Bullit – najmocniejszy i najdroższy Mercedes Brabus
Znany tuner Mercedesów szykuje się na salon samochodowy w Genewie na niesamowitą premierę. W rękawie ma całkiem mocnego asa - to zbudowany na bazie C klasy Brabus Bullit Coupe - według firmy najmocniejsza C klasa na świecie.
Oprócz tego, że auto jest najmocniejsze, to i najdroższe. 450 tysięcy euro za tego potwora to już nie są żarty. Ale samochód sam w sobie jest chyba jeszcze bardziej imponujący, niż jego cena…
Specjaliści z Brabusa pod maską zamontowali podwójnie doładowaną 5.5-litrową jednostkę V12 z S-klasy, rozwiercając ją do pojemności 6.3 litra. Wymienili też obie turbosprężarki. Moc wyjściowa tego samochodu i moment obrotowy są trudne nawet do wyobrażenia – 800 KM i 1420 Nm – takie dane w katalogu firmy wyglądają niczym wartości z kosmosu przesłane przez Marsjan.
Ludzie z Brabusa, gdy uświadomili sobie, jakie monstrum stworzyli, stanęli przy samochodzie, podrapali się po głowie i stwierdzili jednogłośnie – tak być nie może. Żeby skrzynia nie rozpadła się z drobny mak, a auto nie mieliło oponami w miejscu, zamiast ruszyć, ograniczono moment obrotowy do „jedynych” 1100 niutonometrów.
Efekt? 3.7 sekundy do setki, 9.8 sekundy do 200 km/h i prędkość maksymalna po zdjęciu ogranicznika wynosząca 370 km/h. Czy do takiego samochodu nie powinno się przypadkiem dodawać osobnej instrukcji obsługi i lekcji doskonalenia jazdy?
Najnowsze
-
Test Alpine A110 R Turini – ostatni benzynowy sprint
Przypatrzcie się porządnie i zapamiętajcie ten widok. Alpine A110 R to jedna z ostatnich okazji, by doświadczyć prawdziwej sportowej motoryzacji pachnącej benzyną, a nie kablem do ładowarki. W odmianie R – tej najbardziej radykalnej – Alpine nie udaje, że chce być grzeczne. To auto powstało z myślą o torze, a miasto traktuje raczej jak scenerię […] -
BMW Group Polska w 2025 roku: rekordy sprzedaży i zapowiedź dużych zmian
-
Test Ford Mustang Mach-E Rally – rajdowa stylówka czy coś więcej?
-
Test Mercedes-AMG E 53 Hybrid 4MATIC+. Czy ta hybryda boli?
-
-10°C i niemy diesel na parkingu. Winne są nie świece, a ten zapomniany element
Zostaw komentarz: