Test Nissan Micra 0,9 IG-T – makro Micra

Nowy Nissan Micra jest na tyle zjawiskowy, że można go kupić dla samego wyglądu. W pierwszym teście najmocniejszej benzynowej wersji sprawdziłyśmy czy warto go rozważać, ile kosztuje nowy model i co jeszcze ma w zanadrzu japoński maluch?

Precz z nudą!
Poprzedni Nissan Micra został zaprojektowany tak, aby podobał się na wszystkich 160 rynkach gdzie był sprzedawany. Efekt był taki, że był sprzedawany, ale niekoniecznie się podobał, zwłaszcza klientom na starym kontynencie. Może dlatego nowa Micra piątej generacji stworzona została głównie z myślą o rynkach Europy. Już za samą prezencję przyznajemy jej maksymalną notę. Smukła, klinowata linia nadwozia z klamkami tylnych drzwi sprytnie ukrytymi w słupkach, licznymi przetłoczeniami i ostrymi ścięciami wygląda, jakby wyszła spod miecza samuraja obdarzonego wysmakowanym gustem. Wraz z całkowicie świeżym designem, nowa Micra udowadnia, że niebanalna forma może iść w parze z treścią. Auto zbudowane na zmodyfikowanej płycie podłogowej  poprzedniczki ma znacznie zwiększoną sztywność nadwozia, obniżony środek ciężkości i poszerzony rozstaw kół.

Więcej przestrzeni
Nowa Micra jest aż o 17 cm dłuższa, prawie 8 cm szersza i 5,5 cm niższa od modelu czwartej generacji. Przyrost przestrzeni czuć szczególnie z przodu, gdzie kierowca o wzroście nawet powyżej 185 cm znajdzie dogodną pozycję. Jedyne, co możemy wytknąć, to wysoko umieszczona konsola środkowa, co może być problemem dla prawego kolana długonogiej właścicielki. Niewielka kierownica ze spłaszczonym wieńcem doskonale leży w dłoniach, a klasyczne, okrągłe zegary są wybitnie czytelne. Zresztą trzeba podkreślić, że cały kokpit Micry jest nie tylko ergonomiczny i logicznie rozplanowany, ale także wyjątkowo – jak na ten segment – spasowany i wykończony. Gdyby tylko ekran centralnego wyświetlacza był umieszczony ciut wyżej, byłoby idealnie.

Fotele z przodu są wygodne, dobrze podpierające ciało na zakrętach i zaopatrzone w szeroki zakres regulacji, choć nie ma co kryć, że kabina Micry jest po prostu ciasna. Szczególnie odczuć można to zasiadając na tylnej kanapie, której oparcia zaopatrzono tylko w dwa zagłówki. Czyżby Nissan wiedział, że nikomu nie będzie spieszno, żeby pchać się tam na trzeciego? Zresztą bądźmy realistami – na dłuższych dystansach i tak najwygodniej będzie tam dwójce dzieci. Spośród wymienionych niżej konkurentów, to właśnie Nissan Micra oferuje najmniej przestrzeni dla pasażerów z tyłu, choć tego w zasadzie nie czuć. Ewidentny plus to 300 litrowy bagażnik. Szkoda tylko, że pozbawiony haczyków czy zaczepów kotwiczących zakupy.

Micra pełna sprzeczności
Musimy uczciwie przyznać, że – jak rzadko kiedy – mieliśmy trudność z jednoznaczną oceną wrażeń z jazdy nowym Nissanem. To auto jest pełne sprzeczności, by nie powiedzieć: obdarzone podwójną osobowością!

Z jednej strony Micra jest doskonale wyciszona (chociażby w porównaniu z Renault Clio z tym samym silnikiem pod maską) i bardzo komfortowe. Większość nierówności tłumi łagodnie i cicho, nie serwując pasażerom nieprzyjemnych wstrząsów. Co ważniejsze, nie odbywa się to kosztem precyzji prowadzenia. Przy miłym terkocie charakterystycznym dla jednostek trzycylindrowych, Micra dzielnie radzi sobie dzielnie nawet przy jeździe z wyższymi prędkościami. Nadwozie nie przechyla się zbytnio nawet na ostro pokonywanych zakrętach. Na drodze Micra jest do bólu neutralna i stabilna, a jej układ ESP reaguje z nieprzesadną brutalnością.

Z drugiej strony mamy zdecydowanie mało komunikatywny, elektrycznie wspomagany układ kierowniczy, który do skrajnego wychylenia kół potrzebuje trzech pełnych obrotów kierownicą.

Jak wiadomo, nawet najbardziej solidny łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo. W przypadku Micry jest nim niestety silnik. I znów – z jednej strony, przynajmniej na papierze, mamy do dyspozycji 90 KM i niezły moment obrotowy.  W realnych warunkach i wyjechaniu poza miasto  brakuje mu jednego i drugiego. Co z tego, że na pierwszych trzech biegach Micra jest niezwykle żwawa i subiektywnie szybsza niż wskazywałyby dane techniczne, skoro na drogach szybkiego ruchu wykonanie bezpiecznego, a więc możliwie najkrócej trwającego manewru wyprzedzania, wymusza  redukcję przełożenia czasem o dwa biegi w dół? Czyli auto z tym silnikiem jest ewidentnie dedykowane do miasta.

Trudno też powiedzieć, żeby Micra była szczególnie oszczędnym maluchem, biorąc pod uwagę pojemność skokową i moc jej silnika. Deklarowane przez producenta średnie zużycie wynoszące 4,6 litra na 100 km należy przy ostrzejszej jeździe w mieście należy pomnożyć przez dwa. Na pocieszenie dodamy, że obchodząc się rozsądnie z gazem, przewidując zawczasu sytuację na drodze i przestrzegając ograniczeń prędkości, bardzo łatwo jest uzyskać wynik rzędu 4,0 – 4,5 litra poza miastem i około 6 litrów w ruchu miejskim.

Żyj kolorowo!
Najlepsze, czyli zakupy zostawiliśmy na koniec. Konfigurowanie nowej Micry to sama przyjemność! Paleta kolorów liczy dziesięć żywych barw, z których szczególnie polecamy soczyście odcienie zielonego, niebieskiego i pomarańczowego. W każdym z tych kolorów Micra wygląda obłędnie! A to nie koniec, ba! W zasadzie początek zabawy w projektowanie. Dzięki niespotykanej w tym segmencie ogromnej możliwości personalizacji, nadwozie i wnętrze Micry możesz pokolorować na jeden ze 125 sposobów! Fakt, „to nie są tanie rzeczy”, ale efekt końcowy, tak  jak w przypadku naszego egzemplarza, może być piorunujący! Warto wspomnieć o wielu innych dodatkach na liście opcji, których nie ma żaden inny miejski maluch. Na szczególną uwagę zasługuje system kamer pokazujący obraz z lotu ptaka w zakresie 360 stopni, czy lanserski system audio Bose Personal z głośnikami średnicy 6 cm zamontowanymi po bokach zagłówka fotela kierowcy.

Podsumowanie
Micra to świetnie wyglądające, dobrze zaprojektowane i przemyślane w szczegółach, przyzwoicie wykonane i jeżdżące miejskie auto. Trudno znaleźć jakieś rażące wady. Z drugiej strony trudno także wypunktować zalety, mogące znokautować bardzo silną konkurencję w tym segmencie. Jeśli szukasz efektownego, wesołego i bezpiecznego auta z przeznaczeniem głównie do jazdy w mieście, z dużym prawdopodobieństwem nowa Micra może być Twoim nowym samochodem!

Na TAK
– szeroka możliwość personalizacji;
– niespotykane w segmencie B rozwiązania: system kamer 360 stopni, świetnie brzmiące i oryginalnie zabudowane audio Bose, skórzane obicia deski rozdzielczej;
– jeden z większych bagażników w klasie;
– porządne spasowanie i wykończenie kabiny;
– bardzo dobre zawieszenie;
– wygłuszenie kabiny;
– nowoczesne multimedia i komplet układów wsparcia kierowcy;
– możliwość przedłużenia gwarancji z 3 do 5 lat,
– przemyślany system mocowania Isofix z tyłu oraz na przednim fotelu pasażera,
– niska utrata wartości,
– wystarczająco dynamiczny silnik do miasta.

NA NIE:
brak języka polskiego w menu komputera pokładowego;
– kiepska widoczność do tyłu,
– brak trzeciego zagłówka z tyłu,
– niewielka ilość miejsca z tyłu dla pasażerów o wzroście powyżej 180 cm,
– brak: mocniejszych jednostek napędowych w ofercie, skrzyni automatycznej oraz sześciobiegowej przekładni manualnej,
– kiepska elastyczność na dwóch ostatnich biegach,
– niezrozumiałe braki w podstawowym wyposażeniu tańszych odmian (np. skórzana kierownica dostępna jest tylko w N-Connecta i Tekna),
– bardzo wysoka cena po doposażeniu auta.

