„Co nas kręci?” w przedsprzedaży na Blu-Ray

Ruszyła przedsprzedaż filmu "Co nas kręci?" pod patronatem Motocaina.pl. Obecnie wydawca zbiera zamówienia - płyta zostanie wydana, jeśli zbierze się wystarczająca liczba zamówień.

Polak uratował Teslę dwa razy przed zrujnowaniem wizerunku. Poznajcie tę fascynującą historię
Niezwykła pasja zwykłych ludzi wyłania się z motocyklowego dokumentu „Co nas kręci?”, którego siłą są wywiady z przeciętnymi pasjonatami dwóch kółek. Mimo, że część z nich z motocyklizmem miała do czynienia zawodowo, jak Kenny Rogers, pierwszy Amerykanin na podium Moto GP, Jason DiSalvo, zwycięzca Daytony czy Keith Code, twórca California Superbike School, to reżyser Bryan H. Carroll oszczędza nam tej wiedzy aż do napisów końcowych, tworząc wrażenie, że jednośladów może dosiadać każdy i czerpać z tego – bez względu na wiek, płeć i liczbę kończyn – niezwykłą przyjemność. „Co nas kręci?” to także opowieść o początkach motocyklizmu, z migawkami trójkołowych pojazdów służących jako maszyny serwisowe na drewnianych torach dla kolarzy. O pierwszych cafe racerach, a także o wyprzedzającym dzisiejsze pokolenia hipsterów o lata świetlne w byciu „cool” Edzie Krentzu, zwycięzcy pierwszej edycji Daytona 200 w 1937 r. Nie ich pożółkłe zdjęcia jednak, lecz widok kilkulatków na pierwszych crossowych maszynach z nieodłączną opowieścią „gdzie ukryłem swój pierwszy motocykl, by nie znalazła go mama” odpowiada jednoznacznie na pytanie – co nas kręci.

Więcej o filmie tutaj.

Język: angielski
Napisy: polskie
Czas trwania: 89 min
Obraz: kolorowy
Format: 16:9
Dźwięk: DTS-HD MA

Najnowsze

Używanie prywatnego samochodu do celów służbowych – przepisy

Dużo się obecnie mówi o wykorzystaniu aut prywatnych w celach służbowych. Czy wówczas można liczyć na zwrot kosztów od pracodawcy?

Często pracodawcy nie mają własnych samochodów firmowych, czy to ze względu na sporadyczną liczbę zleceń poza siedzibą firmy, czy też w związku z wysokimi kosztami utrzymania pojazdu. Niekiedy samochód służbowy, który otrzymaliśmy od pracodawcy wymaga naprawy czy też jest używany przez innego pracownika. Wówczas pracownicy mogą odbyć podróż w celach służbowych własnym autem. Pracodawcy zobowiązani są do zwrotu kosztów wynikających z użytkowania auta prywatnego pracownika.

Używanie prywatnego auta do celów służbowych powinno nastąpić z inicjatywy pracownika, a ponadto pracodawca musi wyrazić na to zgodę. W przypadku niewyrażenia zgody przez pracodawcę, może on odmówić pracownikowi zwrotu kosztów poniesionych przez używanie własnego pojazdu przy wykonywaniu czynności służbowych.

Wyróżniamy dwie sytuacje, w których pracownik może używać własnego auta w celach służbowych – podróż służbowa oraz jazdy lokalne.

Pojęcie podróży służbowej oraz rozliczenie jej kosztów reguluje art. 775 Kodeksu pracy, zgodnie z którym pracownikowi wykonującemu na polecenie pracodawcy zadanie służbowe poza miejscowością, w której znajduje się siedziba pracodawcy, lub poza stałym miejscem pracy przysługują należności na pokrycie kosztów związanych z podróżą służbową. A contrario należałoby przyjąć, że pracownik nie odbywa podróży służbowej, jeżeli czynności służbowe wykonywane są w obrębie miejscowości, w której znajduje się stałe miejsce wykonywania jego pracy oraz w obrębie miejscowości, w której znajduje się siedziba pracodawcy, jeżeli zgodnie z umową miejscem pracy jest siedziba pracodawcy.

