Zestaw naprawczy koła – hit czy kit?
W nowych autach zamiast koła zapasowego czy dojazdowego coraz częstszym wariantem alternatywnym jest zestaw naprawczy do kół. Czy rzeczywiście jest on warty uwagi?
Jego wersji jest kilka. Najpopularniejsza składa się z pianki uszczelniającej oraz elektrycznego kompresora. W przypadku przebicia opony należy podłączyć rurkę do wentyla, a następnie za pomocą kompresora uzupełnić ciśnienie do zalecanego przez producenta. Później wtłaczana jest pianka uszczelniająca. Pamiętajmy, aby po tych czynnościach, przejechać kilka kilometrów z prędkością do 40 km/h, żeby substancja równomiernie się rozprowadziła. Wtedy pozostaje nam już tylko sprawdzić, czy ciśnienie utrzymuje się na odpowiednim poziomie i dojechać do najbliższego serwisu.
Według producentów można przejechać w ten sposób 50 kilometrów. Na podstawie doświadczeń wulkanizatorów i kierowców zaleca się jednak, aby nie przekraczać dystansu 25 kilometrów. Istotnym elementem jest również to, by w przypadku przebicia np. przez gwóźdź, nie usuwać go – zaaplikowana pianka wypełni przestrzeń wokół niego, dzięki czemu ciśnienie będzie się utrzymywać na prawidłowym poziomie.
Plusy zestawów naprawczych
Głównymi atutami takiego rozwiązania są jego niewielkie gabaryty, gdyż zajmuje znacznie mniej miejsca od koła zapasowego. Pozwala to na lepsze zagospodarowania przestrzenią i zwolnienie miejsca np. dla butli na gaz. Ponadto jest on niewątpliwie łatwiejszy w użyciu, niż wymiana koła i mniej czasochłonny – w obecnie panującym szybkim tempie życia to duży plus. Zestaw naprawczy jest dużo lżejszy od koła zarówno zapasowego, jak i dojazdowego. Wyliczono, że w ten sposób można zaoszczędzić od 0,1 do 0,2 litra paliwa na 100 km.
Z czym zestawy naprawcze sobie nie poradzą
Mimo niewątpliwych zalet zdania na temat takich zestawów są różne. Pomysł na początku zyskał wielu zwolenników, z czasem, kiedy coraz większe grono użytkowników dróg zaczęło z niego korzystać, pojawiły się krytyczne opinie. Najczęściej mówi się o tym, że można naprawić jedynie niewielkie uszkodzenia (dziury nie większe niż 6 mm), a w praktyce znacznie częściej zdarzają się one większe. Wtedy zamiast szybkiej reakcji pozostaje nam tylko skorzystanie z assistance. Dodatkowo nie naprawimy ściany bocznej opon, np. przez najechanie na krawężnik. – Takie zestawy stosuje się tylko do uszczelniania defektów na bieżniku – mówi ekspert Oponeo.pl. Pianka nie radzi sobie także w niskich temperaturach. Ostatnim z najczęstszych wymienianych problemów jest niechęć wulkanizatorów do takich „wynalazków”. Aby dokonać naprawy konieczne jest oczyszczenie zarówno opony, jak i felgi, co jest bardzo czasochłonne. Może się zatem zdarzyć sytuacja, w której dojedziemy do najbliższego serwisu, gdzie pomoc nie zostanie nam udzielona.
A zatem hit czy kit?
Koło zapasowe to zabezpieczenie na wszystkie awaryjne sytuacje związane z przebitym ogumieniem. Może i jego montaż jest nieco dłuższy i na pewno jest cięższe, ale to zawsze gwarancja jakiej zestaw naprawczy nam nie da.
Incydent z kołem może nas spotkać w trasie, gdzie do najbliższego serwisu będzie daleko lub będzie zamknięty. Poza tym istnieje ryzyko, że odpowiednio szybko nie zareagujemy na uszkodzenie i zniszczeniu, przez zbyt niskie ciśnienie, ulegną ściany boczne. W takiej sytuacji zestaw naprawczy nie zda się na wiele. Ratunkiem pozostanie wówczas jedynie pomoc assistance.
Źródło: Oponeo.pl
Najnowsze
-
Wojna o obwodnicę Warszawy. Mieszkańcy blokują jeden z wariantów S50 – którędy pobiegnie trasa?
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad prowadzi zaawansowane prace nad Obwodnicą Aglomeracji Warszawskiej – inwestycją, która otoczy stolicę drogowym pierścieniem o długości blisko 160 kilometrów. Właśnie ogłoszono nowe przetargi, a władze drogowe przedstawiły precyzyjny harmonogram dla poszczególnych odcinków. -
Samochody elektryczne: 370 mld zł strat w rok. Co poszło nie tak? Koncerny wracają do spalinówek i toną w długach
-
Oto najwyższa estakada w Polsce – 80 metrów nad ziemią! Rakieta Falcon 9 mogłaby się zmieścić pod spodem
-
Mercedes VLE: luksusowa limuzyna, van, a może statek kosmiczny? Dokąd zmierzasz motoryzacjo…
-
Xpeng P7+ za 198 tys. zł: luksus jak w Porsche i ładowanie w 12 min. Testowałam go w Chinach – Tesla ma się czego obawiać!
Zostaw komentarz: