Pierwszy Rajd Baja w Polsce

Przygotowania do pierwszego w Polsce rajdu typu baja idą pełną parą. Już pod koniec lipca na terenie Podkarpacia odbędzie się BAJA POLONIA rozgrywana według regulaminu Międzynarodowego Pucharu Rajdów Terenowych FIA. Organizatorzy przygotowują dla zawodników 340 km tras odcinków specjalnych.

fot. Frendl

Rajdy typu baja wywodzą się z Meksyku, gdzie w roku 1967, na półwyspie Baja California, odbył się rajd samochodowy na trasie z Tijuana do LaPaz. Długość rajdu wynosiła około 1366 km, a każda załoga sama wybierała trasę przejazdu.

W kolejnych latach impreza nieco się zmieniała, a trasa została dokładnie określona. Obecnie rajdy typu baja odbywają się na całym świecie. Biorą w nich udział motocykle, quady, buggy, samochody terenowe. Trasy rajdu wiodą zawsze drogami szutrowymi, kamienistymi i piaszczystymi.

Dla polskich zawodników, którzy rajdów z prawdziwego zdarzenia musieli do tej pory szukać za granicą będzie to na pewno oczekiwana impreza. Swój udział potwierdzili już m.in. Patryk Łoszewski z pilotem Rafałem Martonem (Orca BMW), którzy w ostatniej Italian Baja zajęli pierwsze miejsce w klasie diesel. Organizatorzy spodziewają się także zawodników spoza Polski, w szczególności z tych krajów, w których odbywają się rajdy typu baja.

Baja Polonia 2009 Intro. Autor: Michał Warda

Najbardziej zbliżoną do baja formułą są imprezy typu RMPST. Odbiegają one jednak znacznie od standardów baja w szczególności, jeśli chodzi o długość odcinków specjalnych. Aby sprostać wymaganiom FIA – Światowej Federacji Sportów Motorowych organizatorzy przygotowali pond 500 km tras w tym aż 340 km odcinków specjalnych.
Baja Polonia odbędzie się w dniach 17-19 lipca. Bazą rajdu będzie Rzeszów, a trasy przebiegać będą w okolicach Bojanowa, Kolbuszowej i Nowej Dęby.

fot. www.bajapolonia.pl

Świetnie znamy te tereny, bo już od paru lat odbywa się tutaj inna impreza, której jesteśmy organizatorem – Puchar Polski OFF-ROAD PL. W odróżnieniu od baji, będącej rajdem cross-country, Puchar jest imprezą przeprawową. Ogromna popularność Pucharu,  prawie setka załóg w Bojanowie, skłoniła nas do zrobienia kolejnej imprezy, która tym razem skierowana jest do licencjonowanych zawodników. – mówi jeden z organizatorów Grzegorz Surowiec, prezes Polskiego Stowarzyszenia OFF-ROAD i dyrektor wydawnictwa OFF-ROAD PL.  

Baja Polonia zaliczana jest do Rajdowych Mistrzostw Polski Samochodów Terenowych, a więc zdobyte podczas rajdu punkty liczone będą do klasyfikacji generalnej. Obowiązywać będzie nowa specyfikacja samochodów zgodna z klasyfikacją FIA. Będą to startujące m.in. w Dakarze klasy T1 oraz T2. W Baja Polonia mogą starować samochody, motocykle oraz quady.

Więcej informacji na stronie http://www.bajapolonia.pl/

HARMONOGRAM CZASOWY BAJA POLONIA

17.07. piątek
– odbiór administracyjny
– badania kontrolne
– start honorowy
– wszystko RZESZÓW

18.07. sobota
-prolog SS1 – KOLBUSZOWA
– SS2, SS3 – WILCZA WOLA
– parc ferme KOLBUSZOWA

19.07. niedziela
– SS4, SS5 – BOJANÓW
– meta/zakończenie – RZESZÓW
– bankiet

Najnowsze

Kasia Kędzior na torze w Moście

W niecałe dwa tygodnie od zakończenia wyścigowego weekendu w Brnie, Torn Racing Team i startująca w ich barwach Katarzyna Kędzior wyruszyli po raz drugi do Czech, tym razem na Autodrom Most.

Kasia na torze
fot. Torn Racing Team

W niecałe dwa tygodnie od zakończenia wyścigowego weekendu w Brnie, Torn Racing Team wyruszył po raz drugi do Czech, tym razem na Autodrom Most. Tor, jeden z najstarszych w Czechach i znany w całej Europie z wyścigów wielu prestiżowych serii, nie jest łatwym obiektem. Szykana po prostej start meta, układanka bardzo szybkich zakrętów, różnice poziomów, robią z niego obiekt, który wymaga 100% koncentracji ze strony kierowcy, jak i dobrego przygotowania maszyny.

Kasia Kędzior tak podsumowała swój start:
– Cóż, łatwo nie było, starałam się jechać jak najszybciej, jednak siadły mi zupełnie przedramiona i nadgarstki, dałam się wyprzedzić kilku zawodnikom, finalnie dojechałam na dwunastej pozycji w Pucharze Polski i zyskałam 4 punkty do generalki. Zaczynam powoli czuć motocykl i walczyć w wyścigu, a to mnie bardzo cieszy.

Trudne zadanie miał najmłodszy z członków zespołu, będący w czołówce klasyfikacji Pucharu Polski w klasie do 600ccm, Artur Wielebski. O ile w Brnie znacznie łatwiej przyszło mu uczyć się toru i ścigać, o tyle w Moście zadanie utrudnione było przez krótki czas dzielący wolne treningi, kwalifikacje i wyścig. Dla pucharowych klas otwartych były to jedynie dwa dni, czwartek i piątek. W piątkowe popołudnie zawodnicy klas pucharowych wyjechali na pola startowe. Zgasło czerwone światło, rozpoczął się wyścig.

Kasia Kędzior przed startem
fot. Torn Racing Team

Artur Wielebski: „Miałem szczere nadzieje i myślę, że szanse, na lepsza pozycję końcową. Niestety, szykana na pierwszym okrążeniu, to miejsce, gdzie trzeba być bardzo skupionym i mieć oczy wokół głowy, a i tak nie zawsze uda się uniknąć wszystkich niespodzianek. Zaraz na wstępie zostałem wypchnięty z toru, powstało spore zamieszanie , przeleciałem przez żwir i sporo straciłem już na początku wyścigu. Później był już tylko pościg, walka o pozycję i punkty. Dojechałem, jako piąty w klasyfikacji Pucharu Polski, trochę poniżej swoich oczekiwań, ale 11 punktów zdobyte. Niestety, w klasyfikacji generalnej, spadłem na drugą pozycję. Przed nami runda w Poznaniu, oraz testy nowych opon, które dostałem dzięki uprzejmości polskiego importera Pirelli. Zobaczymy, jak dalej rozwinie się sytuacja. Będę w dalszym ciągu walczył o pozycję, a rundy w Czechach nauczyły mnie, że walka na torze potrafi być naprawdę bezpardonowa.”

Olaf Popanda: „Nareszcie, zero awarii motocykla, czy to mojego, czy któregoś z kolegów i potrzeby przekładania czy pożyczania silnika. Zacząłem się lepiej czuć na motocyklu, chociaż wyniki treningów kwalifikacyjnych nie były najlepsze, to podczas wyścigu czułem się świetnie, jechało mi się znakomicie, w szykanie trafiło się zamieszanie, kiedy dwóch zawodników z Czech zderzyło się i jeden z motocykli zablokował tor jazdy. Później starałem się jechać szybko i chociaż trochę odrobić stratę pozycji wywalczonej zaraz po starcie. W dużej mierze udało się, ale na ostatnich okrążeniach, kiedy miałem zamiar powalczyć o jeszcze lepszą pozycję, skutecznie zablokował mnie dublowany zawodnik. Zabrakło mi kilku metrów, żeby zyskać jeszcze lepszy wynik, ale śmiem twierdzić że trzynastka na moim motocyklu jest prawdziwą Lucky 13. Rozpocząłem sezon wyścigowy, dojechałem cały i zdrowy, mój motocykl ma niesamowity potencjał – czego chcieć więcej? No, może kilku kółek więcej w wyścigu, po zakończeniu czułem prawdziwy niedosyt!”

