Ubezpieczyciel zapłaci 70 000 zł za dziecko?

Nawet bardzo duża suma nie może wynagrodzić straty bliskiej osoby w wypadku drogowym. Zadośćuczynienie wypłacane przez ubezpieczyciela pomaga jednak krewnym zmarłego, którzy po wypadku często muszą borykać się z problemami natury zdrowotnej lub finansowej.

Dzięki informacjom zebranym przez Komisję Nadzoru Finansowego można sprawdzić, jak wysoko zakłady ubezpieczeń oraz sądy wyceniają stratę związaną ze śmiercią osoby bliskiej w wypadku drogowym.

Ubezpieczyciele są mniej hojni dla poszkodowanych niż sądy
Informacje na temat wysokości zadośćuczynień za śmierć krewnego, które zostały opublikowane niedawno przez nadzór finansowy wydają się bardzo ciekawe, ponieważ wcześniej brakowało takich statystyk. Przeanalizowano 3700 prawomocnych wyroków sądowych z 2015 roku i 2016 roku, przyznających zadośćuczynienie dla rodzin ofiar wypadków drogowych. Dodatkowo wzięto pod uwagę informacje o 5200 wypłatach zaakceptowanych przez strony bez postępowania sądowego lub wynegocjowanych w ramach ugód z poszkodowanymi. W tym kontekście warto wspomnieć, że według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń tylko 24% zadośćuczynień jest wypłacanych na podstawie wyroku sądowego. W przypadku 37% spraw zakończonych wypłatą świadczenia za szkody osobowe, strony osiągają porozumienie w drodze ugody. Około czterech na dziesięciu poszkodowanych akceptuje wstępną propozycje zadośćuczynienia ze strony zakładu ubezpieczeń. Taka sytuacja wydaje się korzystna z punktu widzenia ubezpieczycieli, gdyż sądy są o wiele bardziej hojne dla osób, które straciły krewnego w wypadku drogowym. „Medianowa wartość zadośćuczynienia po uwzględnieniu zarówno wypłat ubezpieczycieli jak i wyroków sądowych, jest o mniej więcej 30% niższa od kwoty przeciętnie orzekanej przez sądy” – zwraca uwagę Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Uzyskanie sześciocyfrowego świadczenia nie będzie łatwe …
Nawet po przeanalizowaniu samego orzecznictwa sądów, które są dla poszkodowanych bardziej łaskawe niż ubezpieczyciele okazuje się, że uzyskanie sześciocyfrowej kwoty za śmierć członka rodziny wcale nie będzie łatwe. Potwierdzają to wyniki z poniższej tabeli prezentujące przeciętną (medianową) wysokość zadośćuczynień dla poszczególnych członków rodziny zmarłego. „Warto dodać, że są to kwoty brutto nieuwzględniające ewentualnej obniżki świadczenia z tytułu przyczynienia się do wypadku” – zwraca uwagę Andrzej Prajsnar.

Dane KNF-u wskazują, że w żadnym z analizowanych przypadków, przeciętna wartość zadośćuczynienia dla członka rodziny zmarłego nie przekraczała 75 000 zł (zobacz poniższa tabela). Na najwyższe świadczenia w 2015 r. i 2016 r. mogły liczyć osoby będące małżonkiem ofiary wypadku (przeciętna wypłata brutto: 75 000 zł). Niższe zadośćuczynienia sądy przyznawały rodzicom (mediana: 70 000 zł), dzieciom (mediana: 55 000 zł) oraz rodzeństwu ofiary wypadku drogowego (mediana: 25 000 zł). Warto zwrócić uwagę, że jednostkowe świadczenia były podwyższane przez sądy po uwzględnieniu dodatkowych okoliczności (np. zamieszkania z ofiarą wypadku we wspólnym gospodarstwie domowym lub małoletności poszkodowanego).

Prezentacja przeciętnych zadośćuczynień za śmierć krewnego w wypadku drogowym (wyroki sądów z 2015 r. i 2016 r.)

Osoba uprawniona do zadośćuczynienia za śmierć krewnego w wypadku drogowym

Medianowa wysokość zadośćuczynienia brutto obliczona na podstawie prawomocnych wyroków sądów (z 2015 r. i 2016 r.)

Małżonek ofiary wypadku

75 000 zł

Rodzic ofiary wypadku

70 000 zł

Dziecko ofiary wypadku

55 000 zł

Rodzeństwo ofiary wypadku

25 000 zł

Źródło: opracowanie własne Ubea.pl na podstawie danych KNF

Informacje o świadczeniach ubezpieczycieli zebrane podczas prac Forum Zadośćuczynień sugerują, na jakim poziomie w przyszłości będzie kształtować się wysokość określonych urzędowo wypłat dla krewnych ofiary wypadku.

Źródło: Porównywarka OC Ubea.pl

Najnowsze

Samochód z importu czy po leasingu?

Zakup samochodu to jedna z najważniejszych inwestycji, na jakie decyduje się przeciętny Polak. Ze względu na ograniczone środki finansowe, zwykle jest to pojazd używany. Z jakich rozwiązań korzystają nasi rodacy, z jakim wiążą się one ryzykiem i jakie są alternatywy?

Eksperci zwracają uwagę na rynek samochodów poleasingowych. Źródło pewnych aut z atrakcyjnym finansowaniem, którego wielu kierowców nie brało nawet pod uwagę. Dlaczego? Nie wiedzieli nawet o jego istnieniu.

Według szacunków analityków z LeasePlan, na podstawie raportu flot zarządzanych przez firmy należące do PZWLP, na wtóry rynek w Polsce co roku trafia ponad 50 tys. samochodów pokontraktowych z pełną historią serwisową, czasem nawet jeszcze z aktywną gwarancją. Znana jest cała ich przeszłość. Nie mogą więc być źródłem żadnych niespodzianek. O tym, że bez trudu można kupić taki samochód, trzeba jednak wiedzieć. Tymczasem, zdecydowana większość kupujących samochody na wtórnym rynku w Polsce korzysta z powszechnie znanych, choć – jak pokazuje praktyka – często niezbyt dobrych sposobów pozyskiwania aut.

Bardzo popularnym sposobem na wymarzony samochód jest sprowadzenie go zza granicy lub zakup auta, które zostało sprowadzone przez osobę, zajmującą się tym w celach zarobkowych. Jak wynika z raportu Polskiego Związku Przemysłu Samochodowego, w 2016 roku zarejestrowano w Polsce 952,1 tys. używanych samochodów, sprowadzonych zza granicy. To  ponad dwa razy więcej, niż ilość rejestracji nowych pojazdów ( 475 935 w 2016 roku). W 2017 roku trend jest jednak malejący. Od stycznia do końca września zarejestrowano łącznie 659 tys. takich aut, czyli o 5,6 proc. mniej, niż w porównywalnym okresie 2016 roku.

Jakie auta sprowadzamy? Niestety, nasze zakupy poczynione za granicą niezbyt mocno odmładzają nadwiślański park maszyn. Jeśli chodzi o auta, sprowadzone w pierwszych dziewięciu miesiącach 2017 roku – zaledwie 9,3 proc. z nich stanowiły pojazdy liczące nie więcej, niż 4 lata. 36,7 proc. to samochody w wieku od 4 do 10 lat. Aż 54 proc. spośród sprowadzanych aut ma więcej niż 10 lat. Jak można podejrzewać, tylko niewielki odsetek z nich stanowią youngtimery czy pojazdy zabytkowe.

