Jak zostać motocyklistką, gdy ma się 153 cm wzrostu - opowiada Marcjanna Pawlak

Jak zostać motocyklistką, gdy ma się 153 cm wzrostu - opowiada Marcjanna Pawlak
Marcjana niedawno została motocyklistką, lecz kosztowało ją to wiele nerwów, pieniędzy i momentów załamania. Dzięki naszemu artykułowi przełamała swoje lęki, wybrała odpowiedni dla siebie motocykl i szkołę.
Advertisement

Kiedy i w sumie dlaczego postanowiłaś zostać motocyklistką?

Motocykle w domu były zawsze! Od Komarka przez NSU do BMW Sahara. Ojciec woził nas na nich po mikropodwórku w jednym z satelickich miast Łodzi. Jeździłam z nim na targi staroci, zloty i inne imprezy gdzie można było obejrzeć stare maszyny: motocykle, traktory „bombaje”, samochody… Ale moje serce skradły choppery! Niestety ktoś kiedyś tak skutecznie przewiózł mnie na motocyklu (pamiętam to było Suzuki i do dziś ta marka słabo mi się kojarzy), że nie pojechałam już z nikim przez kolejne 16 lat! Zostało mi tylko podpatrywanie parad motocyklowych…

Po latach posuchy stwierdziłam, że strach przed jazdą trzeba złamać i w październiku 2014 roku pojechałam z kolegą na wycieczkę do Zamku Czocha i tak wróciłam do „plecakowania” (śmiech). Jakoś dwa miesiące później, dwaj inni motocykliści zadali mi kluczowe pytanie: „Skoro nadal boisz się jeździć jako plecak, to dlaczego sama nie zrobisz prawa jazdy?” No właśnie „Dlaczego?” - pomyślałam sobie. Oczywiście powodów, żeby tego nie robić w głowie miałam wiele: bo już młoda nie jestem, bo jestem po operacji kręgosłupa i całe życie słyszałam „Nie upadnij, bo wylądujesz na wózku”, bo jestem mała (153cm) i słaba, bo nigdy nie byłam kierowcą, również samochodu i nie czułam do tego pociągu. Same „ale” w mojej głowie.

A jednak spróbowałaś?

Popatrzyłam na swój tatuaż - motto życiowe: „Anioł nigdy nie upada. Diabeł upada tak nisko, że nigdy się nie podniesie. Człowiek upada i powstaje” (Fiodor Dostojewski) i pomyślałam: „Marcyśka, tyle razy zaczynałaś od zera, tyle razy łamałaś schematy, to czemu i teraz nie?” Zaczęły się treningi na siłowni (chwała Damianowi Olenderowi za prowadzenie sesji indywidualnych!), rozmowy z motocyklistami, czytanie forów i książek („Motocyklista doskonały” David’a L. Hough’a to najlepszy prezent urodzinowy jaki dostałam). Do tego oczywiście stopniowe zakupy odzieży: kask, kombinezon, rękawice i potem to miało być już z górki, ale … nie było! (śmiech).

Jak zostać motocyklistką, gdy ma się 153 cm wzrostu - opowiada Marcjanna Pawlak

W skali trudności 1-10 to na ile oceniłabyś zdobywanie przez Ciebie uprawnień?

10! I nie jest to przesadą! Po pierwsze jestem kobietą i nawet z dość liberalnymi poglądami, miałam sporo oporów we własnej głowie. Najlepszym przykładem jest to, że mimo miłości do tych maszyn nie przyszło mi do głowy, by zostać motocyklistką. Nie wspominam już o nieprzychylnych reakcjach otoczenia na mój plan. Nawet inni kursanci (płci męskiej) spoglądali na mnie na placu z politowaniem…

Kolejny problem to, to że nie miałam wiedzy, iż do egzaminu można podejść na „swoim” motocyklu. Szkoła w której zaczynam szkolenie, nie oferowała takiej usługi. A przecież dla młodego motocyklisty każda nowa maszyna to rewolucja, więc zdawanie na znajomym motocyklu (wiesz jak chodzi sprzęgło, gaz, jak się jedzie na zimnym, a jak na ciepłym silniku) ma ogromne znaczenie. Musiałam dwa razy oblać egzamin, przejść etap załamania i rezygnacji, by wreszcie przeczytać artykuł na motocaina.pl o obniżonej MT-07 ze Szkoły Jazdy Wolski & Gliga (http://www.motocaina.pl/artykul/yamaha-mt-07-na-egzaminie-kat-a-18426.html). Jeszcze tego samego dnia wieczorem byłam na placu, by przymierzyć się do motocykla. To był moment przełomowy! Dotykałam całą stopą do ziemi! Dla mnie to był cud, dar i coś wspaniałego.

