Joanna Szymków-Matuszewska

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X – diabeł tkwi w szczegółach

Myśląc o trendach w modzie, śmiało mogę powiedzieć, że najbardziej przemawia do mnie klasyka i minimalizm, bo za tym najczęściej idzie elegancja. Szczegóły zawarte w dodatkach, które dopełniają całość, ale nie skupiają na sobie całej uwagi. Jednak daleka jestem od bezosobowych uniformów, bardziej stawiam na delikatnie podkreśloną kobiecość, która przyciąga uwagę, ale nie zakłóca eleganckiej formy.

Taka właśnie jest nowa Mazda 3 w nadwoziu sedan, którą miałyśmy okazję testować ostatnio. Swoją elegancką linią przyciąga wzrok przechodniów, ale i samego kierowcy, który za każdym razem zbliżając się do niej, nabiera od razu więcej pewności siebie i zaczyna się czuć kimś wyjątkowym. 

Delikatne przełamania linii nadwozia podkreśla niesamowity lakier Soul Red Crystal, który odbija drobinki światła, dając w rezultacie niebagatelny efekt. Śmiało mogę powiedzieć, że ten kolor lakieru najlepiej wydobywa urodę nowej trójki. 

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Eleganckiej linii drapieżnego pazura dodaje z kolei mocno zarysowany przedni grill z lakierowanym wykończeniem Piano Black i przednie matrycowe reflektory diodowe w formie wąskich łezek poprowadzonych pod skosem w górę, w kierunku nadkola. Nie można odmówić charakteru temu zestawieniu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że z boku linia nadwozia nowej Mazdy 3 Sedan może przywodzić na myśl skojarzenie z Maserati Ghibli.

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Jak widzicie już po samym wstępie – nowa Mazda 3 pod względem estetycznym jest naprawdę świetnie dopracowana. W tym z kolei ogromna zasługa japońskich mistrzów Takumi, którzy własnymi rękoma stworzyli z gliny bryłę nadwozia z nieosiągalną dla najnowocześniejszej technologii intuicją i precyzją. Następnie model ten został zeskanowany, przeniesiony na obraz cyfrowy i poddany dalszej projektowej obróbce, odpowiadającej najnowszemu nurtowi filozofii projektowej Mazdy  – KODO Dusza Ruchu, która została stworzona tak, aby bryła nadwozia sprawiała wrażenie, że jest w ruchu, nawet gdy się nie porusza. U podstaw tej filozofii leży przede wszystkim wykorzystanie światła i cienia.

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Gdy już zasiądziemy za kierownicą przywita nas minimalizm, ale w tym dobrym znaczeniu. Nie znajdziemy we wnętrzu Mazdy 3 przepychu, ale nie znajdziemy też surowości znanej nam z innych japońskich samochodów. Znajdziemy za to wnętrze w pełni przemyślane pod względem ergonomicznym i dopracowane w każdym detalu pod względem estetycznym. Za każdym razem przebywając wewnątrz nowej trójki, czułam się jak dama, nawet gdy akurat jechałam nią w sportowych butach i dziurawych jeansach.

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Testowany przez nas model Mazdy 3 posiadał wersję wyposażeniową Enso ze skórzaną tapicerką w kolorze pure white. I mówiąc szczerze nie wyobrażam sobie, aby to wnętrze miało być ciemne. Właśnie te białe, skórzane wstawki, poprowadzone przez całą szerokość deski rozdzielczej, przechodzące następnie na drzwi, wprowadzają do wnętrza nowej Mazdy 3 świeżość i elegancję. Połączenie materiałów miękkich z czarnymi, twardymi elementami deski, dodatkowo uzupełnia aluminiowa listwa ozdobna, przechodząca w pokrętła do ustawienia temperatury i oplatająca wloty powietrza. Nawet kształt klamek jest oryginalny i dopracowany tak, że idealnie współgra z całością. Do tego duża, wielofunkcyjna kierownica z nienachalnymi przyciskami w niej umieszczonymi, jeden duży joystick umieszczony na konsoli środkowej, służący do obsługi komputera pokładowego, otoczony zaledwie kilkoma przyciskami i bezramkowe lusterko wsteczne – w tym wnętrzu nie ma przypadku i nie ma zbędnych udziwnień. To wnętrze to klasa sama w sobie. 