– W Polsce nadal bardzo modne jest sprowadzanie samochodów z zagranicy – mówi Michał Cierniak, dyrektor ds. remarketingu na Europę Centralną i Wschodnią  w Grupie LeasePlan. Jest też wiele związanych z tym żartów – np. słynne powiedzenie, że „Niemiec płakał jak sprzedawał”, które powinno ostrzegać nas przed tymi praktykami. Świadomość potencjalnych nabywców zaczyna ulegać zmianie, zwłaszcza w przypadku zakupu pojazdów w wieku do 4 lat coraz częściej kierujemy się zdrowym rozsądkiem, a nie tylko niską ceną. Samochody zza granicy są często nieznacznie tańsze, niż auta z polskiego rynku. Do ich zakupu zachęca także wyższy poziom wyposażenia. W segmencie samochodów rodzinnych to właśnie cena jest głównym czynnikiem, wpływającym na wybór danej oferty. Wciąż kupujemy oczami i tak naprawdę, często nie chcemy nawet wiedzieć, czy pojazd ma sfałszowany przebieg, zatajoną historię serwisową i napraw blacharskich. Ważne, że z wierzchu prezentuje się ładnie i ma np. nawigację lub skórzaną tapicerkę. 

Ryzykowny zakup za granicą
Część osób woli osobiście wybrać się za granicę po wymarzone auto. W takim przypadku pojawia się jednak szereg problemów. Pierwszym jest wyszukanie odpowiedniego egzemplarza. Złote czasy importu minęły i dziś w niemieckich, francuskich czy austriackich komisach nie czekają na nas perełki. Miejscowi handlarze bardzo szybko korzystają z nadarzających się okazji, a prócz nieznajomości realiów lokalnego rynku, na drodze do sukcesu może nam stanąć bariera językowa i nieznajomość procedur. Chodzi też o pieniądze i czas. Czekanie na odpowiednią okazję albo szukanie jej od miasta do miasta, wymaga wielu wolnych dni i zakwaterowania, zabiera czas i pieniądze.

Jeżeli zdecydujemy się a zakup samochodu od handlarza lub w komisie, musimy uważać na nieuczciwe praktyki. Najczęściej spotykane to cofanie liczników oraz fałszowanie historii warsztatowej, poprzez podmianę książek serwisowych, aby odpowiadały skorygowanemu przebiegowi auta. Niedoskonałe systemy informatyczne poszczególnych sieci dealerskich i często spotykany brak synchronizacji danych w ramach sieci serwisowej danej marki w różnych krajach, utrudniają potwierdzenie realnego przebiegu pojazdu.

Niezwykle często producenci ograniczają się do archiwizowania napraw, rozliczanych w ramach gwarancji oraz akcji i kampanii serwisowych z wyłączeniem usług, związanych z obsługą serwisową i okresowymi przeglądami, wykonywanymi u danego dealera i będącymi jedynie w posiadaniu stacji obsługi, która realizowała daną naprawę. Zdaniem ekspertów, problem dotyczy przynajmniej jednej czwartej sprowadzanych używanych aut. Jak się okazuje, czasami pojazdy takie są przed sprzedażą w Polsce dodatkowo wyzyskiwane. Część importerów w sprowadzonych samochodach wycina katalizatory. Zawierają one platynę i inne drogie metale, które można osobno sprzedać z zyskiem.

Ogromnym problemem jest również zatajanie wypadkowej przeszłości aut. Szacuje się, że ponad połowa wystawianych na sprzedaż samochodów ma wypadkową przeszłość, wbrew zapewnieniom sprzedających. Sprawny blacharz jest w stanie doprowadzić nawet mocno rozbite auto do takiego stanu wizualnego, że bez dobrego miernika grubości lakieru i wprawnego oka nie zorientujemy się, że coś jest nie tak.