Do tego dostałam wspaniałych instruktorów, którzy uczyli mnie jazdy od zera. Pierwszy raz ktoś poświęcał mi swój czas i uwagę na placu – byłam jedynym uczniem, a nie jednym z pięciu… Ale to, za co najbardziej jestem wdzięczna, to nauka pewności. Pewności, że fizyka działa tak a nie inaczej. Pewności, że motocykl zrobi to, co będę chciała. Pewności, że mimo fizycznych ograniczeń moje ciało można wyszkolić. Miesiąc później zdałam egzamin.

Jak zostać motocyklistką, gdy ma się 153 cm wzrostu - opowiada Marcjanna Pawlak

Na ile Twój wzrost był przeszkodą w nauce jazdy motocyklem?  Miałaś wcześniej do czynienia z motocyklami czy uczyłaś się od zera?

Na motocyklu za kierownicą siedziałam pierwszy raz na kursie w ubiegłym roku. Nie wiedziałam jak obsługiwać gaz i sprzęgło, nie umiałam skręcać. Przejeździłam 14h na 125-tce (Yamaha YBR), a potem wsadzono mnie na XJ6 i przeżyłam szok. Jak jechałam to jechałam, ale zatrzymywanie się, ruszanie, wolne manewry - często kończyły się glebą, bo nie dosięgałam ziemi! Bałam się straszliwie, ale jeszcze mocniej chciałam mieć prawo jazdy. W pierwszej szkole nikt nie powiedział mi: „Jesteś za mała”, po prostu dali wielką maszynę i kazali sobie radzić. A instruktor siedział w samochodzie, gdy po placu jeździły 4 czy nawet 5 motocykli. Z jednej strony w efekcie złego wyboru szkoły - straciłam mnóstwo czasu i pieniędzy (kurs i dwa egzaminy). Z drugiej strony, dowiedziałam się jak nie powinno być…

Co było pomocne w przezwyciężeniu tych problemów?

W dobrym czasie wpadłam na ten artykuł z motocainy i tak w szkole Rafała Wolskiego wzrost przestał być przeszkodą. Miałam odpowiednią dla swoich gabarytów maszynę (niższą i lżejszą) oraz świetnych instruktorów, więc cała reszta zależała już tylko ode mnie. Dostałam tam nauczyciela na wyłączność i mnóstwo wsparcia oraz pozytywnej energii. I co najważniejsze - to nie skończyło się w momencie zdania egzaminu! Bo same uprawnienia jeszcze nie świadczą o umiejętnościach jazdy. Trzeba dalej się uczyć. Kupiłam motocykl bardzo podobny gabarytami do tego, którego tak się bałam, ale miałam już pewność, że dam radę! Dostałam nawet możliwość sprawdzenia swej Yamahy XJ600S Diversion (205kg) na placu manewrowym w zadaniach egzaminacyjnych. I co? Moja kochana „Diva” daje prowadzić się jedna ręką! Gdyby nie Rafał - to nigdy bym tego nie spróbowała! Tak też można powiedzieć, że poszerzył mi horyzonty (śmiech).

Jak wspominasz swój egzamin?

Pierwsze i drugie podejście w 2015 roku na Yamaha XJ600 było koszmarem! Od bólu głowy, po nudności i inne „atrakcje”. Do tego cholernie bałam się tej maszyny, bo była wielka, ciężka i ziemi dotykałam tylko palcami stopy. Chciałam jeździć, ale wiedziałam, że albo się uda albo nie. To bardzo słabe podejście do egzaminu, ale na inne w tamtym okresie nie mogłam liczyć…

2016 rok przyniósł już zupełnie inny stan ducha! Wiedziałam, że Rafał nauczył mnie wszystkiego czego mógł. A po pierwszej jeździe po mieście, szczerze powiedział, że nie jest dobrze. Po drugie Yamaha MT-07 jest skrojona na moją miarę: niska (specjalnie obniżona), szczupła, lekka i niezawodna. A po trzecie - moja głowa i ciało nie zrobią mi psikusa, bo wiem na co mnie stać! Oczywiście na egzaminie był stres, na dodatek było gorąco, dużo piłam, a potem chciało mi siku (śmiech). Ale jak usiadłam na motocyklu, to wszystko ucichło. Byłam ja, głos egzaminatora, maszyna i zadania. A potem wieeelka duma!

Czy niski wzrost to także kłopot z kupnem odpowiedniego motocykla? Jak sobie z tym poradziłaś?

