Koniec z hostessami na targach motoryzacyjnych

Piękne i kuso ubrane modelki były od lat nieodłącznym elementem targów motoryzacyjnych. Już niebawem będą tylko wspomnieniem, ponieważ wielu wystawców zapowiedziało rezygnację z takich usług podczas najważniejszego salonu samochodowego w Genewie.

W tym tygodniu ruszają targi w Genewie, a kilka dni temu do mediów dotarły informacje, że wielu producentów zrezygnowało z półnagich modelek odwracających uwagę od samochodów. To koniec ery kusych sukienek, dekoltów i szpilek. Na stoiskach pojawią się specjaliści oraz kobiety i mężczyźni w sportowych strojach. 

Zadaniem hostess było przyciąganie uwagi męskich klientów i dziennikarzy, ale na targach bardzo często dochodziło do aktów przemocy seksualnej, takich jak poklepywanie czy dotykanie modelek wbrew ich woli.

Pierwszym producentem, który rezygnuje z „booth babes” jest koreańska marka Ssangyong, ale podobną decyzję ogłosiły marki Toyota, Fiat czy Alfa Romeo. Zamiast pięknych kobiet producenci chcą zatrudniać specjalistów do prezentowania samochodów. Jednak trzeba się liczyć z tym, że cały proces zmiany myślenia może potrwać latami.

Rzecznik prasowy targów w Genewie zapowiedziała, że wystawcy mają wolną rękę w kwestii sposobu prezentacji swoich pojazdów. Na pewno na niektórych stoiskach pojawią się hostessy, ale będą mogły dawać tajne sygnały, żeby ochrona mogła powstrzymywać „nadgorliwych” panów.

Rezygnacja z modelek prezentujących auta to dowód na to, że akcja #MeToo wykroczyła poza Holywood. Na niektórych imprezach sportowych w Europie zrezygnowano z zatrudniania skąpo ubranych hostess, a na wyścigach Formuły 1 nie pojawią się już „grid girls” trzymające numery kierowców.

Najnowsze

Nissan pomaga w nauce jazdy kobietom w Arabii Saudyjskiej

Japoński koncern motoryzacyjny rozpoczął kampanię reklamową w Arabii Saudyjskiej, która pomoże kobietom w tym kraju w nauce jazdy samochodem.

Jesienią ubiegłego roku władze Arabii Saudyjskiej zadecydowały, że od połowy 2018 roku kobiety mieszkające w tym kraju będą mogły prowadzić samochód. Ten fakt szybko wykorzystała firma Nissan, przygotowując spot reklamowy. Zobaczymy w nim kobiety, które dzielą się opiniami na temat prowadzenia samochodu. Większość z nich przyznaje, że lubi jeździć autem i chciałyby być kierowcami. Obawiają się jednak reakcji ich rodzin.

Nissan zaprasza wszystkie kobiety na specjalne lekcje jazdy. Nie będą ich uczyć zawodowi instruktorzy jazdy. Producent samochodów proponuje, żeby w tej roli wystąpili mężowie tych kobiet. Taki ruch pozwoli podkreślić wsparcie dla rodziny tych kobiet, które chcą uzyskać prawo jazdy. 

Zobaczcie reklamę.

Najnowsze

Test Range Rover Velar – podróż w klasie lux

Luksusowy, ekskluzywny, drogi - czy auto za ponad pół miliona nie tylko się świetnie prezentuje, ale i wspaniale prowadzi? Oto nasze wrażenia z jazdy Range Roverem Velarem.

Range Rover – dwa słowa, będące synonimem klasy, dystyngowania, luksusu i ogromnej mocy. Do niedawna marka kojarzona była także z klasyczną elegancją, a o karoserii można było powiedzieć wszystko, ale nie to, że została zaprojektowana z polotem. I nagle, w 2011 roku pojawił się najmniejszy z rodziny, kompaktowy SUV o nazwie Evoque. Świat oniemiał i zachwycał się odwagą, z jaką Brytyjczycy narysowali ten samochód. Nawet dziś, czyli po sześciu latach od premiery, wciąż wygląda nowocześnie i świeżo. Teraz znów wstrzymaliśmy oddech i zastygliśmy w bezruchu… Producent z wysp brytyjskich uzupełnił gamę modelową o kolejny spektakularny projekt!

