Z wybrzeża do Bytowa jednośladem

Dla niektórych motocyklistek sezon się wcale nie rozpoczął, tylko po prostu trwa. Karolina na jesieni przebyła ciekawą, jednośladową trasę Koszalin - Bytów - Koszalin, która może być doskonałą propozycją na majówkowy wypad.

28 listopada 2009 postanowiłyśmy z forumową koleżanką spotkać się „w realu”. Wprawdzie cała wyprawa miała odbyć się już tydzień wcześniej, ale Sławka (Zakręt) nie miała jeszcze papierów. Plan był prosty. Sławka jest z okolic Trójmiasta, ja z Koszalina, żeby było sprawiedliwie, postanowiłyśmy spotkać się po środku. Propozycji było kilka: Słupsk, Ustka, Bytów. Wreszcie trzecia opcja wygrała. Nie bez przyczyny zaproponowałam Bytów… Miasteczko to ma swój klimat, a do tego trasa z Koszalina do Bytowa jest interesująca. 

W dzień wyjazdu, w sobotni poranek, pogoda nie była rewelacyjna. Nie mogłam jednak wycofać się w ostatniej chwili, mówiąc, że „jednak nie jadę”. To nie w moim stylu. Szczególnie, że ostatnimi czasy, w moim życiu, na pierwszym planie jest motocykl. Choć  właściwie, nie byłam pewna, czy jeszcze w tym roku kalendarzowym  wsiądę na maszynę. A nawet gdy pojawiały się myśli o małych podróżach, nie zakładałam żadnych wycieczek powyżej, powiedzmy, około 50 km. Tymczasem los chciał inaczej… Z Koszalina do Bytowa miałam do pokonania około 112 km. W dwie strony dawało to razem 224 km.

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Temperatura sięgała ledwo co 6 stopni, niebo było pochmurne, dobrze, że nie padało. Mokry i śliski asfalt nie sprzyjał przyczepności. Nie wspomnę o wietrze. Zdecydowanie brakowało odrobiny słoneczka.  Jednak chęć wyjazdu była silniejsza, niż racjonalne myślenie. Oczywiście kilka osób odciągało mnie od pomysłu wyjazdu, patrząc jak na wariatkę, która znowu sobie coś ubzdurała. Tak jakbym nie miała nic innego do roboty. Dla wielu ludzi (nie motocyklistów) sama wizja podróży w ostatnie listopadowe dni jest już absurdem. Przecież sezon się dawno skończył…

Pojechałam sama, więc mogłam spokojnie jechać własnym tempem. Ruch na trasie do Bytowa był mały. Przygód jednak nie zabrakło. Na jedynym (jakie do tej pory znałam) rondzie w Miastku pojechałam w złym kierunku, nadrabiając przez to kilka kilometrów. Trasa zajęła mi około 1 h i 10 min. Uważam, że to całkiem niezły wynik. Muszę przyznać bez bicia, że wolno nie jechałam… Wszystko dlatego, że umówiliśmy się na zamku w Bytowie na godzinę 12,   tymczasem ja dopiero o 12 ruszyłam z domu… Wcześniej bywałam już kilka razy w okolicach tego zamku. Jednak kończąc ten etap podróży, nie obyło się bez poszukiwań. Przejechałam Bytów wzdłuż i wszerz, tracąc kolejne cenne minuty. Na szczęście, w końcu, dokładnie zapamiętałam, dojazd i mam nadzieję, że więcej nie zbłądzę w drodze na zamek! Na miejscu, czekało na mnie pięciu zniecierpliwionych motocyklistów. Hmmm… dobrze, że w ogóle na mnie zaczekali. Jakby nie patrzeć spóźniłam się dokładnie 1h i 18min.

