Katarzyna Frendl

Volvo S60 2.0 T5 250 KM test – bezpieczeństwo i styl

Volvo - synonim bezpieczeństwa. Kreator motoryzacyjnej technologii. Ikona szwedzkiej mentalności i skandynawskiego stylu życia. Brzmi jak folder reklamowy, a jak jest naprawdę? Czy aby na pewno jest szwedzko? Skandynawsko? Marka pozostająca w rękach chińskiego inwestora, po raz pierwszy w historii produkuje średniego sedana wyłącznie w USA. Tak wygląda globalizacja. Sprawdzam, jakie naprawdę jest Volvo S60.

Nowego Volvo nie da się pomylić z żadnym modelem innej marki. S60 jest bardzo podobne, a z daleka niemal identyczne, jak większy brat S90. Wszystkie elementy identyfikujące, jak długa maska, delikatnie opadający dach i krótki tył to znaki szczególne nowej linii stylizacji nadwozia szwedzkich limuzyn. Projektanci dali się za to ponieść emocjom i zaszaleli z kształtem przednich reflektorów. Słynny już „młot Thora”, czyli światła do jazdy dziennej, wychodzą poza obrys reflektorów głównych. Trochę inaczej niż w S90 zaprojektowano także tylne światła. Podobnie jak u większego brata są elementem wyróżniającym markę z tłumu innych, ale w S60 zostały narysowane nieco łagodniej, przez co wydają się subtelniejsze i po prostu ładniejsze. Auto obuto w ogromne, 20-calowe felgi, a całość wygląda po prostu obłędnie! Zwłaszcza z linią stylizacyjną R-design – nawet w srebrnym kolorze lakieru auto odwraca głowy przechodniów.

Volvo S60 wnętrze

Wnętrze znamy doskonale z innych modeli i wydaje się, że różni się jedynie detalami od tego, co widzieliśmy w XC90, XC60 i rodzinie S/V90. Jeśli będziecie wsiadać do swojego auta w ciemnym garażu, od razu poznacie je po kierownicy, która obszyta została jednym kawałkiem skóry, ale nie jak w S90 dwoma różnymi. Deska rozdzielcza została zbudowana z miękkiego tworzywa. Jedynie spodnia jej część dostała twarde wykończenie. Jest jednak przyjemna w dotyku i wygląda drogo. Dodatkowo – spasowanie elementów jest wręcz idealne. Schowek przed pasażerem co prawda wykończono miłym w dotyku flokiem, ale wnęki kieszeni w drzwiach świecą już niestety gołym plastikiem. I choć tego nie widać, to przez to wszystkie nasze twarde gadżety, czy klucze będą dawały o sobie znać przy każdej zmianie prędkości i kierunku.

Volvo przyzwyczaiło nas, że zajmując miejsce w fotelu, będzie nam po prostu wygodnie. Elektrycznie regulowana jest nawet długość siedziska, a miejsca nad głową będzie wystarczająco nawet dla bardzo wysokich kierowców. Wszystko jest pod ręką, a schowek w podłokietniku pomieści najpotrzebniejsze szpargały.  

Z tyłu miejsca na kolana również jest nadto, ale wysokie osoby mogą odczuwać dyskomfort na wysokości głowy, bo opadający dach skutecznie zabiera cenną przestrzeń. Podłokietnik z tyłu wyposażono w sprytny organizer, składający się z uchwytów na kubki i zamykanego miejsca na drobiazgi. Wygodnie będzie tu jednak tylko dwóm pasażerom. Przez środek wnętrza biegnie bowiem wysoki tunel, utrudniający zajęcie miejsca pośrodku.

Pewne kontrowersje budzi za to bagażnik. Niewielki otwór załadunkowy, utrudnia pakowanie dużych bagaży, więc zdajcie się na moją poradę „konsumencką” i pakujcie się w mniejsze walizki. Tylko w ten sposób w pełni wykorzystacie 442 litry, oferowane przez szwedzkiego… chińskiego… amerykańskiego (pod nawiewami tylnej kanapy umieszczono amerykańską wtyczkę na 230V) sedana. Plusem za to jest fakt, że oparcia tylnej kanapy składają się praktycznie na płasko i tylko wystające metalowe elementy konstrukcyjne mogą nieco utrudniać przewożenie szerokich i płaskich przedmiotów, a przecież Volvo tak samo jak Ikea kojarzy się ze Szwecją. Uważajcie, zatem pakując blaty, żeby ich nie zniszczyć.