Konkurenci: Citroen C3, Hyundai i20, Kia Rio, Opel Corsa, Peugeot 208, Renault Clio, Seat Ibiza, Volkswagen Polo, Skoda Fabia, Suzuki Swift

Ceny:
Nissan Micra 1,0 Visia – 45 990 złotych
Nissan Micra 0,9 IG-T , N-Connecta – 57 990 złotych
Testowany – 72 139 złotych

Dane techniczne Nissan Micra 0,9 IG-T

Silnik:

benzynowy, turbo, R3

Pojemność skokowa:

898 cm3

Moc:

90 (95 z overboost) KM przy 5500 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

140 (150) Nm przy 2250 obr./min.

Skrzynia biegów:

Manualna, 5 biegów

Prędkość maksymalna:

175 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

12,1 s

Długość/szerokość/wysokość:

3999/1743/1455 mm

Najnowsze

Podróże: wypad na Mazury? Sprawdź Przystań Hotel & Spa

Planując wypady na krótkie lub długie weekendy, wakacje, czy - prozaicznie - chwilę oddechu od miejskiego zgiełku, warto wziąć pod uwagę położone pod Olsztynem miejsce - Przystań Hotel & Spa. To nowoczesna szklana architektura wtopiona w otoczenie natury. Przyjazna zarówno osobom indywidualnym, rodzinom z dziećmi, podróżującym samochodami, jak i motocyklistom.

Przystań Hotel & Spa to niezwykłe miejsce na mapie Mazur, położone przy linii brzegowej najpiękniejszego jeziora w Olsztynie – przez cały rok dostarcza niezapomnianych wrażeń.

Otoczenie hotelu to nadbrzeże z doskonale rozwiniętą infrastrukturą wodną, w pakiecie z wypożyczalnią sprzętów wodnych. Pobliskie Centrum Rekreacyjno – Sportowe Ukiel zapewnia szereg atrakcji sportowych, zaczynając od kajaków, rowerów wodnych czy łodzi, kończąc na flyboradingu, wakeboardingu czy smoczych łodziach. Zimą zamarznięte jezioro to świetnie funkcjonujące lodowisko oraz trasa na pisze wycieczki w otaczającej zimowej aurze. Hotel położony jest z dala od zgiełku miasta, choć do centrum Olsztyna jest kilka kilometrów. Zaledwie 10 minut drogi dzieli hotel od Starego Miasta stolicy Warmi i Mazur.

Hotel ma 150 pokoi, 12 sal konferencyjnych i 2 restauracje. Restauracja Przystań słynie w całej Polsce ze znakomitej i niepowtarzalnej kuchni oraz zapierających dech w piersi widoków. Wszystkie sale restauracyjne z oddzielnym tarasem mają widok na jezioro. Śmiało moge napisać, że Przystań to jedna z najlepszych restauracji w Polsce. Wyśmienita regionalna kuchnia ma 17 letnią tradycję – słynie ze świeżych, pysznie przyrządzonych ryb i wysokiej klasy win z całego Świata.

Restauracja hotelowa Port serwuje dania kuchni europejskiej z elementami kuchni Azja fusion. Potrawy przygotowywane są ze zdrowych, świeżych składników najwyższej jakości oraz starannie dobranych kompozycji przypraw. Specjalnością kuchni są zdrowe dania z woka oraz aromatyczne zupy.  Na uwagę zasługują również nietuzinkowe śniadania ze świeżych produktów. Wśród wielu dań do wyboru są również świeże ryby, owoce morza, różnorodne codzienne wypieki i świeżo wyciskane soki.

Bez względu na porę roku i przychylność aury na przyjezdnych czeka wachlarz propozycji i atrakcji. Obiekt zaprojektowany został tak, aby w pełni wykorzystać atuty położenia na równi z linią brzegową. Dzięki temu większość pokoi ma widok na jezioro. Te z najwyższym standardem mają własny taras z zejściem do wody. Dodatkowo marina jachtowa, prywatna plaża z białym piaskiem oraz taras widokowy na górnym piętrze budynku dopełniają wyjątkowych chwil relaksu.

Nowoczesna szklana architektura łączy drewno i kamień. Betonowe ściany w połączeniu z nowoczesnym designem to zarówno styl nowoczesny, jak i minimalistyczny. Szklana elewacja sprawia wrażenie jakby bryła hotelu wtapiała się w otoczenie. Hotelowe pokoje urządzone są z dużym smakiem i z pewnością zaspokoją gusta wymagających gości. Mają dużą łazienkę i wygodne łóżko. Są przestronne i ergonomiczne zaprojektowane.

Mocnym atutem obiektu jest także basen z widokiem na jezioro (typu infinity edge, tj. ukrytą krawędzią), powodujący złudzenie optyczne, w którym basen wpływa do jeziora. Na uwagę zasługuje również spa – najwyższej jakości kosmetyki cenionych na całym Świecie marek (Natura Bisse, Sothys, SkinCeuticals) oraz wyjątkowe rytuały dostarczają wspaniałych doznań każdemu kto odwiedzi Przystań Spa.

