Co oznaczają kontrolki na desce rozdzielczej samochodu?

Mogą alarmować o dużej awarii, zwracają uwagę na brak lub rezerwę płynów niezbędnych do poprawnego działania auta czy też wskazują uruchomione funkcje podczas jazdy - ikony na desce rozdzielczej samochodu informują o wielu ważnych czynnikach. Jak prawidłowo rozszyfrować poszczególne piktogramy i jakie działania należy podjąć po ich wyświetleniu?

Wyświetlające się na desce rozdzielczej ikony to istotne dla kierowcy informacje. Znaczenie poszczególnych kontrolek uporządkowane jest według kolorów. Czerwonych nie można bagatelizować, gdyż mogą oznaczać poważną awarię. Pomarańczowe pełnią funkcję ostrzegawczą i kontynuowanie jazdy jest możliwe, ale zazwyczaj należy jak najszybciej podjąć odpowiednie działania. Kontrolki zielone, niebieskie czy żółte informują o aktualnie włączonych funkcjach w aucie tj. światła.

Co dokładnie oznaczają poszczególne piktogramy na desce rozdzielczej samochodu? Na początek warto przyjrzeć się tym najbardziej kluczowym, których nie można ignorować.

Kiedy w aucie zapalają się kontrolki w kolorze czerwonym to znak dla kierowcy, że należy niezwłocznie zatrzymać auto. W przeciwnym razie może dojść do poważnej awarii, a niepoprawne działanie podstawowych funkcji jak np. hamulców może doprowadzić do wypadku. O czym informują poszczególne ikony i jakie kroki należy podjąć po ich zapaleniu? Przedstawia to poniższa grafika.

Najnowsze

Kolizja na drodze – jak zgłosić szkodę ubezpieczycielowi?

Zrobiło się ślisko i kolizji na drogach jest coraz więcej. Co zrobić i jak postępować w przypadku kolizji, kontaktu z ubezpieczycielem i naprawy auta?

Zakup polisy to jedno. Równie ważną kwestią jest zrozumienie jaki jest jej zakres, jakie mamy prawa i jakie obowiązki, i do czego zobligowany jest ubezpieczyciel. Dzięki temu wiemy, jak postępować w przypadku szkody komunikacyjnej oraz jak o niej zawiadomić dostawcę polisy. W zrozumieniu zakresu naszego ubezpieczenia w praktyce może pomóc firma specjalizująca się w likwidacji szkód. Może ona pomóc w formalnościach związanych z późniejszym ubieganiem się o odszkodowanie, a nawet całkowicie przejąć kontakt z ubezpieczycielem.

Co zrobić tuż po zderzeniu?
Chwilę po kolizji na drodze powinniśmy sprawdzić, czy żadna z osób biorących w niej udział nie doznała obrażeń. Jeśli tak, niezwłocznie musimy zawiadomić pogotowie oraz policję. W takim wypadku nie można przestawiać uszkodzonych pojazdów i należy czekać na pojawienie się służb. Jeśli nikomu nic się nie stało, powinniśmy przeparkować nasz pojazd tak, aby nie przeszkadzał w ruchu drogowym, np. na pobocze lub pobliski parking.

Jeśli stan pojazdów nie pozwala na ich uruchomienie i przestawienie w bezpieczne miejsce, powinniśmy skontaktować się z naszym ubezpieczycielem w celu weryfikacji czy nasza polisa obejmuje holowanie pojazdu. Jeśli nie mamy zapewnionej takiej usługi, a także nie chcemy płacić z własnej kieszeni, warto sprawdzić, gdzie mamy dostęp do niej za darmo. Niektóre firmy zajmujące się likwidacją szkód oferują darmowe holowanie i samochód zastępczy.

Gdy pojazdy są w bezpiecznym miejscu
Kiedy już pojazdy biorące udział w zdarzeniu zostały usunięte z jezdni, powinniśmy spisać oświadczenie. Pierwszym etapem jest ustalenie sprawcy kolizji. W niektórych przypadkach jest to jednoznaczne, bo wiąże się np. z naruszeniem zasad ruchu drogowego lub jedna ze stron bierze winę na siebie. Kiedy jednak żadna ze stron nie przyznaje się do winy, jedynym rozwiązaniem jest wezwanie policji, która rozsądzi spór. Wzywając policję musimy mieć świadomość, że oprócz orzeczenia sprawcy wypadku, może ona także wypisać mandat za wykroczenie.

Przykład orzeczenia sprawcy wypadku powinniśmy mieć zawsze w samochodzie, żeby w razie potrzeby móc z niego skorzystać i mieć pewność, że nie zapomnieliśmy o żadnym ważnym punkcie. Muszą się w nim znaleźć dane osobowe kierowców, wraz z numerem i datą ważności prawa jazdy oraz informacje o polisie OC i samochodzie. Musimy też opisać, w jaki sposób doszło do kolizji oraz uszkodzenia, jakich doznały pojazdy. W takiej sytuacji warto wykonać zdjęcia z miejsca zdarzenia, na których będą widoczne wyrządzone szkody.

Gdy spiszemy oświadczenie
Kolejnym krokiem jest poinformowanie swojego ubezpieczyciela o zaistniałej sytuacji. Alternatywą dla kontaktu z ubezpieczycielem jest przekazanie sprawy do wyspecjalizowanej firmy, która przejmie kontakt z dostawcą polisy, skoordynuje wszelkie formalności i zorganizuje proces naprawy samochodu. Takie rozwiązanie jest bardzo wygodne, oszczędza nasz czas i pozwala uniknąć stresu związanego z ubieganiem się o wypłatę odszkodowania od ubezpieczyciela.

Należy pamiętać, że cała procedura wymaga pilnowania terminów. Na zgłoszenie likwidacji z polisy OC mamy nawet 3 lata. Od złożenia zaświadczenia o zaistniałej kolizji i dostarczenia wszystkich dokumentów, ubezpieczyciel ma 30 dni na wypłacenie należnych pieniędzy. Należy pamiętać, że zawsze mogą się pojawić prośby o dodatkowe wyjaśnienia okoliczności zdarzenia, dlatego nie powinniśmy zwlekać z tak ważnymi sprawami. Znacznie krótszy czas ma się w przypadku polisy AC. Zależy on od firmy ubezpieczeniowej, ale maksymalnie wynosi 7 dni.

Na tym etapie wszystkie formalności można powierzyć profesjonalnej firmie, która zajmuje się całościową likwidacją szkody komunikacyjnej.

– Dobry partner zorganizuje holowanie pojazdu oraz warsztat naprawczy. Kolizje na drodze to sytuacje bardzo stresujące, dlatego warto oszczędzić sobie formalności, powierzając je firmie zewnętrznej. Po zgłoszeniu szkody zostanie nam przypisany numer, który później służy jako identyfikator na dalszych etapach kontaktu z ubezpieczycielem – mówi Grzegorz Tomasiak z Unique Service Partner.

W zależności od wielkości polisy mogą być potrzebne oględziny auta, które pozwolą na kalkulacje wyrządzonych strat. Będzie to podstawą do ustalenia wysokości odszkodowania. Jeśli uszkodzenia są niewielkie, w niektórych przypadkach oględziny auta nie będą konieczne i zdjęcia wykonane na miejscu zdarzenia mogą pomóc w oszacowaniu strat oraz wartości pojazdu. Warto skontaktować się z niezależnym rzeczoznawcą, w którego interesie nie będzie pominięcie niektórych uszkodzeń. Jest to pomocne, kiedy ubezpieczyciel nie chce wypłacić nam należnego odszkodowania i informuje nas, że zaistniałe szkody mogły powstać przed kolizją na drodze oraz gdy zaniża wartość naszego pojazdu.

Gdy zgłosimy szkodę ubezpieczycielowi
Przez ubezpieczeniowców proponowane są dwa rozwiązania dotyczące naprawy samochodu. Jedną z dróg likwidacji szkody jest tradycyjna wypłata odszkodowania po oszacowaniu wartości szkody przez firmę ubezpieczeniową. Może to być kwota zaniżona, ponieważ ubezpieczycielom zależy, by odszkodowania były jak najmniejsze. Drugą opcją jest naprawa w warsztacie samochodowym, który sami wybieramy, a ubezpieczyciel płaci bezpośrednio. Jest to opcja bezgotówkowa i nie wymaga od nas żadnych dodatkowych działań.

