Aleksandra Mnich - szczerze o torowej jeździe motocyklem

30 czerwca 2015
16
Aleksandra Mnich ma 21 lat, studiuje i pracuje, by spełniać swoje marzenia oraz doskonalić szybką jazdę motocyklem na torze. Mimo okresów zwątpienia, nie poddaje się i dąży do wyznaczonych celów.

Kiedy w Twoim życiu motocykle zaistniały? Pamiętasz moment w którym złapałaś bakcyla i wiedziałaś, że odwrotu z tej drogi nie ma?

Jako mała dziewczynka byłam jeden raz na zlocie i podobało mi się tam strasznie, bo każdy motocykl był zupełnie inny. Potem to zafascynowanie wygasło, ale oglądałam się zawsze za wielkimi chopperami na ulicy i chciałam mieć prawko. Moja rodzina (oprócz wujka) kompletnie nie interesuje się motoryzacją i rodzice byli zdecydowanie przeciwni takiej pasji, więc musiałam zapracować, żeby opłacić sobie kurs na motocykl. Ponieważ wyjeżdżałam do pracy na lato, to sezon mijał i okazji do zrobienia prawka nie było... Dopiero dwa lata temu się udało i nie mając jeszcze „papieru” kupiłam CBR 600 F3, gdyż mój chłopak zdecydowanie zaszczepił we mnie miłość do motocykli sportowych!

Jak wypadły pierwsze kilometry?

Bardzo łatwo oswoiłam się z motocyklem, bo dopiero podczas kursu uczyłam się motocykla od podstaw - wcześniej nigdy nie miałam okazji. Moją kochaną Hondą nie bałam się niczego, więc pojechałam na tor za namową chłopaków - przecież nie mogę być gorsza (śmiech). Ruszyłam na podbój toru kompletnie nieprzygotowana, bez kombinezonu i butów. Teraz bym sobie tego nie wybaczyła! Po drogach przejechałam ok. 400km, a ciągle jeździłam po torze i tak mi się spodobało, że na następny sezon postanowiłam wymienić Hondę na torówkę. Teraz trochę tego żałuję, bo taka mała ilość przejechanych kilometrów na drodze, nie pozwoliła mi w pełni zrozumieć motocykli...

W związku z tym miałaś jakieś upadki, niebezpieczne sytuacje na torze?

Miałam wypadki: dwa na Hondzie, jeden na Suzuki. Drugi upadek całkowicie mnie zblokował, sparaliżował wręcz i poprzestawiał mi w głowie wiele... A ostatnią glebę miałam w zeszłym sezonie w Poznaniu - przy swoim najlepszym okrążeniu, miałam uślizg przedniego koła. Od razu wstałam, pobiegałam do boxa i czekałam, aż przyprowadzą mój motocykl. Zaczęłam wysypywać z niego kamienie, sklejać i straciłam na to jedną sesję. Kolejną już jeździłam, bo wiedziałam, że muszę pokonać strach od razu! Wszystko było naprawdę dobrze i ten upadek mnie nie złamał, ale mimo wszystko został w głowie. Jednak w tym sezonie, kiedy zima minęła, znów mam problem z jazdą na torze. Taka półroczna przerwa (ach, te sporty sezonowe i nasza polska pogoda!) zdecydowanie działa na moją niekorzyść i trochę czasu zajmuje mi powrót do formy sprzed roku.

Nie ułatwia tego nowy motocykl?

Zimą kupiłam Suzuki GSX-R 600, którym obecnie jeżdżę. Nie tknęłam go wtedy, a gdy przyszła wiosna, nawet nie chciałam się nim przejechać - po prostu stał w garażu i czekał na sezon. Gdy przyszedł czas na pierwszy wyjazd na tor, okazało się, że mam tak wielką blokadę i strach, że kompletnie sobie nie radzę! Osoby z toru mówiły mi, żebym najpierw się skupiła na szybszej jeździe, a nie na pozycji (bo składałam swoje ciało w każdy zakręt, a kolano do ziemi miało z metr!). Wróciłam z toru kompletnie zdołowana, ale nie przyszło mi do głowy żeby z tym skończyć, czułam, że mogę się do tego nie nadawać, ale chciałam nadal próbować! Widziałam w oczach innych pytanie – co ona robi na tym torze? Ale miałam dość siły, by walczyć z tym i ze sobą.

I potem było lepiej?

Początek sezonu był ciężki, ale udało się być wiele razy na torze i małymi krokami pokonywać blokadę. Gdzie zniknęła ta odwaga sprzed roku ? Tego nie wiem, ale wraz z jej zniknięciem pojawiły się złe myśli, które nie pomagały mi w jeździe na torze. Druga połowa sezonu była wspaniała - szło mi dobrze i byłam bardzo zadowolona, jednak kosztowało mnie to wiele cierpliwości (której mi brakuje), wiele wyjazdów na tor i wiele okrążeń.

Czy to jest tak, że gdy czujesz się zbyt pewnie to łatwiej o błędy? 

Pewność siebie moim zdaniem, zdecydowanie pomaga na torze, jednak przesadna pewność może przyczynić się do błędów lub problemów. Jestem osobą pewną siebie na co dzień, jednak na torze gdzieś mi to umyka. To także nie jest dobre... Wiara w siebie pomaga w poprawianiu swoich błędów i podbudowuje myśli, że stać nas na więcej i wtedy przykładamy starań, żeby tak było. Ale znów przesadna pewność powoduje, że możemy nie zauważać swoich obecnych błędów i się nie rozwijać. Wszystko jest dobre, ale w umiarze.

Jak robisz postępy - ryzykujesz czy też małymi krokami do przodu? Masz jakiegoś nauczyciela, mentora? Czy opierasz się na metodzie prób i błędów?

Jestem samoukiem i niestety, też lubię mieć zawsze rację (śmiech). Najważniejszą osobą i taką, od której najwięcej się uczę jest mój chłopak. Szybko przyswajam wiedzę, ale w przypadku motocykli - nie jest mi tak łatwo... Na początku nie sądziłam, ile czynników wpływa na jazdę na torze i z tej niewiedzy miałam dwie gleby. Na torze powinno być oczywiste, że wiesz jakie ma być ciśnienie w oponach, jaki masz czas, co jest nie tak i co musisz poprawić. Ja tego w swoim pierwszym sezonie nie wiedziałam i uczyłam się na swoich błędach. Dopiero później zrozumiałam, o co w tym wszystkich chodzi. Mając F3 byłam kilka razy na torze i ufałam bezgranicznie tej maszynie, a z tego wynikał totalny brak strachu. Nie miałam też nigdy żadnego wypadku i za sobą jedynie 400 kilometrów na drodze, więc nie wiedziałam, jak niebezpieczny może być ten sport. Dopiero drugi upadek mnie załamał, uświadomił, że jeżdżę bez wiedzy, nie analizując niczego. Wtedy sprzedałam F3 i kupiłam torówkę - zaczął się wielki problem. Nie mam żadnego mentora i nauczyciela, staram się zapamiętywać wszystko, co mówią osoby bardziej doświadczone i uczyć się przy każdej okazji. W tym momencie zdecydowanie małymi kroczkami idę do przodu, mam blokadę związaną z obecnym motocyklem i nie wiem jeszcze, jak to zmienić…

Twój chłopak mobilizuje Cię do lepszych czasów?

Mój chłopak jest zdecydowanie bardziej zaawansowany ode mnie, jeździ dłużej i zna się na motocyklach, co mu w jeździe pomaga. Zazwyczaj jest między nami ok. 10 sekund różnicy. Mimo wszystko oboje się uczymy cały czas, jemu oczywiście jest dużo łatwiej, bo szybciej analizuje swoje błędy i wie jak je poprawić. Poza tym to facet i ma zdecydowanie mniejszy strach (śmiech).

Kiedy pierwszy raz rywalizowałaś i jak Ci poszło? Lubisz rywalizację? 

Pierwszy raz rywalizowałam na torze w Białej Podlaskiej. Startowałam jako ostatnia wśród mniej więcej 20 facetów. Dojechałam jako przedostatnia, a wyścig wspominam jako jeden z lepszych w życiu! Toczyłam walkę o to przedostatnie miejsce niesamowicie zaciekle z chłopakiem, który ostatecznie po wyścigu (gdy przegrał) nie podał mi ręki, gdy podeszłam i podziękowałam za walkę. Rywalizacja jest czymś, co mnie niesamowicie motywuje, świetnie się w niej czuję. Poza tym ciężko mi przegrywać! (śmiech)

Czy miałaś wcześniej do czynienia ze sportem/rywalizacją w innej postaci?

Podejmowałam się wielu sportów i hobby miałam różne min. wspinaczkę i żeglarstwo. Od kilku lat zimą jeżdżę na snowboard, który uwielbiam. Powolutku uczę się kitesurfingu i wakeboardingu - próbuję każdego sportu na desce jak mogę (śmiech). Także podróżuję i próbuję robić wszystko, by się nie nudzić!

Jak otoczenie (rodzina, znajomi) zareagowali na Twój pomysł jeżdżenia na torze? Kto Cię najbardziej wspiera i czy to pomaga, motywuje?

