Wywiad z Chrisem Pfeiffer’em – specem od akrobacji motocyklowych

Rozmawiamy z Chrisem Pfeiffer'em - kaskaderem i motocyklistą, stunterem. Ze swojej pasji do motocykli uczynił sposób na życie. Wywiad zamieszczamy także w wersji oryginalnej, w języku angielskim.

Chris już  jako mały chłopiec przejawiał zainteresowanie motocyklami
fot. za zgodą Chris’a Pfeiffer’a

Chris opowiedział nam o tym, że już jako 10- letni chłopiec zaczął jeździć na motocyklach. Jak sam o sobie mówi jest szczęśliwcem, który może spełniać swoje marzenia. Od 1996 roku uprawia zawodowo stunt i swoje umiejętności prezentuje w setkach występów na całym świecie wciąż przesuwając granicę własnych możliwości. Co roku wprowadza do pokazów nowe ewolucje, a ponadto prowadzi przeróżne projekty i bierze udział w zawodach off-road Extreme Riding. Od 2000 roku intensywnie trenuje na seryjnych motocyklach i to właśnie takich maszyn, którymi każdy z nas może wyjechać
z salonu, coraz częściej używa podczas swoich występów. Czterokrotnie, za każdym razem pośród aplauzu wielotysięcznej widowni, Chris sięgnął po tytuły Stunt Riding World Champion i European Stunt Riding Champion. Ma na swoim koncie rekordowy, bo najdłuższy skok bez użycia rampy najazdowej nad 33 osobami leżącymi obok siebie. Jako jedyny także odbijając się od dachu Hummera wskoczył na motocyklu BMW G 450 X  na wznoszący się 20 metrów nad wodą wąski łuk mostu Via Tina we Włoszech.

Jeśli wolisz czytać po angielsku, kliknij tu.

Jak wyglądał początek Twojej drogi ku chwale? Twoje pierwsze kilometry na motocyklu? Na pewno uprawiałeś jakieś sporty motorowe… W jakich dyscyplinach?
– Zacząłem jeździć, kiedy mój tata powrócił do jazdy na motocyklu, po przerwie jaką zrobił sobie ze względu na założenie rodziny. Miałem wtedy 5 lat. Najpierw ćwiczyłem w ogrodzie rodziców, a kiedy miałem 10 lat zacząłem pokonywać przeszkody – to był klasyczny „trial”. W wieku 22 lat rozpocząłem przygodę z freestyle, najpierw na motocyklach trialowych, a potem szosowych.

Chris Pfeiffer
fot. Red Bull

Ile lat zajęło Ci doprowadzenie swoich umiejętności do takiej perfekcji? Czy rodzice Ci w tym towarzyszyli, pomagali, czy ktoś – być może jakiś trener, czy Twój autorytet – stanął na Twojej drodze do sukcesu?
– Dzięki wieloletniej praktyce w trialu miałem bardzo dobrą kontrolę nad motocyklem, a to jest świetne przygotowanie do jeżdżenia jako stunt (kaskader motocyklowy). Uważam, że trial jest najlepszą szkołą każdej dziedziny sportów motocyklowych. Mój tato zawsze mnie wspierał, ale nigdy nie namawiał  na uprawianie sportu zawodowo i nie trenował ze mną. Zawsze ćwiczyłem więcej, niż rodzice oczekiwali. Miałem dobre wyniki w nauce, więc nie było przeszkód, żebym mógł sporo czasu poświęcać jeździe na motocyklu. Szczerze mówiąc ćwiczyłem każdego popołudnia kręcąc się wokół domu. Moim idolem był Jean Pierre Goy, a później AC Farias, który zainspirował mnie do zmiany dyscypliny z trialu na stunt.

Uprawiasz jednak dosyć niszowy sport. Czy ta unikatowość Ci odpowiada, czy myślisz w przyszłości o wypłynięciu na szerokie wody i zaangażowaniu np. w wyścigi, enduro, trial itd.? Czy kibicujesz szczególnie jakieś dyscyplinie sportów motorowych?
– Ciągle myślę jeszcze o wyścigach extreme enduro. To wyjątkowo trudne imprezy, takie jak Erzberg, czy Hellgate. Ale musiałem zdecydować: enduro albo stunting i teraz wiem, że podjąłem właściwą decyzję. Nie można w dzisiejszych czasach odnosić sukcesów w dwóch dyscyplinach. Ciągle jednak kocham trial, więc jeżdżę kilka razy w miesiącu.