Jak wyjaśnia Michał Cierniak istotne jest, by odróżniać pojazdy, które przeszły naprawę blacharsko-lakierniczą lub nawet kilka napraw, których zakres i sposób nie będzie mieć ujemnych skutków oraz nie wpływa na ich stan techniczny i bezpieczeństwo, od pojazdów odbudowanych po bardzo poważnych wypadkach, które za granicą zostały poddane kasacji. Te ostatnie są często naprawiane poprzez zespawanie dwóch różnych aut i nie spełniają jakichkolwiek norm bezpieczeństwa. Takie pojazdy mają inną, niż pierwotnie, sztywność. Ich zachowania w razie kolizji lub wypadku nie sposób przewidzieć. Stanowią zagrożenie dla użytkujących je osób – często nieświadomych fatalnego stanu technicznego. Ustalenie i potwierdzenie tak poważnej ingerencji w konstrukcję pojazdu jest bardzo trudne – nawet w warunkach warsztatowych, bo cięcia i spawy są wykonywane w trudno dostępnych miejscach. Właśnie po to, by nie były widoczne i było ciężko je wykryć.

W grę wchodzą również prawne wady samochodu. W najgorszej sytuacji są ci, którzy zdecydują się na podpisanie zagranicznej umowy kupna-sprzedaży, wystawionej in blanco. Osoba taka w rzeczywistości nie wie, czy podpis, który zastaje na druku, rzeczywiście należy do poprzedniego właściciela auta. Jeśli okaże się, że samochód został skradziony, a podpis podrobiony, policja odbierze pojazd aktualnemu użytkownikowi. O zwrot pieniędzy trzeba będzie zgłosić się do osoby, która naprawdę sprzedała nam auto. Tej nie ma jednak w dokumentach, a najczęściej również na miejscu. Nie ma też do kogo zwrócić się z roszczeniami jeśli okaże się, że samochód posiada ukryte wady.

Pewna alternatywa
Zakup używanego samochodu to spore ryzyko. Nic dziwnego, że szukamy alternatywy. Rosnąca popularność leasingu z pełną obsługą ( tzw. wynajem długoterminowy) sprawia, że coraz więcej użytkowanych wcześniej w firmach aut pojawia się a rynku wtórnym. Taka oferta przekonuje coraz większą liczbę poszukujących pojazdu z drugiej ręki.

Pojazdy takie  mają zazwyczaj doskonale udokumentowaną historię. Nie trzeba też obawiać się „kręconego” licznika. Co więcej, jeśli zdecydujemy się na zakup samochodu od znanej firmy, zamiast od osoby prywatnej, łatwiej nam będzie dochodzić swoich praw z tytułu rękojmi, jeśli w ciągu roku od zakupu okaże się, że samochód posiadał ukryte wady. Łatwiej też odzyskać pieniądze, jeśli okazałoby się, że na pojeździe ciąży zastaw. Znalezienie człowieka, który sprzedał nam wadliwe z punktu widzenia prawa auto, może być trudne. Firmy zwykle nie przenoszą się z miejsca na miejsce. W razie kłopotów, łatwiej dochodzić swoich praw.

Niektóre przedsiębiorstwa są tak pewne oferowanych samochodów, że udzielają na nie gwarancji. Firma LeasePlan otworzyła w Warszawie salon samochodów poleasingowych i outlet, gdzie, nabywca otrzymuje 24-miesięczną gwarancję, a wszystkie auta w ofercie miały tylko jednego właściciela – LeasePlan. Ponadto, jeżeli osoba decydująca się na któryś z oferowanych tam modeli zapłaci gotówką – w ciągu pięciu dni od zakupu i do 200 km przebiegu może zwrócić samochód, bez jakichkolwiek konsekwencji. Takiej możliwości nie mamy, decydując się na zakup samochodu od poprzedniego właściciela czy u handlarza.

Źródło: LeasePlan

Najnowsze

Edyta Klim

Baby na motóry!

"Baby na motóry" to grupa na facebooku dla kobiet, które jeżdżą motocyklami enduro, przeznaczona na dzielenie się doświadczeniem, przygodami oraz organizację wspólnych spotkań w terenie.

Grupa „Baby na motóry” na facebooku została założona ponad rok temu, a jej adminkami są: Asia Jankowska, Emilia Lendzion-Barszcz, Agnieszka Maniurska. Ogólny zarys społeczności kobiet, jeżdżących na motocyklach enduro, powstał jednak dużo wcześniej. Ich integracja miała miejsce na różnych forach motocyklowych, głównie: Forum Africa Twin, Forum BMW GS650F i Forum Transalp Club, co powodowało lekki chaos w komunikacji.