Ponadto hotel zapewnia gościom zaplecze biznesowe w formie profesjonalnie przygotowanych sal konferencyjnych. Większość z widokiem na jezioro. Zróżnicowane wymiary sal pozwalają na organizację zarówno kameralnych wydarzeń w wąskim gronie, jak i dużych konferencji dla kilkuset uczestników. Zaciszna lokalizacja hotelu daje możliwość przeprowadzania spotkań i konferencji w dogodnych warunkach, odcięcia od zgiełku miasta.

Niedawno oddano do użytku multimedialne centrum konferencyjne o powierzchni 600 m2 dla ponad 400 osób. W zależności od charakteru wydarzenia nowa powierzchnia posłużyć może jako w pełni wyposażone centrum konferencyjno-biznesowe, a po dniu wypełnionym pracą zmieni się w miejsce relaksu i rozrywki z odpowiednią aranżacją i sprzętem.

Hotel jest otoczony zielenią, a na spacer brzegiem jeziora można się wybrać specjalnie przygotowaną ścieżką. Zmotoryzowani, którzy będą szukac atrakcji poza hotelem, będą mieć stąd niesamowitą bazę wypadową w wiele fascynujących, mazurskich miejsc.

Przystań Hotel & Spa
Żeglarska 4, 11-041 Olsztyn

hotelprzystan.com

Najnowsze

Test Mercedes-Benz E220d – subtelność w cenie

Jeśli mówimy o luksusie, to w świecie motoryzacyjnym pierwsze skojarzenie jakie przychodzi większości do głowy to marka Mercedes-Benz. Gdy niemiecki producent ogłasza wprowadzenie na rynek nowego modelu, świat wstrzymuje oddech. Co zatem sprawia, że przez wiele lat samochody ze Stuttgartu są synonimem luksusu? Sprawdziliśmy to na podstawie nowej klasy E.

Ostatnia linia stylizacji niemieckich limuzyn bardzo upodobniła do siebie poszczególne modele z gamy. Patrząc z daleka trudno zgadnąć, czy mamy do czynienia z najmniejszą klasą C, czy może z numer większą klasą E. Najłatwiej rozpoznać jest największą klasę S przez liczne chromowane dodatki oraz wyraźnie większe gabaryty. Linia klasy E jest za to bardzo elegancka i spokojna – można zaryzykować stwierdzenie, że ma w sobie pewna subtelność, nieostentacyjny mercedesowy look.

Prawie pięciometrowe nadwozie ma idealne proporcje. Karoseria nieznacznie urosła w stosunku do poprzednika i auto stało się dłuższe o 43 mm. Zwiększony został również rozstaw osi, któremu dodano 65 mm. Zmiany we wnętrzu, jeśli chodzi o przestronność, są praktycznie niezauważalne, ponieważ konstruktorzy spożytkowali tę dodaną przestrzeń na zastosowanie wielowahaczowego zawieszenia. Bagażnik co prawda mieści 540 litrów pakunków, jednak jego dość skomplikowany kształt może trochę utrudnić zapakowanie wszystkich naszych walizek.

Ekskluzywnie i przytulnie
Wewnątrz znalazło się wiele rozwiązań, które przywodzą na myśl klasę S. Z przodu za to miejsca jest więcej niż wystarczająco, a fotele są bardzo obszerne. Wyższe osoby mogą nieco narzekać na małą ilość miejsca nad głową, ale jeśli kierowca nie jest wielkoludem, będzie mu naprawdę wygodnie. Pasażer z boku również nie będzie mieć powodów do narzekań – z tej perspektywy jest tu naprawdę premium. Krzywizna deski rozdzielczej i jej stopniowana konstrukcja daje poczucie dodatkowej przestrzeni,  a zastosowane wokół materiały wykończeniowe są bardzo dobrej jakości. Wszechobecna skóra jest miękka i miła w dotyku. Największe obawy mogłyby wzbudzać plastiki w drzwiach, które w dzisiejszych czasach traktowane są po macoszemu, ale producent na szczęście nie oszczędza na jakości. Wszystkie faktury, które nas otaczają są przyjemne, dokładnie takie, jakich oczekujemy od samochodu tej klasy.

Zestaw wskaźników to już prawdziwy XXI wiek. Skojarzenie z flagową limuzyną marki jest oczywiste. Przed oczami kierowcy znajdują się dwa duże w pełni cyfrowe wyświetlacze osłonięte gładką szybą. Są one elementem systemu Command Online. Trochę brakuje tu klasycznych zegarów, ale na szczęście „tablet” jest opcją i bardziej konserwatywni klienci mogą z niego zrezygnować na rzecz tradycyjnych wskaźników. Z drugiej jednak strony dwa ekrany tworzą jedną całość i dobrze wkomponowują się w elegancki wystrój wnętrza. Dodatkowo układ „zegarów” możemy indywidualizować, nie mówiąc już o możliwości wyświetlania wielu przydatnych informacji, jak choćby mapy nawigacji.

