Edyta Wrucha

Niesamowite życie Yvonne Stang z tragicznym finałem

Yvonne Stang to pierwsza na świecie kobieta, która zawodowo jeździła na motocyklu po tzw. Ścianie Śmierci (Wall of Death). Jej życie było wystrzałowe, jednak skończyło się tragicznie.

Jazdę motocyklem po Ścianie Śmierci, czyli wewnątrz wielkiego, pustego bębna, zapoczątkował w Wielkiej Brytanii, showman George “Tornado” Smith w 1920 r. Na motocyklu utrzymywanym w poziomie siłą odśrodkową kaskaderzy wykonywali coraz trudniejsze akrobacje. Yvonne to pierwsza kobieta, która odważyła się na takie wyczyny i występowała w parku rozrywki Dreamland od 1960 roku.

O ścianie śmierci – historii dyscypliny budzącej grozę – pisałysmy więcej tu.

Jak wygląda taka jazda po ścianie możecie zobaczyć na filmie:

Yvonne nie miała łatwego dzieciństwa, a pierwsza praca w londyńskim biurze – mocno ją rozczarowała. Postanowiła żyć w bardziej szalonym świecie i zajęła się sprzedażą waty cukrowej w parku rozrywki. Często oglądała tam występy na Ścianie Śmierci i któregoś dnia jeden z kaskaderów poprosił ją o uczestnictwo w akrobacji, podczas której miała usiąść na kierownicy, gdy on prowadził motocykl po ścianie.

Yvonne złapała bakcyla i błagała właściciela tej atrakcji, by nauczył ją jeździć, i umożliwił występy. Pozwalano jej sporadycznie na treningi i występy. Następnie wyjechała występować do Niemiec, gdzie poznała swojego męża (w tym samym zawodzie). Ich pracodawca był jednak lekkoduchem i zostawił swoich pracowników bez środków do życia.

Po powrocie do kraju, podjęła pracę parku rozrywki Southend. Dogodny moment na rozwój jej pasji nastąpił, gdy firma zaczęła mieć kłopoty finansowe, właściciel odszedł na emeryturę, a całość jego dobytku wykupiła Yvonne Stang. Od W 1965 roku miała już własne show “Yvonne Stagg’s Wall of Death” i własną ścianę.

Kobiece występy, na motocyklu BSA o pojemności 500cc, urozmaicały akrobacje, a nawet jazdy z małą lwicą na kierownicy, albo w koszyku bocznym. Yvonne brała na motocykl także swoją 6-letnią córkę. Wszystko szło dobrze i kaskaderka zdobyła nawet lukratywny kontrakt reklamowy z Castrolem. Lubiła żyć wystawnie, chodzić w futrach i skrapiać się najlepszymi perfumami, chwaliła się olbrzymim łóżkiem wodnym w kształcie serca.

Niestety jej marzenia dość drastycznie zderzyły się z rzeczywistością i także nową właścicielkę dopadły problemy finansowe. 10 lat później zamknięto park rozrywki i ścianę trzeba było przenieś w miejsce mniej atrakcyjne. Stres w pracy i poza nią wepchnął Yvonne w problemy z alkoholem. Pocieszenie odnalazła w ramionach kochanka, ale niestety dowiedział się o nim jej mąż i wybuchła z tego taka bójka, że kochanek zginął, mąż poszedł do więzienia, a Yvonne była głównym świadkiem w tej sprawie. Tego było już za wiele, nawet dla tak odważnej kobiety…

Jeżeli myślicie, że nie może być gorzej, to… może! Pod wpływem alkoholu i środków uspokajających Yvonne spowodowała wypadek samochodowy, a najbardziej poszkodowana była w nim, ona sama – połamane dwie nogi, nadgarstek, żebra i podstawa kręgosłupa, ogromna grzywna i 2-letni zakaz prowadzenia pojazdów. Jej firma przestała zarabiać, więc musiała ją sprzedać. Przyjęła pracę jako kasjerka u nowego właściciela ściany, którą przeniesiono do Australii. Yvonne nie uniosła tych problemów i popełniła samobójstwo 4 stycznia 1977 roku. Jej ciało odkryto po kilku dniach, wśród pustych butelek i narkotyków.

To był samotny koniec kobiety, która kiedyś była ulubienicą tłumów na całym świecie. Ale, córka Yvonne pracuje z BBC nad filmem dokumentalnym pt. „Dreamland: The Yvonne Stagg Story” o życiu odważnej mamy, więc pamięć o niej nie zginie.

