Zatrzymaj się – uratujesz komuś życie

Nie czekajmy aż zrobi to ktoś inny, bo może być za późno. Jeśli chodzi o wypadki drogowe, liczy się każda sekunda, a dzięki Twojej umiejętności pomocy ktoś może przeżyć. To bardzo dużo.

fot. motocaina

Wielu ludzi, mijając po drodze wypadek samochodowy, nie zatrzymuje się. Co nimi kieruje? Najczęściej jest to nie tyle egoizm, czy tzw. ” znieczulica”, co po prostu brak umiejętności udzielenia pomocy w takich sytuacjach. Dzięki szkoleniu z pierwszej pomocy fundacji „Jednym Śladem” można to łatwo zmienić.

W 2010 roku w drogę wystartowała Fundacja Jednym Śladem. Złożona z motocyklistów, ale dedykowana wszystkim użytkownikom dróg, w swoich założeniach zakłada propagowanie bezpieczeństwa na drodze. W tym celu przy współpracy z warszawskim WORD, zostały przygotowane szkolenia z pierwszej pomocy oraz zabezpieczenia miejsca wypadku. Zajęcia teoretyczne oraz ćwiczenia praktyczne poprowadzi kadra doświadczonych Ratowników Medycznych. Szkolenia odbędą się w dniach 22 – 30 listopada w godzinach 15.00 – 21.00.

Obecnie, w cyklu szkoleń planowanych w dniach 22-30 listopada, udział może wziąć każdy zainteresowany uzyskaniem wiedzy z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Kurs składa się z 6-godzinnych zajęć teoretycznych i praktycznych w zakresie:

  • rozpoznania i właściwej oceny sytuacji na miejscu zdarzenia drogowego;
  • podjęcia odpowiednich czynności zmierzających do powiadomienia odpowiednich służb ratowniczych i porządkowych;
  • udzielenia pierwszej pomocy przed medycznej;
  • właściwego zabezpieczenia miejsca zdarzenia drogowego.

Po ukończeniu kursu każdy uczestnik otrzyma zaświadczenie potwierdzające udział w szkoleniu oraz wiedzę nabytą podczas zajęć teoretycznych i praktycznych, jak też będzie mógł legitymować się kartą 'Potrafię Pomóc'. Koszt 6-godzinnego szkolenia, certyfikatu i karty wynosi 50 zł. Zajęcia odbędą się w siedzibie warszawskiego WORD-u, mieszczącej się przy ul. Odlewniczej 8.

Nie wystarczy chcieć pomóc, trzeba jeszcze umieć to zrobić…
fot. jednymsladem.com.pl

„Rocznie na naszych drogach ginie 4564 osób, a coraz większą część stanowią motocykliści. Celem Fundacji jest uświadomienie zamkniętym w swoich autach kierowcom, że motocyklista jest takim samym użytkownikiem drogi tyle, że narażonym na większe niebezpieczeństwo. Chcemy ubiegać się o zmiany w kodeksie ruchu drogowego, poszerzać wiedzę społeczeństwa w zakresie bezpieczeństwa na drogach, a przede wszystkim szkolić kierowców z zakresu udzielania pierwszej pomocy. Prawidłowo przeprowadzona akcja w pierwszych minutach po wypadku może spowodować zwiększenie szans na uratowanie życia. Wsparcie jednej z najważniejszych instytucji motoryzacyjnej jakim jest WORD pokazuje, że wzrasta ogólna świadomość dotycząca istniejącego niebezpieczeństwa na drodze i konieczność wprowadzenia zmian niwelujących rosnącą wypadkowość ” – powiedział Krzysztof Rzepecki, prezes i założyciel FJS.

Więcej informacji o Fundacji Jednym Śladem na www.jednymsladem.com.pl oraz na www.facebook.com


Poza organizowaniem szkoleń, FJŚ propaguje korzystanie z odblasków przez kierowców jednośladów oraz pieszych. Zamierza także zająć się  gromadzeniem i analizowaniem informacji dotyczących bezpieczeństwa na drogach. Będzie dokumentować niebezpieczeństwa związane z ich stanem, zagrożenia spowodowane niewłaściwie przewożonym ładunkiem, a także monitować odpowiednie służby do ich usunięcia i karania winnych. Zamierza również zająć się opracowaniem możliwości wprowadzenia zmian w oznakowaniu poziomym na drogach, w celu usprawnienia ruchu i ułatwienia poruszania się po nich jednośladom.