Chris w Cape Town podczas
Red Bull Trial to be Wild
fot. Kolesky, Red Bull Photofiles

Jesteś doświadczonym stunt’em. Czy dzielisz się swoją wiedzą z młodymi adeptami tej dyscypliny? Czy w Niemczech są miejsca, gdzie można ćwiczyć tego rodzaju akrobacje?
–  Mam dwa takie miejsca, gdzie mogę trenować: halę gokartową zimą i szkołę nauki jazdy i sportów motorowych latem. Czasem inni kierowcy odwiedzają mnie i trenujemy razem, ale głównie ćwiczę sam.

Wiadomo, że na niemieckich autostradach w wielu miejscach nie ma ograniczeń prędkości. Jeździsz na co dzień motocyklem, czy samochodem? Masz tendencję do szybkości, czy raczej poruszasz się spokojnie
i bezpiecznie?

– W życiu codziennym wolę samochód. Motocykle oznaczają dla mnie sport ekstremalny i wolę jeździć na nich w zamkniętej przestrzeni. Lubię szybkość, ale to nie oznacza, że zawsze przekraczam ograniczenia prędkości prowadząc samochód. Zwykle prowadzę spokojnie i bezpiecznie.

Zdarzyła Ci się w życiu jakaś wyjątkowa porażka czy wyczekiwany sukces, który na zawsze utkwił Ci w głowie?
– No cóż, miałem poważny wypadek w 1999 roku z powodu problemów technicznych przedniego hamulca. Po tym zdarzeniu przygotowujemy moje motocykle wyjątkowo dokładnie do każdej próby. Ciągle nie mogę darować sobie, że nie zdobyłem tytułu Mistrza Świata w 2004 roku. Poziom mojego występu był naprawdę dobry, ale nie mogłem odnaleźć rytmu w trakcie zawodów i popełniłem wiele drobnych błędów.

Erberg, Austria
fot. Bernhard Spöttel, Red Bull Photofiles

Nie zaprezentowałem też nowych tricków i znalazłem się na drugim miejscu. 
Jest wiele dni, pełnych sukcesów, których nigdy nie zapomnę ale wyjątkowym i zadziwiającym był ten, kiedy zdobyłem Mistrzostwo Świata w 2003 roku. To był pierwszy raz, kiedy brałem udział w zawodach i nie mogłem uwierzyć, że stoję na najwyższym stopniu podium naprzeciwko mojego bohatera AC Fariasa.

 

Widziałyśmy Cię na Motorrad Days w GaPa na BMW G 450 X; jak zwykle byłeś niesamowity! Co sprawia Ci większą radość, ujeżdżanie enduro czy freestyle? Co sądzisz o motocyklach, na których jeździsz obecnie? Czy jest w nich coś szczególnego, co Cię urzeka?

– Po pierwsze moją pasją jest „stunting” i choć ciągle kocham enduro i trial to traktuję to bardziej jako zabawę i jako ćwiczenie umiejętności, czy trening dla zachowania sprawności fizycznej. Jestem absolutnie zakochany w moim F800R. Jest to mój ulubiony motocykl.

Osiągnąłeś już tyle, że chyba więcej w tej dyscyplinie nie można. Oczywiście gratulujemy Ci utrzymania pozycji lidera w Indoor World Champs, ale zastanawiamy się, czy cieszysz się z kolejnej nagrody, czy to już pewien rodzaj rutyny?

Indoor World Champ, Zurich 2008
fot. Bernhard Spöttel, Red Bull Photofiles

– Nie, absolutnie nie rutyna. Trzecie  z kolei zwycięstwo w Indoor World Championship napawa mnie jeszcze większą dumą niż drugie. Łatwiej zwyciężyć raz, niż utrzymać tytuł i dlatego to świetne uczucie wygrać po raz kolejny tak trudne zawody. Współzawodnictwo nie jest jednak dla mnie najważniejsze w sporcie. Przygotowywanie nowych ewolucji i ich kombinacji jest prawdziwą motywacją.