Najnowsze

Test Volvo V60 Plug-In Hybrid – przyszłość jest teraz

Według niezależnych badań aż 75 procent kierowców w Europie dziennie pokonuje dystans nieprzekraczający 50 kilometrów. Tym, którzy mają rodziny, cenią komfort i szwedzkie wzornictwo, Volvo dedykuje hybrydowe kombi V60 Plug-In.

Z jednej strony Volvo V60 Plug-In to pojazd wręcz banalny. Wielu, szczególnie za oceanem, za sprawą kultowych modeli 240 czy serii 740/760, do dziś kojarzy markę Volvo z przepastnymi, długowiecznymi, bezpiecznymi i wręcz pancernie zbudowanymi, wielopokoleniowymi autami kombi dla całej rodziny. Z drugiej strony, najnowsza, hybrydowa wersja modelu V60 to śmiały krok w przyszłość i pojazd, który dzięki innowacyjnym technologiom zastosowanym w układzie napędowym jest odpowiedzią na wciąż raczkujące próby upowszechnienia pojazdów z napędem czysto elektrycznym.

Siła dwóch serc
Zespół napędowy składa się z napędzającego koła przedniej osi, pięciocylindrowego silnika diesla z turbosprężarką o pojemności 2,4 l, legitymującego się mocą 215 KM i maksymalnym momentem obrotowym wynoszącym 440 Nm. Na tylnej osi zaś umieszczono układ ERAD (ang. Electric Rear Axel Drive) – elektryczny silnik zasilany baterią litowo-jonową dostarczający 70 KM i 200 Nm momentu obrotowego. Łącznie mamy więc do dyspozycji 285 koni mechanicznych i potężną dawkę momentu obrotowego równego 640 Nm!

Nic dziwnego, że mimo sporej masy własnej (zespół baterii wraz z osprzętem ma masę ponad 300 kg), szwedzkie kombi rozpędza się do 100 km/h w zaledwie 6,1 sekundy i jest w stanie osiągnąć prędkość maksymalną 230 km/h. Dodajmy od razu, że ten ostatni parametr ograniczono elektronicznie z uwagi na trwałość układu napędowego, czy specjalne opony o zmniejszonym oporze toczenia. Bez „kagańca” V60 byłoby w stanie bez problemu pojechać jeszcze szybciej.

Jednakże to nie prędkość maksymalna ani sportowy charakter był priorytetem dla konstruktorów tego Volvo, lecz jak najwyższa wydajność przy jak najniższym stopniu uciążliwości dla środowiska naturalnego.

Teoria a praktyka
Auto wyposażono w pięć zdefiniowanych trybów do jazdy. W teorii wygląda to następująco:

Hybrid –  optymalizuje wykorzystanie źródeł mocy w zależności od warunków jazdy, z uwzględnieniem osiągów, zużycia paliwa i komfortu.

Pure – napęd elektryczny ma priorytet przed osiągami i komfortem klimatycznym. Klimatyzacja i inne energochłonne urządzenia są automatycznie wyłączane. Dostępność jest ograniczona poziomem naładowania baterii i temperaturą otoczenia.

Power – w tym trybie silnik spalinowy jest zawsze włączony. Nadaje się do sportowej jazdy, gdyż pojazd szybciej reaguje na przyspieszenie. Optymalizuje wykorzystanie mocy i umożliwia szybkie manewry. Silnik pracuje na wysokich obrotach, gdyż przełączanie na wyższy bieg ma miejsce z opóźnieniem.

Save –  energia magazynowana w baterii jest oszczędzana na inne sytuacje, np. jazdę z małą prędkością. Wykorzystywana jest tylko regenerowana energia elektryczna. Jeżeli poziom naładowania jest niski, bateria zostanie naładowana do minimalnego poziomu przez silnik wysokoprężny.

AWD – aktywuje napęd na cztery koła dla zapewnienia lepszej trakcji i kontroli. Silnik spalinowy napędza koła przednie, a napęd elektryczny koła tylne. Wydajność jest zmniejszona, jeśli poziom naładowania baterii i temperatura na zewnątrz są niskie. Ten tryb jazdy jest przydatny na śliskiej nawierzchni drogi.

Volvo ponadto twierdzi, że 60 Plug-In Hybrid jest w stanie przejechać dystans 50 kilometrów nie zużywając nawet mililitra oleju napędowego, z kolei na dłuższych dystansach, kiedy konieczne jest uaktywnienie konwencjonalnego źródła napędu, zużycie wyniesie jedynie 1,8 l/100 km.

W praktyce nie wygląda to aż tak pięknie, choć trzeba przyznać, że zanim wyczerpałam w pełni naładowaną baterię i pozbawiona zostałam zbawczej mocy „prądu”, przejechany dystans wyniósł ponad 30 kilometrów. Z kolei najniższe zużycie jakie udało się osiągnąć aptekarsko dawkując przy tym nacisk na pedał gazu, to 1,9 l/100 km.

Niewątpliwą zaletą jest fakt, że baterie V60 można ładować bezpośrednio z gniazdka znajdującego się np. w ścianie naszego garażu i  nie jest wymagana specjalistyczna stacja ładowania. W zależności od wydajności instalacji elektrycznej pełen cykl ładowania trwa od 3 do 8 godzin. Oczywiście Volvo standardowo dostarcza niezbędne oprzyrządowanie wraz z prostownikiem i specjalnym kablem.

Szkoda też, że w dążeniu do stworzenia idealnego auta użytkowego z nadwoziem kombi najbardziej ucierpiał… bagażnik V60 Plug-In Hybrid. Ze względu na umieszczenie zespołu baterii pod podniesioną o 7 cm podłogą, pojemność kufra zmalała z 430 litrów do, niezbyt imponujących, 305 litrów. Również do baku zamiast 68 litrów w standardowych modelach serii V60 nalejemy maksymalnie 45 litrów ON.

Jeśli chodzi o kulturę pracy silnika wysokoprężnego, ten w hybrydowej odmianie V60 nie jest wolny od wibracji, szczególnie na biegu jałowym. W aucie nieco sztywniej niż w konwencjonalnych wersjach zestrojono amortyzatory i zamontowano mocniejsze hamulce. W efekcie samochód prowadzi się pewnie i przewidywalnie, a wytracanie prędkości przebiega liniowo. Gdyby jeszcze poprawiono precyzję układu kierowniczego, byłoby wręcz doskonale.

Koszty, czyli „łyżka dziegciu w beczce miodu”
Samochody Volvo nigdy nie należały do najtańszych, choć od razu podkreślmy – oferowały i wciąż oferują więcej, niż niemiecka konkurencja w segmencie premium. Model Plug-In Hybrid oferowany jest w bogatej specyfikacji Momentum, Summum, lub R-Design – w standardzie oferuje wszystko, co czyni auto luksusowym i komfortowym środkiem transportu. Mimo tego cena wyjściowa wynosząca 264 200 złotych, jest w stanie ostudzić zapędy nawet najbardziej lojalnych fanów Volvo.

Z drugiej strony należy przypomnieć, że do tej pory, w Polsce, osoba kupująca pojazd hybrydowy nie korzysta z żadnych ulg przy zakupie, podczas gdy np. w Norwegii wynosi on 40 procent ceny auta.

Na TAK
Przestronne, luksusowo wykończone i komfortowe wnętrze, stylistyka, doskonałe osiągi.

Na NIE
Cena, ograniczona funkcjonalność ze względu na zmniejszony bagaznik.

Konkurenci – Volkswagen Passat GTE Variant, używany Peugeot 508 RXH (model przedliftingowy)

Ceny:
Volvo V60 Plug-In Hybrid Momentum – 264 200 złotych
Testowany (Summum) – 278 400 złotych

Dane techniczne Volvo V60 Plug-In Hybrid

Silnik:

turbodiesel, R5,z przodu + elektryczny na tylnej osi

Pojemność skokowa:

2400 cm3

Moc:

285 KM przy 4000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

440 Nm (1500-3250 obr./min.)

640 Nm w trybie Power

Skrzynia biegów:

Automatyczna, 6 biegowa

Prędkość maksymalna:

230 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

6,1 s

Długość/szerokość/wysokość:

4635 x 1865 x 1484 mm

Najnowsze

Clarkson pójdzie siedzieć?

Ledwie znalazł nową pracę, a przed nim kolejne problemy. Za Clarksonem ciągnie się sprawa o incydent w jednym z epizodów Top Gear, który został nakręcony w Argentynie.

O Clarksonie było przez ostatnie tygodnie cicho. Brytyjski showman skupił się na swoim nowym dziecku i obecnie pracuje wraz z ekipą nad nową serią programu motoryzacyjnego, który pojawi się w telewizji Amazon Prime.

