Paweł Trela zdobył drugie miejsce w zawodach Iron Drift King!

21 sierpnia 2019
1
Drifting podbija świat. Ta nietypowa dyscyplina motorsportu dociera do różnych zakątków globu. W ostatni weekend zawitała nawet do dawnej kopalni odkrywkowej w Niemczech. Drugie miejsce na międzynarodowych zawodach Iron Drift King zdobył Polak - Paweł Trela.

Niemieckie Ferropolis przyciąga niezwykłym klimatem. Niegdyś znajdowała się tutaj kopalnia odkrywkowa rudy żelaza. Dzisiaj jest niemal całkowicie zalana, a po obiekcie pozostała jedynie niewielka wyspa połączona ze stałym lądem wąskim przesmykiem.

“To chyba największa zaleta driftingu. Zawody można zorganizować praktycznie wszędzie, co w przypadku rajdów czy wyścigów jest nie do pomyślenia. Driftowałem już na dachu galerii handlowej, na stadionie piłkarskim, a nawet na szutrowej nawierzchni na torze żużlowym. Ale w takim miejscu byłem pierwszy raz. To coś niesamowitego” - opowiada Paweł Trela

Polskiemu drifterowi przypadła do gustu nie tylko atmosfera Ferropolis. Już od pierwszego przejazdu treningowego było widać, że na ustawionej tutaj trasie Trela czuje się bardzo dobrze. Kiedy inni zawodnicy dopiero ostrożnie badali jej układ, kierowca z Warszawy już na centymetry zbliżał tył swojego nietypowego Opla GT do betonowych ścian. Zony, czyli strefy punktowane znajdowały się tuż pod nimi, więc na jasnym betonie szybko zaroiło się od śladów zderzaków i tylnych lamp. Formę “Trolla” doskonale potwierdziły kwalifikacje, w których kierowca zdobył aż 90 punktów i zajął pierwsze miejsce.

Zwycięstwo w kwalifikacjach sprawiło, że Trela rozpoczął zawody od rywalizacji z ostatnim zawodnikiem na liście startowej - Piotrem Kozłowskim. Po pokonaniu swojego rodaka kierowca Opla GT trafił na Brytyjkę Tessę Whittock. Ten pojedynek również zakończył wygraną, ale zwycięstwo zostało okupione poważną awarią. Walkę o tytuł Iron Drift King zwieńczył pojedynek Treli z Juhą Poytalaakso. Tutaj również nie obyło się bez przygód. Tuż za wejściem w trasę Fin z impetem wjechał w bok samochodu polskiego kierowcy. Sędziowie ocenili, że do zderzenia doprowadził błąd Polaka, bo ich zdaniem nie powinien zwalniać w tym miejscu. Decyzja zadecydowała o wyniku rywalizacji i zdziwiła wielu kibiców i kierowców, w tym samego Trelę.

W czasie ceremonii wręczenia nagród doświadczonego zawodnika spotkała bardzo miła niespodzianka. Przez cały wieczór Pawłowi Treli zawzięcie kibicowali inni drifterzy z Polski, którzy przyjechali do Niemiec, by następnego dnia na tej samej trasie wystartować w zawodach Drift Masters European Championship. Polacy nie tylko zdzierali gardła w czasie przejazdów, ale zaraz po rozdaniu pucharów porwali Trelę i zaczęli entuzjastycznie podrzucać. Jednak dla polskiego driftera i jego zespołu to nie był koniec intensywnego dnia. Ekipę czekało jeszcze zrzucenie skrzyni biegów i wymiana zepsutego sprzęgła. 

Nocna naprawa zakończyła się powodzeniem i następnego dnia kierowca ponad 800-konnego Opla GT mógł ruszyć do walki w Drift Masters. Świetny wynik w Iron Drift King gwarantował dziką kartę umożliwiającą kolejny start w tej europejskiej serii. W pierwszej parze kierowca z Warszawy spotkał się z liderem cyklu, Duane McKeeverem. To był już drugi pojedynek zawodników w tym sezonie - pierwszy zakończył się wygraną Treli. Niestety plany powtórzenia wyniku pokrzyżowała awaria.

“Choć nie brakowało przygód, będę bardzo dobrze wspominał zawody w Ferropolis. Dziękuję wszystkim za niesamowity doping oraz całemu mojemu zespołowi za wsparcie w trudnych chwilach” - podsumowuje Paweł Trela.

Chociaż sezon driftingowy chyli się już ku końcowi, to charyzmatycznego kierowcę będziemy mogli jeszcze oglądać za kierownicą. W ten weekend Trela wystartuje w Trackwood Drift Festival na Węgrzech, a we wrześniu czekają go starty w międzynarodowym wydarzeniu Gymkhana Grid oraz finałowej rundzie Driftingowych Mistrzostw Polski. Niejeden komplet opon obróci się w dym! 

    Komentarze

    Ella
    21 sierpnia 2019 16:37
    Brawo !!!