Znając nasze prawa i obowiązki względem ubezpieczyciela mamy wiedzę, dzięki której nie zostaniemy oszukani i dopełnimy wszystkich formalności. Takie sytuacje zdarzają się na drodze bardzo często, więc powinniśmy zachować spokój i po kolei podjąć wyżej wymienione kroki.

Najnowsze

Czy starsi kierowcy faktycznie stwarzają zagrożenie na drogach?

Żyjemy coraz dłużej, dlatego też liczba aktywnych kierowców w podeszłym wieku stale rośnie. Ale co z bezpieczeństwem? Czy kierowcy-seniorzy stanowią zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego?

Statystyki policyjne przemawiają na korzyść starszych kierowców. Okazuje się, że ci, którzy ukończyli już 60 lat, powodują znacznie mniej wypadków niż przedstawiciele pozostałych grupy wiekowych. Jeśli przeliczymy liczbę wypadków przez 10 000 przedstawicieli danej grupy wiekowej, to dla 60-latków lub osób starszych otrzymamy wynik 4,9. Dla porównania, najmłodsi kierowcy (18-24 lata) mogą „pochwalić się” rezultatem na poziomie 18,4.

Pojawia się jednak pytanie, czy seniorzy powodują statystycznie mniej wypadków, bo po prostu mniej jeżdżą? Anna Zielińska z Instytutu Transportu Drogowego przeprowadziła badanie, w którym pytała kierowców o liczbę wypadków, których byli sprawcami w ciągu roku kalendarzowego oraz o liczbę kilometrów, którą pokonali samochodem w tym samym okresie. Wynik? Najwięcej zdarzeń drogowych mają najmłodsi i najstarsi mężczyźni. Panom w wieku 18-24 wypadek zdarza się co 1,7 mln przejechanych kilometrów, zaś tym po sześćdziesiątce – raz na 2,6 mln km. Dla porównania w analogicznych grupach wiekowych kobiet te wyniki wynoszą 4,9 i 8,8 Choć to badanie pochodzi sprzed niemal 20 lat, to rzuca nowe światło na omawiany problem.

Co o starszych kierowcach sądzą ubezpieczyciele?
Czy starsi kierowcy płacą wyższe składki na OC? Jeśli brać pod uwagę ilość wypadków powodowanych przez osoby w określonym wieku –  byłoby to działanie nielogiczne. Z danych porównywarki OC/AC mfind.pl wynika, że najbardziej ryzykowni z punktu widzenia Towarzystw Ubezpieczeniowych są wbrew stereotypom kierowcy młodzi, a nie starsi.

Najwyższe składki zapłaci 20-latek – później ceny sukcesywnie spadają, a ich poziom w zależności od wieku osoby wykupującej ubezpieczenie nie zmienia się znacząco. 70-latek zapłaci właściwie tyle samo co osoba 40-letnia, mimo że to on jest traktowany potocznie jako klient „wyższego ryzyka”.

Prawo jazdy do 80-tki?
Skoro statystyki nie są alarmujące, a kierowcy seniorzy nie stanowią najbardziej niebezpiecznej grupą na polskich drogach, nie powodują wielu wypadków, ani nie płacą najwyższych składek OC dlaczego temat regularnie powraca?

Wydaje się, że zbyt dużo w tej debacie jest medialnej, płytkiej sensacji i stereotypów. – Jestem wielkim wrogiem motoryzacyjnych stereotypów – dziadka w kapeluszu, który ledwo chodzi i jedzie 20 km/h czy przysłowiowej baby za kierownicą – mówi Waldemar Florkowski, pasjonat motoryzacji i autor kanału Motodroadca.tv na YouTube.  – Oczywiście, widuję na drogach seniorów, którzy nie radzą sobie z prowadzeniem samochodu, ale widuję też kiepskich kierowców w młodszym wieku. A mówienie o seniorach odwraca uwagę od tematu młodych kierowców, którzy powodują dużo więcej wypadków i stanowią prawdziwe i poważne niebezpieczeństwo.

Co wiemy o seniorach za kierownicą?
Trend starzenia się populacji jest widoczny na całym świecie, nie tylko w Polsce. W ciągu ostatnich 50 lat średnia życia wzrosła o niemal 10 lat. Co za tym idzie, dłużej też pozostajemy aktywni i mobilni. Nikogo dziś nie dziwi 70-latek uprawiający sport, czy prowadzący samochód. Jak wynika z „Badania postaw społeczeństwa względem bezpieczeństwa ruchu drogowego”, co piąty Polak powyżej 60. roku życia deklaruje, że kieruje samochodem osobowym codziennie, a co czwarty robi to przynajmniej raz w tygodniu.

Jak kierowca zmienia się z wiekiem?
Oczywiście wiek robi swoje i kompetencje poznawcze kierowców-seniorów ulegają stopniowej degradacji. Pogarsza się zdolność myślenia logicznego, szybkość koncentracji, podzielność i przerzutność uwagi, szybkość reakcji w określonych sytuacjach. Stajemy się mniej sprawni motorycznie i intelektualnie – wymienia Andrzej Markowski, psycholog transportu, który od lat zajmuje się badaniem kierowców. – Często też zauważam u seniorów myślenie życzeniowe i  życzeniowe postrzeganie siebie – skoro ja kilkanaście lat temu byłem doskonałym kierowcą, to nadal nim jestem. Seniorzy często nie chcą dostrzec że się starzeją i pewne umiejętności ulegają pogorszeniu. Wtedy, kiedy niewiele innych rzeczy w życiu nam zostaje, chwytamy się tego, co naszym zdaniem nie uległo degradacji, dowartościowujemy się za pomocą samochodu – wyjaśnia.

Powszechnie uważa się, że starsi kierowcy jeżdżą bezpiecznie i rozważnie. Często z wiekiem ograniczają się do jazdy wyłącznie w dzień lub po najbliższej, dobrze znanej sobie okolicy. Prawie połowa kierowców z grupy 60+ nigdy nie korzysta z telefonu komórkowego podczas prowadzenia samochodu. Dla porównania, w grupie 15-24 odsetek ten wynosi tylko 25% („Badanie postaw społeczeństwa względem bezpieczeństwa ruchu drogowego”).

Badania dla starszych kierowców – obowiązkowe czy dobrowolne?
W medialnej dyskusji o kierowcach 60+ pojawia się czasem argument odbierania prawa jazdy kierowcom w określonym wieku. Zwykle pada on wtedy, gdy pojawi się kolejne doniesienie o wypadku spowodowanym przez seniora. Przy okazji mówi się o obowiązkowych badaniach, które musieliby odbywać kierowcy po sześćdziesiątce i o tym, że negatywny wynik badania mógłby skutkować ewentualnym odebraniem uprawnień.

Do wszelkich pomysłów odbierania praw jazdy należy podchodzić bardzo, bardzo ostrożnie – zaznacza Andrzej Markowski. – Mamy prawo siadać za kierownicą tak długo, jak długo nasze działanie nie przynosi nikomu szkody. Degradacja u każdego człowieka przebiega w sposób bardzo indywidualny, wiek nie jest wyłączanym kryterium – dodaje.

Jak o kierowców – seniorów dba się w innych krajach?
W Austrii i Niemczech prawa jazdy wydawane są bezterminowo. Kilka lat temu niemiecki Trybunał Konstytucyjny zdecydował, że każdy kierowca, który siada za kierownicą podejmuje decyzję, że jest „zdolny do jazdy”, a badanie stanu zdrowia należy do jego obowiązków. Z kolei w Hiszpanii, Włoszech, Finlandii, Holandii, Szwajcarii i Danii kierowcy powyżej określonego wieku muszą poddawać się obowiązkowym badaniom, by przedłużyć ważność prawa jazdy. Natomiast w Stanach Zjednoczonych wszyscy kierowcy, bez względu na wiek, zmuszeni są do odnawiania uprawnień co kilka lat (4-8, w zależności od stanu) oraz wcześniejszej konsultacji z lekarzem okulistą. Po przekroczeniu 65 lub 70 roku życia prawo jazdy odnawia się co rok lub dwa lata.