Postanowienie zrobienia prawa jazdy kat. A, równało się z poszukiwaniem przyszłego motocykla dla mnie. Kochałam choppery, ale najbardziej odpowiadała mi stylistyka bobberów. Czytałam na forach, że jazda bez szyby to walka z wiatrem, że ważna jest wygodna kanapa (a przecież ja chciałam zwiedzać świat na motocyklu), że często boli kręgosłup jak postawa jest niewłaściwa… I tak zaczęły zmieniać się moje oczekiwania co do motocykla. Dodatkowo mój chłopak podsyłał mi informacje o motocyklach dobrych dla świeżaków i w ogóle mi się nie podobały te maszyny (śmiech). Czytałam dane techniczne i sprawdzałam gabaryty, głównie ciężar na mokro (z pełnym bakiem) i wysokość kanapy. Jak na ulicy mijałam zaparkowane motocykle, to podchodziłam i sprawdzałam jak ma się wysokość kanapy do mojego krocza (śmiech), patrzyłam czy jest „szczupły”, czy „pękaty” przy baku - bo to miało wpływ na to, jak szeroko będę musiała rozstawić nogi, a im szerzej rozstawione, tym gorzej z dosięganiem do ziemi.

Ostatecznie kupiłam motocykl trochę przypadkiem, bo pojawiła się okazja - właściciel za granicą stracił ochotę na prawo jazdy A, a jego maszyna stoi już z 1,5 roku w garażu i się kurzy. Przyjechaliśmy obejrzeć tę Yamahę XJ600S Diversion, czyli poprzedniczkę egzaminacyjnej XJ6, wcale nie mniejszą. Usiadłam i okazało się, że dotykam ziemi pełną stopą! Ale nie było powietrza w tylnym kole (śmiech). Na szczęście później nadal dotykałam ziemi i to zdecydowało o zakupie, bo takie maleństwa jak ja, dużego wyboru nie mają (śmiech). Ostatecznie skończyło się na obniżeniu przednich lag i miękkim amortyzatorze z tyłu. W jeździe to mi nie przeszkadza, ale większa waga i pasażer jest wykluczony.

Jak zostać motocyklistką, gdy ma się 153 cm wzrostu - opowiada Marcjanna Pawlak
 

Nauczona własnym doświadczeniem – jak zmotywowałabyś inne, niskie motocyklistki do zdobycia uprawnień?

Dziewczyny - jako „maluchy” wiecie, że nam nawet na co dzień nie jest łatwo. Ale dajemy radę! A to znaczy, że nie ma takiej górki, której nie da rady obejść czy dołka, którego nie da rady przeskoczyć! (śmiech) I motocykle też są dla Was! A nic nie daje takiego kopa w życiu jak realizacja marzeń i przełamywanie własnych ograniczeń! Dacie z siebie 100%, a motocykl odda Wam co najmniej 200%!

I co najważniejsze: nieważne jakim typem urody jesteś i ile masz fałdek – motocyklistki zawsze są piękne i wzbudzają ogromne zainteresowanie, że nie wspomnę o respekcie i ociupince zazdrości (śmiech).

Czy Twoim zdaniem warto było przetrwać to wszystko dla bycia motocyklistką?

Warto! Motocykl daje mi mobilność, siłę i wiarę w siebie. Jako nastolatka wymyśliłam sobie trzy marzenia: zrobić tatuaż, zwiedzić Barcelonę i mieć motocykl. Wszystko udało się osiągnąć przed czterdziestką! Teraz planuję rozwój swoich umiejętności, a za jakieś dwa lata podróż do Lizbony lub Dublina (oczywiście ze zwiedzaniem po drodze). Trzymajcie kciuki!

Konwersacje Facebook
Dołącz do dyskusji komentarze [ 3 ]
Ninja 9 miesięcy temu
Dawno nie czytalam takich peanow na czesc kobiety ktora zrobila prawo jazdy! Naprawde to taki wyczyn?? Piszecie takie pierdoly jakie to trudne to sie nie dziwcie ze mezczyzni potem patrza inaczej! Rece opadaja
0
0
Odpowiedz
Obiektywny > Ninja 6 miesięcy temu
Hmm powiem tak zdawalem nie dawno prawko na kat A w rybniku i z 15 osob zdaly tylko 2 ja i jakis pan ktory podchodzil juz 4 raz .. Z rozmow z innymi uczestnikami kursu wynika ze zdaje sie srednio za 2 albo 3 razem wiec nie jest to takie proste jak sie wydaje. Skoro nie zdaja kolesie ktorzy wygladaja jak by juz jezdzili z 10 lat sa pewni siebie to czego wymagasz od takiej drobnej kobietki?
0
0
Odpowiedz
Ted > Ninja 4 miesiące temu
Ninja ale ty masz mały MÓZG, mam nadzieję że nie wyjeżdżasz poza piasek z piaskownicy
0
0
Odpowiedz
Informujemy, że wszystkie komentarze są monitorowane przez administratorów strony i mogą być usunięte jeżeli obrażają osoby lub zawierają informacje obarczające niesprawdzonymi zarzutami inne osoby, zawierają wulgaryzmy, treści pornograficzne, propagują alkohol, narkotyki, obrażają inne narodowości, religie, rasy ludzkie, przyczyniają się do łamania praw autorskich, czy w jakikolwiek inny sposób naruszają prawo. Nadużycia będą zgłaszane do właściwego dostawcy.