Najbardziej sportowe S60 w historii?

Wrażenia z jazdy są jak najbardziej pozytywne. Samochód świetnie trzyma się nawierzchni, a jazda autostradą to czysta przyjemność. Pod względem prowadzenia S60 nie ma nic wspólnego z większym S90. Jest zwrotne, szybkie, a także niezwykle poręczne. To chyba najlepiej prowadzące się Volvo ostatnich lat, a może w historii marki w ogóle. Jedynym hałasem dobiegającym do wnętrza jest szum opon. Wnętrze jest fantastycznie wyciszone, a komfort jazdy potęgują dźwięki wydobywające się z flagowego zestawu Bowers & Wilkins (opcja), który miałam okazję przetestować podczas pierwszych jazd. Teraz otrzymałam auto z audio sygnowanym Harman Kardon i cóż, różnica jest in minus, ale nie kolosalna.

Za każdym razem, gdy prowadziłam Volvo S60 czułam się, jakbym była prowadzona przez kogoś, kto siedzi przy pulpicie w centrum dowodzenia i prowadzi mnie do celu. Ten ktoś doskonale znał też trasę i doskonale widział, co dzieje się daleko przed autem. Chronił mnie w zakrętach, podczas hamowania i wszędzie tam, gdzie mogłoby mi się coś przytrafić. To bardzo miłe i odprężające móc prowadzić auto, które monitoruje otoczenie dookoła i przygotowane jest na każdą ewentualność. I wszystko jest pięknie, gdy jadę spokojnie z rodziną, a tak spędziłam około 95% czasu mojego testu. Auto zużyło na autostradzie, podczas dynamicznej jazdy oraz w mieście średnio około 9,5 l / 100 km.

250 KM robi robotę – czy aby na pewno?

Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zadała pytania: w jakim celu zamontowano pod maską 250-konny silnik, który przyspiesza do 100 km/h w 6,5 sekundy, jeśli w każdym szybciej pokonywanym zakręcie natychmiast ingeruje kontrola trakcji, skutecznie wyhamowując nie tylko samochód, ale i moje sportowe zapędy? To tak, jakby w tym centrum dowodzenia nagle na miejscu mojego opiekuna usiadła nadgorliwa ciocia, która bezustannie mówi: tego nie rób, bo zrobisz sobie krzywdę… nie wchodź tam, bo spadniesz… itd. I uwaga, takich cioć będzie w centrum dowodzenia Volvo o wiele więcej. Jeśli tylko przyjdzie wam ochota na większe harce, natychmiast poczujecie reakcję ze strony waszego samochodu. To jednak znak czasów, w jakich przyszło nam żyć. Volvo zadeklarowało bowiem, że do końca 2020 roku nikt nie zginie lub zostanie poważnie ranny w samochodzie Volvo, bądź w zdarzeniu z udziałem samochodu Volvo. S60 jest więc w stanie wykrywać zagrożenia i odróżnić pieszego od rowerzysty i zwierzęcia. Wygląda więc na to, że w sytuacji krytycznej będzie potrafiło także wybrać mniejsze zło – z korzyścią dla naszego bezpieczeństwa. Czyż to ostatnie nie jest ostatecznie priorytetem? Każdy, kto ma rodzinę na pokładzie zrezygnuje z radości z jazdy i Volvo to wie.

Volvo S60 – wyposażenie

Podstawowa wersja wyposażenia Momentum z silnikiem T4 o mocy 190 KM i napędem na przednią oś kosztuje 165 000 złotych. Doposażona wersja Inscription z silnikiem T5 o mocy 250 KM i napędem na wszystkie koła to wydatek 200 000 złotych. Na szczycie cennika stoi wersja Polestar Engineered z hybrydowym zespołem napędowym T8 o mocy 405 KM za 290 000 złotych. Każdą z opcji można naturalnie doposażyć o kolejne opcje.