Range Rover Velar zajął miejsce pomiędzy najmniejszym Range Roverem Evoque, a Range Roverem Sport, który przypomnijmy: jest wreszcie „pełnowartościowym Rendżem”. Niech was jednak nie zwiedzie jego miejsce w gamie. To nie jest mały samochód. Długi na 4,8 metra i szeroki na ponad 2! Dobrze, że Unia Europejska nakazała poszerzyć nowo budowane miejsca parkingowe o 20 centymetrów z 2,3 do 2,5 metra. Będziecie mieli szansę wysiąść z niego po zaparkowaniu między innymi autami. Z boku, do linii okien, auto przypomina dużego Range Rovera. Charakterystyczne są duże połacie lakierowanego aluminium i ogromne wnęki na koła. Producent zmieścił w nich dwudziesto dwucalowe koła. Linia dachu, wraz z powierzchnią szklaną, to zupełnie nowa jakość projektowania. Dach został poprowadzony bardzo nisko, a powierzchnia szyb jest niezwykle mała, jak na tak dużego SUV-a.

To jednak przód samochodu jest największą atrakcją. Jest tak agresywny i drapieżny,  że gdybym spotkała go w ciemnej uliczce, natychmiast uciekłabym z krzykiem. Jest w nim jednak coś takiego, że mogłabym usiąść i patrzeć na niego godzinami… Adaptacyjne reflektory przednie Matrix-Laser LED robią świetne wrażenie. Styliści puścili wodze fantazji i zaprojektowali klamki drzwi, które wysuwają się same po odblokowaniu centralnego zamka. Mogę się założyć, że czekali na zatwierdzenie projektu, aż główny księgowy wyjedzie na urlop. Drzwi otwierają się szeroko ułatwiając wsiadanie, a ich dolna część zakrywa próg, co ma zbawienny wpływ na utrzymanie garderoby (zwłaszcza sukienek i płaszczy) w czystości.

Wnętrze to prawdziwa rewolucja stylistyczna i technologiczna. Nie, ma na rynku drugiego takiego projektu. Siedzenia są wybitnie wygodne i luksusowe. Wentylowana skóra, podobnie jak aluminiowe osłony głośników, mają wzór flagi Union Jack. Prawdziwym dziełem sztuki jest natomiast deska rozdzielcza obszyta mięciutką skórą. Centralny wyświetlacz, wciela się w rolę nawigacji satelitarnej, widoku kamer 360 stopni, czy systemu audio Meridian. Ten ostatni, to prawdziwy popis możliwości inżynierów dźwięku. Gdybym miała go na własność, byłby dokładnie tym miejscem, w którym słuchałabym swojej ulubionej muzyki. Fantastycznie wyciszone wnętrze doskonale izoluje od reszty świata. Wróćmy jeszcze na chwilę do konsoli poniżej ekranu głównego. Została zamieniona w ogromny wyświetlacz, który sterowany dotykowo pozwala na ustawienie zawieszenia, trybów jazdy, klimatyzacji, czy masażu w fotelach. Rozwiązanie jest genialne w swej formie i intuicyjne w obsłudze. Gdy auto pozostaje wyłączone jest idealnie gładka i czarna.

Z tyłu miejsca będzie wystarczająco dla nawet najbardziej wymagających. W naszym egzemplarzu zabrakło co prawda oddzielnego sterowania klimatem dla tylnych siedzeń, ale nie zapomniano o podgrzewaniu i elektrycznej regulacji oparć. Bagażnik ma pojemność 673 litrów. Jest foremny i głęboki.