Nowatorskim rozwiązaniem jest sterowanie menu. O ile touchpad na konsoli między fotelami jest już powszechnie stosowanym rozwiązaniem, o tyle zastosowanie tej opcji na kole kierownicy sprawia, że zamiast wciskać poszczególne przyciski zaczynamy głaskać nasze auto. Doznanie przyjemnie i dość osobliwe… Z tyłu miejsca również nie powinno brakować. Problem może jedynie wystąpić, gdy zechcemy wsunąć stopy pod przedni fotel, a ten znajduje się w swoim najniższym położeniu. Narzekać może również osoba siedząca na środkowym miejscu, gdy przewozimy z tyłu trzech pasażerów, bo wysoki tunel biegnący środkiem wnętrza skutecznie ograniczy miejsce na nogi. Jednak jedynym „zgrzytem”, niepodlegającym dyskusji – jeśli chodzi o wykończenie samochodu – jest lakierowany plastik udający drewno. On tu zwyczajnie nie pasuje. Lepiej zdecydować się na drewno lub aluminium.  

Dystyngowanie…
Egzemplarz testowy wyposażony został w dwulitrową jednostkę wysokoprężną o mocy 194 koni mechanicznych. Silnik to zupełnie nowa konstrukcja Mercedesa, która stworzona została, aby sprostać najwyższym normom emisji spalin , które obowiązywać będą dopiero za kilka lat. Wnętrze jest perfekcyjnie odseparowane od silnika, więc go praktycznie nie słychać. 9-stopniowa, automatyczna skrzynia biegów zmienia poszczególne przełożenia niezauważalnie i jest to absolutna ekstraklasa w tej dziedzinie.

W dynamicznym rozpędzaniu dużego przecież samochodu pomaga wysoki moment obrotowy 400 Nm, który dostępny jest już od najniższych obrotów. Ta kombinacja mocy, momentu oraz fantastycznej skrzyni powoduje, że klasa E przyspiesza do pierwszej setki w niewiele ponad 7 sekund. Nie bez znaczenia jest również stosunkowo niewielka masa Mercedesa –  1680 kilogramów. Jednostka napędowa bardzo dobrze radzi sobie również w kwestii elastyczności, ale mocne przyspieszenia odczuwać będziemy jedynie po przełączeniu układu w tryb Sport. Dopiero wtedy samochód naprawdę nabiera wigoru i staje się dynamiczny. Standardowa pozycja przypadnie do gustu użytkownikom, którzy oczekują od samochodu luksusu, komfortu oraz izolacji od świata zewnętrznego. Spokojna podróż nie jest jednak pozbawiona sensu, bo nowoczesny silnik oraz bardzo niski współczynnik oporu powietrza Cx26 pozwalają według producenta uzyskać wynik zuzycia poniżej 4 litrów na każde 100 kilometrów. Rzeczywistość jest nieco mniej kolorowa, ale średni wynik na poziomie 5 – 6 litrów i tak jest godny pochwały.

Słowa uznania należą się również inżynierom odpowiedzialnym za nastawy zawieszenia. Adaptacyjne, pneumatyczne zawieszenie to prawdziwe mistrzostwo w dziedzinie komfortu. Klasa E po prostu płynie po drodze i nie jest to tylko oklepany slogan. Niedowiarków zapraszamy na jazdy testowe do dilerów marki. Komfort jaki uzyskano w tym samochodzie jest wzorem do naśladowania. Samochód naszpikowany jest elektroniką, a systemy wspomagające jazdę autonomiczną, to prawdziwy pokaz możliwości producenta. Na niemieckim rynku aktywne są takie opcje jak samodzielna zmiana pasa ruchu, czy sterowanie parkowaniem za pomocą smartfona. Niestety ze względu na regulacje prawne, te opcje są w Polsce wyłączone. Kamery i radary dookoła samochodu, wspomagane przez czujniki parkowania skutecznie monitorują obszar wokół auta, zapewniając kierowcy poczucie pełnej kontroli nad maszyną przy ciasnych manerwach.

Czyli jaki?
Podsumowując, Mercedes klasą E znów pokazał, że jeśli chcemy poznać motoryzację, jaka otaczać nas będzie za kilka lat, musimy patrzeć w gwiazdy, trójramienne gwiazdy. Zaawansowana technologia, systemy jazdy autonomicznej, niezrównany komfort resorowania oraz oszczędny silnik to połączenie, na które skusi się na pewno wielu klientów, a fani marki będą mieli kolejny dowód utwierdzający ich w przekonaniu, że wierność swoim ideałom popłaca.

NA TAK:
– luksusowe wnętrze;
– zaawansowana technologia;
– wyciszenie wnętrza;
– dynamiczny i oszczędny silnik.

NA NIE:
– plastikowe wykończenie deski rozdzielczej;
– ilość miejsca na stopy na tylnej kanapie;
– nieregularny kształt bagażnika.

Dane techniczne Mercedes E Klasa 220d

Silnik:

Wysokoprężny R4 – doładowany

Pojemność skokowa:

1950 cm3

Moc:

194 KM przy 3800 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

400 Nm przy 1600 – 2800 obr./min

Skrzynia biegów:

automatyczna, 9 biegów – 9G-Tronic

Prędkość maksymalna:

240 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

7,3s

Długość/szerokość/wysokość:

4923/1852/1468 mm

Najnowsze

Lakier nie tylko do paznokci od Renault

Renault wprowadza na rynek lakier do paznokci, którym można również zamaskować drobne, codzienne zarysowania na karoserii. Cztery kolory lakieru są dopasowane do gamy kolorystycznej modelu Twingo.

Twingo to prawdziwie miejskie auto – ciekawy wybór kobiet, które podążają za trendami w modzie i dbają o swój styl. To właśnie dla nich, marka Renault zastosowała filozofię Twingo w damskim dodatku do życia codziennego. „Renault Touch” dopełnia stylu i czyni łatwiejszym życie właścicieli aut.

Więcej o samochodowych i motocyklowych lakierach do paznokci przeczytasz na kasiafrendl.pl

Renault we współpracy z producentem kosmetyków De Blangy proponują oryginalny dodatek: Twingo Nail Polish. To lakier do paznokci dostępny w kolorach karoserii Twingo, czyli niebieskim pastelowym, czerwonym Flamme, czarnym Etoile i żółtym Eclair. Lakier pozwoli użytkowniczkom Twingo dopasować kolor paznokci do karoserii ich samochodu.

Podczas miejskich wyścigów z przeszkodami okazji do zarysowania lakieru samochodowego nie brakuje: rowery, skutery, wózki sklepowe oraz mistrzowie parkowania… Trudno jest zachować oryginalny blask lakieru, bez zarysowań. Na szczęście ten oryginalny lakier jest również podręcznym korektorem do maskowania rys na karoserii!!! Wystarczy kilka pociągnięć pędzelkiem i po rysie nie zostanie nawet najmniejszy ślad.

Twingo Nail Polish, to niewielki dodatek, z łatwością znajdzie miejsce w każdej damskiej torebce. Lakier do paznokci Twingo Nail Polish jest dostępny w sklepie internetowym Atelier Renault (http://shop.atelier.renault.com/fr/) w cenie 8,90 euro.

Najnowsze

Edyta Klim

Chorwacja – raj dla motocyklistów

Kręte, gładkie drogi przez góry, lasy i przy samiutkim Adriatyku – tym właśnie motocyklistów przyciąga Chorwacja.

Do Chorwacji wybraliśmy się dwoma motocyklami na początku czerwca i myślę, że to pora na taki wypad optymalna, podobnie jak wrzesień. Po pierwsze jest tam wtedy gorąco, ale nie upalnie (mieliśmy temperatury w okolicy 27 stopni). Po drugie nie ma jeszcze natłoku turystów na plażach i w każdym, turystycznie atrakcyjnym miejscu, a co za tym idzie – natrętnych sprzedawców i naganiaczy noclegowych. Po trzecie, na drogach jest luźniej, dzięki czemu można się cieszyć serpentynami, pokonywanymi we własnym tempie, a nie narzuconym przez sznur samochodów (kręte drogi skutecznie utrudniają wyprzedzanie).

Sam dojazd do Chorwacji jest świetną przygodą, gdy zdecydujemy się na pominięcie dróg płatnych. W Czechach możemy liczyć na ładne i kręte asfalty, a w Austrii – Neuwaldegger i Tullner to trasy, z których szczytu rozpościerała się piękna panorama na góry i Wiedeń. Szerokie, gładkie i kręte drogi o małym natężeniu ruchu – sama radość z jazdy motocyklem.

Wjechaliśmy do Chorwacji świetną drogą 35, jednak dopiero droga 23 była genialna! Kręta, równa, pełna podjazdów i zjazdów, otoczona cudnymi widokami. Na szczycie zatrzymaliśmy się na pauzę koło małego źródełka, skąd wielu kierowców czerpało wodę do picia. Przed nami było wciąż mnóstwo zakrętów i wiele opatrzonym moim ulubionym znakiem ostrzegawczym – „Serpentina”.

W połowie pokonywania kolejnej serpentyny, otworzyła się przede mną cudna panorama na Adriatyk, który zobaczyć mogłam pierwszy raz w życiu. Zaczęłam krzyczeć w kasku z radości i serce mało mi nie pękło, że nie mam gdzie się tam zatrzymać. Na szczęście udało się zawrócić, a jadąc pod górę jest tam mała zatoczka widokowa i mogliśmy zrobić sobie pierwsze zdjęcia z chorwackim wybrzeżem.

Oczywiście po dojechaniu do słynnej drogi numer 8, zwanej „Jadranką”, zachwyt nad podobnymi widokami był już nieustający! Droga wiedzie wzdłuż linii brzegowej Chorwacji, a my włączyliśmy się tam na wysokości miejscowości Senj. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie bezludne, skalne wyspy na tle bezkresu Adriatyku. Im niżej zjeżdżaliśmy, tym więcej wybrzeży i wysp było już zamieszkałych.

Ta droga jest przepiękna nie tylko ze względu na widoki, ale i ilość zakrętów. Można nimi jechać do znudzenia, jeden zakręt w prawo wewnątrz lądu i zaraz w lewo na zewnątrz, na zmianę, wciąż i wciąż… A prawej stronie Adriatyk, a czasem wielkie przepaście. Mój współtowarzysz podróży się śmiał, że zawsze jadę bliżej środka jezdni zakręty w lewo i widać to było nawet po śladach na tylnej oponie Yamahy. Robiłam to jakoś odruchowo, broniąc się przed zbliżaniem się do tej bezkresnej przestrzeni.

Początkowo zatrzymywaliśmy się co chwilę, żeby robić zdjęcia, a potem już się nieco z tym pięknem oswoiliśmy i zatrzymywaliśmy się w miejscach wybitnie robiących wrażenie. Z czasem jednak było ich też mniej – ta górna część drogi 8 z Senj pozostała najcudowniejszym fragmentem naszej podróży. A droga 8 nie zawsze idzie wzdłuż wybrzeża i na chwilę znaleźliśmy się też w pięknych górach. Normalnie jakby ktoś je wyłożył równym zielonym dywanem.

Także, gdy zdecydujecie się na zjazd z ósemki w głąb lądu – to prawie zawsze traficie na górskie, wąskie i kręte drogi. Nas pod Zadarem złapał taki właśnie, przymusowy objazd z cudnymi górami w tle.

Drogi są tutaj w dobrym stanie, ale w co niektórych miastach jest taki jasny asfalt z dużą ilością kamyczków, jednak nie szorstki a bardzo śliski, jak lód! W czasie zatrzymania, stopy same nam odjeżdżały, więc nauczyliśmy się go odróżniać i wiedzieliśmy już, że trzeba zachować na nim ostrożność. W upale niebezpieczne też były takie łączenia pęknięć czarnym asfaltem. Po nagrzaniu asfaltu, najazd na tą linię powodował uślizg koła, profilaktycznie wszystkie więc omijaliśmy.

Chorwacja to też klimatowe miasteczka, wąskie, wilgotne uliczki i stare budownictwo. To nas urzekło w miasteczku Trogir, w którym zostaliśmy najdłużej. Odwiedziliśmy też historyczną część Splitu, Omis i Szybenik. Nasza wycieczka była szybka i objazdowa, ale warto zaplanować sobie także nieco więcej czasu na zwiedzanie.

Z Chorwacji wracaliśmy trasą nr 1, która też jest kręta, jednak zakręty te mają zawsze bardzo bezpieczny profil i nawet takie na 180 stopni, poprowadzone są na tak dużej powierzchni, że można śmiało i szybko je przejechać. To dawna, główna droga w Chorwacji, więc musiała być bezpieczniejsza, niż pozostałe i mieć dobrą nawierzchnię. Okolice jej są mocno teraz wyludnione, dużo walących się chałup i ruin, mało handlu i bardzo mało stacji benzynowych (warto o tym pamiętać i zatankować na początku!).

Widoki nie są tak powalające jak przy wybrzeżu, ale góry wzdłuż trasy i ciągnące się przez kilkanaście kilometrów jezioro, też zrobiły na nas wrażenie. Skręciliśmy w pierwszą drogę, która prowadziła w stronę jeziora i był to świetny pomysł, bo potem między wodą a drogą wyrosła wielka skarpa, i zjazdów do niej już nie było. Po chwili skończył nam się asfalt i lekkim szuterkiem dotarliśmy do przecudnego miejsca. Krystalicznie czystego jeziora, otoczonego górami, cichego i odludnego. 

Na koniec naszego wyjazdu odwiedziliśmy jeszcze Park Narodowy Jezior Plitwickich, który robi wielkie wrażenie, jest tam idealnie czysto, żadnych śmieci i zanieczyszczeń – woda krystaliczna! Natura w czystej postaci, a wśród niej drewniane deptaki, głównie bez barierek, którymi podążają turyści. Park składa się z kilku jezior położonych piętrowo, dzięki czemu woda przemieszcza się z najwyższego jeziora do niższych, tworząc bajeczne wodospady w skałach, kępach traw, a nawet na całej powierzchni lasu. Woda zmieniała swój kolor, ryby pływają blisko kładek, a wszystko, nawet na dnie – jest doskonale widoczne. Tutaj główną atrakcją są po prostu cuda natury!

Podczas swojego wyjazdu korzystaliśmy głównie z pól namiotowych. Witał nas i żegnał Camp Zagreb – całkiem przyjemne i czyste pole namiotowe z restauracją, położone nad jeziorkiem. Kolejne pole namiotowe Ninska Laguna w Nin było dość tanie, ale nie oferowało dobrych warunków, prysznice działały tylko na monety i to niezbyt sprawnie – od lat nie było tam żadnego remontu. Kolejne dwa pola namiotowe możemy polecić, a to Camping Rozac – czysty, zadbany, z dużą ilością kabin prysznicowych, otoczony z jednej strony plażą, a z drugiej zatoczką oraz malutki Autocamp Krvavica, położony blisko plaży i mariny. Całe pole jest podzielone na piętrowe placyki, rozdzielone kamiennymi murkami, a na każdym stolik i dwa krzesła. Łazienki nie za wielkie, ale czyste. Jest ogólnie na tym polu, jakiś taki sympatyczny klimat, że tylko tam mieliśmy ochotę zostać dłużej. Zrezygnowaliśmy natomiast z pola Basko Polje, bo mimo ładnej plaży, nie przekonało nas swoim położeniem i warunkami. Jeżeli chodzi o nocleg pod Plitwickimi Jeziorami z możliwością zostawienia bagażu – to sprawdziliśmy i polecamy Guesthouse Pavlicic (miejscowość Dreznik Grad).

 

Swoją wycieczkę postanowiliśmy zwieńczyć wizytą nad Balatonem. Jeżeli interesuje Was ten kierunek – to dokładną relację z tej wycieczki, dzień po dniu, znajdziecie na moim blogu: www.pamietnik-motocyklistki.pl .

 

 

Partnerzy wycieczki

Serdecznie dziękuję partnerom mojej wycieczki za zapewnienie pełnego komfortu w podróży! Yamaha Motor oraz dealerowi marki Motorland z Wrocławia za udostępnienie i przygotowanie do wyjazdu nowego motocykla MT-07, który zdobył moje serce swoją zwinnością i lekkością na krętych drogach. Test tutaj: https://www.motocaina.pl/artykul/plusy-i-minusy-podrozowania-motocyklem-typu-naked-test-yamahy-mt-07-23565.html

Modece Polska i wrocławskiemu salonowi marki za profesjonalną odzież: komplet Belastar i rękawice Air Ride, dzięki którym czułam się bezpiecznie i miałam pełen komfort termiczny w zróżnicowanych temperaturach. 

Testy tutaj: https://www.motocaina.pl/artykul/modeka-belastar-lady-test-damskiej-odziezy-motocyklowej-23612.html

https://www.motocaina.pl/artykul/modeka-air-ride-test-letnich-rekawic-motocyklowych-23650.html

Inter Motors i oddziałowi Inter Motors Dolny Śląsk za pełne wyposażenie do przewożenia bagażu: wygodne, trwałe i praktyczne sakwy boczne Oxford X50 i główna RT60. Test tutaj: https://www.motocaina.pl/artykul/test-torby-oxford-rt60-oraz-sakw-bocznych-oxford-x50-23669.html

Fuchs Silkolene za zestaw produktów do dbania o motocykl w podróży, z czego praktycznie codziennie korzystaliśmy z profesjonalnego spayu do łańcucha oraz podkładek pod stopkę motocykla.

Motocainie za olbrzymie wsparcie w przygotowaniach do wyjazdu i patronat medialny oraz bikesearch.pl za pomoc w przygotowaniach do wyjazdu. 
Dzięki Wam spełniło się moje marzenie, pokonałam swoje ograniczenia zdrowotne i świat zachwycił mnie swoim pięknem. To była cudowna przygoda, dziękuję!

 

Najnowsze