Czyli jaki?
Jeśli chcecie mieć nowoczesne i bezpieczne auto, będziecie musieli zgodzić się na pewne warunki. I jeśli będziecie przestrzegać zasad i użytkować S60 zgodnie z założeniami projektantów, będziecie nim absolutnie zachwyceni. Samochód odwdzięczy się wam niesamowitą lekkością prowadzenia, precyzją i – nieosiągalnym przez wielu producentów – poziomem bezpieczeństwa.

I jeszcze jedno. W aucie ważne jest to, jak się w nim czujesz. To emocjonalne powiązanie sprawia, czy będziesz chciała związać się z nim na dłużej. Ja oddałam się S60 w całości i choć czasem lubię wyskoczyć do miasta w towarzystwie „niegrzecznego chłopca”, to na co dzień wolę czuć silne ramię tego rozsądnego, który daje mi poczucie bezpieczeństwa i studzi moje emocjonalne zapędy.

NA TAK
– świetne prowadzenie;
– energiczny silnik;
– wygodne wnętrze;
– doskonałe wyciszenie;
– fantastyczny zestaw audio Bowers & Wilkins (umiarkowanie dobry Harman Kardon).

NA NIE
– wąski otwór załadunkowy bagażnika;
– brak miejsca na nogi dla środkowego pasażera z tyłu;
– zbyt szybko reagujący system kontroli trakcji.

Dane techniczne Volvo S60 2.0 T5 250 KM

Silnik

Benzynowy Turbo R4

Pojemność skokowa

1969 cm3

Moc

250 KM przy 5500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy

350 Nm przy 1800 – 4800 obr./min

Skrzynia biegów

Automatyczna 8-biegowa

Prędkość maksymalna

240 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

6,5 s

Długość/szerokość/wysokość

4761/1850/1431 mm

Najnowsze

Chcesz rozpocząć kurs na prawo jazdy? Już niedługo spore zmiany!

Niektóre zmiany wejdą w życie dopiero z początkiem kolejnego roku, ale już dziś możesz dowiedzieć się o nich nieco więcej. O czym powinny pamiętać osoby chcące zdać prawo jazdy w najbliższym czasie?

Od 1 lipca br. zostały wprowadzone zmiany w egzaminach na prawo jazdy. Nie są one spowodowane jedynie podniesieniem wymagań wobec kursantów, ale planowaną zmianą systemu, która może przynieść zdającym wiele korzyści. 

Wprowadzoną w ostatnich dniach zmianą, która wydaje się najistotniejsza z perspektywy przyszłych kierowców, są nowe zasady finansowania WORD-ów. Do tej pory niemal 90% ich dochodów pochodziło z opłat za egzaminy – również tych, które zakończyły się niepowodzeniem zdającego. Zatem kilkukrotne niezdanie egzaminu oznaczało więcej pieniędzy w kasie ośrodka. Obecnie egzaminatorzy będą zatrudniani przez województwa, a pieniądze z egzaminów trafią do państwowej kasy. Sprawdź, czego dotyczą nowe zmiany i o jakie formalności trzeba zadbać przed odebraniem prawa jazdy.

1. Mniejsze kolejki, ale na egzamin poczekasz dłużej

Zmiany w egzaminach na prawo jazdy przewidują także limit liczby sprawdzianów umiejętności, które może przeprowadzić jedna uprawniona do tego osoba w ciągu jednego dnia. Od 1 stycznia 2020 r. będzie to 8 egzaminów dziennie, co ma wpłynąć na jakość pracy egzaminatorów. Według pomysłodawców nowych przepisów zmiany mają poprawić ich jakość i komfort pracy. 

Co to jednak oznacza dla zdających? Z całą pewnością dłuższy czas oczekiwania na egzamin. Ze względu na nowe limity placówki egzaminacyjne będą musiały zatrudnić dodatkowych pracowników, co jednak nie sprawi, że będzie można szybciej podejść do egzaminu. Dzięki temu rozwiązaniu skończy się natomiast czasochłonne oczekiwanie w kolejce na sam egzamin. Mniej pracy dla egzaminatorów umożliwia im też dokładniejsze sprawdzenie wiedzy i umiejętności kursanta.

2. Załatw formalności!

Zapisanie się na egzamin praktyczny nie jest możliwe, dopóki nie dopełnisz wcześniej kilku innych formalności. Te od lat są niezmienne. 

  • Konieczne jest uzyskanie orzeczenia lekarskiego. Wydają je uprawnieni do tego lekarze, a samo badanie trwa zaledwie kilkanaście minut. Podczas niego lekarz sprawdza narządy wzroku, słuchu oraz układy równowagi i ruchu. Wypełnia również ankietę dotyczącą objawów chorobowych, a także ocenia stan psychiczny przyszłego kierowcy. 
  • Następnie należy zrobić sobie zdjęcie, które jest wymagane do prawa jazdy. Musi ono być m.in. kolorowe i wykonane nie wcześniej niż 6 miesięcy przed egzaminem oraz mieć wymiary 35 × 45 mm. Szczegółowe wytyczne znajdziesz w Nowelizacji rozporządzenia ministra infrastruktury i budownictwa z dnia 24 lutego 2016 roku.
  • Kolejnym krokiem jest uzyskanie Numeru PKK, czyli Profilu Kandydata na Kierowcę. Jest on wydawany bezpłatnie w Wydziale Komunikacji w miejscu zameldowania. Zwykle otrzymuje się go od ręki, jednak czasem trzeba poczekać kilka dni, dlatego warto zadbać o to odpowiednio wcześniej. Do uzyskania numeru PKK niezbędne jest zdjęcie, orzeczenie lekarskie oraz dokument tożsamości. 
  • Gdy posiadasz numer, możesz zapisać się na Szkolenie w Ośrodku Szkolenia Kierowców.
  • Po odbyciu kursu i zaliczeniu wewnętrznego egzaminu przychodzi czas na egzamin państwowy – najpierw należy zdać część teoretyczną, potem praktyczną. 

3. Co Cię czeka na egzaminie?

O tym, jakie umiejętności zostaną sprawdzone podczas egzaminu praktycznego, z pewnością nie raz usłyszysz od swojego instruktora jazdy. Warto jednak poprosić go o dokładne informacje i wskazówki dotyczące manewrów, które są dla Ciebie problematyczne. Pamiętaj także o tym, że na egzaminie będziesz nie tylko jeździć po mieście i wykonywać różne manewry, łącznie z różnymi rodzajami parkowania. Podczas egzaminu musisz także sprawdzić poziom oleju w silniku, płynu chłodzącego, hamulcowego czy płynu do spryskiwaczy. Powinieneś także wiedzieć, jak sprawdzić, czy sygnał dźwiękowy działa poprawnie. Możesz też zostać poproszony przez egzaminatora o sprawdzenie działania wybranych świateł (pozycyjnych, mijania, drogowych, hamowania, cofania, awaryjnych, przeciwmgłowych tylnych czy też kierunkowskazów). 

Pamiętaj o dostosowaniu pojazdu do własnych potrzeb, czyli ustawieniu fotela, zagłówka czy lusterek i o pasach bezpieczeństwa! Potem nadchodzi czas na manewry na placu. Tutaj wystarczy, że umiejętnie pojedziesz po łuku przodem i tyłem oraz wjedziesz na wzniesienie z użyciem hamulca postojowego. Po poprawnym wykonaniu tych manewrów możesz wyjechać na miasto. 

4. Odbierz prawo jazdy!

Odbiór prawa jazdy to najprzyjemniejsza chwila całego procesu. Zanim jednak będziesz mógł schować dokument do portfela, musisz uiścić opłatę w wysokości 100 zł i 50 gr. Dokument należy odebrać w wydziale komunikacji urzędu miasta lub starostwa powiatowego zgodnym z miejscem zameldowania. Wydział komunikacji weryfikuje informacje z PKK i zleca wydrukowanie prawa jazdy. Trzeba na nie poczekać kilka tygodni. Informacje o gotowym do odebrania prawie jazdy można znaleźć na stronie Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

5. Niezdany egzamin lub stracone prawo jazdy? Zaczynamy raz jeszcze!

Jeśli nie uda Ci się zdać egzaminu za pierwszym razem, nie zniechęcaj się! Nawet kierowca wyścigowy i mistrz świata Formuły 1 Jenson Button miał z tym problemy. Niektórzy eksperci postulują, żeby za niezdany egzamin płacił instruktor, jednak te przepisy z pewnością szybko nie wejdą w życie. W takiej sytuacji musisz ponownie zapisać się na egzamin praktyczny i za niego zapłacić. Przed kolejnym egzaminem warto zapisać się na dodatkowe godziny jazdy u instruktora, by przećwiczyć swoje umiejętności. 

Jeśli za trzecim razem nie uda Ci się zdać egzaminu teoretycznego bądź praktycznego, musisz odbyć dodatkowe szkolenie. Dopiero po uzyskaniu zaświadczenia z ukończonego szkolenia możesz raz jeszcze zapisać się na egzamin. 

Nowe przepisy wprowadzają także zmiany dotyczące osób, które straciły prawo jazdy. Będą one traktowane na równi z tymi, które nigdy nie posiadały prawa jazdy, a więc ponownie będą musiały zdać egzamin teoretyczny oraz praktyczny. 

Źródło: Norauto

Najnowsze

Lexus UX z 4 końcówkami wydechu i wielkim spojlerem. Obejrzysz się za nim na ulicy?

Motoryzacyjna kultura Japonii znana jest ze swojej fascynacji modyfikacjami samochodów. Czasami potrafią one zupełnie zmienić charakter auta. Przykładem może być najnowszy pakiet TOM’S dla miejskiego Lexusa UX.

Dla wszystkich fanów Lexusa UX, którzy pragną go bardziej spersonalizować TOM’S wypuścił na rynek zestaw modyfikacji wizualnych, w skład którego wchodzą przedni spojler, ozdobne nakładki przedniego i tylnego zderzaka, spoiler i listwy progowe. Japoński tuner, który prowadzi wspierany przez Toyotę zespół startujący w wyścigach samochodowych, wziął na warsztat również układ wydechowy auta, by pobudzić dźwięk 2-litrowego silnika, który znajdziemy pod maską. 

Lexus UX już w fabrycznej wersji zwraca uwagę. Nadwozie seryjnego samochodu zostało bardzo dokładnie przemyślane pod względem aerodynamiki. Tylne światła tworzą lotkę, która poprawia stabilność na drodze, podobne działanie mają krawędzie nadkoli. Najciekawszym rozwiązaniem są 17-calowe, aerodynamicznie wentylowane koła. Specjalnie opracowane klapki na krawędziach ramion poprawiają chłodzenie hamulców i zmniejszają zawirowania powietrza po bokach samochodu. To pierwsze takie rozwiązanie na świecie. 

Lexus UX obecnie występuje w dwóch wersjach silnikowych 250h oraz 250. Pierwszy z nich jest napędzany przez układ hybrydowy o całkowitej mocy 184 KM, zaś UX 250 również dysponuje czterocylindrowym silnikiem o pojemności skokowej 2 litrów, lecz bez dodatkowego silnika elektrycznego. 

Pakiet TRD to body kit ze sportowymi końcówkami wydechu, który kosztuje 626 000 jenów, czyli niecałe 21 tys. zł, 18-calowe felgi to wydatek 382 000 jenów (ok. 13 tys. zł), a za zestaw usztywniający podwozie trzeba zapłacić 100 000 jenów, czyli nieco ponad 3 300 zł. Tyle samo kosztuje amortyzator poprzeczny. Pakiet tuningowy TOM’S w podstawowej wersji obejmującej przedni i tylny spojler oraz nakładki na progi kosztuje zaś 189 000 jenów (ok. 6 800 zł), jeśli zdecydujemy się na odmianę bez lakieru. Za taki zestaw w wybranym kolorze zapłacimy 219 000 jenów (ok. 7 900 zł).

Najnowsze

Monika Rutkowska

Międzynarodowy Kobiecy Rajd Motocyklowy już niedługo przejedzie przez Nambucca Heads w Australii!

Women Riders World Relay (WRWR) zrzesza kobiety na motocyklach z całego świata. Dołączyć może każda kobieta, która jeździ na motocyklu. Poznaj historię jednej z nich.

Eliza Brown zawsze chciała jeździć na motocyklu. Kiedy inne dziewczynki w jej wieku bawiły się lalkami i przeglądały magazyny, ona już miała bzika na punkcie motoryzacji. Jednak dopiero kilka lat temu jej pasja nabrała właściwego rozpędu.