Poznałam nowych, pozytywnie zakręconych ludzi, w różnym wieku. I kolejny raz zaznaczę jak bardzo podoba mi się to, że między motocyklistami nie ma bariery wiekowej! Łączy nas pasja do dwóch kółek. A nie dzieli fakt, czy ktoś jest studentem, dyrektorem, kierownikiem czy sprzedawcą. Wreszcie zamówiłam kawę, w końcu po to przyjechałam. Spędziłam kilkadziesiąt cudownych minut z ciekawymi ludźmi. Z koleżanką ustanowiłyśmy zameczek w Bytowie naszym stałym miejscem spotkań. Od razu pojawił się pomysł rozpoczęcia kolejnego sezonu właśnie w tym miejscu. Czas, w miłym towarzystwie, płynął nieubłaganie. Należało jednak podjąć decyzję o powrocie. Tak bardzo nie chciało mi się wracać do szarej rzeczywistości, że postanowiłam pojechać część trasy z nowymi znajomymi. Tym sposobem z zaplanowanych 220 km dobiłam do ponad 320. Wyszła mi zupełnie nieplanowana przejażdżka po Kaszubach. Podróż, która wywołała wspomnienia z wakacyjnej wyprawy…

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Muszę przyznać, że Virażka radziła sobie całkiem nie źle. Szczególnie, że podróżowałam między motocyklami… hmmm ujmę to delikatnie „nie swojego gatunku” (np. Suzuki GS 500F czy Yamaha YZF 1000). W efekcie euforii z jazdy zagalopowałam się aż pod Kartuzy! Niestety , nie mogłam wiecznie odwlekać momentu rozstania. Prędzej czy później musiał on nastąpić. I tak oto na jednym ze skrzyżowań ja pojechałam w lewo na Słupsk a reszta ekipy w prawo na Trójmiasto.

Do pokonania miałam jeszcze około 130 km. Przygód nie było końca. Przede wszystkim nie wiedziałam, gdzie dokładnie jestem. Gdzieś między Kartuzami a Słupskiem… Zajechałam na stację benzynową, musiałam napoić Motóra. Napisałam też smsa do domu, że powoli wracam z okolic Kaszub. Ruszyłam w samotną jesienną i wieczorną podróż. Robiło się coraz zimniej i ciemniej… cały czas było mokro… momentami ślisko. Dumnie i dzielnie jechałam, pewnie wielu puszkarzy patrzyło ze zdziwieniem „co za samotny wariat na motocyklu”.

fot. z archiwum Karoliny Dudzik

Kilometry sprawiały wrażenie coraz dłuższych odcinków. Z tablic informacyjnych wynikało, że do Słupska tylko 56 km. Wydawało się być blisko a podróż coraz bardziej się dłużyła. Nadszedł też moment kryzysu. Nie czułam się bezpiecznie w miejscach, których nie znałam, aż tak dobrze. Szczególnie jeden odcinek utkwił mi w pamięci. Trasa, którą jechałam w wakacje. Wtedy za dnia, w towarzystwie plecaczka i przy ładnej pogodzie. Tym razem sama, zimną wieczorną porą. Nie minął mnie ani jeden samochód. Z prawej las, z lewej las… ciemno, mokro, wiało chłodem. Pomyślałam sobie „gdzie ja w ogóle jestem i co ja tu robię?”. Tak na dobrą sprawę, gdyby w tamtym momencie przydarzył mi się jakiś „nieplanowany wypadek” nikt by mnie nawet nie znalazł. Z jednej strony zaczęłam zastanawiać się nad mówiąc potocznie „wszystkim”, zadając sobie pytanie „po co mi to było?”. Z drugiej strony gnałam dalej przed siebie, by jak najszybciej poczuć się bezpiecznie. Nie ukrywam, że te kilkadziesiąt samotnych i wieczornych kilometrów w nieznanym wzmocniło mnie. Teraz wiem, że mogę więcej od siebie wymagać. Niektórzy po prostu nie zdecydowali by się na taką podróż. Ja wróciłam cała i zdrowa, ba nawet pozostał niedosyt. Patrząc na tą podróż, z perspektywy czasu, jeszcze bardziej jestem dumna, że poradziłam sobie.