Jak długo przygotowywałeś się do skoku nad 33 osobami? Jak to przebiegało? Chyba nikt przy tym nie doznał uszczerbku na zdrowiu?
– Nikt oczywiście nie ucierpiał! W trakcie treningów skakałem wielokrotnie przez ułożone paczki. Szybciej
i szybciej. Dalej i jeszcze dalej. Do ćwiczeń używałem motocykla trialowego.

Na jakich motocyklach jeździłeś wcześniej, przed BMW F800R? Czy masz do jednego z nich jakiś sentyment?
– Zanim przesiadłem się na BMW jeździłem na Ducati i Suzuki. Ciągle zresztą kocham wygląd i dźwięk Ducati, ale akrobacje na nim nie były zbyt łatwe. Zrobiłem wielki krok do przodu, kiedy zacząłem jeździć na BMW F800.

Wiemy, że Twoja obecna beemka jest zbliżona do wersji seryjnej. Jednak jak bardzo  ingerujesz w mechanikę swojej maszyny? Sam w niej „dłubiesz”, czy raczej oddajesz w ręce fachowców?
– Mam swojego własnego mechanika. Jest moim pracownikiem i przygotowuje moje motocykle tak, jak tego potrzebuję. Samo BMW udziela nam wsparcia technicznego, ale największa część pracy wykonywana jest w moim domowym garażu, gdzie pracuje Hans – mój mechanik.

Chris bardziej prywatnie
fot. Simon Pukl, Red Bull Photofiles

Twój kalendarz jest mocno napięty. Czy cały czas musisz trenować pomiędzy imprezami, czy możesz sobie pozwolić na kilka tygodni laby? Co lubisz robić poza jeżdżeniem na motocyklu?
– Muszę przyznać, że nie znoszę faktu, że tyle dni wypełniają mi podróże i spędzam je na lataniu, lub na autostradach i nie mogę trenować. Kiedy jestem w domu ćwiczę dwie godziny dziennie. Mój poziom techniczny nie ucierpi, jeśli odpuszczę trening przez kilka tygodni. Tylko to nie jest kwestia utrzymania poziomu, ale stawania się coraz lepszym.
Mój program ćwiczeń obejmuje jazdę na rowerze górskim, jogging, narciarstwo biegowe, gimnastykę i streching. Nie podnoszę ciężarów i nie chodzę do studia fitness. A dla zabawy lubię jeździć na nartach i oczywiście uprawiam trial i enduro.

 

Znasz jakiś polskich freestylowców / stunt’ów motocyklowych? Być może zetknąłeś się na świecie z jakąś kobietą uprawiającą podobny sport, która wywarła na Tobie wrażenie?
– Spotkałem się z Hubertem „Raptownym”, kiedy byłem w Warszawie i muszę stwierdzić, że prezentuje dość dobry poziom. Jest także młody Polak, który występował w Indoor World Championship (Rafał Pasierbek, przyp. red.). Jest bardzo dobry i ma talent. Jest kilka kobiet kaskaderek, ale ich występy nie są jeszcze na wysokim poziomie.

Czy u własnego syna Hannes’a, a może u córek zauważasz już jakieś predyspozycje motocyklowe? Będziesz chciał, żeby Twoje dzieci najpierw dzieliły, a potem być może kontynuowały Twoją pasję?
– Hannes ma dopiero 2 lata i już zwariował na punkcie dwukołowych pojazdów. Pierwszym słowem rano jest : moto, moto. Imituje moje triki na swoim trójkołowym rowerku i uwielbia przejażdżki ze mną na enduro w ogrodzie. Moje córki mają małe 50-tki oraz quada i lubią towarzyszyć mi kiedy biegam. Ale oprócz tego chyba wolą narty, taniec i muzykę. Dla mnie i mojej żony najważniejsze jest, aby miały pasję, jakąkolwiek.

Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy wszystkiego najlepszego.

Zostaw komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wszyskie pola są wymagane do wypełnienia.

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze

Najnowsze