Fakt jazdy na torze ukrywałam na początku przed rodziną, ale nie udało się to na długo. Oczywiście, że nie byli zadowoleni, jednak z czasem zrozumieli, że jest to bezpieczniejsze niż drogi. Znajomi nie zareagowali jakoś wyjątkowo, uznali widocznie, że po prostu znalazłam kolejne hobby, tym razem bardziej niebezpieczne (śmiech), Największe wsparcie mam ze strony chłopaka, który też jeździ na torze i ze strony mamy, która ostatecznie zaakceptowała fakt, że jeżdżę na torze. Zdecydowanie bardzo mi to pomaga, bo w ciężkich momentach wiem, że ktoś we mnie wierzy i na pewno nie będzie rozczarowany, cokolwiek się wydarzy.

Czy motocykliści także na torze to też jedna wielka rodzina, jak na drogach?

Na torze mam wrażenie, że większość osób się zna. Jeździ się tam zazwyczaj grupami. Na drogach nie doświadczyłam zbyt wiele niestety, ale wydaje mi się, że nie różni się to zbytnio. Każdy każdemu pomoże w miarę możliwości.

Jak odbierają Cię mężczyźni, a jak kobiety ścigające się na torze?

Mężczyźni odbierają kobiety na torze bardzo różnie. Łatwiej rozmawia mi się z facetami w życiu, jednak na torze nie jest tak łatwo… Gdy zaczęłam jeździć w grupie B (więc nie najsłabszej) zauważyłam, że mało facetów lubi, gdy wyprzedza ich kobieta. Niektórzy chętnie pomagają, inni potrafią traktować bardzo odgórnie, zakładając, że i tak są lepsi. Jeszcze częściej zdarza się, że gdy mówię o jakiś usterkach albo przypuszczeniach odnośnie stanu technicznego własnego motocykla – to zostaję ignorowana. Tak też było w tym sezonie, na samym początku. Ciągle słyszałam, że to na pewno ja robię jakiś błąd i na pewno nie jest wina sprzętu, a po kilku dniach okazało się, że jednak silnik do wymiany… Dość nieprzyjemny początek sezonu! Kobiety znów, swoje rywalki potrafią traktować z zazdrością, niekoniecznie pozytywną.

Więc w jakiej grupie wolisz rywalizować?

Zdecydowanie wolę rywalizować z mężczyznami, gdyż bardziej odpowiada mi ich podejście do wyścigu i jazdy niż u kobiet, ale oczywiście są wyjątki. Często w rozmowach o wykręconych czasach nie jestem pytana o zdanie, mimo że mam czas niewiele gorszy od niektórych z nich.

Co uważasz za swój największy sukces w dotychczasowej karierze motocyklowej?

Za największy sukces uważam zeszły sezon. Cały! To, że czasy z końca sezonu były o minutę (a to bardzo dużo!) lepsze niż 3 miesiące wcześniej. Cieszę się, że się nie poddałam, bo naprawdę było ciężko. Był to sezon bardzo intensywny, poznałam wiele osób i wiele się nauczyłam - przede wszystkim nie traktować tego poważnie a jako zabawę. Nie denerwować się a cieszyć z jazdy na torze i nie przejmować się całą resztą a tylko sobą.

Jaki masz plan na obecny sezon i na ile go realizujesz?

Niestety ten sezon zaczął się bardzo niefortunnie. Zimą próbowałam sprzedać Suzuki i kupić coś innego na tor (najlepiej R6). Z przyzwyczajeniem się do Suzuki miałam i mam ogromne problemy, nie dogaduję się ze tym sprzętem kompletnie i nie ufam mu. Oprócz faktu, że na pierwszym wyjeździe nie dopisała nam pogoda, to mi nie dopisało mi też szczęście. Okazało się, że muszę wymienić silnik, a nie są to małe koszty... Przeszło miesiąc motocykl stał w warsztacie i ja nie jeździłam. Dopiero teraz wybieram się na tor i nie czuję się pewnie na tym motocyklu, a jestem wobec siebie wymagająca i taka sytuacja potrafi psychicznie zmęczyć. Moim celem jest jak najwięcej się nauczyć i pokonać blokadę. Niestety przez koszt wymiany silnika nie mogę pozwolić sobie na tak częste wyjazdy, jak rok temu. Staram się jak najwięcej i jak najczęściej jeździć i to też jest mój cel w tym sezonie. Uzyskać pewność i płynność w tym co robię. Mimo wszystko jestem dobrej myśli!

Czy widzisz swoją przyszłość na motocyklu? Czy w tym okresie zwątpienia nie poddasz się?

Tak, myślę, że zawsze będę w jakiś sposób z nimi związana czy to na torze, czy w drodze, czy jakkolwiek inaczej. W okresie zwątpienia zrobię wszystko i włożę wszystkie siły w walkę, jednak nie będę robić nic wbrew sobie. Podoba mi się to, nie chcę się poddawać! Przynosi mi to wiele radości i satysfakcji z pokonania jakiejś bariery i z pewnością chcę się dalej rozwijać.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!