Trasa z Słupska do Koszalina, nie była już taka emocjonująca. Może i lepiej? odpoczęłam od myśli, zaprzątających głowę. Czułam się bezpiecznie jak w domu, mimo że do pokonania było jeszcze 70km. Odcinek Słupsk – Koszalin znam dobrze. Często jeżdżę tą drogą samochodem czy motocyklem. Nie spieszyłam się, bo nie było po co, bardziej zmarznięta i tak być nie mogłam. Jechałam spokojnie około 70 km/h. Do domu wróciłam dokładnie o 17:45. Było ciemno i mroźno. Cieszyłam się, że byłam już na miejscu. Pozostało wstawić motocykl do garażu…

Szkoda, że większość znajomych mam tak daleko… Aby się z nimi spotkać, często, muszę nadrabiać kilkadziesiąt kilometrów. Taką zimową porą zastanawiam się, gdzie jest granica przyjemności jazdy na motocyklu? Bo czy przyjemna może być podróż w deszczu, po ciemku i samej przy temperaturze bliskiej 0 stopni? Bez podgrzewanych manetek, bez owiewek. Dla mnie jeszcze może. Ale ciągnąc ten temat. Jak długo taka podróż może być przyjemnością? 10 km, 20 km? Przyznam się, że przy 130 km zaczęłam wątpić. W końcu wróciłam zamarznięta. Nie było to nawet zamarznięcie do szpiku kości. To było zamarznięcie przez szpik kości na wylot! Ponad trzy godziny grzałam się, pijąc gorącą herbatę, w dalszym ciągu zastanawiając się nad granicą przyjemności jazdy na motocyklu. Jednak w ciepłym domku, po udanej podróży, wniosek mógł być tylko jeden. Te 130 km zdecydowanie nadal jest przyjemnością. Poczułam, że osiągnęłam mały sukces. Takich sukcesów i wam życzę! Jest o czym myśleć, jest co wspominać… Nasz sezon się po prostu nie kończy!

Szerokości!

Najnowsze

Jazda bez organiczeń prędkości w Polsce?

Prędkość jest jednym z najbardziej pasjonujących elementów jazdy samochodem. Tymczasem przepisy drogowe nie pozwalają w pełni się nią cieszyć. Są jednak miejsca, w których nie obowiązują żadne ograniczenia. Gdzie można legalnie zasmakować prędkości?

fot. Frendl

Adrenalina, poczucie wolności, przekraczanie barier – wychylająca się wskazówka prędkościomierza budzi wiele emocji. Nic więc dziwnego, że najszybsze pojazdy błyskawicznie stają się obiektem marzeń kierowców. Producenci prześcigają się w konstruowaniu jak najmocniejszych maszyn i biciu kolejnych rekordów. Zawrotna prędkość 400 km/h została przekroczona po raz pierwszy na publicznej drodze już w 1937 roku. Auto Union C Streamline osiągnęło wtedy 406,32 km/h. Jednak wielu lat potrzeba było, aby poszczycić się nią mogły także seryjnie produkowane samochody. Na dzień dzisiejszy najszybszym autem dopuszczonym do ruchu na drogach publicznych jest SSC Ultimate Aero TT z wynikiem 412,23 km/h, a tuż za nim Bugatti Veyron. Co prawda większość samochodów, którymi poruszamy się na co dzień, nie przekracza 200 km/h, ale i tę prędkość rzadko kiedy możemy poczuć. Chyba, że znamy miejsca, w których ograniczenia nie istnieją. 