Czas zatem obudzić serce Velara. Jest nim trzystukonny, sześciocylindrowy diesel w układzie V, znany z Jaguara XF. O ile w Jaguarze wydaje się być dziki, w Velarze nabiera więcej elegancji. Brzmi bardziej dystyngowanie, ale nie traci nic ze swej dynamiki. Pierwszą setkę osiąga już po 6,5 sekundy, ale to moment obrotowy 700 Nm robi w nim największe wrażenie. Range Rover przyspiesza bez opamiętania i zupełnie się nie męczy nawet, gdy zbliżamy się do prędkości maksymalnej 241 km/h. Nie przechyla się przy tym w zakrętach, a ma masę dwie tony. Wrażenie podczas jazdy jest takie, jakbyśmy prowadzili auto sportowe i tylko pozycja za kierownicą przypomina o tym, że nie jest to bolid. Velar potrafi być przy tym jednocześnie subtelny i komfortowy, niejako unosząc się nad jezdnią. I wszystko to na tych wielkich kołach. To zasługa pneumatycznego zawieszenia, które doskonale spełnia swe zadanie. Średnica zawracania 11,6 metra nie pozwoli co prawda na zawrócenie nim na raz, ale zaskakująco dobrze radzi sobie w mieście oraz parkingach pod biurowcami.

Tym, którzy już widzą go przed swoim domem, podam jeszcze jeden argument. Średnie zużycie w teście to 9,1 litra na 100 kilometrów. Pozwolę sobie przypomnieć, że silnik generuje moc 300 KM. Cena wyjściowa to 239 900 złotych. Konfiguracja naszego testowego egzemplarza bez problemu podwoiła tę wartość – dorzucono tu jeszcze 100 000 złotych – samochód jest wyceniony na 560 000 złotych. Czy to dużo? Odpowiedzcie sobie sami. Dodam tylko, że wart jest każdej wydanej na niego złotówki. Jeśli więc choć trochę zasiałam w was myśl o jego kupnie, pospieszcie się zanim Wielka Brytania odizoluje się od świata i obecna cena zostanie obłożona dodatkowym cłem.

Range Rover Velar to samochód wyjątkowy. Nie da się pomylić go z żadnym innym. Imponuje mocnym silnikiem i luksusem dużego Range Rovera, za ułamek jego ceny. Wartościowy ideał!

NA TAK
– świetny wygląd;
– luksusowe wnętrze;
– doskonałe wyciszenie wnętrza;
– mocny silnik;
– komfortowe zawieszenie.

NA NIE
– nie stać mnie na niego…

Dane techniczne Range Rover Velar

Silnik:

Wysokoprężny, doładowany V6

Pojemność skokowa:

2993 cm3

Moc:

300 KM przy 4000 obr./min

Maksymalny moment obrotowy:

700 Nm przy 1500 obr./min

Skrzynia biegów:

Automatyczna 8 biegów

Prędkość maksymalna:

241 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

 6,5 s

Długość/szerokość/wysokość:

4803/2032/1665 mm

Najnowsze

Krzysztof Hołowczyc stracił prawo jazdy na 3 miesiące!

Były rajdowiec pożegna się z prawem jazdy na trzy miesiące. Kilka dni temu Krzysztof Hołowczyc został zatrzymany przez policję po tym jak w terenie zabudowanym jechał o 63 km/h więcej niż dopuszczalny limit.

Policjanci patrolujący teren powiatu kłodzkiego zauważyli samochód, który poruszał się zdecydowanie za szybko. Paweł Petrykowski z dolnośląskiej policji poinformował, że wykonany na długim odcinku drogi pomiar wskazał, że kierowca w terenie zabudowanym, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę, jechał ze średnią prędkością 113 kilometrów na godzinę.

Patrol zatrzymał kierowcę i zgodnie z obowiązującymi przepisami zatrzymał prawo jazdy. Krzysztof Hołowczyc stracił prawo jazdy na okres trzech miesięcy, ale nie przyjął mandatu. Policjanci poinformowali go, że w takim przypadku policjanci są zobowiązani do przesłania materiałów do sądu. Wśród dowodów pojawi się nagranie z wideorejestratora pokazujące, z jaką prędkością jechał rajdowiec. 