Rozwiązania systemowe vs. profilaktyka
Nawet jeśli obecnie seniorzy nie powodują wielu wypadków samochodowych, to musimy mieć świadomość, że polskie społeczeństwo się starzeje. Z każdym rokiem seniorów na drogach będzie więcej. Trzeba więc obserwować ich zachowania, reagować na potrzeby. Przykład? Jeśli ktoś zdawał egzamin na prawo jazdy 30 czy 40 lat temu, w praktyce uczył się jeździć w zupełnie innych warunkach – w Polsce nie było wtedy autostrad, a po drogach poruszało się znacznie mniej samochodów.

Zdaniem Łukasza Zboralskiego, redaktora naczelnego portalu brd24.pl, skuteczną strategią są edukacyjne akcje dla seniorów. Właśnie zakończyła się druga edycja kampanii „Senior bezpieczny na drodze” organizowanej przez Krajową Radę Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa oraz Policję. W zorganizowanych miasteczkach BRD kierowcy, piesi i rowerzyści mogli korzystać z symulatorów dachowania i zderzeń, specjalnych gogli, które imitują stan upojenia alkoholowego czy stanowisk dydaktycznych dla rowerzystów. Były też warsztaty, podczas których pokazywano, w jaki sposób procesy zachodzące z wiekiem zmieniają sposób zachowania na drodze oraz wykłady na temat przepisów drogowych.

Czy dobrowolne warsztaty dla seniorów wystarczą?
Znając mentalność Polaków, lepiej zainteresować ich ciekawymi warsztatami, niż zmuszać do obowiązkowych badań – przekonuje Łukasz Zboralski. – Obie edycje akcji „Senior bezpieczny na drodze” dowodzą, że czekają oni na takie akcje, przychodzą chętnie i z zainteresowaniem biorą w nich udział. Dobrze by było znaleźć środki, by takie warsztaty odbywały się w całej Polsce i były cykliczne. Uważam, że jako kraj, stać nas na to, żeby pomagać seniorom, a nie zmuszać ich do dodatkowych egzaminów. Jeśli do seniorów podejdzie się odpowiednio, oni nie tylko chętnie przyjdą, ale natychmiast staną się ambasadorami akcji. Sankcje i ograniczenia bardzo łatwo jest wprowadzić. Mamy sankcje za nadmierną prędkość, za jazdę po alkoholu. Czy one działają? Nie zawsze.

Nasze bezpieczeństwo w naszych rękach
Im głębiej analizujemy temat seniorów w ruchu drogowym, tym mocniej widzimy, że kwestia ewentualnych obowiązkowych badań po 60. roku życia to tylko wierzchołek góry lodowej. Szczególnie, gdyby te badania miały wyglądać tak, jak często wyglądają – obowiązkowe skądinąd – badania okresowe dla pracowników czy inne przymusowe i pozorne działania, których w naszym kraju nie brakuje.

Prawdziwym ratunkiem wydaje się więc edukacja – mądra, wyważona, wolna od stereotypów, a przede wszystkim – długofalowa. Należy zrobić wszystko, by umożliwić seniorom aktywne życie do późnej starości, a nawet, do takiego życia ich zachęcać – to zadanie dla rządzących. Możliwość sprawdzenia stanu technicznego roweru w mobilnym punkcie, ćwiczenia poprawiające koncentrację i szybkość podejmowania decyzji czy praktyczne warsztaty pozwalające sprawdzić swoje zachowanie w różnych warunkach drogowych może zdziałać więcej niż obowiązek i kara.

Źródło: akademia mfind.pl

Najnowsze

Jak naprawić blachę auta za pomocą… dildo?

Tak, wiemy jak to brzmi. Idiotycznie. Jednak zobacz filmy, które udowadniają, że dildo pomaga kobietom inaczej, niż wszyscy sądzicie.