fot. Frendl

Niemcy są jedynym krajem europejskim, gdzie nie obowiązuje powszechny limit prędkości na autostradach. Istnieją odcinki, na których nie ma żadnego ograniczenia. Wprowadzono co prawda zalecaną prędkość maksymalną, wynoszącą zazwyczaj 130 km/h, jednak jej przekroczenie nie jest w żaden sposób karane. Nie oznacza to zupełnej swobody. Ustawodawcy zakładają kompetencję kierowców do samodzielnego wyznaczenia bezpiecznej prędkości i wierzą w ich rozsądek, a za inne wykroczenia grożą surowe mandaty. Wynikiem zniesienia limitów ma być wzrost odpowiedzialności na drodze. Poza Niemcami tego typu autostrady można spotkać na przykład w Peru, Wenezueli i amerykańskim stanie Montana. 

fot. Frendl

Nie musimy jednak wybierać się w zagraniczne podróże, aby legalnie móc pojechać ponad 130 km/h. Nawet w Polsce istnieją miejsca, w których nie ma ograniczenia prędkości. Są to profesjonalne tory samochodowe. Tam, w kontrolowanych warunkach, na przystosowanej do tego nawierzchni, można samej decydować, jak szybko chce się jechać. Legalnie, komfortowo, a przede wszystkim bezpiecznie.
– Wielu naszych klientów przyjeżdża na tor, aby wypróbować możliwości swojego samochodu i podszkolić swoje umiejętności – potwierdza Violetta Bubnowska dyrektor ośrodka doskonalenia techniki jazdy Tor Rakietowa we Wrocławiu. – Co ważne, tutaj duża prędkość nie wiąże się z wysokimi mandatami. Profesjonalne autodromy są  doskonałym miejscem dla rywalizacji i emocjonującej jazdy, ale przede wszystkim służą doskonaleniu umiejętności i nabywaniu prawidłowych nawyków prowadzenia samochodu. Kontrolowane „szaleństwo” na torach samochodowych jest praktykowane szczególnie przez młodych kierowców w

Prędkość jazdy głównie zależy jednak od nas samych. To od niej uzależnione jest nasze bezpieczeństwo, dlatego należy dostosować ją do warunków panujących na drodze i naszych umiejętności. Musimy pamiętać, że brak ustanowionych limitów nie zwalnia nas z myślenia. Wręcz przeciwnie, musimy same wziąć odpowiedzialność za naszą jazdę.

Bezpiecznych wojaży majówkowych życzy Motocaina.pl

Najnowsze

Aktorki połknęły bakcyla rajdowego – galeria

Niesamowitych emocji na pętlach Baja Gothica dostarczył kobiecy zespół, a jednocześnie uroczy, aktorski duet, startujący w barwach RMF Caroline Team - Ania Dereszowska i Daria Widawska, które podczas niedzielnej rywalizacji zajęły 8. lokatę.

fot. RMF Caroline Team
fot. RMF Caroline Team

– To był mój off-roadowy debiut. Wiem już, że jeśli będę miała kolejną możliwość takiej rywalizacji, na pewno wezmę w niej udział. Atmosfera w Teamie i na trasie była rewelacyjna – powiedziała z uśmiechem na twarzy Ania Dereszowska.

– Jechało nam się cudownie. W połowie się zmieniłyśmy. Taka jazda daje olbrzymia frajdę. Widziałam to także po Ani. Ona dziś połknęła off-roadowego bakcyla – dodała na mecie rozpromieniona Daria Widawska.

100% damski team niedzielną rywalizację ukończył na 8. lokacie.

fot. RMF Caroline Team

– Cieszy mnie postawa dziewczyn. To co dziś pokazały to było coś niesamowitego. Są po prostu fantastyczne – chwalił aktorski duet twórca RMF Caroline Team.

Także męskie załogi odniosły sukces – to ich drugi występ w tym sezonie i drugi raz na pudle. Załogi RMF Caroline Team wywalczyły dwa miejsca na podium w Baja Gothica 2010. Aleksander Fazi Szandrowski i Przemysław Niemyjski uplasowali się na 2. pozycji, a duet Rafał Płuciennik/Maurycy Wolny zdobył 3. miejsce.