Jednak jak donosi sensacyjnie brytyjski „The Telegraph”, Jeremy Clarkson może trafić za kratki. Wszystko za sprawą jednego z odcinków Top Gear, który był kręcony w Argentynie. Kilka miesięcy temu trójka wybrała się tam, żeby udowodnić, że tanimi samochodami sportowymi można jeździć po trudnym terenie. Jeremy Clarkson wybrał wtedy Porsche 928. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że niektórzy dopatrzyli się w numerach rejestracyjnych „H982 FKL” zbieżności z wojną o Falklandy w 1982. Władze Argentyny odebrały to jako prowokację. 

Argentyńska sędzia, Maria Cristina Barrionuevo wszczęła postępowanie przeciwko BBC oraz ekipie programu Top Gear. Sędziowie odwoławczy złożyli bowiem wniosek o wznowienie sprawy.

Domagają się trzech lat więzienia dla Clarksona. Na początek jednak ekipa będzie musiała się stawić do Argentyny na przesłuchanie, pod warunkiem, że władze Wielkiej Brytanii zgodzą się na wydanie swoich obywateli. Sprawa jest rozwojowa. Będziemy informować o jej dalszych losach.

 

Najnowsze

Zlikwidowali buspasy, zniknęły korki

Czeskie Pardubice przeprowadziły eksperyment. Miasto liczące 90 tys. mieszkańców postanowiło zrezygnować z oddzielnych pasów dla autobusów. Efekt? Zmniejszyły się korki.

Wprowadzanie buspasów było w ostatnich latach bardzo modne w rożnych zakątkach Europy. Dzięki nim autobusy oraz pojazdy komunikacji miejskiej mogły dużo szybciej przemieszczać się po ruchliwych częściach miasta, tym samym zachęcając mieszkańców do przesiadania się do komunikacji miejskiej. 

W czeskich Pardubicach ten pomysł jednak nie wypalił, a na dodatek miasto się zakorkowało. Dlatego włodarze miasta postanowili się ich pozbyć. 

Przez dwa tygodnie pasy dla autobusów zniknęły z trzech wybranych ciągów komunikacyjnych. Efekty tego pomysły przerosły wszystkich. Komunikacja miejska jeździła zgodnie z rozkładem, a do tego nie pojawiły się korki.

Na razie pomysł zostanie utrzymany do wiosny. Jeżeli nadal ruch będzie stabilny, Pardubice zrezygnują całkowicie z buspasów w cały mieście.

Najnowsze

Kierowcy mniej piją, więcej biorą

Problem zbyt dużej liczby pijanych kierowców powraca po każdym długim weekendzie lub świętach. Najnowsze statystyki pokazują, że rośnie kolejny poważny problem, czyli kierowcy pod wpływem narkotyków oraz tzw. dopalaczy.

Wykrywanie kierowców jadących pod wpływem alkoholu jest dużo prostsze niż w przypadku narkotyków. Wystarczy szybki test alkomatem i nie ma wątpliwości, czy kierowca był trzeźwy. W przypadku narkotyków testery sprawdzają niewielki zakres ze wszystkich niedozwolonych substancji. Co więcej, każdego miesiąca na rynku pojawiają się nowe zwane popularnie dopalaczami. Do konkretnego sprawdzenia kierowcy potrzebne jest zatem specjalistyczne badanie krwi i moczu, które nie tylko trwa dłużej, ale także kosztuje więcej.

W ubiegłym roku wykonano ponad 15,4 mln badań na obecność alkoholu u kierowców, podczas gdy liczba wykonanych narkotestów to jedynie 8250. Wyniki badania DRUID (Driving Under the Influence of Drugs, Alcohol and Medicines) przeprowadzonych w latach 2006-2011 zwracają uwagę na procentowy udział kierowców jadących pod wpływem. Specjaliści wykonali 4 tysiące badań na obecność alkoholu i narkotyków. Wykryto 44 osoby jadące pod wpływem alkoholu, co daje 1,02 procent ogółu. Z tej samej grupy narkotesty wyłoniły 102 osoby, czyli 2,53 procent ogółu.

Według ekspertów po polskich drogach może poruszać się nawet 330 tys. kierowców znajdujących się pod wpływem narkotyków. Warto przy tej okazji przypomnieć, że od 18 maja obowiązują nowe przepisy w zakresie karania kierowców powodujących wypadek „pod wpływem”. Grożą za co najmniej 3 lata bez prawa jazdy, a także grzywna w wysokości 10 tys. zł.

Najnowsze