W przyszłym roku, Fundacja FJŚ planuje również zorganizowanie kompleksowych kursów pierwszej pomocy przedmedycznej, skierowanych do motocyklistów i sympatyków tego środka motoryzacji, z których wyłonieni zostaną wolontariusze Motocyklowych Patroli Pomocowych. Ideą jest stworzenie ekip, które w szybki, sprawny i bezpieczny sposób dotrą w miejsce wypadku i do przyjazdu służb ratowniczych, zajmą się organizacją pierwszej pomocy, poinformują odpowiednie jednostki ratownicze oraz zabezpieczą miejsce zdarzenia. Przedsięwzięcie wspiera Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Warszawie, który zapewni kadrę instruktorów, placówki oraz materiały szkoleniowe.

Cieszymy się, że pojawiła się organizacja, która chce wzmocnić swoim działaniem tak ważne dla nas obszary. Dlatego zdecydowaliśmy się na współpracę. Mamy nadzieję, że zgłosi się wielu uczestników, bo wspólnie powinniśmy dbać o bezpieczeństwo na polskich drogach. Drastycznie wzrasta wypadkowość spowodowana prędkością kierowców, a wszyscy powinniśmy kierować się zasadą – chcesz żyć, zwolnij! – powiedział Pan Andrzej Szklarski Dyrektor WORD w Warszawie.

Najnowsze

Świat Ferrari przeżywa oblężenie

Przed nami ostatni wyścig Formuły 1 w tym sezonie. Abu Dhabi już wita zespoły i fanów tego sportu.

 

Można poznawać tor na rowerze…
fot. Ferrari

Podczas gdy teamy przybywają do Abu Dhabi przed decydującą rozgrywką kierowców, Ferrari World Abu Dhabi został otwarty na początku tygodnia dla publiczności. Jak podaje oficjalny serwis włoskiego teamu pierwsze dni przeszły wszelkie oczekiwania. 20 futurystycznych atrakcji w parku tematycznym odwiedziły już tysiące motoentuzjastów. Sukces przekłada się oczywiście na wyniki finansowe. Sklep Ferrari odnotowuje najwyższą sprzedaż, o wartości przekraczającej o ponad 40% obrót najlepiej prosperującego sklepu tej firmy na świecie.

Abu Dhabi jest już oczywiście gotowe na serię wydarzeń przed niedzielnym, ostatnim Grand Prix 2010. Wśród atrakcji przygotowano konkurencję dla dziennikarzy motoryzacyjnych, którzy będą walczyć w kwalifikacjach w symulatorach F10. W czwartek rano czerech najlepszych rzuci wyzwanie Fernando Alonso i Felipe Massie na torze Yas Marina.

My możemy zaznajomić się z torem, za pośrednictwem Marka Webbera, jednego z pretendentów do tegorocznego tytułu.

Najnowsze

Wyraź opinię o Shoei i wygraj konkurs!

Jeżeli jeździsz w kasku Shoei i chcesz otrzymać jego darmowy serwis, weź udział w konkursie organizowanym przez producenta. Jedyne, co musisz zrobić, to podzielić się opinią o swoim kasku z firmą Shoei.

 

fot. motocaina

Firma Shoei od 1959 roku wprowadza najnowsze technologie i ciągle udoskonala swoje produkty. Zadowolenie i satysfakcja klienta dla niej jest dla najważniejsza, dlatego chce poznać również opinię klientów firmy o swoich kaskach. Jeżeli więc jeździsz na motocyklu w kasku od japońskiego producenta, napisz o nim opinię. Jeżeli zostanie ona uznana za najciekawszą, zostaniesz nagrodzona:

1. nieodpłatnym serwisem swojego kasku

2. nowym: wizjerem, pinlockiem, wymiennymi elementami wnętrza, mechanizmami wizjera i wentylacji

3. oryginalną torbą na kask SHOEI

Ponadto spośród wszystkich nadesłanych testów zostaną rozlosowane dwa wizjery do opisywanych kasków. Najciekawsze opisy zostaną umieszczone na stronie internetowej shoei-europe.pl i profilu firmy na facebook’u.

Opinie wraz ze zdjęciami kasku należy przesyłać do 1 lutego 2011r. na adres e-mail: kontakt@shoei-europe.pl

Najnowsze

Asi oko na Maroko – relacja część III

W trzeciej części relacji Joanny Modrzewskiej z RMF FM Marocco Challenge przeczytacie o tym, jak łatwo marzenia mogą odbiec od rzeczywistości, a pozornie zwykła droga może stać się udręką...

fot. terenowo.pl

W hotelu bałam się zdjąć buty. Kiedy wreszcie się na to zdecydowałam oczom moim ukazał się straszliwy balon okraszony wewnętrznymi wylewami. Uwolniona noga puchła w zastraszającym tempie. Na dodatek organizatorzy umieścili mnie na pierwszym piętrze, co nie ułatwiło logistyki. Starałam się chłodzić nogę i jednocześnie przygotować motocykl do wyścigu po wydmach.

Śnieżynka zniosła upadek znacznie lepiej ode mnie. Miała tylko kilka nowych zadrapań. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę w nim nie wystartować. Późno w nocy przyjechali lekarze. Jeden z nich obejrzał moją nogę, stwierdził wylewy po zerwaniu torebki stawowej, zbicie, ale nic nie mówił, że może być złamana. Padłam na wyro i zasnęłam natychmiast, niestety pod włączoną klimą, której nie miałam siły wyłączyć.

Rano noga przedstawiała obraz nędzy i rozpaczy. Od razu wiedziałam, że do buta nie wejdzie. Mimo to spróbowałam go włożyć. Wszyscy wyjechali na wyścig na wydmach a ja zostałam wściekła z nogą w hotelowym basenie. Na dodatek przyplątał się jakiś sfrustrowany typ (przez grzeczność nie zdradzę jego tożsamości), który złośliwie zapytał się czy nie lepiej było by od razu pojechać pod palmę, zamiast zapisywać się na rajd. Tylko kontuzja i brak możliwości szybkiego ruchu ocaliły „limo” tego gościa. W takich wypadkach żałuję, że nie mam pozwolenia na broń. Atmosfera zgęstniała.

„Okazało się, że quady i motocykle radzą sobie o wiele lepiej niż samochody.”
fot. terenowo.pl

Moi koledzy z Funriders team (ci, którzy już nie mieli na czym jechać) zabrali mnie na wydmy, a hotelowy barman do woreczka na kask dosypał mi lodu bym mogła chłodzić mojego kulasa. Wjechaliśmy naszą serwisową Navarą na szczyt jednej z wydm, tak, że mogliśmy oglądać zmagania na trasie. Okazało się, że quady i motocykle radzą sobie o wiele lepiej niż samochody. Auta kończyły dopiero pierwszą 20.- kilometrową pętlę, kiedy quady i motocykle zaliczyły już po trzy.

Wycieczka niestety nie zrobiła mi za dobrze zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Do hotelu wróciłam załamana. Tak bardzo cieszyłam się na wyścig po wydmach i nie mogłam w nim wziąć udziału. Wieczorem w hotelu było bardzo miło, przynajmniej sto razy opowiadałam historię mojej kraksy. Ogromna większość uczestników okazywała mi bardzo dużo sympatii. Dodatkowo, do problemów z nogą doszedł jeszcze ból gardła z powodu klimy w pokoju. Zaczęłam się dezintegrować…

„Chęć ukończenia pozostałych etapów zwyciężyła…”
fot. terenowo.pl

Rano przy pomocy Piotrka Zelta wcisnęłam się w buty, robiąc mały show przy basenie. Kiedy już miałam je na nogach zapytałam się organizatorów, czy etap będzie trudniejszy niż te, które do tej pory jechałam. Otrzymałam odpowiedź negatywną i ku zdziwieniu wielu uczestników poszłam się dalej ubierać.

Robiłam dobrą minę do złej gry, bo noga bolała mnie strasznie. Jednak chęć ukończenia pozostałych etapów zwyciężyła. Dziś przyznaję – to był błąd, ale nadal przez myśl mi nie przeszło, że noga może być złamana.

 

„Robiłam dobrą minę do złej gry.”
fot. terenowo.pl

Jechało mi się kwadratowo. Miejsca, które normalnie przeleciała bym z przysłowiowym palcem zaczęły stwarzać problemy. Dodatkowo w pewnym momencie pojawił się strach przed podparciem się prawą nogą, upadkiem itp. Pojawiły się wydmy. Najpierw jechało mi się po nich nieźle, chociaż Śnieżynka wykazywała pierwsze słabości. W kilku miejscach niestety upadłam, a Witek pomagał mi podnosić moto. Chyba w tym momencie przestała też funkcjonować mi głowa. Psycha siadła mi do końca.

Biedny Witek musiał się przebiec po wydmach, żeby dokończyć za mnie fragment po piasku. Złoty chłopak! Ja natomiast miałam trochę radości, bo zabrałam się rajdówką na te ostatnie kilkaset metrów. Dalej nie było wiele lepiej bo pojawiła się bardzo kamienista przełęcz i znowu musiałam szukać pomocy u „obcych”.