Najnowsze

Wejściówki na wyścigi w Modlinie rozdane!

Dziękujemy za tak duże zainteresowanie naszym konkursem i obiecujemy, że już niebawem na Motocaina.pl będzie o co walczyć w kolejnych quizach z nagrodami. Tymczasem warto sprawdzić, kto wygrał wejściówki na odbywające się w ten weekend wyścigi motocyklowe w Modlinie.

Poprawna odpowiedź to podpunkt 1. a) 2. a) 3. c) 

Natalia Florek podczas dzisiejszych trenigów.
fot. Frendl

Najszybciej odpowiedziały:

Katarzyna Bieniek
Agnieszka Wiśniewska
Magdalena Kieda
Monika – Vika Gorgoń
Magdalena Dziemidok
Irena Gajczyk
Magda Adamczuk
Anna Moderska
Agnieszka Chłopek
Marta Michalska

Paniom serdecznie gratulujemy. O sposobie odbioru biletów zwycięzczynie zostaną poinformowane mailem.

Pozostałe motocyklistki i kobiety zainteresowane motoryzacją zachęcamy do odwiedzania Motocaina.pl.

Najnowsze

Motoryzacyjny maj z Mobil 1

Będzie wesoło i motoryzacyjnie. Wiele ciekawych atrakcji przygotowuje Mobil 1 dla mieszkańców polskich miast przez cały maj i czerwiec. Wszystko zaczyna się już w najbliższy weekend.

fot. Mobil 1

Mobil 1 Tour i jego czarny namiot mają stać się synonimem początków lata pełnego motoryzacyjnych atrakcji. Zgodnie z zapewnieniami organizatora ma być dużo dobrej zabawy i motoryzacyjne nowinki dla pasjonatów. W planie: testy dachowania, możliwość obejrzenia świata w alkogoglach, symulatory bolidów F1, kursy doszkalajce, żużel w sporej dawce, atrakcje dla najmłodszych i liczne konkursy: w tym szansa na wygranie kursu doskonalenia techniki jazdy i zapasu oleju silnikowego na pięć lat.

Mobil 1 zadba też o sprawdzenie naszych aut. W specjanie zaimprowizowanych Pit Stopach mechanicy sprawdzą poziom oleju i bezpłatnie go uzupełnią. 

Spotkania będą odbywać się weekendowo w sześciu miastach według z góry ustalonego schematu. W soboty czarny namiot pojawi się od godziny 11 na parkingach przy centrach handlowych, w niedzielę spotkania organizowane będą pod miejscowymi stadionami żużlowymi. Niedziela dla fanów Ekstraligi to szansa na niepowtarzalne zdjęcia z zawodnikami i przy sprzęcie. Prawdziwa gratka dla samochodo- i motocyklomaniaczek.

Mobil 1 Tour zagości już w najbliższy weekend w Bydgoszczy, wyjątkowo od piątku. W piątek w planie spotkanie pod Galerią Pomorską, a w niedzielę pod Stadionem Polonii Bydgoszcz.

Pozostałe imprezy planowane są według następującego kalendarza:

Leszno
8 maja (sobota) – CH Manhattan
9 maja (niedziela) – Stadion im. Alfreda Smoczyka 

Zielona Góra
15 maja (sobota) – Focus Mall
16 maja (niedziela) – Stadion MOSiRu 

Częstochowa
29 maja (sobota) – Centrum Handlowe Poczesna
30 maja (niedziela) – Arena Częstochowa 

Toruń
5 czerwca (sobota) – Centrum Handlowe Bielawy
6 czerwca (niedziela) – Motoarena Toruń 

Tarnów
19 czerwca (sobota) – Centrum Handlowe Echo
20 czerwca (niedziela) – Stadion Tauron Azoty Tarnów

 

Najnowsze