Po kilku godzinach Krzysztof Hołowczyc opublikował oświadczenie na profilu Facebookowym.

„Jak pewnie wiecie już z mediów wczoraj straciłem prhoawo jazdy na 3 miesiące. Sytuacja w zasadzie banalna. Jedziemy sobie razem z Maćkiem Wisławskim do Polanicy na spotkanie z klientami pewnego dużego banku. Dojeżdżamy do Nowej Rudy, wspominając sobie nasze niegdysiejsze zwycięstwa odniesione tych okolicach. Jechaliśmy spokojnie, raczej nie szybciej niż 100 km/h. W pewnym momencie dojeżdża do nas z tyłu nieoznakowany samochód policji w wideorejestratorem. Policjanci twierdzą, że według ich zapisu wideo jechaliśmy 113 km/h w terenie zabudowanym i w związku z tym zatrzymują mi prawo jazdy. Tłumaczymy im z Maćkiem, że jesteśmy przekonani, że nie jechaliśmy powyżej 100 km/h, że odczyt to jest ich prędkość a nie nasza, że taka metoda pomiaru nie jest precyzyjna, że są wyroki sądów w tej materii. Pokazujemy, że w radiowozie ciśnienie kół jest sporo za niskie i to też zawyża wskazywaną prędkość. To wszystko na nic. Oczywiście nie zgadzam się na przyjęcie mandatu, uważając, że pomiar był przeprowadzony nieprawidłowo. Nie zmienia to faktu, że zatrzymują moje prawo jazdy. 
Nie chcę się usprawiedliwiać, używając jakichś tanich chwytów. Rzeczywiście nie zauważyłem znaku obszar zabudowany, podobnie jak i Maciek, który jako doświadczony pilot jest na wszelkie znaki drogowe bardzo wyczulony. Być może zasłoniła nam go wyprzedzana chwilę wcześniej ciężarówka albo po prostu zagadaliśmy się. Tak, czy owak nie jechaliśmy nadzwyczaj szybko, raczej relaksowo. 
To kolejny przykład, jak ta nieprecyzyjna, obarczona wieloma wadami metoda policyjnego pomiaru prędkości, którą łatwo zafałszować choćby naciskając w trakcie pomiaru nawet na kilka sekund pedał gazu w radiowozie, może wywołać dotkliwe sankcje, szczególnie dla kogoś takiego jak ja, kto bez samochodu nie istnieje…”

To nie pierwszy problem Hołowczyca z przekraczaniem prędkości. W październiku 2013 roku został zatrzymany przez patrol policji na drodze krajowej nr 7. Prowadzony przez niego samochód przekroczył dopuszczalną prędkość o 114 km/h. Hołowczyc nie przyjął wówczas mandatu, a sprawa została skierowana do sądu. W lipcu 2015 roku zapadł wyrok. Sąd uznał, że rajdowiec przekroczył prędkość, ale o mniejszą wartość niż pokazywał wideorejestrator. Kierowca został ukarany grzywną w wysokości 4 tys. zł. Hołowczyc od wyroku się odwołał, a w listopadzie 2015 roku Sąd Okręgowy w Płocku sprawę umorzył z powodu przedawnienia. 

Najnowsze

Test Volkswagen Passat GTE – z prądem

Volkswagen Passat od zawsze był marzeniem statystycznego Polaka. Szczególnie, jeśli był skonfigurowany w nadwoziu kombi i z silnikiem wysokoprężnym. Mamy jednak rok 2017 i ten statystyczny Polak zmienił nieco swoje upodobania. Czy jednak zmienił je na tyle, żeby nie chcieć już Passata? O co to, to nie! Passat w dalszym ciągu jest jego marzeniem. A czy jest nim w wersji sedan z hybrydową jednostką napędową?