„Noga bolała mnie strasznie”
fot. terenowo.pl

Zjazd po wielkich głazach tego dnia mnie przerósł. Najgorsze jest to, że wszystkie te „przerażające” elementy w normalnej kondycji stanowiłyby niezbyt wielki problem. Na skutki takiej kondycji psychofizycznej nie trzeba było długo czekać. Na kilka kilometrów przed metą liczącego niespełna 200 km etapu wywaliłam się na głazach, które naprawdę były prozaiczne.

Tym razem Śnieżynka odniosła poważne obrażenia. Kierownica zgięła się o 90 stopni i na dodatek spadł łańcuch z zębatki zdawczej. Musiałam się poddać. Wierzcie mi, ten etap kosztował mnie więcej sił niż dwa poprzednie.

 

fot. terenowo.pl

Moja Yamaha ten etap ukończyła na dachu samochodu pań sponsorek z firmy Hella gdzie włożył ją sprytnie ich opiekun Mario przy pomocy chłopaków z terenowo.pl.

Jeszcze raz wielkie dzięki! Do hotelu wróciłam jako „turysta”. cdn…

 

Najnowsze

Supersamochód z Belgii

Pewnie zastanawiacie się, co to za auto takiej niepowtarzalnej urody. Macie prawo nie wiedzieć co to jest, samochód bowiem pochodzi aż z Belgii, a ta czarna piękność na zdjęciu to konkretnie nowy model rocznikowy Gillet Vertigo 5 Spirit z nowym, mocniejszym „sercem".

Vertigo potrzebuje 3.3 sekundy do osiągnięcia pierwszej „setki”. A ma być jeszcze mniej…
fot. www.gilletvertigo.com

Tego nie da się ukryć – Gillet Vertigo nie należy do zbyt często spotykanych samochodów. Głównie z tego powodu, że powstaje w Belgii.

Ale zacznijmy od początku. Wszystko zaczęło się w 1994 roku, kiedy to belgijski kierowca wyścigowy, Tony Gillet założył firmę o nazwie Automobile Gillet. Od tej mniej więcej pory na rynku motoryzacyjnym istnieje model Vertigo, którego jeszcze przez chwilę aktualna generacja korzysta z 3.0-litrowego motoru V6 pochodzącego od Alfy Romeo.

Belgijski producent zdecydował się jednak na zmianę, by efekt był jeszcze bardziej porażający.

 

Jeszcze bardziej, ponieważ już w aktualnej wersji 350-konny silnik katapultuje belgijskie coupe ważące

…ponieważ pod maskę trafi V8 od Maserati!
www.gilletvertigo.com

990 kg do pierwszych 100 km/h w czasie 3.3 sekundy. Trudno sobie nawet wyobrazić, co będzie się działo, gdy pod maskę trafi większa widlasta ósemka o mocy 420 KM konstrukcji Maserati…

A tak właśnie będzie – Vertigo 2011 ma otrzymać właśnie ten motor. W dodatku, jak by tego było mało, samochód, dzięki nowym elementom z karbonu zrzuci trochę na wadze i teraz będzie ważył zaledwie 950 kilogramów.

Duże brawa dla Belgów – jest to naprawdę rewelacyjny wynik. Supersamochodów na rynku ważących mniej niż tonę można przecież na palcach jednej ręki policzyć.

Supersamochodów ważących mniej niż tonę można na palcach jednej ręki policzyć…
fot. www.gilletvertigo.com

Cała moc pochodząca od włoskiej V-ósemki, jak przystało na auto wyścigowe, za pomocą sześciobiegowej sekwencyjnej skrzyni biegów przekazywana jest na tylną oś.

Agresywny, nadsterowny charakter auta dopełnia równie niebanalna, poruszająca wyobraźnię sylwetka samochodu. Całość masywnego wyglądu uzupełniają obłędne 19-calowe felgi, które szczelnie wypełniają nadkola brytyjskiego „ducha”.

Automobile Gillet podkreśla, że Vertigo w nowym wcieleniu jest autem, które dostosuje się do indywidualnych potrzeb nawet najbardziej wymagającego klienta.

Pomysł na wnętrze ograniczony jest jedynie przez wyobraźnię klienta.
fot. www.gilletvertigo.com

 

Cóż, skoro już ktoś płaci 200 tysięcy euro (niecałe 800 tys. zł) za samochód, ma prawo wymagać. Tyle bowiem trzeba było zapłacić za ostatnią wersję tego niesamowitego coupe.

Póki co, nie wiemy, ile producent zażyczy sobie za model z silnikiem od Maserati. Jedno jest pewne – na zniżki nie mamy co liczyć…

 

 

 

Najnowsze