Trudno to jakoś mądrze komentować, ale się podejmiemy. Jest piątek, więc prosimy do tematu podeść z przymrużeniem oka, podobnie jak my 😉

Jak wiadomo wygięcia, wklęsłości, wgniecenia w miękkiej blasze samochodowych masek, zdarzaków, błotników, a nawet dachów, są na porządku dziennym. Stojąc w korku z pewnością zobaczymy w swoim otoczeniu niejedno takie auto z blacharskim defektem. Rzecz jasna można tak jeździć latami i zwykle nic się w miejscu niewielkiego wgniecenia nie dzieje – nie zostaje naruszona struktura lakieru, więc i czynniki atmosferyczne (woda z opadów, sól, zanieczyszczenia) nie mogą się pod niego dostać. Jednak to denerwuje. Zwłaszcza kobiety. Kobiety, które muszą codziennie wsiadać do swojego ukochanego, uszkodzonego samochodu.

Po kilku latach jazdy z wybitnie widocznym wgnieceniem na masce swojego Mini, pewna Amerykanka postanowiła zawalczyć o piękno nadwozia ukochanych czterech kółek. Pojeździła po kilku warsztatach blacharskich i wszędzie usłyszała wygórowane ceny za usługę. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Dosłownie.

Nie wiemy, czy dildo (sztuczny penis, w tym wypadku gumowy, z przyssawką), jakiego użyła Amerykanka do naprawy auta, pochodził z jej prywatnych zasobów, czy – zmotywowana do walki z defektem nadwozia – postanowiła go pożyczyć od mamy, nagrywającej film, czy kupić w sklepie z takimi akcesoriami. Kosztował jedynie 20 dolarów.

W każdym razie efekt jest spektakularny! Sami zobaczcie!

Okazuje się, że nie jest to jednak odosobniony przypadek. W sieci można znaleźć kilka podobnych porad 😉

Najnowsze

Weekend z dzieckiem poza miastem – gdzie pojechać?

Gwarancją relaksu podczas weekendowego wypadu za miasto jest przejście w tryb slow. Czy w towarzystwie małych dzieci można zwolnić chociaż na chwilę?

Tak, o ile wybierzemy odpowiednie miejsce, czyli takie, gdzie zadbano o atrakcje dla najmłodszych. Wtedy dorosłym uda się znaleźć moment na odpoczynek. Myśląc o zmęczonych rodzicach, przygotowaliśmy kilka wyjazdowych propozycji z mazowieckich tras.

Sielski Ale młyn!
W oddalonym o 130 kilometrów od Warszawy Andrzejowie znajduje się niezwykłe miejsce – odrestaurowany stary młyn. Można go wynająć w całości, by zapewnić sobie przestrzeń i prywatność, co dla osób podróżujących z dziećmi zwykle jest ogromnym atutem. Nie trzeba się przejmować, że tupot małych stóp komukolwiek przeszkodzi, podobnie jak wczesne wstawanie, czy nocne pobudki. Tych ostatnich może być znacznie mniej, niż na co dzień. Obiekt położony jest nad szumiącą wodą, wśród kipiącej zieleni, a to zrelaksuje każdego, niezależnie od wieku.

Warto zauważyć, że młyn urządzono tak, by rodziny z dziećmi czuły się komfortowo – pełno tu historycznych detali, wygodnych foteli, kanap do wspinaczki czy hamaków czekających na zmęczonych spacerami gości. A jest gdzie wędrować i aktywnie spędzać czas – przepiękne leśne drogi krzyżują się tu z kilometrami ścieżek rowerowych. Starsze dzieci można też zabrać na wyprawę kajakami.

Siedlisko Leluja w sercu Puszczy Białej
Idealne miejsce dla małych miłośników zwierząt, do tego rustykalny klimat i pozytywna energia. Prawdziwym centrum rozrywki w siedlisku jest… stodoła. To tutaj dzieci dowiedzą się, jak zrobić zabawki z patyków i sznurka, a ich rodzice, jak produkuje się kozie sery.

Po podwórku przechadzają się kozy, a na pastwisku można spotkać koniki polskie. Znajduje się tu także plac zabaw – które dziecko nie lubi się tam bawić? Nad stawem zwanym lelujowym morzem stworzono małą plażę. Jest tu i czysty piasek, i zabawki – wszystko po to, żeby rodzice mogli na chwilę przysiąść z książką, jednocześnie nie tracąc z oczu swoich pociech. Po intensywnym dniu na gości czeka zdrowe regionalne jedzenie w domu krytym strzechą.

