Nie masz zimówek? Jedź tramwajem!

24 grudnia 2010
Zima dopiero się zaczęła, a ja mam jej już serdecznie dość! I wcale nie chodzi mi o to, że śnieg, że zimno, że ciemno... Chodzi o warunki, jakie panują na drodze. A konkretniej o warunki, jakie tworzą w zasadzie sami kierowcy.
Loading module...

 


fot. Frendl

Znowu to samo! Ledwo wyjechałam z osiedla i już stoję! Powiedzcie mi, jak normalny człowiek o zdrowych zmysłach ma funkcjonować w takich warunkach? Jak załatwić jakąkolwiek sprawę, jeżeli pół dnia spędzam w samochodzie? Przecież to grozi schizofrenią albo przynajmniej depresją! Jak tak dalej pójdzie, to za chwilę wyląduję na intensywnej terapii w szpitalu psychiatrycznym! Nie rozumiem, ale to zupełnie nie jarzę, jak można jeździć po drodze z prędkością wózka widłowego? Oczywiście, wiadomo, że śnieg, że ślisko i że trzeba jeździć ostrożniej, ale żeby 35 km/h!? Czy ci kierowcy na głowę upadli? A może to ze mną jest coś nie tak, że jadąc tą sama drogą co te żółwie, szybciej jestem w stanie pokonać tą samą trasę bokiem, niż oni jadąc na wprost?

 

I tak wyjeżdżają te stonogi ślamazarne na publiczne drogi i tamują cały ruch. Przemieszczają się tworząc za sobą gigantyczne sznurki, a co najlepsze - jeszcze do tego się rozbijają - doprawdy, zachodzę w trzy głowy, ale nie potrafię zrozumieć, jak oni to do jasnej ciasnej robią.

 

O niedzielnych kierowcach w święta i sposobach radzenia sobie z korkami przeczytasz tutaj.

 

 

Podczas nieplanowanego postoju w korku, rodzi się agresja...
fot. Frendl

Ostatnia sytuacja. Miejsce - popularna droga przez tzw. „Trzy Górki" w Katowicach. Kilkukilometrowa droga z zaledwie trzema zakrętami. Przez las, żeby nie było. Trochę śniegu leży na drodze, ale przyczepność jest dobra, widoczność zresztą też. Według prawa można tutaj jechać 90 km/h. Według mnie bezpiecznie można to robić nawet przy 110 km/h. Dojeżdżam do sznurka samochodów poruszającego się z prędkością 45 km/h, zastanawiając się o co chodzi tym razem? Powoli konsekwentnie wyprzedzam - jeden, drugi, trzeci, czwarty... Dojeżdżam do pierwszego delikwenta i co widzę? Renault Thalia na oponach letnich. No tak, więc wszystko jasne... (swoją drogą: czy kiedykolwiek widzieliście kierowcę tego modelu jadącego dynamicznie?!). Przerażony gość z nosem w szybie pokonuje swe życiowe wyzwanie - „trudną" prostą. I w nosie ma to, że część z tych osób, które za nim się wloką, na pewno nie zdąży gdzieś na czas. Zawali ważną sprawę, nie zdąży do pracy, szkoły, na egzamin, spotkanie, a oprócz tego straci sporo nerwów i benzyny. Wszystko dlatego, że jeden osobnik nie założył zimowych opon! Bo miał taki kaprys, albo brakło mu kasy. Sick!

 

 

O agresji za kierownicą przeczytasz tu.

 

Jeżdżenie samochodem na letnich oponach w zimie to to samo, co chodzenie w bikini po Alasce. Nie dość, że auto zatamuje ruch, nie wjedzie pod górkę, zakopie się, to jeszcze przed skrzyżowaniem nie wyhamuje i wrąbie się nam w tyłek. Jaki z tego płynie morał? Jeżeli stać cię na auto, to musi być cię stać i na zimówki. Jeżeli nie, to zamknij furę w garażu i idź na przystanek tramwajowy, a nie utrudniaj innym ludziom życia!

W Norwegii posiadanie opon zimowych jest obowiązkowe. Od 4 grudnia również w Niemczech. Nie rozumiem, dlaczego w Polsce jeszcze nie.

    Komentarze

    Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Twój może być pierwszy!