Pewnego jesiennego wieczoru Emilia i Agnieszka planowały zorganizowanie szkolenia z podstaw jazdy w terenie, wyłącznie dla kobiet. I tak po paru minutach rozmowy, jak logicznie i logistycznie to wszystko ogarnąć, powstała grupa “Baby na motóry” na FB. Nazwa została nadana na cześć zlotów organizowanych na w/w forach motocyklowych w poprzednich latach. Gdy grupa zaczęła się szybko rozwijać, Asia sprawnie opanowała temat związany z powstaniem unikatowego logo, które używane były do produkcji koszulek i naklejek dla członkiń grupy. Niewykluczone, że w przyszłości będą to też inne gadżety.

Grupa skupia motocyklistki enduro, niezależnie od marki motocykla. Głównym postanowieniem założycielek jest to, by grupa składała się głównie z dziewczyn, które lubią uprawiać szeroko pojęty off-road motocyklowy. Niekoniecznie ma to być hard enduro, ale również turystyka „szutrowa”, czy jazda “w koło komina” po okolicznych drogach gruntowych na cięższych motocyklach. Grup z motocyklistkami “asfaltowymi” jest wiele, więc powstało miejsce, gdzie motocyklistki mogą porozmawiać o pewnych rzeczach, typowych dla “błotek” i “szutrówek”.

Motocyklistki dzielą się tu swoim doświadczeniem o odzieży do jazdy w terenie, doborze ekwipunku, a także doświadczeniem związanym z doborem motocykla – a nie jest to łatwa sprawa, szczególnie dla kobiet, które wzrostem i siłą fizyczną nie grzeszą. Wymieniają się sztuczkami i sposobami, ułatwiającymi poruszanie się w terenie, aż po sprawy urody i dbania o zdrowie w tych gorszych warunkach i innych aspektach kobiecego radzenia sobie w świecie off-roadu. Wszystko w jednym miejscu, dla kobiet z nastawieniem na motocykle terenowe!

Oprócz rozmów w sieci, założycielki starają się organizować spotkania. Przede wszystkim jest to coroczny, ogólnopolski zlot – a ten w 2018 roku będzie już siódmym z kolei! Tym razem Kasia zaprasza w Karkonosze w dniach 6-8 lipca. Podczas zlotu głównym celem jest integracja, zarówno podczas sobotnich jazd, jak i wieczorami przy ognisku. Trasa oczywiście wiedzie po szutrach i polnych drogach, także z trudniejszymi elementami, gdzie czasami trzeba liczyć na pomoc koleżanek. Na mężczyzn nałożony jest całkowity zakaz udziału w zlocie.

Poza zlotem motocyklistki widują się na mniejszych spotach (np. na Jurze) i lokalnych, jednodniowych jazdach. Marzeniem założycielek jest daleki wyjazd większą, kobiecą grupą. Oprócz tego czynnie uczestniczą i namawiają do udziału w rajdach terenowych na terenie kraju, są to np. Rajd Tukan (podczas edycji w 2017 było 8 dziewczyn w kategorii Racing), Baba Jaga Tour, IZI Meeting i innych rajdach turystycznych.

W 2017 roku odbyło się także szkolenie w Kosiance Boruty z podstaw jazdy w terenie, wyłącznie dla kobiet z grupy, które cieszyło się tak dużym zainteresowaniem, że w kolejnym sezonie będzie ich więcej!

Zapraszamy wszystkie motocyklistki enduro do grupy „Baby na motory”:
https://www.facebook.com/groups/290385934657228/

Najnowsze

Race To Home Prolog – pierwszy rajd dla motocyklistów dookoła Polski

Race To Home Prolog to rajd dla motocyklistów, zapowiadający główne wydarzenie - rajd Race To Home 2018 Edition. Organizatorzy chcą pokazać, że to rajd dla wszystkich: bez ograniczeń i podziałów. To okazja na fajną przygodę i podróż życia.