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Samochód to nie tylko wygląd, to przede wszystkim właściwości jezdne i parametry.
I tu Mazda ponownie zaskakuje, stawiając na całkowicie nowe rozwiązanie technologiczne, a więc silnik SkyActiv-X z systemem zapłonu samoczynnego sterowanego iskrą (SPCCI). Rozwiązanie to ma na celu dostarczenie szerokiego zakresu użytecznych obrotów i zapewnienie wysokiego momentu obrotowego, a przy jednoczesnym wsparciu technologią Mild Hybrid, ma zwiększyć oszczędność paliwa i zmniejszyć emisję CO2. Silnik elektryczny w tym przypadku służy przede wszystkim do zasilania elektrycznych urządzeń pokładowych, a silnik spalinowy jest wspierany przez baterię jedynie przy ruszaniu lub jego wytężonej pracy. A jak to wszystko się sprawdza w praktyce? Ano tak, że faktycznie przez cały okres naszego testu, spalanie średnie w cyklu miejskim nie przekroczyło 7,1 litrów/100 kilometrów. Mając na względzie, iż nową Mazdę 3 napędza dwulitrowy silnik o mocy 180 KM, wynik ten jest bardziej niż pozytywny. Pod tym względem więc założenie producentów zostało wypełnione. 

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Nowa Mazda 3 prowadzi się bardzo przyjemnie.
Zaczynając od samej pozycji za kierownicą, odpowiednio miękkich foteli, komfortowego ułożenia drążka skrzyni biegów i wszystkich potrzebnych pokręteł i przycisków, po precyzję w prowadzeniu tego samochodu. Nowa trójka jest posłuszna i pomimo swojej wagi – 1320 kg! – zakręty pokonuje żwawo i pokornie reaguje na ruchy kierownicy. 

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Z pewnością zaskoczy nas twardy hamulec o dużej efektywności, stosowany zazwyczaj w samochodach sportowych. Biegi w sześciostopniowej, manualnej skrzyni, wchodzą miękko i precyzyjnie. Generalnie trzeba przyznać, że pomimo wzrostu gabarytów nowej „trójki”, auto nadal porusza się lekko i nie odczuwamy, że wóz wydłużył się w stosunku do swojej poprzedniczki. Zdecydowanie prowadzenie daje bardzo dużą przyjemność, a co najważniejsze w nowej Mazdzie 3 czujemy się bezpiecznie i komfortowo. 

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Jednak innowacyjna technologia silnika SkyActiv-X nie porwie nas dynamiką ani elastycznością. Pomimo zapewnień producenta, silnik ten ma nadal charakterystykę silnika wolnossącego i trzeba go kręcić wysoko, aby wycisnąć z niego jak najwięcej. O ile w codziennym użytkowaniu miejskim nie przeszkadza to aż tak bardzo, to w momencie, gdy wyjedziemy poza miasto, trzeba sobie przypomnieć styl jazdy sprzed ery downsizingu i dokładanych wszędzie turbosprężarek i to najlepiej zanim zaczniemy wyprzedzać. Czy to przeszkadza? W pierwszym momencie bardzo. Przyzwyczajenie odgrywa jednak sporą rolę i nie da się ukryć, że coraz częściej wciskając pedał gazu oczekujemy jak najszybszej reakcji. Ale potem zaczynasz się zastanawiać i dochodzisz do wniosku, że ten samochód stworzony jest do dostojnego przemieszczania się, a nie do dzikiego szaleństwa. To samochód z klasą i z taką samą klasą ma się poruszać. Gdy ma się ten aspekt z tyłu głowy, to nawet ciężko zaliczyć brak dynamiki na minus.

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

Czy ten samochód wystarczy na jedyny samochód w domu?
Jak najbardziej. Nową Mazdą 3 w Sedanie możemy sprawnie poruszać się po mieście, ale możemy też zapakować rodzinę w 450-cio litrowy bagażnik i wyjechać na wakacje. No może bez małych dzieci, bo z wózkiem może być ciężko. 

Ile więc kosztuje ta doza elegancji i przyjemności?
Nasz model testowy to koszt 136.000,00 zł. Jest to najwyższa wersja wyposażeniowa i też z najdroższym lakierem. Tak, za tę fantastyczną czerwień pasującą do każdej sukienki, jak czerwień damskich paznokci, dopłacić musimy aż 4.100,00 zł! Nie jest to mało, ale efekt jest bezcenny.  W przypadku gdy manualna skrzynia nie jest preferowaną przez Was opcją, możliwy jest zakup nowej Mazdy 3 zespolonej z automatyczną skrzynią biegów, jednak taka wersja to kolejne 8.000,00 zł. Jak na samochód z segmentu C aspirujący do bycia samochodem marki premium, jest to cena akceptowalna. Szczególnie gdy uświadomimy sobie, że nacisk na detale projektantów nowej Mazdy 3 widać nawet w takich prozaicznych rzeczach, jak spryskiwacze przedniej szyby. Aby nie zakłócać naszej widoczności podczas prowadzenia, jak i poczucia estetyki, dysze spryskiwaczy zostały umieszczone bezpośrednio w wycieraczkach. 

Test Mazda 3 Sedan 2.0 180 KM SkyActiv-X

I to jest to, co podoba mi się w tym samochodzie najbardziej – nowa Mazda 3 nie jest dziełem przypadku. Jest przemyślana i dopracowana w każdym calu, a dzięki klasycznej sylwetce, jej wygląd będzie zachwycał przez długie dekady. 

Na plus:
+ linia nadwozia i design wnętrza 
+ bardzo niskie spalanie
+ spryskiwacze w wycieraczkach

Na minus:
– charakterystyka silnika
– obraz nawigacji 

Najnowsze

Wychyl się całym tułowiem z auta podczas jazdy po zakrętach – co może pójść nie tak?

Szybka jazda samochodem jest dla ciebie zbyt mało ekscytująca? Oto jeden z przykładów ludzi, którzy chcieli trochę podkręcić sobie emocje.

Widzieliśmy już kilka głupich i niebezpiecznych wyczynów, jak na przykład jazda na masce auta, zasłaniając kierowcy widoczność. Albo dwie dziewczyny, które podczas jazdy na autostradzie stanęły w aucie, korzystając z otwieranego dachu, i robiły sobie selfie.

Tym razem miłośnicy mocnych wrażeń, postanowili opuścić szyby w aucie i wychylić się z niego całym tułowiem. Podczas szybkiej jazdy krętą drogą. Co takiego mogło się stać?

Zapewne domyślacie się, jak skończyła się ta „zabawa”, a potwierdzenie swoich przypuszczeń znajdziecie poniżej.

Najnowsze

Elektryczny Passat B5 – szacunek ekologów i zazdrość sąsiada w jednym

Konwersje samochodów spalinowych na elektryczne nie są niczym nowym. Dla jednych jest to nowoczesny sposób cieszenia się klasykami, dla innych przyjemność z jazdy elektrykiem, za znacznie mniejsze pieniądze, niż trzeba zapłacić w salonie. Ta przeróbka Passata nie spełnia żadnego z tych wymogów.

Widoczny na nagraniu Passat zaczął życie w 2001 roku jako wersja V6 z automatyczną skrzynią biegów i był chyba jednym z ostatnich egzemplarzy sprzed modernizacji, która miała miejsce w tym samym roku. Obecny właściciel kupił to auto w roku 2008, z zamiarem przerobienia go na elektryka. Samochód miał wytarty wałek rozrządu, co jest kosztowną awarią i pozwoliło nabyć Passata za korzystną cenę.

