Kobiece kino drogi. Filmy

14 czerwca 2013
Rzadko można trafić na kobiece filmy drogi. Równie niełatwo trafić na fajną, charakterystyczną scenę, której bohaterką jest zwykła, przeciętna kobieta za kierownicą. Są jednak wyjątki. Prezentujemy kilka przykładów.

Thelma i Louise – film Ridleya Scotta z 1991 roku. Thelma (Geena Davis) jest spokojną, wycofaną gospodynią domową, żyjącą w ciągłym strachu przed mężem przemocowcem. Louise (Susan Sarandon) to silna, niezależna kobieta, walcząca z demonami przeszłości. Razem wyjeżdżają na weekend w góry w należącym do Louise Fordzie Thunderbirdzie z 1966 roku. Wyprawa jednak szybko przeradza się w koszmar, kiedy Louise zabija mężczyznę, który próbował zgwałcić Thelmę na parkingu.

„Thelma i Louise” zachwyciło krytyków (sześć nominacji do Oscara i jedna statuetka za scenariusz) i zdobyło sobie niezwykłą popularność w środowisku feministycznym jako alegoria kobiecej walki o niezależność, prawo do samostanowienia, wolności i poszanowania. To również, a może nawet przede wszystkim, piękna historia o kobiecej przyjaźni i absolutnym zaufaniu. Ostatnia scena stała się symbolem i przeszła do historii kina.

Chłopaki na bok – ostatni film Herberta Rossa, z 1995 roku. Bohaterkami są trzy kobiety: Jane (Whoopi Goldberg), piosenkarka, która pragnie rozpocząć nowe życie po bolesnym rozstaniu z partnerką, Holly (Drew Barrymore), oczekująca dziecka swojego brutalnego chłopaka, i Robin (Mary-Louise Parker), agentka nieruchomości, która właśnie się dowiedziała, że jest zarażona wirusem HIV. Robin umieszcza w gazecie ogłoszenie, że poszukuje towarzyszki samochodowej wyprawy do Kalifornii. Przypadkiem trafia na Jane i obie kobiety jadą z Nowego Jorku do Pittsburgha, by odwiedzić przyjaciółkę Jane, Holly. Trafiają akurat w sam środek bójki między Holly a jej chłopakiem Nickiem. Interwencja przyjaciółek kończy się tragicznie – Nick ginie. Trzy kobiety formują coś na kształt aliansu, który z czasem przerodzi się w głęboką przyjaźń, chociaż nie bez komplikacji. W dużej mierze film o odwadze: do pokonywania przeciwności losu, zaczynania od nowa, stawiania czoła nieuniknionemu, godzenia się z sobą samym.

Bonneville – komediodramat z 2006 roku w reżyserii Christophera N. Rowleya. Niestety, nie dorównuje dwóm poprzednim, ponieważ gra na ckliwych, sentymentalnych i płaskich nutach. Ma jednak swoje momenty i na pewno jest wart uwagi ze względu na obsadę.

Kiedy mąż Arvilli (Jessica Lange), Joe, umiera, kobieta pragnie, zgodnie z jego wolą, rozrzucić prochy. Jednak córka Joego z pierwszego małżeństwa stanowczo się temu sprzeciwia i szantażuje macochę, nakłaniając ją do urządzenia Joemu porządnego pogrzebu. Pokonana, Arvilla w towarzystwie przyjaciółek, Margene (Kathy Bates), nauczycielki, która właśnie straciła pracę, ponieważ zachęcała uczniów do stosowania antykoncepcji, i pobożnej mormonki Carol (Joan Allen) wsiada za kierownicę Pontiaka Bonneville z 1966 roku i rusza do Salt Lake City. Po drodze jednak postanawia odwiedzić miejsce, gdzie spędziła z mężem miesiąc miodowy. Część prochów wysypuje się przypadkowo i Arvilla uznaje to za znak. Postanawia dotrzymać słowa i rozrzucić prochy kolejno we wszystkich miejscach, które z Joem odwiedzili podczas 20 lat małżeństwa. Tak rozpoczyna się podróż,  która poprowadzi kobiety przez park narodowy Bryce Canyon, Skull Valley, rezerwat Lake Powell, Las Vegas i Palm Springs.

Smażone zielone pomidory – przepiękna scena z Kathy Bates za kierownicą Forda. Jej bohaterka jest może „starsza”, ale za to „lepiej ubezpieczona”. Przyznajcie się, ile razy miałyście ochotę zrobić podobnie?

Speed – film akcji z 1994 roku w reżyserii Jana de Bonta. W głównej roli żeńskiej Sandra Bullock jako Annie Porter, której właśnie odebrano prawo jazdy za notoryczne przekraczanie prędkości. Cóż, nic nie dzieje się przypadkowo, ponieważ wskutek splotu okoliczności Annie musi usiąść za kierownicą autobusu. Jeżeli zejdzie poniżej 50 mil na godzinę, wybuchnie bomba. W tle mięśnie Keanu Reevesa i demoniczny plan Dennisa Hoppera.

Dzikość serca – Lula (Laura Dern) w żywiołowym proteście przeciwko monotonii stacji radiowych.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!