RTH Prolog to rajd dla motocyklistów, który będzie miał swój przebieg dookoła Polski. Taką trasę organizatorzy planują przebyć wspólnie z uczestnikami w mniej niż 40 godzin – bez snu i odpoczynku. Jedyne planowane przystanki to tankowanie i punkty kontroli w wyznaczonych miastach.

– To będzie niesamowita okazja poznać fantastycznych ludzi, wymienić doświadczenia, przeżyć wspólnie dobrą motocyklową przygodę, oraz tworzyć jej motocyklową historię. Nie ma znaczenia, gdzie i kiedy dołączycie do rajdu, na którym etapie i jaki dystans będziecie chcieli przemierzyć. Nie ma żadnych restrykcji pojemnościowych oraz podziału na klasę motocykli, dla nas liczy się pasja i miłość do motocykli. Chcecie być częścią rajdu, to dołączcie w odpowiednim dla Was momencie, a tych, którzy odważą się przejechać całą trasę, organizator zaprasza do oficjalnego zgłoszenia się: racetohomevent@gmail.com – pisze na swoim fanpage’u organizator.

Race To Home Prolog ma też promować Female Edition, dlatego organizator zaprasza także motocyklistki – to oczywiste, skoro nawiązuje do misji „bez podziałów”. Cieszymy się z takiej inicjatywy i w pełni ją popieramy, bo motocaina.pl również propaguje równość i dąży do integracji przeróżnych środowisk związanych z motoryzacją. Karol Podwojski, odpowiedzialny za to unikatowe w Polsce przedsięwzięcie, podkreśla: „postaramy się wesprzeć motocyklistki najlepiej jak tylko bedziemy potrafili”.

Do pokonania są piękne tereny naszego kraju, w ciekawym towarzystwie. To także okazja do poznania lokalnych tras motocyklowych. Tym, którzy chcą spróbować swoich sił i poczuć zew przygody polecamy fanpage wydarzenia:
https://www.facebook.com/events/813894638792130/

Najnowsze

Unikatowa Vespa Saint Laurent

Włoska marka Vespa, produkująca jedne z najpiękniejszych, kultowych skuterów oraz ekskluzywna, francuska marka modowa - dom Saint Laurent, podjęły współpracę.

Aż do 20 grudnia paryski dom Saint Laurent obejmie swoim władaniem wyjątkową rezydencję na pierwszym piętrze wielobranżowego sklepu Colette (213 ulica Saint Honoré – Paris 1st.). To wyjątkowe miejsce, słynące z ekspozycji najciekawszych ubiorów, akcesoriów i przedmiotów.

Z tej okazji Vespa – najbardziej lubiana marka skuterów na świecie – podpisała z Saint Laurent umowę, na wystawienie w tym miejscu wyjątkowego modelu kolekcjonerskiego. Jest to elegancka, czarno-matowa Vespa Primavera 125, specjalnie dostosowana do wystawy w Colette. Styl tej maszyny wpisuje się w to miejsce idealnie – nieprzezroczystą czerń stalowego korpusu łączy się z błyszczącymi czarnymi detalami, w tym lusterkami, ozdobą klasycznego „krawata” na przedniej tarczy, hamulcami, uchwytem dla pasażera. Felgi i osłona tłumika są również błyszczące i czarne. Wyrafinowane szczegóły zostały dodane zgodne z duchem domu mody Saint Laurent.

Aby wzmocnić namacalnośc ingerencji Saint Laurenta, wybrano do skutera eleganckie i ręcznie wykonane siodło.

Ten ekskluzywny model Vespa Saint Laurent autorstwa Anthony’ego Vaccarello będzie dostępny w Colette’s podczas wystawy. Będzie można go zamówić wyłącznie w sklepie i wyprodukować na żądanie.

Najnowsze