Elektryki są bardziej czyste od aut spalinowych? Ujawniamy prawdę

Zakres zmian i modyfikacji, jakie zaszły w tym aucie, jest naprawdę duży i pokazuje, że choć pojazdy elektryczne są mniej skomplikowane od spalinowych, nie znaczy to bynajmniej, że mają prostą konstrukcję. O czym można przekonać się już na początku nagrania, kiedy mamy okazję zaglądnąć do bagażnika. To co tam się znajduje wygląda trochę jak wnętrze jakiegoś przemysłowego komputera sprzed lat. Właściciel umieścił tu inwerter oraz wszystkie komponenty systemu zarządzającego działaniem baterii oraz ich ładowaniem. Możecie się zastanawiać dlaczego tak wiele kabli oraz innych wrażliwych elementów znajduje się na wierzchu, a nie jest ukryte za żadnymi obudowami. Czy na przykład przewożone bagaże nie uszkodzą tu niczego?

Jak tłumaczy właściciel, nie ma takiej obawy. Pokładowa ładowarka chłodzona jest powietrzem przesyłanym z prawej strony burty bagażnika (zasysane jest do auta od dołu), a gorące powietrze wydmuchuje widoczny obok czerwonego wyświetlacza wentylator. Kiedy w bagażniku zrobi się zbyt ciepło, aktywują się dwa wentylatory, umieszczone w klapie bagażnika, które wydmuchują powietrze na zewnątrz, wylotami za tablicą rejestracyjną. Innymi słowy, w bagażniku nie powinno się niczego wozić, a próba ładowania auta z walizką w kufrze, może skończyć się źle.

Nowy standard ładowania elektryków pozwoli na korzystanie z mocy ponad 500 kW!

Nie zaskoczymy was mówiąc, że Passat B5 nie był projektowany jako samochód na prąd i trzeba było jakoś rozwiązać kwestię rozmieszczenia baterii. Znajdziemy je zgrupowane w trzech miejscach – pod podłogą bagażnika, w miejscu na bak oraz pod maską. Ich łączna pojemność to 33 kWh, a więc mniej, niż w Volkswagenie e-up! Trzeba oddać honor Volkswagenowi, że upakował 36,8 kWh do tak małego autka i nie zajmuje ona ani bagażnika, ani komory silnika. W przypadku Passata konieczne było zastosowanie wzmocnionego zawieszenia z tyłu, żeby wytrzymało dodatkowe 230 kg obciążenia. Całe auto jest jednak tylko 45 kg cięższe od wersji fabrycznej (około 1680 kg) i ma idealny rozkład masy.

Elektryczny Passat B5 napędzany jest silnikiem Siemensa, rozwijającym 122 KM i umieszczonym z przodu, pod bateriami. Właściciel nie podaje żadnych danych dotyczących osiągów, ale zachwyca się wysokim momentem obrotowym. Maksymalna prędkość, jaką osiągnął, to 169 km/h. Natomiast zasięg na jednym ładowaniu szacuje na 160 km, ale stara się jeździć najwyżej około 110 km.

Nie ukrywamy, że jesteśmy pod dużym wrażeniem tego samochodu, ponieważ właściciel samodzielnie dokonał przeróbki, co zajęło mu 500 roboczogodzin. Auto zrobiło też wrażenie na przedstawicielach Tesli, którzy po obejrzeniu półgodzinnej prezentacji tego pojazdu, zatrudnili właściciela na stanowisku inżyniera w zespole odpowiedzialnym za opracowanie osprzętu do silników (było to w 2011 roku). Niemniej oglądając to wideo, nie możemy oprzeć się wrażeniu, że wiele rzeczy zostało tu wykonanych na zasadzie tak zwanych „patentów”, żeby nie powiedzieć „na sztukę”. Wystarczy zaglądnąć do środka, gdzie zamiast wykorzystać istniejące wskaźniki do przekazywania parametrów pracy układu napędowego, właściciel doczepił tu i tam odpowiednie zegary. Albo klimatyzacja – wygląda na manualną ale fabrycznymi przełącznikami ją tylko aktywujemy. Dokładne ustawienia wybiera się za pomocą pilota od klimatyzacji „domowej”, więc pewnie cała jednostka to zaadaptowany klimatyzator stacjonarny (dzięki czemu działa na prąd). A co powiecie na wspomaganie hydrauliczne, zapożyczone z Renault Kangoo?