Ekologia to kluczowe słowo, które przyświecało konstruktorom zespołu napędowego Passata GTE. Doładowany silnik benzynowy o pojemności 1,4 litra o mocy 156 KM – wspomagany jest lub pracujący samodzielnie – przez silnik elektryczny o mocy 115 KM. Dodatkowo jest możliwość ładowania z zewnętrznego źródła zasilania. Powiecie – klasyczna hybryda plug-in. I będziecie mieć dużo racji. Co jest więc wyjątkowego w tym zespole napędowym, że decyduje się na niego coraz więcej klientów?

Uniwersalność – to jest ten klucz do sukcesu. Jeśli baterie są naładowane do pełna, silnik elektryczny pozwoli na przejechanie około 50 kilometrów. Po wyczerpaniu prądu, do akcji włącza się silnik spalinowy, doładowując baterie jedynie w takim stopniu, by silnik elektryczny wspomagał ten spalinowy. Ruszamy więc za pomocą silnika elektrycznego, który jednocześnie rozkręca wał korbowy motoru benzynowego, aby ten mógł „zaskoczyć” bez rozrusznika. Dodatkowo ten elektryczny zapewnia zwiększenie momentu obrotowego, co przekłada się na elastyczność całego zestawu. Jeśli utrzymujemy stałą prędkość, układ znów przestawia się na zasilanie silnikiem elektrycznym, by finalnie zużywać jak najmniej paliwa. Gdy chcemy jednak skorzystać z pełni możliwości obu silników, te ruszają do pracy z pełną mocą 218 KM, zapewniając wręcz sportowe osiągi i przyspieszenie do 100 km/h w czasie 7,4 sekundy. Przy bardzo dynamicznej jeździe auto nie przekroczyło jednak zużycia 7,6 l /100 km.

{{ tn(15912) left }}Jest jeszcze jedna opcja współpracy silników, która szczególnie przypadła mi do gustu. Chodzi o ładowanie baterii silnika elektrycznego za pomocą spalinowego. Opcja ta jest szczególnie pomocna podczas poruszania się w trasie. Jadąc z jednostajną prędkością, silnik TSI zużywa niewielką ilość paliwa, jednocześnie doładowując baterie tak, abyśmy do miasta mogli wjechać znów korzystając z napędu elektrycznego. System w Volkswagenie jest na tyle inteligentny, że trasę i działania związane z ładowaniem kierowca może zaprogramować w nawigacji. Jeśli zaznaczymy na trasie przystanki w miastach, samochód sam zadba o to, abyśmy do poszczególnych punktów dojechali korzystając z elektryczności.

Ostatnia opcja to ładowanie baterii z zewnętrznego źródła. Passat GTE pozbawiony jest złącza do ładowania prądem stałym, więc punkty szybkiego ładowania odpadają w całości. Samochód w zestawie ma ładowarkę sieciową, dzięki której naładujemy baterie w domu lub biurze. Trzeba jednak zaznaczyć, że trwa to bardzo długo, najlepiej więc podpiąc ato na całą noc.

Producent zadbał także o to, abyśmy nie nudzili się podczas jazdy. Nie zdradzę chyba tajemnicy, że przemieszczanie się hybrydą nie należy do zbyt emocjonujących. W aucie jest cicho i spokojnie, a świetny zestaw muzyczny sygnowany przez Dynaudio dodatkowo wygasza w kierowcy wszelki zapał do dynamicznej jazdy. Dzieje się tak do momentu, w którym przypadkowo znajdziemy przycisk GTE zlokalizowany w okolicach drążka zmiany przełożeń automatycznej skrzyni DSG. Po jego wciśnięciu, do tej pory spokojny i leniwy Passat, zamienia się w istnego potwora. Bezpłciowy dotąd dźwięk małego silniczka zmienia się w chrapiący sound silnika V8, a wrażenia podczas przyspieszania są iście sportowe. Łączny moment obrotowy zestawu to 400 Nm i w zupełności wystarczy większości kierowców. Dzięki dobremu umiejscowieniu baterii samochód wydaje się bardzo stabilny. Oczywiście podczas szybko pokonywanych zakrętów czuje się wyższą masę auta, jednak nieznacznie i prowadzenie jest mimo to pewne oraz przyjemne. Jedynie na mokrej nawierzchni gwałtowne wciśnięcie pedału przyspieszenia spowoduje zerwanie przyczepności kół osi przedniej. Z jednej strony dzieje się to za sprawą dużego momentu obrotowego, z drugiej opon ekologicznych, którym daleko do parametrów najlepszych modeli grupy VW.  

