Początek końca ostrowskiego żużla

04 sierpnia 2009
Zamieszczamy niestety dramatyczny w wymowie felieton Kingi Wachowskiej o sytuacji w Klubie Motorowym Ostrów, w którym między innymi zakontraktowana jest jedyna kobieta startująca obecnie na grafitowych owalach w Polsce - Nanna Jorgensten.

 

Nanna Jorgensten, jedyna kobieta startująca w żużlu w Polsce, może niebawem przestać jeździć dla ostrowskiego klubu
fot. Kinga Wachowska

Sytuacja Klubu Motorowego Ostrów od pewnego czasu staje się coraz gorsza. Klub dotknęły problemy finansowe, o których głośno zaczęło się mówić po wyjazdowym spotkaniu w Rybniku, gdzie Mads Korneliussen ostentacyjnie odmówił startu w zawodach. Na domiar złego nie odbyło się bardzo oczekiwane spotkanie pomiędzy Lazurem Ostrów, a TŻ Start Gniezno. Powód? Zawodnicy zarówno ekipy ostrowskiej, jak i przyjezdnej odmówili wzięcia udziału w rozgrywkach ze względu na złe warunki panujące na torze. Przysłowiowej oliwy do ognia dolał Janusz Stefański rezygnując z pełnionej funkcji dyrektora klubu, po czym zdymisjonowano także Zenona Michasia z funkcji prezesa.  Ale od początku...

 

Nie od dziś wiadomo, że Klub Motorowy Ostrów ma zaległości względem zawodników (np. wobec nieciekawej sytuacji Patryka Pawlaszczyka, juniora ostrowskiej drużyny). Sukcesywnie próbowano dementować takie informacje, jakoby klub faktycznie zalegał z płatnościami. Sprawa chwilowo ucichła, lecz nie na długo. Do tematu powróciły media, gdy przed rozpoczęciem spotkania w Rybniku, Mads Korneliussen spakował sprzęt i nie wystartował w zawodach. Argumentacja ze strony zawodnika była krótka: obiecano mu, że przed zawodami zostaną uregulowane należności wobec niego. Niestety, pozostały jedynie płonne nadzieje.

Czy tak naprawdę chodziło tylko o kwestie finansowe? Otóż nie. Współpracuję z Madsem drugi sezon i rozmawialiśmy na ten temat. Miał żal do przedstawicieli klubu, że mimo obietnic nikt nie pojawił się przed spotkaniem, by chociaż porozmawiać z zawodnikiem, zapewnić o wpłacie w późniejszym terminie, dodać otuchy i zachęcić do startów. Mads pokazał mi korespondencję smsową, z której wynikało, że klub ma wyjątkowo niepoważne podejście w tej sprawie. 

Każdy kto pracuje, pracuje dla pieniędzy. Zawodowy żużel to też praca z tym, że o zwiększonym ryzyku. To zawodnicy narażają własne zdrowie i życie, więc mają prawo oczekiwać, że podejście do nich będzie równie poważne.

 

Mads Korneliussen ma żal do klubu; nie dość, że mu nie płacą, to nawet nie chcą o tym rozmawiać
fot. Kinga Wachowska

O braku jakiegokolwiek dialogu na linii zawodnicy - władze klubu wspomniał również Karol Ząbik. O rozmowę dotyczącą zaległości w płatnościach po zawodach ubiegał się także jeden z juniorów ostrowskiej drużyny. Padły nawet propozycje ze strony żużlowców, by zorganizować spotkanie działaczy z zawodnikami i we własnym gronie szczerze porozmawiać o faktycznej sytuacji klubu. Ale na propozycjach się zakończyło.

 

Idąc dalej...  Zaplanowane na 19 lipca spotkanie pomiędzy Lazurem Ostrów, a Startem Gniezno nie doszło do skutku. Szesnastu żużlowców odmówiło partycypowania w rozgrywkach, ze względu na zły stan toru. Zawodnicy jednogłośnie stwierdzili, że w istniejących warunkach nie będą ryzykować własnego zdrowia, a nawet życia. Decyzja ta była sprzeczna ze spostrzeżeniami sędziego Wojaczka, który uważał, że tor nadaje się do jazdy. Spotkanie (decyzją sędziego) zakończyło się obustronnym walkowerem.

Często, mówiąc o przeróżnych dyscyplinach sportu podkreśla się fakt, że zdrowie jest najważniejsze. W tym wypadku okazało się jednak mało priorytetowe. 