Tesla ponownie zrewolucjonizuje auta elektryczne? Wkrótce pokaże „superbaterie”

Największym hitem jest jednak przekładnia. Przypominamy, że auto fabrycznie miało skrzynię automatyczną. Przy okazji konwersji na elektryka właściciel zmienił ją na… manualną. I całe lata jeździł tylko na drugim biegu. Przełożenia może zmieniać, ale w tym celu opracował system automatycznego wyrównywania obrotów. Jak można zobaczyć pod koniec nagrania, działa on bardzo sprawnie. Wrzucamy luz, czekamy około trzy sekundy i już możemy wrzucać trójkę. To się nazywa szybka zmiana biegów.

A ile kosztuje przyjemność z jazdy elektrycznym Passatem B5? Koszt części wyniósł 25 tys. dolarów, czyli nieco ponad 100 tys. zł. Za mały silnik i słabą baterię! Pamiętajcie, że nie mówimy tu o koszcie konwersji, ponieważ właściciel wykonał ją samodzielnie. Zdajemy sobie sprawę, że kiedy auto było przerabiane, elektryczna motoryzacja dopiero zaczynała się rozkręcać, ale doliczając do tej kwoty koszty robocizny, moglibyśmy kupić teraz nowego e-Golfa. W tym kontekście perspektywa jazdy 20-letnim Passatem bez bagażnika, za to ze śmiesznym zasięgiem i pełnym domowych „patentów” nie wydaje się nam kusząca. Mimo to jego właściciel przejechał nim bez większych problemów 145 tys. km, co pokazuje, że doskonale zna się na swoim fachu. Ale jakoś nas nie dziwi, że obecnie jeździ Teslą (Model 3).

Najnowsze

Stworzyli nowe baterie – tańsze i 8 razy bardziej wydajne!

To już kolejna zapowiedź stworzenia nowego rodzaju akumulatorów, dzięki którym pojazdy elektryczne zaoferują ogromny zasięg i będą się błyskawicznie ładowały. Na ile taka perspektywa jest realna?

Tak po prawdzie, to technologia wcale nie jest nowa, ponieważ mowa tu o bateriach litowo-siarkowych. Ich przewaga nad obecnie wykorzystywanymi litowo-jonowymi jest znana od lat, ale pomimo oferowania znacznie większej gęstości (a co za tym idzie pojemności), sprawiają wiele problemów. Naukowcy wspominają tu między innymi o dendrycznym wzroście litu na katodzie (krystalizowanie się litu na elektrodzie ujemnej) oraz o wyciekaniu polisiarczków i ich redukcji do krótkołańcuchowych polisiarczków. Efektem jest bardzo krótka żywotność ogniw i brak możliwości szybkiego ich ładowania.

Tesla ponownie zrewolucjonizuje auta elektryczne? Wkrótce pokaże „superbaterie”

Rozwiązanie tych problemów ogłosiła firma Brighsun, której litowo-siarkowa bateria ma rozwiązać wszystkie niedogodności związane z pojazdami elektrycznymi. Według jej przedstawicieli, nowe akumulatory zapewniają od 5 do 8 razy większą gęstość, a co za tym idzie większy zasięg. Pomyślcie o samochodzie, który na jednym ładowaniu przejedzie 2000 km. Co więcej taka bateria ma żywotność większą, od samochodu – podczas testu, w którym ogniwa były na zmianę ładowane do pełna i zupełnie rozładowywane (w ciągu zaledwie 30 minut), po 1700 takich cyklach nadal zachowały 91 procent swojej pojemności! Z prostego rachunku daje nam to przebieg rzędu 3,4 mln km.

Elektryki są bardziej czyste od aut spalinowych? Ujawniamy prawdę

Nowe baterie stanowiłyby prawdziwy przełom nie tylko w motoryzacji. Wyobraźcie sobie, że po 10-minutowym ładowaniu swojego smartfona, możecie korzystać z niego przez tydzień. Tak wydajne akumulatory mogą odmienić nasze codzienne życie.

Jakby dobrych wiadomości było mało, surowce potrzebne do produkcji takich ogniw są dostępne w ogromnych ilościach (eksperci z Brightsun mówią o zapasach na setki lat), a do tego nie kosztują kroci. Baterie litowo-siarkowe będą więc zauważalnie tańsze od litowo-jonowych odpowiedników. A ponieważ mają oferować nawet ośmiokrotnie większą wydajność, powiedzmy że jedynie dwukrotnie zwiększymy zasięg naszego samochodu. O ile tańsza będzie jego produkcja, jeśli wystarczy nam czterokrotnie mniejsza bateria. O ile lżejszy, a więc bardziej energooszczędny będzie taki pojazd!

Nowy standard ładowania elektryków pozwoli na korzystanie z mocy ponad 500 kW!

Wszystko to brzmi aż nazbyt dobrze, ale może się urzeczywistnić szybciej, niż myślimy. Przedstawiciele Brightsun prowadzą właśnie negocjacje z potencjalnymi inwestorami na temat masowej produkcji ich baterii. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ma się ona rozpocząć już z końcem bieżącego roku.

Najnowsze

Epidemia epidemią, a drogówka czuwa i zatrzymuje prawa jazdy

Policyjna grupa Speed ponownie o sobie przypomina i ostrzega, że pomimo trwającej sytuacji epidemicznej, nadal ma na celowniku piratów drogowych. I czasami wymierza chyba nieuzasadnione kary.

Jak informuje policja z Bytomia, tamtejszy patrol w nieoznakowanym radiowozie z wideorejestratorem zauważył szybko jadącego motocyklistę. Ruszył za nim, a pomiar prędkości wykazał 111 km/h, przy ograniczeniu do 50 km/h.

Motocyklista wyłamał lusterko innemu kierowcy. Takiej reakcji się nie spodziewał

Motocyklistą okazał się 32-letni posiadacz Kawasaki, dla którego zdecydowanie nie był to szczęśliwy dzień. Za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym, policjanci zatrzymali mu prawo jazdy. Co zastanawiające nie wystawili mu natomiast mandatu. Zamiast tego, skierowali sprawę o ukaranie mężczyzny do sądu.

Policjant ma oczywiście prawo do odstąpienia od nałożenia mandatu i skierowania sprawy do sądu. Ale przyjętą praktyką jest robienie tego tylko w sytuacjach rażącego złamania przepisów i skrajnie niebezpiecznego zachowania, zwykle skutkującego kumulacją wykroczeń. Zdecydowanie nie robi się tego w przypadku, kiedy doszło tylko do jednego wykroczenia, które ujęte jest w taryfikatorze mandatów. Za przekroczenie prędkości o 51 km/h lub więcej przewidziane jest 10 punktów karnych oraz 400-500 zł. Jeśli policjant uważał, że jazda 111 km/h dwupasmową drogą z barierami jest szczególnie karygodna, to mógł zastosować maksymalną kwotę mandatu. Dodatkowa kara za tak poważne przekroczenie, jakim jest zatrzymanie prawa jazdy, wydaje się być dostatecznie dotkliwa. Skąd więc pomysł, żeby zajmować tak prostą i bezsporną sprawą sąd? Macie jakiś pomysł co mogło spowodować taką decyzję policjanta?

Najnowsze