Mniej szczęścia miał Maciej Kubacki, który w niedzielę startował w wyścigu klasy Superstock 1000. Już na starcie silnik w Kawasaki Maćka zaczął wydawać dziwne dźwięki, coś mocno stukało. „Zdecydowałem się wystartować, jednak wyścig dla mnie zakończył się wraz z hamowaniem na końcu prostej startowej. Silnik odmówił posłuszeństwa i wyścig moglem obejrzeć z pozycji kibica. Cóż, to sport, wszystko może się zdarzyć.”

Już niedługo kolejna, IV runda WMMP, tym razem wracamy na macierzysty Tor Poznań, gdzie w dniach 1-2 sierpnia odbędą się kolejne wyścigi klas mistrzowskich oraz Pucharu Polski.

Najnowsze

BMW nawigowane głosem

Już niebawem będziemy mogły zasiąść wygodnie w samochodzie, wypowiedzieć kilka magicznych słów w rodzaju: do fryzjera, na manicure, na zakupy, a nasze auto zawiezie nas pod określony przez nas wcześniej adres. Już we wrześniu tego roku w BMW pojawi się system pozwalający na wprowadzanie takich komend werbalnie.

Wydawanie poleceń głosem nie absorbuje uwagi kierowcy tak jak czynności manualne
Fot. BMW

Już dziś można telefonować za pomocą komend głosowych, czy zrobić głośniej, bądź ciszej radio. Teraz wystarczy, że kierowca wypowie początkowe i końcowe dane adresowe trasy, którą zamierza pokonać. Po zatwierdzeniu wskazanego przez nawigację odcinka, polecenie kierowcy jest natychmiast przetwarzane przez GPS. W ten sposób można uniknąć absorbującej i przez to dość niebezpiecznej obsługi manualnej nawigacji, zwłaszcza kiedy robimy to prowadząc auto.

Ponadto za pomocą głosu będzie można znaleźć utwory muzyczne na CD, czy podłączonym iPodzie. Ponieważ system będzie dostępny w wielu różnych językach, kierowcy będą mogli wyszukiwać z zasobów na dysku wśród szerokiego zakresu artystów i tytuły utworów będą zrozumiane.

Najnowsze

Widowiskowe salto na motocyklu

W nocy z 12 na 13 lipca Australijczyk Robbie Maddison - niekwestionowana gwiazda freestyle motocross - wykonał backflipa nad otwartym mostem Tower w centrum Londynu. Przeleciał nad Tamizą na wysokości ponad 30 metrów.

fot. Red Bull Photofiles

W nocy z niedzieli na poniedziałek Robbie Maddison jako pierwszy zawodnik w historii przeskoczył na motocyklu nad londyńskim Tower Bridge. Australijczyk wykorzystał swoistą rampę, która powstała w wyniku podniesienia dwóch części zwodzonego mostu, i z prędkością ponad 60 km/h godzinę wjechał na północne skrzydło, gdzie na wysokości 30 metrów wykonał backflipa, po czym bezpiecznie wylądował na południowej części Tower Bridge.

Londyński Tower Bridge jest kolejnym miejscem wybranym przez Madisona do ekstremalnych skoków. W Sylwestrową Noc Australijczyk na oczach 300 tysięcznego tłumu skoczył motocyklem na 32 metry wzwyż i wylądował na replice Łuku Triumfalnego znajdującej się w Las Vegas. Rok wcześniej Maddison pokonał 98 metrów na motocyklu nad boiskiem do amerykańskiego futbolu.

fot. Red Bull Photofiles

„To było niesamowite doświadczenie. Od czasu skoków w Las Vegas, chciałem zrobić coś unikalnego. Razem z ekipą Red Bulla miesiącami pracowaliśmy nad skokiem przez Tower Bridge. Mieliśmy tylko kilka minut na moście, dlatego każda sekunda była cenna i nie mogliśmy pozwolić sobie na błędy. Ludzie mówią, że jestem szalony, ale ja chcę przekraczać granice i uwielbiam wielkie wyzwania. To było niesamowite uczucie przelecieć pomiędzy dwoma wieżami Tower” – powiedział Maddison po skoku.

Umiejętności Maddisona będzie można już w piątek podziwiać w Madrycie, gdzie odbędzie się kolejny przystanek tegorocznej serii Red Bull X-Fighters. Następnie finał zawodów odbędzie się 22 sierpnia w Londynie w słynnej elektrowni Battersea.

Najnowsze

Intruder vs America

Nigdy nie przepadałam za motocyklami, które wyglądem przypominały mi wygodną kanapę na kołach, do tego ozdobioną błyskotkami. Domniemana przeze mnie ociężałość tych maszyn, plasowała je na końcu listy najbardziej wyczekiwanych przejażdżek. Tymczasem przyszła kolej na wypróbowanie dwóch -jakby nie patrzeć- przepięknych motocykli, łamaczy moich stereotypów: Suzuki Intruder M800 ze swoją muskularną linią i Triumph America – klasyczny w każdym calu. Zamysł tych jednośladów jest ten sam: przede wszystkim mają pięknie wyglądać. Nie trudno im było spełnić to wymaganie, chociaż trafiają w gusta zupełnie innych użytkowników. Suzuki spodoba się motocyklistom zmieniającym tryb życia na spokojniejszy, którzy przesiadają się z szybkich maszyn na bardziej stateczne. Zabłysną przed swą kobietą nutką romantyzmu, nie tracąc jednak emocji wynikających z jazdy. Triumph wpadnie w oko zagorzałemu zwolennikowi tradycyjnych konstrukcji, który potrzebuje wyróżnić się nietypową jeszcze w Polsce marką w stylu retro ale nie będzie go ujeżdżał na dłuższych dystansach. Pięknie wykrojony zbiornik paliwa, delikatne chromy na tle prężących się muskułów Intrudera oraz trochę futurystyczny tylny błotnik wypadają znacznie korzystniej   niż konserwatywna i już opatrzona, „harleyowa” linia America’i.

Typowo cruiser’owa pozycja za kierownicą z wysuniętymi do przodu nogami wymagała ode mnie chwili przyzwyczajenia, jednak -muszę przyznać- obydwie maszyny są bardzo wygodne i łatwe w prowadzeniu. Niskie siedzenia były dla mnie zbawienne, od razu czułam się odważniej. Mimo swej większej wagi Intruder miał nisko położony środek ciężkości, co pozwalało na lepsze wyczucie motocykla. Jazdy nie przerywały nieprzyjemne wibracje, biegi wchodziły bez zastrzeżeń, a jazda z prędkością 130 km/h to była czysta przyjemność. Odniosłam wrażenie, że ta maszyna potrafiła znacznie więcej niż mogłam z niej wydobyć. America za to, ma się po prostu podobać, kwestia jazdy jest tutaj sprawą drugorzędną; nie zachęca do „odkręcania” swoją leniwą charakterystyką pracy, ale i do manewrów, skrętów, nawrotek. Najlepiej jechać nią przed siebie długa prostą z lekkimi łukami. To także idealny motocykl do przejażdżki nadmorskim bulwarem z prędkością nie większą niż 50 km/h. Musi temu towarzyszyć blask zachodzącego słońca, by odbicie z chromowanych elementów oślepiało oczarowaną płeć żeńską (rzadziej męską). Intruder za to, dostarczy kierowcy nie tylko rzuconych -niby ukradkiem- spojrzeń, ale również przyjemności z jazdy, nie koniecznie pod publiczkę.

Najnowsze