„Żabi Raj” i wieczorne koncerty natury
Już sam komunikat: „Jedziemy do Żabiego raju” powinien zaintrygować i sprawić radość najmłodszym domownikom. Wiosną i latem można tu posłuchać kumkających żab –  ten punkt agroturystyczny urządzono nieopodal dawnej żwirowni, po której pozostały zbiorniki wodne.

Dzieci mogą tu spędzić czas na przygotowanym dla nich placu zabaw. Jeśli natomiast pogoda nie dopisze, mali goście mają do dyspozycji bogato wyposażony kącik zabaw w sali rekreacyjnej wewnątrz domu. Całą rodziną można wypocząć w specjalnie do tego celu wyznaczonych miejscach piknikowych i grillowych, popływać na żaglówce i rowerze wodnym czy odpocząć na plaży. Domowa atmosfera, wyborna kuchnia i niezakłócona niczym cisza – to wszystko zapewnia relaks zarówno młodszym, jak i starszym.

Scheda Podlaska – idealne miejsce dla rodzin
Jasne, przestronne pokoje, plac zabaw i sielskie Mazowsze dookoła – oto Scheda Podlaska, gdzie śmiało można wybrać się na odpoczynek wraz z pociechami. W kuchni dominują lokalne produkty, z których powstają tradycyjne potrawy. Właściciele tego miejsca sami są rodzicami trójki dzieci. Wiedzą zatem, jak ważne jest dopasowanie menu dla najmłodszych i zadbali, aby w karcie dań nie brakowało pozycji smakujących nawet niejadkom.

Co ważne dla domowego budżetu, dzieci do lat 3 nocują w Schedzie Podlaskiej bezpłatnie (wymagana jest jedynie jednorazowa wpłata za pościel i łóżeczko). Miejsce to, jak mało które, przygotowane jest na przyjazd najmłodszych. Zadbano o udostępnienie gościom wanienki, krzesełka do karmienia, podnóżków łazienkowych oraz głębokiego i spacerowego wózka. Na deszczową pogodę przygotowano książki, gry i filmy na DVD. Właściciele służą także pomocą w razie kłopotów zdrowotnych – od razu przekazują kontakt do lekarza, przychodni, szpitala czy apteki. Jak widać, w Schedzie Podlaskiej można się poczuć w pełni zrelaksowanym i otoczonym opieką przez gospodarzy.

A może postój na sycący posiłek?
Kto choć raz podróżował z dziećmi, ten wie, że hasło „Jeeeść!” może paść w najmniej spodziewanym momencie. Zabrane na drogę przekąski nie wystarczają, jeśli głód naprawdę doskwiera małym brzuszkom. Wtedy trzeba pomyśleć o odwiedzeniu przydrożnego lokalu. Ponieważ nie każdy z nich jest godny polecenia, na mazowieckiej trasie Slow Road zaznaczono znakomite miejsca na rodzinny obiad, takie jak choćby karczma Wielka Lipa położona niespełna 70 kilometrów od Warszawy.

Zanim posiłek dotrze na stół, można przyjrzeć się dopracowanemu w każdym szczególe wnętrzu. Karczma powstała z elementów kurpiowskich chat, czuć w niej atmosferę XIX wieku. Ogień trzaskający w kominku i przytulny, kolorowy wystrój sprawią, że cała rodzina poczuje się tu dobrze. Pełna regionalnych potraw karta dań jest skomponowana imponująco i zachęca do ponownej wizyty. Dzieciom z pewnością zasmakują domowe pierogi, rosół czy pomidorowa, a szczególnie potrawy z menu „dla pacholąt”, np. kaftaniki kurze z cepami (polędwiczka z kury w płatkach kukurydzianych) czy pulpety z ziemniakami oraz marchewką z jabłkiem, czyli dania skomponowane specjalnie z myślą o małych smakoszach!

Źródło: Slow Road by Mazda

Najnowsze