Fotele są wybitnie wygodne i wykończone miłą dla skóry Alcantarą. Wszystko jest na miejscu i dobrze rozplanowane. Jeśli nie zauważymy znaczka GTE i wyróżniających tę wersję, specjalnie zaprojektowanych świateł do jazdy dziennej LED umieszczonych w zderzaku, możemy nie zwrócić na niego uwagi. Ot Passat, jakich tysiące na naszych ulicach. Nawet bagażnik wydaje się być identyczny jak w wersjach napędzanych klasycznymi silnikami. Oczywiście jego pojemność jest mniejsza i wynosi 402 litry (586 litrów w klasycznej odmianie), optycznie wygląda to jednak bardzo obiecująco i większość użytkowników będzie w stanie zaakceptować taki stan rzeczy. Nie będę wdawała się w szczegóły dotyczące systemów wspomagających kierowcę oraz infotainment. Samochód wyposażony jest przecież w najnowsze rozwiązania zarówno z zakresu komfortu, jak i bezpieczeństwa. Wyposażenie jest pełne i już.

Na koniec odpowiedź na najważniejsze pytanie. Ile paliwa zużywa Passat GTE? Volkswagen podaje, że korzystając z układu hybrydowego będziemy w stanie przejechać 100 kilometrów zużywając średnio 1,8 litra benzyny bezołowiowej. Taaak… No cóż, być może w laboratorium jest to możliwe i to też pierwsze 100 kilometrów. Rzeczywistość jest taka, że jeśli w codziennym użytkowaniu uda się wam zejść poniżej 5 litrów, to będziecie mogli kupić sobie medal z napisem „mistrz świata”. W normalnym ruchu miejskim niższy wynik jest po prostu nieosiągalny. Wypuszczając się za miasto, też będzie ciężko osiągnąć zbliżony wynik, bo nawet jeśli uda nam się przejechać pierwsze 50 km na prądzie, to drugie musimy zrobić już na benzynie. No chyba, że mamy możliwość naładowania baterii po drodze i bardzo dużo wolnego czasu.

Jedno jest pewne. Passat GTE będzie genialnym rozwiązaniem dla każdego, kto dojeżdża do pracy nie dalej niż 30 km i ma możliwość ładowania baterii w nocy. Wtedy takie auto ma sens i będzie synonimem słowa oszczędność. Zapunktujemy przed sobą, że jesteśmy proekologiczni, a być może doceni to też nasza społeczność.

NA TAK:
– dynamiczny i ekologiczny zespół napędowy;
– komfortowe zawieszenie;
– dobre wyposażenie;
– wygodne fotele;
– świetne wyciszenie wnętrza.

NA NIE:
– nierealne do osiągnięcia zużycie paliwa podawane przez producenta;
– ekologiczne opony, o niedostatecznej przyczepności.

Dane techniczne Volkswagen Passat GTE

Silnik:

Benzynowy, doładowany R4 + elektryczny

Pojemność skokowa:

1395 cm3

Moc:

218 KM

Maksymalny moment obrotowy:

400 Nm przy 1500-3500 obr./min

Skrzynia biegów:

automatyczna 6 biegów DSG

Prędkość maksymalna:

225 km/h

Przyspieszenie 0-100 km/h

 7,4 s

Długość/szerokość/wysokość:

4767/1832/1476 mm

Najnowsze