Spekulacje w chwili obecnej są najróżniejsze, a fakt jest jeden. Minione wydarzenia to zły zwiastun dla ostrowskiego speedway'a. Winnych upatruje się zarówno w działaczach, jak i w zawodnikach. Trudno jednoznacznie ocenić całe zajście i pociągnąć winnych do odpowiedzialności - zwłaszcza, gdy nie ma konkretnych dowodów. Pewne jest to, że decyzja zawodników była spowodowana obawą o własne zdrowie. Przecież nikt oprócz nich nie ryzykuje własnego życia na torze.

Nie tylko ja odniosłam wrażenie, że to właśnie działaczom bardzo zależało na tym, by spotkanie doszło do skutku. Mimo protestu zawodników, dwukrotnie spiker poinformował kibiców, że zawody zostaną rozegrane. Żużlowcy konsultowali w tym czasie swoje spostrzeżenia z Krzysztofem Cegielskim, jednak ich argumenty nie docierały nawet do sędziego zawodów.

Mówi się także o tym, że może dojść do zawieszenia przedstawicieli obu ekip. Zawodnikom zarzuca się brak poszanowania kibiców. A co z poszanowaniem zdrowia i życia tych żużlowców? Jeśli grupa szesnastu osób, którzy "zęby zjedli na torze" twierdzi, że warunki są niebezpieczne, to należy uznać to za pewnik, a nie szukać potwierdzenia w opini ludzi, którzy nigdy nie ścigały się na żużlu!

Zawodnicy Klubu Motorowego Ostrów, pierwsza z lewej w górnym rzędzie - Nanna
fot. Kinga Wachowska

Debatuje się sporo o warunkach na torach brytyjskich, czy tych, które w dniu 19 lipca panowały na torze Tarnowskiej Unii. Ale może warto zwrócić uwagę na to, że nie były to identyczne sytuacje, a kwestia przygotowania toru przed zawodami też ma spore znaczenie. Wiadomym jest, że przeniesienie czy odwołanie spotkania wiąże się również z kosztami, które muszą ponieść organizatorzy. Ale czy mimo wszystko warto jest poświęcać życie innych dla rozegrania zawodów? Wątpię, by kibiców satysfakcjonował fakt, że zamiast walki na torze oglądaliby... walkę z torem i o życie zawodnika. A może jednak większą frajdę co niektórym sprawiłyby widowiskowe upadki, kibice są różni...

 

Są tacy, którzy uważają, że decyzja zawodników była brakiem poszanowania kibiców. Przecież to właśnie dla fanów żużlowcy odegrali tyle spotkań w tym sezonie, za które de facto nie otrzymali wynagrodzenia! Wiele negatywnych emocji kumuluje fakt, że przedsezonowe założenia nie idą w parze z wynikami. Do tego dochodzi brak płynności finansowej i sytuacje podobne do wyżej przedstawionych. Całe zajście odbija się wielka czkawką, a w poszukiwaniu winnych wiesza się psy na każdym.

W tym miejscu chcę wspomnieć śp. Jana Łyczywka. Czasem mam takie wrażenie, że o jego zasługach wielu ludzi już zapomniało. Niestety od felernego dnia, w którym zginął ten wielki człowiek, ostrowski speedway ogromnie stracił. Przede wszystkim odeszła osoba, która poświęciła siebie, by ta dyscyplina sportu w Ostrowie stanęła na wysokim poziomie. Czy znajdzie się ktoś, kto będzie w stanie kontynuować to, do czego dążył Jan Łyczywek? 

Narazie w Klubie podjęto pierwsze kroki, ale czy one zmierzają ku ratowaniu dyscypliny, która ma wielkie tradycje w grodzie nad Ołobokiem? Rezygnację z funkcji dyrektora klubu złożył Janusz Stefański. Niebawem okazuje się, że ostrowski zespół pozbył się także prezesa, bo dymisję z pełnionej funkcji złożył Zenon Michaś, który stanowisko to piastował od 13 maja tego roku. Obecnie stery przejął Tadeusz Grondzielewski, który do tej pory był jednym z członków zarządu Klubu Motorowego Ostrów. Czy to pomoże?

Wszyscy zastanawiają się teraz co z żużlem w Ostrowie i jak będą wyglądały koleje losu Lazura Ostrów? Wszystko wskazuje na to, że optymistyczne wersje wydarzeń stają się coraz mniej realne. Większość osób obawia się o to, że jest to początek końca. Końca żużla w Ostrowie.

Komentarze

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!
Podobne artykuły

Motocaina na Youtube

Najnowsze artykuły

Motocaina na Instagramie

Gorące dyskusje