Zwrot kosztów używania przez pracownika w celach służbowych samochodów osobowych niebędących własnością pracodawcy następuje na podstawie umowy cywilonoprawnej między pracodawcą a pracownikiem. Warunki zwrotu kosztów określa Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 25 marca 2002 r. w sprawie warunków ustalania oraz sposobu dokonywania zwrotu kosztów używania do celów służbowych samochodów osobowych, motocykli i motorowerów niebędących własnością pracodawcy. Koszty wynikające z kilometrówki dla przejazdu 1 kilometra wynoszą dla samochodów osobowych:

  • o pojemności silnika do 900 cm3 – 0,5214 zł,
  • o pojemności silnika ponad 900 cm3 – 0,8358 zł

Należy zaznaczyć, że rozporządzenie reguluje kwestię zwrotu kosztów podróży samochodami osobowymi, motocyklami lub motorowerami. Nie obejmuje natomiast kwestii podróży samochodami ciężarowymi.

Kwoty określone w Rozporządzeniu obejmują poza kosztem paliwa także wydatki na pokrycie kosztów eksploatacji auta tj. zużycie opon, oleju, żarówek, a ponadto opłaty za przejazd płatnymi drogami, opłaty parkingowe itp.

Zwrot kosztów, o ile nie przekraczają one kwot określonych w rozporządzeniu, nie stanowi przychodu pracownika. Jeżeli natomiast pracodawca postanowi zwrócić koszty podróży służbowej w kwocie wyższej niż określona w rozporządzeniu, nadwyżka będzie stanowiła przychód pracownika, a co za tym idzie, będzie należało odprowadzić od niej podatek dochodowy, a także zwiększyć podstawę wymiaru składek ubezpieczeniowych. Pracodawca może natomiast koszty podróży zwrócone pracownikowi zaliczyć jako koszty prowadzenia działalności, jednak  tylko do wysokości kwot z rozporządzenia.

Kolejną sytuacją, w której pracownik ma możliwość korzystania z prywatnego samochodu są jazdy lokalne. Są to jazdy w obrębie miejsca pracy pracownika określonym w umowie o pracę. Rozliczenia pracodawcy i pracownika z jazd lokalnych następują na podstawie umowy cywilnoprawnej o używanie pojazdu do celów służbowych. W umowie takiej strony mogą wybrać dwie formy rozliczeń: kilometrówka oraz ryczałt. Kilometrówkę rozlicza się na podstawie wyżej wymienionych stawek, zgodnie z faktycznym przebiegiem pojazdu. Ryczałt stanowi iloczyn stawki za 1 km przejazdu i miesięcznego limitu kilometrów przyznanych pracownikowi przez pracodawcę. Rozporządzenie określa górną granicę miesięcznego limitu kilometrów, który uzależniony jest od liczby mieszkańców w danej gminie lub mieście, w których pracownik jest zatrudniony:

1) 300 km – do 100 tys. mieszkańców,

2) 500 km – ponad 100 tys. do 500 tys. mieszkańców,

3) 700 km – ponad 500 tys. mieszkańców.

Pracownik jest obowiązany złożyć pisemne oświadczenia o używaniu przez niego pojazdu do celów służbowych w danym miesiącu. Oświadczenie to powinno zawierać dane dotyczące pojazdu (pojemność silnika, marka, numer rejestracyjny) oraz określać ilość dni nieobecności pracownika w miejscu pracy w danym miesiącu z powodu choroby, urlopu, podróży służbowej lub innej nieobecności, a także ilość dni, w których pracownik nie dysponował pojazdem do celów służbowych. Kwotę ustalonego ryczałtu zmniejsza się o 1/22 za każdy roboczy dzień nieobecności pracownika w miejscu pracy z powodu choroby, urlopu, podróży służbowej trwającej co najmniej 8 godzin lub innej nieobecności oraz za każdy dzień roboczy, w którym pracownik nie dysponował pojazdem do celów służbowych.

Renault Spider - roadster zwinny niczym gokart ze skromnym wnętrzem
Justyna Nykiel, prawnik, kancelaria Koksztys

 

 

Najnowsze

Zimowa jazda motocyklem – jak przetrwać?

Nie zamierzasz odpuścić jazdy jednośladem zimą? Może dla Ciebie temperatura wreszcie jest odpowiednia, a w wolnej chwili zażywasz mroźnych kąpieli z kumplami z klubu morsa? Jeśli tak, to postaramy się podpowiedzieć, jak możesz się ratować w te chłodne dni jeżdżąc motocyklem lub skuterem.

Renault Spider - roadster zwinny niczym gokart ze skromnym wnętrzem
Pomóc w tym mogą dostępne na rynku akcesoria i gadżety.

Aby zapewnić ciepło naszym dłoniom warto pomyśleć o montażu podgrzewanych manetek. W niektórych motocyklach występują one w standardzie, ale jeśli Twój takiej funkcji nie ma, to nic straconego. Montaż nie jest skomplikowany. Każdy serwis taką usługę ma w ofercie. Gripy manetek występują w różnych wersjach. Wybierz ten, który najbardziej Ci odpowiada. Jeśli masz skuter, dobierz wersję z mocowaniem do plastików. Z reguły nie ma po prostu w nich miejsca na kierownicy do zamontowania przełącznika. Zwróć również uwagę, by ustawianie temperatury grzania odbywało się za pomocą przycisku. Pokrętło jest niepraktyczne podczas jazdy.

Koronawirus: 1/4 polskich przedsiębiorców wstrzymuje zakup nowych aut do końca roku!

Skoro już mamy ciepło po wewnętrznej stronie dłoni, możesz dodatkowo osłonić je z zewnątrz. Taką ochronę zapewnią Ci mufki. Są dostępne w wielu wzorach, więc możesz przy okazji lekko spersonalizować swój sprzęt i podkreślić, że należy do Ciebie.

Jednym z symboli zimowej jazdy jest na pewno motokoc. Wbrew pozorom z tego udogodnienia mogą skorzystać nie tylko skuterowcy. Motokoce są dostępne również do motocykli. Najlepiej wybrać koc dedykowany do modelu Twojego pojazdu. Wszystko pasuje, nic się nie podwija i nie podwiewa. Chyba nie musimy opowiadać, jak taka cieplutka kołderka wpłynie na poprawę komfortu jazdy? Podobnym rozwiązaniem są koce w formie fartucha. Nie mocujesz ich do pojazdu, a zapinasz w pasie. Taka opcja jest wygodna, gdy pogoda jest zmienna. Nie musisz sie martwić, że akurat dziś wyszło słońce, a Ty masz zamontowany motokoc.

Sporo firm produkujących odzież motocyklową, ma w swojej ofercie zimowe ubrania. Istnieją również marki proponujące odzież ogrzewaną. Możesz podłączać ją do akumulatora lub zaopatrzyć się w przenośną baterię. Jeśli masz już grzane manetki, możesz się wspomóc grzanymi wkładkami do rękawic. One z reguły zapewniają dłoniom ciepło od zewnętrznej strony. W połączeniu z manetkami będzie to super kombinacja.

 Tak uzbrojony(-na) możesz śmiało jechać utrzeć zimie nosa.

O czym warto jeszcze wiedzieć?

Czy odpalać odstawiony na zimę motocykl?
Zimowanie motocykla – gdzie i jak?
Jak przygotować motocykl do zimowego snu?
Jeździsz jeszcze motocyklem? Dowiedz się, jak dbać o jednoślad w zimie

Motocykle i skutery na prawko kat. B: modele i ceny na polskim rynku

Najnowsze

Seat Leon X-Perience – znamy ceny

Jest wielu kierowców, którzy pragnęliby mieć w swoim garażu kilka samochodów na każdą okazję: jeden sportowy, drugi elegancki, trzeci terenowy i najlepiej jeszcze czwarty - pakowny. Seat stara się pogodzić te oczekiwania w jednym samochodzie, który nazwał X-Perience. Ile będzie kosztował w Polsce?

Obok 3-drzwiowego Leona SC, 5-drzwiowego hatchbacka, kombi ST, a także hot-hatcha Cupra, do rodziny Seata Leona dołączy już wkrótce uterenowiony X-Perience. To rodzinne auto skierowane do osób stawiających na aktywny tryb życia.

Seat Leon X-Perience – ceny w Polsce:
• 1.6 TDI/110 KM 4Drive, manualna 6-biegowa – 113 200 złotych
• 1.8 TSI/180 KM 4Drive, automatyczna 7-stopniowa – 115 800 złotych
• 2.0 TDI/150 KM 4Drive, manualna 6-biegowa – 118 100 złotych
• 2.0 TDI/184 KM 4Drive, automatyczna 7-stopniowa – 130 600 złotych

Ducati Scrambler 1100 Dark PRO - nowy członek rodziny w wersji Dark Suit

Producent w standardzie oferuje m.in.: 7 poduszek powietrznych, relingi dachowe, 17-calowe felgi aluminiowe, pełne światła LED, climatronic, sportowe fotele czy zestaw Media System Colour z 5-calowym ekranem. Najmocniejsze wersje mają także Seat Drive Profile, czyli możliwość ustawenia jednego z 4 profilów jazdy.

Auto wyróżnia bagażnik o pojemności 587 l (z możliwością powiększenia do 1 470 l) i off-roadowe zdolności z napędem 4×4, sprzęgłem Haldex oraz z podwyższonym o 15 milimetrów zawieszeniem.

Najnowsze

Motocyklem „Dalej się nie da”? Wywiad z Joanną Sobkowską

W 80. rocznicę motocyklowej wyprawy Stanisława i Haliny Bujakowskich z Drusennik do Szanghaju, podobną trasę pokonali Asia Sobkowska i Daniel Skibiński. Pierwsza para, na motocyklu B.S.A. z bocznym wózkiem, borykała się z wieloma problemami, wielokrotnie ryzykując życiem! A jak wygląda taka podróż w dniu dzisiejszym? O tym opowiedziała nam Asia.

Jak zetknęliście się z książką "Mój chłopiec, motor i ja"? Czy ta lektura od razu zainspirowała Was do powtórzenia wyczynu Haliny i Stanisława Bujakowskich?
– Książkę wygraliśmy w konkursie przy okazji spotkania z podróżnikiem – Romualdem Koperskim w Poznaniu. Nie spodziewaliśmy się, że będzie miała na nas taki wpływ! Przeczytaliśmy ją (najpierw ja, później Daniel) i rozmawialiśmy o niej sporo, ale tylko w kontekście niesamowitego wyczynu sprzed lat. Pomysł na powtórzenie trasy Bujakowskich zrodził się parę miesięcy później, na wyjeździe motocyklowym w Alpy. Skojarzyliśmy, że daty – 1934 i 2014 dają 80-tą rocznicę i stwierdziliśmy, że to idealne przesłanki do powtórzenia podróży.

Jak się przygotowywaliście do tej wyprawy – w teorii i praktyce?
– Przygotowywaliśmy się dość długo, bo od początku wiedzieliśmy, że na dojazd do Szanghaju z własnych środków nas nie stać. Zaczęliśmy więc od stworzenia "finansowego planu marzeń" i znalezienia firm, które mogłyby się zainteresować takim tematem. Wysłaliśmy setki maili, wykonaliśmy mnóstwo telefonów, odbyliśmy kilka obiecujących spotkań, ale niestety wsparcia finansowego nie udało się zdobyć. Kiedy wiedzieliśmy już, że trasę trzeba skrócić – zaczęły się prawdziwie ciekawe i konkretne przygotowania, czyli: ustalenie ile mamy czasu, dokąd możemy dojechać, jak trzeba przygotować motocykle, skąd wziąć nawigację na Kazachstan i Kirgistan, jakie wizy zdobyć? Sama przyjemność takie zadania! Zwłaszcza grzebanie przy motocyklach w warsztacie Cerbola – w sumie paręnaście godzin spędzonych na rozkręcaniu gaźników, próbie wymiany dętek, czy eliminowaniu luzów zaworowych. To nauczyło nas odpowiedniego i spokojnego podejścia do ewentualnych awarii po drodze. Bo przecież, prawie wszystko da się naprawić…   

Właściciele BMW w lipcu otrzymają aktualizację oprogramowania. Cyfrowy kluczyk, ulepszone mapy i jeszcze więcej

A sami wymagaliście fizycznego przygotowania?
– W sezonie 2014 tak nam pogoda sprzyjała, że na motocyklach jeździliśmy właściwie od lutego. Byliśmy też na kilku kursach doskonalenia techniki jazdy (szkoleniamotocyklowe.pl – dziękujemy!), które wyposażyły nas w wiedzę przydatną, zarówno na szosie wśród rozpędzonych kazachskich Kamazów, jak na szutrowych i kamienistych odcinkach. Nad resztą kondycji pracujemy na co dzień, czyli: wspinamy się, biegamy, pływamy, jeździmy rowerami…

 Musieliście pojechać i utrzymać się "za swoje", jak Hala i Stach?
– Właściwie za swoje, ale sponsorzy też się trafili. Nie dostaliśmy porządnego kopniaka finansowego, aby móc przejechać Birmę czy Chiny, ale wsparcie w postaci przygotowania motocykli (Cerbol.com), szkoleń motocyklowych (szkoleniamotocyklowe.pl), wyposażenia turystycznego (Decathlon, Zalando), ogromnych zniżek na zakup ciuchów i akcesoriów (Motorismo) czy komunikatorów (Kontel) – było dla nas bardzo ważne i jesteśmy bardzo wdzięczni. Dzięki temu mieliśmy więcej w portfelu, by mieć na benzynę i móc dojechać dalej!

Jak Wasz pomysł został przyjęty wśród rodziny, przyjaciół?
– Nie mogło być inaczej – wszyscy przyklasnęli naszemu pomysłowi. No może na początku podchodzili z lekkim niedowierzaniem, ale trudno się dziwić, skoro sami nie wiedzieliśmy na ile uda nam się plan zrealizować. Jednak w miarę postępu w przygotowaniach, zyskiwaliśmy coraz większe poparcie. Pewnie nieraz zanudzaliśmy na śmierć naszych rodziców czy znajomych, bo nie potrafiliśmy rozmawiać o niczym innym, tylko motocykl, motocykl, motocykl i… Szanghaj! (śmiech)

Bohaterowie książki często byli w sporych tarapatach przez warunki pogodowe i bardzo trudny, nieprzejezdny teren. Czy czasem wydawało się Wam, że też jesteście w takiej sytuacji bez wyjścia?

Volkswagen California 6.1 - wakacyjny dom na kołach i centrum rozrywki
– W pierwszej chwili chciałam odpowiedzieć, że tak – byliśmy. Ale na pewno nie w takim stopniu, jak Hala i Stach! Nie ma co porównywać ani pod względem przejezdności dróg, ani częstotliwości spotykania ludzi, a tym bardziej pod względem wyposażenia w sprzęt turystyczno – nawigacyjny. Oczywiście mieliśmy kilka chwil zwątpienia i strachu, zwłaszcza przy przejeżdżaniu przez północne pasmo Tien-Shanu w Kirgistanie. Znaleźliśmy się na wyboistej i coraz węższej drodze w centrum wysokich, suchych gór, bez żadnych znaków czy szlaków oczywiście. Mapa mówiła, że do najbliższej wioski mamy 30km, a nawigacja – 130km. Benzyny w baku było mało, żar lał się z nieba i jechaliśmy z prędkością max 20km/h. I wtedy zerwała mi się linka sprzęgła… Wspomina się naprawdę miło, ale wtedy trochę grozy w sercu było! Oczywiście linkę sprzęgła udało się naprawić i tuż przed zachodem słońca dojechaliśmy, po jakichś 80 km do wioski – czyli ani mapa, ani nawigacja nie miały racji (śmiech).

Przydało się wcześniejsze przygotowanie z przeprowadzania napraw? Jak z trudami wyprawy poradziły sobie Wasze motocykle?

– Zdecydowanie tak, lekcje w warsztacie motocyklowym nauczyły nas wiele. Nie chodziło o to, że nauczyliśmy się konkretnie naprawy prędkościomierza czy wymiany napędu. To było coś znaczenie więcej – świadomość, że motocykl to nie jest niedostępna i tajemnicza maszyna tylko urządzenie, w którym większość części można rozkręcić, wykręcić, rozłożyć i naprawić choćby "domowym" sposobem. Motocykle odmawiały nam czasem posłuszeństwa i wtedy ze spokojem zabieraliśmy się do roboty. Awarie na szczęście były dość drobne, np. linka sprzęgła wymieniana była w niebieskiej maszynie z 10 razy (przecierała się przy samej klamce) i w końcu do Polski dojechałam na lince z samochodu Audi 100! Z kolei Daniela motocykl czasem gasł sobie bez większego powodu – początkowo serca dość mocno nam zabiły, bo paliwo przecież jest, nic nie trzasnęło, walnęło, ani nie puściło dymu. Po prostu gasł. Przyszło nam do głowy, żeby sprawdzić akumulator i okazało się, że po przyklejeniu go taśmą klejącą (żeby głębiej "siedział"), wszystko było git.     

Jak dałaś sobie radę kondycyjnie w trasie? A co najbardziej dało Ci w kość psychicznie?
– Na szczęście dałam radę i niewiele miałam powodów do narzekania podczas podróży. Od wielu lat jeżdżę na motocyklu, wcześniej miałam Yamahę Virago. Wydawałoby się, że to motocykl o dużo przyjemniejszej i wygodniejszej pozycji, a jednak na „Viraszce” miałam problem z bólem pleców. Przy Dominatorze taki problem przestał istnieć.

Jedną z bardziej męczących rzeczy była jazda przy silnym bocznym wietrze, szczególnie uciążliwa w Rosji – na wielokilometrowej szosie wzdłuż Morza Kaspijskiego. Niestety samego błękitu wody z drogi nie widać, za to silne podmuchy przypominały o niewielkiej odległości od morza. Najbardziej w kość dostaje wtedy kark, który musi utrzymać w pionie moją, małą główkę z wielkim (jak się wtedy wydaje) i zupełnie nieopływowym kaskiem. Niezłym wyzwaniem przy takiej aurze jest wyprzedzanie lub choćby mijanie się z tirami – na sekundę wiatr zupełnie zamiera, więc motocykl kładzie się na jedną stronę, by po chwili wyjechać zza przyczepy, gdzie znów kładzie go na drugą stronę.

Exotic Rage 2020 - kolorowa kawalkada modeli Gran Tourismo ponownie na polskich drogach

Halina odsyłała sukienki, Stanisław – frak, które niepotrzebnie wzięli w podróż, a tęsknili za futrem w zimne dni i noce. Czego Wy wzięliście za dużo, a czego żałowaliście, że nie spakowaliście?

– To ciekawe, ale spakowaliśmy się prawie idealnie. Pewnie wynika to z przyzwyczajenia do wyjazdów z plecakiem i namiotem, właściwie od dziecka. Wiadomo, że pakunki muszą być jak najlżejsze i wiadomo, co jest niezbędne np. niezbędnik (śmiech). Nie wzięliśmy koszul flanelowych i trochę za nimi tęskniliśmy, bo na ciepły wieczór pełen komarów, byłyby na pewno bardzo przydatne (softshelle jakoś też dały radę). A standardowo – zbyt dużo mieliśmy chińskich zupek "na czarną godzinę". Nie wykorzystaliśmy ani jednej! O, i wiozłam ze sobą puszkę z jakimś węgierskim, obleśnym gulaszem – też miał być awaryjnie, ale na szczęście nie musieliśmy tego otwierać!

Czy trafialiście w miejsca całkiem dzikie? Halina i Stach mijali wiele takich miejsc, martwili się też, że wkrótce i tam dotrze cywilizacja.

Volkswagen California 6.1 - wakacyjny dom na kołach i centrum rozrywki
– Ponieważ jechaliśmy, jednak inną trasą niż Bujakowscy, nie umiem ocenić większości miejsc opisywanych przez Halinę w Iranie, Pakistanie czy Birmie. Ale udało nam się dotrzeć w przepiękne miejsca, gdzie cywilizacja dociera w zupełnie innym wymiarze, niż my ją postrzegamy. Myślę np. o Kazachstanie, gdzie oprócz kilku wielkich miast, gdzie życie zbliżone jest do "zachodniego", spotyka się wsie, mieściny i osady zupełnie odmienne od naszego wyobrażenia. Domy wyglądają jak lepianki, wszystkie są parterowe, najczęściej z niebieskimi dachami. Często są porozrzucane w dość chaotyczny sposób, panuje jakiś wszechobecny nieład, nic nie jest równe – ani drogi, ani ściany budynków. A ludzie żyją spokojnie, spełniając jedynie swoje podstawowe potrzeby. Jedzą proste potrawy bez wykwintnych dodatków (w sklepach trudno dostać, choćby cytryny), rzadko mają dostęp do wody bieżącej, a za ubikacje służą wychodki. Ale super płaskie telewizory z super modnymi serialami – są wszechobecne! Telefon komórkowy ma prawie każdy, nawet pasterz spotkany na dzikich zboczach Gór Kirgiskich. Prawdopodobnie też dostęp do sieci, nie jest czymś zupełnie obcym.

