Chciał ostrzec przed karambolem, musiał walczyć o życie
Różne są pomysły na to, jak się zachować na wypadek karambolu. Prawdopodobnie najgorszą rzeczą jest to, co zrobił bohater tego nagrania.
Nie zobaczymy na tym wideo początku powstania karambolu, ale wiadomo, że spowodowany był gołoledzią. Kilka rozbitych pojazdów zablokowało przejazd, na poboczu zatrzymała się cysterna. To że coś się stało, widać z daleka, ale większość kierowców reagowała zbyt późno, a do tego nie wiedzieli, że nawierzchnia jest oblodzona.
Dalszemu nieszczęściu chciał zapobiec jeden z uczestników karambolu, który ostrzegał innych o zagrożeniu… energicznym machaniem dłoni. Czy to jest coś, co zobaczycie z daleka? Z większej odległości? Widać z pewnością lepiej zablokowaną drogę i awaryjne światła. Zachowanie tego mężczyzny nie tylko nie zapewniło i tak wątpliwej pomocy, ale przede wszystkim było skrajnie niebezpieczne. O czym przekonał się kilka sekund później.
Na nagraniu widzimy jak ucieka przed samochodem, który wpadł w poślizg. Udało mu się uniknąć potrącenia o mały włos, ale przewrócił się na oblodzonym asfalcie. Nie zdążył wstać, kiedy nadjechało kolejne auto, na szczęście prowadzonego przez rozsądnego kierowcę, który odpowiednio wcześniej zwolnił, zachowując kontrolę nad pojazdem i zdołał ominąć leżącego mężczyznę. Ten szybko zerwał się na nogi i uciekł w stronę już rozbitych pojazdów. I to posunięcie było bardzo rozsądne, ponieważ kilka sekund później rozjechałoby go kolejne auto. Następne miało na to sporą szansę, ale rozbiło się na cysternie.
Wiemy już czego nie robić podczas karambolu. A co robić? Możliwości są dwie. Jeśli mamy sposobność schronienia się za barierami energochłonnymi lub ekranami dźwiękoszczelnymi (co jakiś czas znajdują się w nich drzwi, ale można je otworzyć tylko z jednej strony), to zróbmy to, upewniając się wcześniej, czy możemy bezpiecznie opuścić samochód. Teoretycznie możemy też przejść przed rozbite pojazdy, ale to może być ryzykowne, ponieważ jeśli coś w nie uderzy kiedy będziemy się między nimi przeciskać (szczególnie jeśli będzie to ciężarówka), to możemy zostać poważnie ranni. Zwykle rozsądniej jest pozostać w swoim aucie z zapiętymi pasami. Najważniejsze jednak, żebyśmy nie chodzili między rozbitymi pojazdami, ani nie próbowali „ostrzegać” innych tak, jak robił to bohater tego nagrania.
A jak uniknąć brania udziału w karambolu? Obserwujmy uważnie sytuację przed nami, hamujmy z dużym wyprzedzeniem na widok spowolnionego ruchu. Pamiętajmy też o włączeniu świateł awaryjnych, żeby kierowcy za nami wiedzieli, że będziemy zauważalnie zwalniać lub zatrzymywać się. W ten sposób unikniemy uderzenia przez auta za nami. Widząc, że mamy przed sobą karambol zjedźmy możliwie wcześnie na pobocze, zatrzymajmy auto z włączonymi światłami awaryjnymi. Naszym obowiązkiem jest nieść pomoc ofiarom wypadków, ale w takiej sytuacji sami możemy narazić nie tylko swoje zdrowie, ale i życie. Zostańmy w samochodzie, albo przejdźmy za bariery, jeśli to możliwe. Wtedy dopiero powiadommy odpowiednie służby o zajściu.
Sytuacja jest bardziej skomplikowana, kiedy nagle wjeżdżamy we mgłę na autostradzie lub drodze ekspresowej. Wtedy powinniśmy zacząć hamować, ale nie gwałtownie. Nagłe wdepnięcie hamulca we mgle to właśnie przyczyna karamboli. Prędkość zmniejszamy stopniowo, włączając światła przeciwmgielne i awaryjne. Zatrzymujemy się na poboczu, nigdy na którymś z pasów do jazdy.
Najnowsze
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad prowadzi zaawansowane prace nad Obwodnicą Aglomeracji Warszawskiej – inwestycją, która otoczy stolicę drogowym pierścieniem o długości blisko 160 kilometrów. Właśnie ogłoszono nowe przetargi, a władze drogowe przedstawiły precyzyjny harmonogram dla poszczególnych odcinków. -
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem
-
Mercedes VLE: luksusowa limuzyna, van, a może statek kosmiczny? Dokąd zmierzasz motoryzacjo…
-
Xpeng P7+ za 198 tys. zł: luksus jak w Porsche i ładowanie w 12 min. Testowałam go w Chinach – Tesla ma się czego obawiać!
Zostaw komentarz: