy kciuki, by zbliżający się weekend przyniósł im wiele emocji, wyłącznie pozytywnych!

Więcej o rajdzie na: www.rajdkrause.pl

 

Najnowsze