Halina martwiła się o postęp cywilizacji także w Turcji w regionie centralno – wschodnim. Pisała, że zapewne za parę lat pojawią się tam kampingi, hotele, restauracje, a farmerzy tureccy, niczym nie będą różnili się od niemieckich. Na szczęście tak się nie stało! Wystarczy wyjechać kawałek na wschód poza Stambuł i omijać wielkie miasta typu Ankara czy Izmir. Wtedy można nacieszyć się piękną, spokojną i niecywilizowaną (w dobrym tego słowa znaczeniu) Turcją. Ludzie są otwarci i serdeczni, mocno związani ze swoją tradycją i kulturą.

I co ważne – nasze motocykle i nasz wyjazd, który nie jest przecież czymś niezwykłym z dzisiejszego punktu widzenia, robiły ogromne wrażenie, i na dzieciakach, i na dorosłych. To też świadczy o zupełnie innej świadomości i poziomie życia we wschodnich krainach. Zastanawialiśmy się, czy to, że u nas mamy tyle możliwości spędzania wolnego czasu, oddawania się różnym przyjemnościom, uprawiania sportów i posiadania hobby – jest też świadectwem postępu cywilizacyjnego?            

Były jakieś spotkania z egzotycznymi zwierzętami czy chorobami? Bo jedno i drugie ubarwiało tą podroż, 80 lat wcześniej.

Volkswagen California 6.1 - wakacyjny dom na kołach i centrum rozrywki
– Przez cały wyjazd bałam się bliskiego spotkania z wężami. A z drugiej strony w głębi duszy miałam nadzieję, że w końcu na jakiegoś natrafię i się może nawet z nim zaprzyjaźnię (śmiech). Ale nie udało się. Widziałam ich sporo i różnych wielkości – rozjechanych bądź prawie rozjechanych na szosie. Dużo fajniej było z wielbłądami. Pierwsze stado spotkaliśmy, tuż po przekroczeniu kazachskiej granicy i ciekawe, że mimo podobnego klimatu w Rosji (wybrzeże Morza Kaspijskiego) nie trafiliśmy na ani jednego. To super zwierzaki, wielkie i spokojne, jedzą sobie tą suszoną zieleninę, włażą pod koła samochodów bez żadnego zażenowania, a na motocykle patrzą z ogromnym zdumieniem, aż oczy im na wierzch wyłażą (śmiech). Często odprowadzały nas wzrokiem i machały do nas ogonami, mając przy tym całkiem głupie wyrazy „twarzy”, są naprawdę przeurocze.

Czy problemy z przekraczaniem granic krajów są w tych czasach mniejsze?
– Niestety problemy są nadal i to całkiem spore. Planowaliśmy początkowo dokładne powtórzenie trasy sprzed 80 lat, co wiązałoby się z przejazdem m.in. przez Iran, Pakistan, Indie, Birmę i Chiny. O ile same wizy można sobie wyrobić na każdy z tych krajów, to koszty związane z przejazdem motocyklem przez kolejne granice są niebotyczne! Zwłaszcza problematyczny jest wjazd do Birmy i Chin, gdzie należy zdać chińskie prawo jazdy, przerejestrować motocykl i jeździć tylko wyznaczoną trasą z pilnującym przewodnikiem.

Ostatecznie do granicy chińskiej dojechaliśmy zupełnie inną trasą – z Turcji odbiliśmy na północ i przez Gruzję, Rosję i Kazachstan dojechaliśmy do Kirgistanu. Przy takiej, dużo prostszej organizacyjnie trasie, przekraczanie granic nie stanowiło problemów. Baliśmy się o przejście gruzińsko – rosyjskie (w Kazbegi, Kaukaz), ponieważ pojawiały się informacje, że bywa ono nieczynne z powodu lawin błotnych i śnieżnych. No i trafiliśmy idealnie – przejście zostało otwarte w nocy przed naszym przyjazdem, a wcześniej przez 10 dni było nieczynne!   

Hyundai Xcient Fuel Cell - pierwsza na świecie ciężarówka na wodór
Gdzie byliście najżyczliwiej przyjęci i czy zdarzały się, też wrogie reakcje ludzi wobec Was?
– Najbardziej zaskoczeni byliśmy gościnnością turecką, której w ogóle się nie spodziewaliśmy. Trudno było zabić w sobie nieufność, która wynikała, chyba ze stereotypowego nastawienia. Naprawdę warto ich poznać, możemy się od nich wiele nauczyć, np. Turek poproszony o pomoc nigdy nie odmówi i zrobi wszystko, by znaleźć rozwiązanie. A im dalej na wschód, tym szerzej otwarte były serca ludzi.

Wrogie reakcje? Zdecydowanie nie. Wręcz odwrotnie – my się denerwowaliśmy i parę razy podnieśliśmy głos, a Kazachowie czy Kirgizi tylko patrzyli na nas ze zdumieniem… Chyba nie rozumieją takiej złości, mają zbyt dużo spokoju w sobie (śmiech).

Jak Hala i Stach spotykaliście po drodze jakiś Polaków? Podróżujących czy też mieszkających tam na stałe?
– Niestety przez całą podróż nie trafiliśmy na rodaków, aż dziwne. Nawet w Gruzji nas to ominęło, mimo że w Polsce to coraz bardziej popularny kierunek podróży. Spotkaliśmy natomiast m.in.: Słowaka, który na swojej Jawie z 1961r. pokonuje co roku ok 10.000 km; Koreańczyka, który był w podróży z Seulu przez Rosję i Kazachstan – do Hiszpanii na GS1200; Rosjanina, który po 2-tygodniowym urlopie na motocyklu wrócił do pracy i stwierdził "a, co mi tam, jadę jeszcze raz" i po 4 dniach ruszył znów w trasę na GS1200 i Niemca, który wybrał się w rowerową podróż z Europy do Iranu, Iraku, a może i dalej… Mają ludzie fantazję!   

Paliwa w tych czasach pod dostatkiem? Halina i Stach dość często pchali motocykl…

Świetny wynik kwalifikacyjny Piotra Biesiekirskiego w Moto2
– Pchać na szczęście nie musieliśmy, ale począwszy od Rosji, na każdej stacji benzynowej pytaliśmy się o odległość do następnej i w razie potrzeby napełnialiśmy kanistry. Często tankowaliśmy też w wioskach, bezpośrednio od ludzi z jakichś plastikowych butelek, 80-oktanówkę. Zresztą, czasem na samej stacji okazywało się, że "zapravka nie robotaje" (stacja nieczynna). Wtedy pytaliśmy – "ale to benzinu ni ma?" i słyszeliśmy: "aaaaa, benzinu! Benzinu to jest, da da!".

Czy romantyczne wyobrażenie o podróżowaniu miało swoje zderzenie z rzeczywistością?
– Myślę, że największym zderzeniem z rzeczywistością był dla mnie moment, kiedy przekonaliśmy się, że nie uda nam się podróż do Birmy czy Chin, a musimy "zadowolić się" Kirgistanem. To nie była już dla mnie taka egzotyka, wiedziałam, że sporo ludzi (kobiet też) taką trasę przejechało i nie czułam takiej niezwykłości, jaka byłaby przy tych nieznanych, i niedostępnych krajach.

Ale samo podróżowanie motocyklem jest zdecydowanie przyjemnością, nie do zastąpienia! Porównanie oczekiwań do efektów – wypadło zdecydowanie na plus dla efektów! Bałam się, że po paru dniach jazdy bez przerwy będę czuła nudę i zmęczenie. Nie spodziewałam się, że można jechać codziennie przez tydzień, dwa, trzy, ponad miesiąc i każdego dnia odkrywać inny świat, być wciąż w drodze i we wszechogarniającym zachwycie nad niespotykaną przyrodą – pastelowymi kanionami w Turcji, zielonym i groźnym Kaukazem, wietrznym stepem rosyjskim, ogromnymi przestrzeniami kazachskimi (z orłami odlatującymi spod kół) i wreszcie Tien-Shan w Kirgistanie. Tego nie można sobie wymarzyć, to trzeba przeżyć! 

Więcej o współczesnej wyprawie Asi i Daniela dowiecie się ze strony dalejsienieda.com , a książkę Haliny Korolec-Bujakowskiej "Mój Chłopiec, Motor i Ja" (2011) można jeszcze zakupić w księgarniach. Gorąco polecamy wszystkim Mikołajom!

 

Najnowsze