Strata ojca, spowodowała u niej ponowną ocenę własnego życia, co skłoniło ją do uzyskania prawa jazdy. Tego przypływu adrenaliny, którego doświadczyła podczas pierwszej jazdy, nigdy nie zapomni.

„Wszystko, co było w mojej głowie, to całe zmartwienie, po prostu zniknęło. Nie musiałam o niczym myśleć, to było uwolnienie. To było najlepsze uczucie, jakiego doświadczyłam od bardzo dawna” – powiedziała.

Szukała podobnie myślących dziewczyn i dołączyła do lokalnej grupy kobiet -– Women on Motorbikes (WOMB). Niestety uczestniczyła tylko w jednej wyprawie z grupą, ponieważ otrzymała wiadomość, która zwaliła ją z nóg. Diagnoza raka piersi zmusiła ją do odłożenia kasku na bok. Jednak nawet będąc w trakcie leczenia, czuje się gotowa, aby wrócić na swój motocykl.

„Życie wydaje się w tej chwili za krótkie – chcę tylko doświadczać więcej” – Eliza Brown

Pod koniec tego miesiąca pojawia się okazja, której nie można przegapić: Women Riders World Relay. Sztafeta przechodzić będzie przez Nambucca Heads (Australia), a grupa kobiet na motocyklach od lutego tego roku, przejechała aż przez 53 kraje.

„Chciałam stworzyć globalne stowarzyszenie inspirujących kobiet, by promować odwagę, przygodę, jedność i pasję do jazdy motocyklem dla kobiet ze wszystkich zakątków świata. Zrobić coś, czego nigdy wcześniej nie zrobiono na taką skalę. Moim celem jest zrobienie wielkiego WOW w branży motocyklowej i inspirowanie kobiet na całym świecie ”. Powiedziała założycielka ruchu – Hayley Bell.

Jest to największa na świecie sztafeta motocyklowa, jaką kiedykolwiek zarejestrowano. 25 sierpnia zawodniczki lądują w Perth. Stamtąd jadą do Nullabor, a następnie przejeżdżają stany – Wiktorię i Nową Południową Walię, kierując się do Brisbane. Później jadą wzdłuż północnego wybrzeża. W 190 dniu sztafety (4 września) wyprawa będzie jechać z Byron do Nambucca Heads. Wieczorem wyruszą do Newcastle. Eliza dołączy do nich właśnie w tym odcinku podróży. Będzie to jej najdłuższa jak dotąd podróż.

„Naprawdę mam nadzieję, że poradzę sobie ze sztafetą” – powiedziała.

Jej poczynania będzie śledził jej największy fan – syn, który uważa, że jego mama jest po prostu najfajniejszą laską na świecie.

Chcesz dołączyć do tego niesamowitego wydarzenia? Odwiedź witrynę Women Riders World Relay, klikając tutaj. Rejestracja kończy się 11 sierpnia.

Najnowsze

Miał tak niesprawne auto, że w czasie jazdy oddychał spalinami!

Kierowca samochodu dostawczego wdychał spaliny dostające się do kabiny przez dziurawą podłogę. I na tym nie koniec wykrytych problemów.

Zaczęło się od pękniętej szyby – to zwróciło uwagę inspektorów, którzy zatrzymali samochód dostawczy na ul. Leonharda w centrum Olsztyna. Dalsze oględziny stanu technicznego pojazdu wykazały kolejne nieprawidłowości zagrażające bezpieczeństwu w ruchu drogowym.

Samochód nie powinien był w ogóle wyjechać na drogi publiczne – nie miał ważnych badań technicznych. Spaliny z nieszczelnego układu wydechowego przedostawały się do wnętrza kabiny przez dziurę w podłodze pojazdu. Stwierdzono również wycieki płynów eksploatacyjnych. Kierowca nie zadbał także o zabezpieczenie przewożonych w przestrzeni ładunkowej przedmiotów. 

Kontrola ITD zakończyła się zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego pojazdu, wydaniem zakazu dalszej jazdy i ukaraniem kierowcy mandatem.

Najnowsze